Выбрать главу

– Emma i ja będziemy mieszkać w jednym pokoju, tato.

– Wobec tego dwa.

Ramsey odwrócił się do Molly.

– Twój ojciec chce wziąć mnie na spytki – powiedział cicho. – Zabierz teraz Emmę na górę.

Molly nie miała ochoty zostawiać go samego. Ramsey świetnie o tym wiedział.

– Proszę, Molly, idź z nią. Poradzę sobie.

– Nie – odparła. – Emma jest moją córką. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek wysyłał mnie do kuchni po herbatę! Ramsey rozumiał, o co jej chodzi.

– Może trochę później – odezwał się do Masona. – Molly i ja chcielibyśmy pomóc Emmie rozgościć się w pokoju. Jeżeli potem Emma zgodzi się zostać z Milesem, zejdziemy na dół i udzielimy panu wszelkich możliwych wyjaśnień.

Mason Lord obrzucił córkę zimnym spojrzeniem.

– Zabierz dziecko na górę, Molly. Chcę porozmawiać z panem Huntem w cztery oczy, a ciebie i tak nie było przy tym, jak znalazł Emmę. Poza tym chciałbym jeszcze raz podziękować mu za to, że was tu przywiózł. Przestań się wygłupiać, Molly, nie jesteś już młodą kozą. Zabieraj dzieciaka. Sędzia Hunt i ja musimy omówić parę spraw…

Molly wstała, drżąc na całym ciele. To dziwne, że ojciec potrafi tak szybko doprowadzić mnie do ostateczności, pomyślała. Ale tym razem nie miała zamiaru zabierać swoich zabawek i znikać ze sceny. Zdaniem ojca powinna podkulić ogon i uciec chyłkiem… Podniosła głowę. Zbyt wiele przeszła, aby teraz pozwolić przejąć kontrolę nad swoim życiem. Musiała zachować spokój i nie okazywać, że nadal jest pod jego wpływem.

– Rozumiem – przerwała mu spokojnie i lekko dotknęła ramienia Emmy. – Nie jesteś już głodna, kochanie? Więc wytrę ci buzię, dobrze? No, to wychodzimy. Okazało się, że to miała być tylko krótka wizyta. Chodź, Emmo. – Molly uśmiechnęła się do Ramseya. – Idziesz z nami?

– Oczywiście – odparł i skinął Milesowi głową. – Dziękuję za lemoniadę i ciasto. Było pyszne.

– Nie odzywaj się do mnie w ten sposób, Molly!

– Nie mówiłam przecież do ciebie, tato. Do widzenia. Cieszę się, że wreszcie cię poznałam, Eve. Jesteś niezwykłą macochą.

– Przestań, co ty wyprawiasz? Dokąd się wybierasz?

Kiedy dorastała, wiele razy przemawiał do niej tym zimnym, surowym tonem. Odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy.

– Wychodzimy, tato – powiedziała spokojnie. – Najwyraźniej tylko jedno z nas jest tutaj mile widziane, a tym kimś nie jest ani twoja córka, ani wnuczka.

– Chciałem się tylko dowiedzieć, co zaszło i jakie sędzia Hunt ma plany, do diabła!

– O tym wszystkim możemy opowiedzieć ci wyłącznie we dwoje, tato. Przykro mi, ale z tego, że jesteście mężczyznami, wcale nie wynika, iż macie rządzić moim światem.

– Co też ty powiesz? Gdyby mężczyzna nie pojawił się na horyzoncie, Louey nadal biłby cię rano i wieczorem.

Molly wiedziała, że Emma dokładnie usłyszała słowa Masona.

– Cicho bądź – rzekła, starając się zapanować nad sobą. – Lepiej już nic nie mów.

Mason ujrzał, jak dziewczynka odwraca się, wyraźnie zaniepokojona, i wbija w niego niepewny wzrok. Najwyraźniej nie wiedziała, o co chodzi, ale wkrótce zrozumie. Mocno trzymała za ręce Molly i sędziego. Czy Molly zaprosiła już Ramseya Hunta do swojego łóżka? Mimo obecności córki?

– Niech pan tu wraca – odezwał się do Hunta. – Nigdy nie zgodzę się, aby wyszedł pan teraz z mojego domu i zabrał je ze sobą. Biorąc pod uwagę, kim pan jest, nie ma szans na to, aby was nie rozpoznali.

Zupełnie niespodziewanie Eve podniosła się z sofy i obdarzyła ich wszystkich pięknym uśmiechem.

– Może jeszcze trochę lemoniady? – zapytała czarującym głosem wzorowej pani domu. – Na pewno chętnie się napijecie, zresztą ja również.

To był bardzo długi dzień, aż zbyt długi bez Ingrid. Louey Santera potarł kark, usiłując rozluźnić napięte ze zmęczenia mięśnie. Koncert sprawił mu ogromną frajdę, burzliwe oklaski brzmiały jeszcze w uszach, ale teraz, po zejściu ze sceny, czuł się fatalnie. Dałby wszystko, aby w pobliżu czekała Ingrid, Ingrid ze swoimi sprawnymi dłońmi…

Niestety, wczoraj sam dał Ingrid dzień wolny i dziewczyna pojechała odwiedzić rodziców we Frankfurcie. Może któraś z jego fanek chciałaby go wymasować? Podszedł do drzwi i otworzył je jednym szarpnięciem.

– Alenon! Chodź no tutaj!

Zza ściany wystawił głowę młody, chudy chłopak z obsypaną krostami twarzą i prostymi, rzadkimi jasnymi włosami.

– Tak, szefie?

Nawet jego głos był słaby, taki jakiś byle jaki…

– Przyprowadź mi dziewczynę, która będzie umiała rozmasować mi kark i ramiona.

Po pięciu minutach Alenon wrócił, prowadząc drobną, czarnowłosą dziewczynę. Miała najwyżej szesnaście lat, wyglądała na zupełne dziecko. Czy była jedną z jego fanek, które włóczyły się za nim wszędzie niczym grupka szczeniąt? Miał wrażenie, że nigdy wcześniej nie widział jej twarzy.

– To jest Karolina, proszę pana. Mówi, że jej matka jest masażystką i ona też umie masować.

Louey spojrzał dziewczynie w oczy. Niewykluczone, że rzeczywiście miała dopiero szesnaście lat, ale z pewnością nie brakowało jej doświadczenia. Kiwnął głową.

– Cześć, Karolino. Możesz mi pomóc?

– Z przyjemnością, panie Santera – odparła płynnym angielskim. – Czy z pańską córeczką już wszystko w porządku? Czytałam w gazecie, że została porwana.

Cóż to znowu za gówno?

– W jakiej gazecie?

– „Berliner Zeitung” wydrukował artykuł o panu, a na samym dole była krótka notatka o porwaniu pańskiej córki. Dziennikarka napisała, że wydarzyło się to gdzieś na Dzikim Zachodzie. Bardzo mi przykro…

Skąd ta dziennikarka mogła o tym wiedzieć? Przecież przez cały czas tylko słuchała, pilnie notowała każde słowo i obejmowała go nogami, więc chyba nie miała kiedy węszyć?! Louey wymamrotał coś na temat Emmy, ale nie było to nawet pełne zdanie! Musiała zadzwonić do Denver…

– Mówisz po angielsku o wiele lepiej od tej dziennikarki – odezwał się do dziewczyny.

– Moja matka jest Amerykanką.

– Ach, tak… – mruknął nieuważnie, rozcierając sobie szyję.

Patrzył, jak Karolina fachowo rozpościera flanelowe prześcieradło na stole do masażu. Kiedy skończyła, cofnęła się o krok. Louey uśmiechnął się i zaczął się powoli rozbierać. Gdy sięgnął do gumki szortów, Karolina podała mu rozłożony ręcznik.

– Należę do ruchu Al – Anon – powiedziała, masując jego stopy. – To organizacja dla dzieci, których rodzice są alkoholikami. Dlaczego nazywa pan tak Rudy’ego?

Rudy? Więc tak miał na imię ten krostowaty chudzielec? Louey wzruszył ramionami, z konieczności mało wyraziście, bo leżał na brzuchu.

– Ponieważ mnie to bawi – odparł.

– Rozumiem. – Karolina przesunęła się trochę.

Louey poczuł, jak jej palce wbijają się w obolałe ramiona i zamknął oczy. To był najlepszy masaż w jego życiu. Kiedy obudził się dwie godziny później, Karoliny już nie było. Alenon stał nad nim i obserwował go uważnie. Ciekawe, jak długo? Może chrapał? Albo się ślinił?

– Czego chcesz? – warknął.

– Mam wiadomość od pana Lorda.

– Tylko nie to! – jęknął Louey, siadając i owijając biodra prześcieradłem. – Kiedy dzwonił? Co powiedział?

– Jakiś człowiek zadzwonił w imieniu pana Lorda i powiedział, że nie musi rozmawiać z panem bezpośrednio, szefie. Kazał przekazać, że pana córka jest już bezpieczna i znajduje się teraz w domu pana Lorda. To wszystko.

Rudy Brinker ujrzał, jak jeden z najbardziej utalentowanych ludzi na świecie chowa twarz w dłoniach. Wyglądał na przygnębionego, nawet załamanego, ale gdy się odezwał, w jego głosie brzmiała wściekłość. Louey klął bez przerwy przez jakieś trzydzieści sekund. Potem zamilkł i wtedy Rudy cicho wyszedł z pokoju. Poszedł w głąb korytarza, do pokoju pana Murdocka i dwa razy zapukał we framugę.