Drzwi otworzył najszpetniejszy mężczyzna, jakiego Rudy kiedykolwiek widział.
Rozdział 14
Mason Lord poruszył kieliszkiem sławnej firmy Waterford, przyglądając się, jak złocisty koniak osiada na jego ściankach. Był to wspaniały koniak, prawdziwa rozkosz dla podniebienia, i Mason codziennie po kolacji pozwalał sobie na jeden niewielki kieliszek.
Eve siedziała na kanapie, oglądając telewizję. Był to chyba jeszcze jeden z tych idiotycznych programów w rodzaju Koła fortuny, tylko znacznie gorszy. Chociaż Mason gardził gustem Eve już przed ślubem, jej ciało budziło w nim wyłącznie pożądanie, a zgodnie z jego sposobem myślenia, pogarda pod żadnym względem nie dorównywała żądzy.
Eve spojrzała na niego. Oderwała wzrok od ekranu telewizora, co oznaczało, że przyszedł czas na reklamy.
– Co zamierzasz z nimi zrobić, Mason?
Przełknął ostatni łyk koniaku i ostrożnie postawił kieliszek na marmurowym blacie stołu.
– Chciałem, żeby tu przyjechali – powiedział. – Słyszałaś przecież, że zapraszałem ich, kiedy wcześniej rozmawiałem z Molly przez telefon.
– No i posłuchała cię…
– Ale wbrew sobie. Namówił ją ten facet, Ramsey Hunt. – Zerknął na złotego roleksa na przegubie swojej dłoni. – Obiecał, że zejdzie, żeby ze mną porozmawiać. Miles miał mu przekazać, aby zostawił Molly na górze.
– I co? Przekazał?
– Tak. Powiedział mu, że musi to zrobić, jeśli zależy mu na mojej opiece. Zrobi, co kazałem, bo jestem mu potrzebny.
Mason nerwowo przeczesał włosy palcami. Eve zmierzyła go zdumionym spojrzeniem.
– Co się dzieje?
– Muszę krótko trzymać Molly. Zachowywała się wobec mnie w taki sposób, że o mało jej nie uderzyłem, Eve.
– Ale nie zrobiłeś tego, prawda? Kiedy zagroziła, że odejdzie, wycofałeś się i powiedziałeś to, co chciała usłyszeć. – Przerwała na chwilę, bo program znowu się zaczął. – Pochlebiłeś jej i dała się nabrać. Dobrze wiesz, jak trzymać ją pod kontrolą.
– Nie – odparł Mason. – Molly wcale nie dała się nabrać. Boi się o Emmę i jest gotowa zawrzeć układ z samym diabłem, żeby zapewnić dziecku bezpieczeństwo, nawet jeżeli tym diabłem okaże się jej ojciec.
Wiedział jednak, że gdyby się nie wycofał, Molly już by tu nie było. Zabrałaby dziecko, a ten facet odszedłby razem z nimi. Nie ma mowy, na pewno z nim sypia, bo przecież inaczej nie wzięłaby go tak szybko pod pantofel.
Mason spojrzał na żonę, która znowu w skupieniu oglądała program. Podszedł do okna wielkiego salonu i cicho otworzył wysokie drzwi, wychodzące na otoczony murem, piękny ogród w angielskim stylu. Łagodne powietrze pachniało hiacyntami, różami i jaśminem. Sam wybierał krzaki jaśminu, które posadzono pod oknami domu. Wokół panowała zupełna cisza. Bardzo niewiele osób wiedziało, że jego posiadłości strzeże sześciu ochroniarzy. Zaraz po przybyciu Molly, Emmy i Ramseya zarządził wzmocnienie ochrony. Odwrócił się od okna. Z holu szedł ku niemu Miles.
– Emmie bardzo smakowało spaghetti, które dla niej ugotowałem – oświadczył. – Makaron był w kształcie dinozaurów z Parku Jurajskiego.
Mason Lord bez słowa patrzył na człowieka, który od dwudziestu dwóch lat prowadził jego dom, zawsze gotów spełnić każde jego życzenie. Miles zaczął u niego pracować, kiedy Molly była małą dziewczynką, i nigdy nie zwracał na nią szczególnej uwagi. Dlaczego Emma zawojowała go bez reszty? Oczywiście, że była ładna, po prostu skóra zdarta z Alicii, ale co z tego? Do Alicii też nie był szczególnie przywiązany…
Ramsey Hunt schodził do niego po szerokich schodach z prawej strony holu. Był dobrze ubrany, w czarne spodnie i białą koszulę. Bez krawata, ale okazja nie wymagała formalnego stroju.
– Wytłumaczył pan wszystko Molly? – zapytał Mason.
– Tak.
– I wyjaśnił jej pan, jak ma się zachowywać w moim domu?
Ramsey z trudem powstrzymał uśmiech. Taktyka Masona bardzo go bawiła.
– Molly dokładnie wie, jak ma postępować. Miles powiedział mi, że chce pan ze mną pomówić.
– Tak, ale tylko z panem, bez Molly. Ona nie ma zielonego pojęcia ani o interesach, ani o strategii.
– Zostawiłem Molly w jej sypialni. Uczy Emmę czytać. Mała jest naprawdę bardzo inteligentna.
– Ja przeczytałem Moby Dicka, kiedy miałem pięć lat.
– Podobno Molly także zaczęła bardzo wcześnie czytać. To dość niezwykłe.
Mason Lord zupełnie o tym zapomniał.
– Chodźmy do gabinetu – zaproponował. – Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał.
Zamknął podwójne dębowe drzwi, odcinając się od odrażających odgłosów wulgarnej uciechy, dobiegających z telewizora.
– Dowiedziałem się, że kiedy odkrył pan, iż Louey Santera uderzył Molly, natychmiast przyjechał pan do Denver – zaczął Ramsey bez ogródek. – Szczerze gratuluję panu tego posunięcia.
Mason Lord popatrzył na wysokiego mężczyznę, stojącego obok biurka. Hunt zachowywał się zupełnie naturalnie, jego twarz była otwarta, nawet pełna podziwu.
– Nie zamierzałem pozwalać, żeby ten pokurcz krzywdził moją córkę. Oto motto Masona Lorda, pomyślał Ramsey z ulgą.
– Nie wątpię, że wobec Emmy czuje pan dokładnie to samo, przecież to pańska wnuczka. Jak pan myśli, kto stoi za tą sprawą?
– To porwanie. Louey jest bogaty, no, może nie tak bogaty jak przed rozwodem z moją córką, ale w każdym razie na pewno nie ubogi. Te koncerty w Europie przynoszą gówniarzowi grube miliony.
– Nie, panie Mason, to nie jest zwykłe porwanie. Mówiłem panu, że śledziło nas kilku ludzi. Sam pan na pewno wie, ile osób potrzeba do przeprowadzenia takiej operacji. Moim zdaniem co najmniej dwie. Tak czy inaczej, nie chodzi tu tylko o porwanie. To coś więcej, dam sobie rękę uciąć. – Ramsey na chwilę zawiesił głos. – Nie wie pan jeszcze, że Emmę wywieziono do jakiegoś domu w górach, gdzie została zgwałcona. Była też bita. To jeszcze jedna rzecz, nad którą musimy się zastanowić. Emmę powinien zbadać lekarz internista i psychiatra dziecięcy. Dręczą ją koszmarne sny. Ani Molly, ani ja nie rozmawialiśmy z nią o tych przeżyciach, ponieważ zwyczajnie baliśmy się pogorszyć sytuację.
Krew odpłynęła z twarzy Masona Lorda. Ramseyowi wydawało się, że zwymiotuje albo wpadnie w furię, lecz opanował się nadludzkim wysiłkiem. Jego twarz zaczęła stopniowo przybierać normalny kolor, odetchnął głęboko.
– Ci dranie właśnie podpisali na siebie wyrok śmierci – warknął, patrząc Ramseyowi prosto w oczy.
– Nie podjąłbym się wykonania tego wyroku, ale doskonale pana rozumiem.
– Wydawało mi się, że zajmuje się pan podtrzymywaniem sprawiedliwości i cennych praw takich degeneratów.
– Tak – odparł Ramsey. – Moja praca polega właśnie na tym – strzegę sprawiedliwości i praw wszelkiego rodzaju degeneratów…
Mason Lord spojrzał na niego ostro, lecz wyraz twarzy Ramseya nie zmienił się nawet na jotę.
– Chociaż niechętnie, ale jednak muszę przyznać panu rację – oznajmił Mason. – Jest bardzo prawdopodobne, że ta sprawa ma coś wspólnego ze mną albo z Loueyem. Muszę mieć trochę czasu, żeby spokojnie się nad tym zastanowić. Rozmawiałem już z Buzzem Carmenem i mówiłem mu, że za tą akcją mogą kryć się moi wrogowie. Zobaczymy.
– Chciałbym zostawić tu Molly i Emmę. Będę przynajmniej pewny, że pod pana opieką są bezpieczne.
– Zamierza pan przeprowadzić śledztwo na własną rękę? – zapytał Mason. – Sądzi pan, że zrobi pan więcej niż ja?