Выбрать главу

– Pańscy ludzie nie zdziałali zbyt wiele w Kolorado. Mam lepsze kontakty.

– Jakie? Bandę gliniarzy i prawników z San Francisco? Ramsey pokręcił głową.

– Wolę zatrzymać te informacje dla siebie, zwłaszcza że na pewno nie spotkałyby się z pańską aprobatą.

Mason Lord poczuł, jak na jego szyję wypełza gorący rumieniec. Powoli podniósł się z krzesła i oparł dłonie na pięknym mahoniowym blacie biurka, lecz nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ właśnie w tej chwili drzwi się otworzyły i do gabinetu wkroczyła jego córka. Na twarzy Molly gościł szeroki uśmiech.

– Czy bardzo się spóźniłam? – zwróciła się do ojca. – Przepraszam za spóźnienie, ale Emma nie była jeszcze gotowa do snu. To szczera prawda, że praca matki nigdy się nie kończy. No, teraz możemy wreszcie wymienić się przemyśleniami, tato.

Ramsey mrugnął do Masona Lorda.

– To nie najgorszy pomysł – zauważył. – Molly ma mózg jak komputer, więc byłoby głupio go nie wykorzystać. Szkoda, że nie widział pan, jak prowadziła samochód, kiedy uciekaliśmy.

Mason Lord usłyszał idiotyczną muzyczkę, stanowiącą wiodącą melodię teleturnieju. Wiedział, że do jego obitego specjalnymi wyciszającymi płytami gabinetu nie powinien dobiegać żaden dźwięk z salonu. Czyżby Eve puściła telewizor na cały regulator? Chłodno spojrzał na córkę.

– Idź zająć się swoim dzieckiem.

– Twoja wnuczka świetnie bawi się z Milesem. Porozmawiajmy.

– Więc pooglądaj z Eve teleturniej.

– Nie znam Eve i nie cierpię teleturniejów. Tak czy inaczej, w tej chwili ani przebywanie z Eve, ani oglądanie teleturniejów nie zajmują wysokiego miejsca na liście moich priorytetów.

Mason miał ochotę powiedzieć, żeby wyniosła się do wszystkich diabłów, że to jego dom i że to on wydaje tutaj polecenia. W ostatniej chwili spojrzał córce w oczy i wyczytał w nich ból, bunt oraz determinację.

– No dobra, niech ci będzie – mruknął.

Ramsey Hunt się uśmiechnął. Jeszcze nie powiedział Molly, że zamierza na jakiś czas zostawić ją tutaj z Emmą. Unikał myśli o tej konieczności. Na pewno urządzi mu wściekłą awanturę, ale przecież musi coś zrobić.

Molly poklepała go po ramieniu.

– Nawet o tym nie myśl – powiedziała pogodnie. – Usłyszałam, jak mówiłeś ojcu o wyjeździe. Nie, Ramsey, nie ma mowy, żebym puściła cię samego.

Ramsey spojrzał na Masona Lorda.

– No dobra, niech ci będzie – mruknął.

– To wszystko nie trzyma się kupy – zwierzył się Dillon Savich agentce Sherlock, która była jego żoną od sześciu miesięcy, dwóch tygodni i trzech dni. – Próbowałem z MAXEM różnych podejść, ale on nie jest w stanie nic wycisnąć z podanych informacji.

MAX był laptopem i najbliższym współpracownikiem Dillona, i właśnie dlatego otrzymał imię. W FBI mówiono, że Dillon potrafi namówić laptopa nawet do tańca, co wcale nie było niezgodne z prawdą. Sherlock poklepała MAXA po obudowie.

– Masz mnóstwo przypuszczeń, ale niewiele faktów – rzekła. – MAX lubi konkrety, nie zgadywanki.

– Czy tak się sprawy mają, MAX? – Savich lekko uderzył w klawisz laptopa.

– Tak jest, szefie – odezwał się głęboki, łagodny głos. Sherlock się roześmiała.

– Ciągle nie mogę się przyzwyczaić do tego głosu. Jesteś najzwyklejszym zboczeńcem, Dillon. Będziesz musiał dać mu inny, kiedy MAX znowu zechce zmienić płeć i zostać MAXINE.

– Chcesz zgłosić się na próbę?

– Czy twoim zdaniem wyglądam na MAXINE?

Dillon spojrzał na nią poważnie i potrząsnął głową.

– Nie, ale nie martw się. Wymyślę coś, kiedy przyjdzie czas na nieuniknioną zmianę płci. Szkoda, że nie widziałaś miny Jimmy’ego Maitlanda, kiedy zadałem MAXOWI przygotowane wcześniej pytanie. Za pierwszym razem o mało nie zemdlał. Teraz siada wygodnie, z rękami opartymi na kolanach, i czeka, zupełnie jak dzieciak, który nie może doczekać się projekcji ulubionego filmu rysunkowego.

Sherlock była jednak świadkiem reakcji szefa Dillona, gdy MAX z nieukrywaną irytacją odpowiedział na inne pytanie. „Szczerze mówiąc, Savich, nie mam ochoty dłużej zajmować się tym całym bałaganem”, oświadczył MAX, Maitland wybiegł wtedy z pokoju Savicha, domagając się, aby wszyscy obecni w pobliżu na własne oczy zobaczyli, do czego zdolny jest ten cholerny komputer.

Lekko trąciła Dillona w bok.

– Musimy zdobyć więcej informacji – powiedziała. – Ramsey dzwonił do ciebie dziś rano z San Francisco, prawda? Czy później kontaktował się z tobą?

– Nie, ale przynajmniej teraz wiemy, gdzie jest.

– Aż trudno mi to sobie wyobrazić – Ramsey Hunt, sędzia federalny, w domu Masona Lorda w Oak Park! Nie do wiary!

– Trudno też uwierzyć, że Molly jest córką Masona Lorda. Ramsey na pewno miał ciężki dylemat, kiedy odkrył, że będzie musiał zwrócić się do niego o pomoc. Dobrze chociaż, że dziewczynka jest teraz bezpieczna. Podobno dom Lorda to prawdziwa forteca. – Dillon westchnął. – Z drugiej strony, biorąc pod uwagę powiązania Lorda ze światem przestępczym, nie dziwię się, że Ramsey miał poważne wątpliwości. Próbowałem namówić go, żeby skontaktował się z FBI, ale odmówił. Powiedział, że w tej chwili nie widzi lepszego wyjścia i prawdopodobnie ma rację. Bardzo mu zależy, aby uchronić małą przed pytaniami ze strony gliniarzy i psychologów, przynajmniej do chwili, kiedy dowiemy się, kto się za tym wszystkim kryje. Chcesz obejrzeć zdjęcia, które właśnie otrzymaliśmy za pośrednictwem satelity wojskowego? Sherlock się uśmiechnęła.

– A są interesujące, proszę pana?

– Dosyć. – Dillon nacisnął klawisz i po chwili na ekranie laptopa ukazały się zdjęcia wielkiego domu Masona Lorda.

Savich musnął drugi klawisz i wywołał drugie zdjęcie, przedstawiające dom od wschodniej strony.

– Te ujęcia dopiero przyszły. Doliczyłem się sześciu ludzi z ochrony, którzy stale pilnują posiadłości. A teraz przejdźmy do sedna sprawy, czyli samego wielkiego bossa. – Oboje ujrzeli przed sobą szczupłą, bardzo przystojną twarz Masona Lorda. – Nie jest najgorszy, prawda?

– Całkiem niezły. A to kto? Jego córka?

– Nie, nie, to jego druga żona. Młodsza od córki.

Sherlock wymamrotała jakąś bardzo niepochlebną uwagę pod adresem Masona Lorda. Obejrzeli jeszcze kilka zdjęć gangstera i jego żony, po czym Savich znowu nacisnął klawisz laptopa.

– To jest Molly Santera i jej córka Emma. Sherlock milczała chwilę.

– Potrzebujemy czegoś więcej, Dillon.

Agent do zadań specjalnych Dillon Savich, szef wydziału zapobiegania przestępczości FBI, odchylił do tyłu krzesło i obrzucił żonę bacznym spojrzeniem.

– Co sugerujesz, Sherlock?

– Na początek pojechałabym zobaczyć się z tym farmerem z Loveland w Kolorado. Z tym, co to sprzedał ciężarówkę, którą potem posłużyli się ludzie śledzący Ramseya.

Po plecach Dillona przebiegł nagle chłodny dreszcz. Nachylił się do przodu, nie spuszczając wzroku z twarzy Sherlock.

– Uważasz, że on wie, kim są ci ludzie, prawda?

– Tak mi się wydaje. Powinniśmy pojechać tam i naprawdę poważnie z nim porozmawiać. Poza tym w tej chwili nie mamy żadnych innych tropów.

– Zgoda. Ja także sądzę, że ten farmer sporo wie. Ktoś z naszego biura w Denver powinien tam jak najszybciej pojechać.

Sherlock zdecydowanie potrząsnęła głową.

– Nie, agent Anchor jest teraz zajęty czym innym. Założę się zresztą, że już wcześniej doszedł do wniosku, iż farmer nie miał pojęcia, komu sprzedaje półciężarówkę. Krótko mówiąc, nie sądzę, żeby nagle, pod wpływem naszych sugestii, zmienił tok rozumowania. Fama głosi, że agent Anchor ma problemy z tak zwanymi stosunkami międzyludzkimi. Włazi w tyłek swoim zwierzchnikom i pomiata podwładnymi, a także lokalną policją. Dlatego musimy zrezygnować z pomocy Anchora i załatwić to sami, zwłaszcza że my nie stoimy po stronie FBI, ale dziecka.