Выбрать главу

– Kto to, Louey? Dlaczego tak dyszysz? Molly roześmiała się głośno.

– Przywieź ją ze sobą, Louey. Nie chcemy, żebyś czuł się samotny. Odłożyła słuchawkę. Ramsey z trudem powstrzymywał śmiech.

– Gdybym miał określić, kto ma większe szanse zmusić go do powrotu, sąd czy Mason, bez wahania postawiłbym na twojego ojca.

– Oczywiście. – Ziewnęła. – Ojciec potrafi przestraszyć każdego, i to na śmierć.

– Podobają mi się twoje włosy – powiedział nagle Ramsey, zaskakując Molly i samego siebie.

Zamrugała niepewnie.

– Moje włosy? Co powiedziałeś? Podobają ci się moje włosy?

– Tak. Są gęste i pełne życia. Całe w lokach… Masz piękne włosy, Molly.

– Mnie również podobają się twoje włosy.

Zaczął się śmiać, a po chwili Molly przyłączyła się do niego. Drzwi otworzyły się i do pokoju zajrzał Mason Lord.

– Co się tu dzieje? Z czego się śmiejecie? Molly tylko potrząsnęła głową.

– Pojedziemy po Loueya na lotnisko? – zapytała. Mason powiódł po nich obojgu czujnym spojrzeniem.

– Najlepiej będzie, jeżeli Loueya odbierze z O’Hare sędzia Hunt. To powinno zbić tego gnojka z tropu.

Ramsey skinął głową.

– Z przyjemnością to zrobię. Mam sporo do powiedzenia panu Santerze. Posłużę się swoim dawnym prokuratorskim stylem.

– Moja córka nie ma ładnych włosów – oznajmił dobitnie Mason Lord. – Wygląda jak dorosła wersja sierotki Annie z musicalu. Odziedziczyła włosy po babce.

Ramsey poczuł nagle, że ma dość Masona.

– Dlaczego nie powie pan Molly, że jest pan szczęśliwy, widząc ją po trzech latach? – zapytał chłodno. – Może warto byłoby poinformować ją, że jest mądra i twarda, a pan jest największym szczęściarzem świata, bo ma pan taką wspaniałą córkę?

Mason Lord odwrócił się na pięcie i opuścił sypialnię. Ramsey zdał sobie sprawę, że posunął się za daleko. Mason był wściekły, bliski wybuchu, ale kiedy przystanął w progu, okazało się, że jego furia wcale nie koncentruje się na Ramseyu.

– Niech pan nie traci czasu na romans z moją córką – rzucił cicho, ze złością. – Louey mówił, że w łóżku jest zimna jak ryba. Zero przyjemności. Oczywiście, przywołałem go do porządku, kiedy dowiedziałem się, że powiedział coś takiego, ale prawdopodobnie coś w tym jest.

Molly nie wyglądała na głęboko zranioną słowami ojca.

– Cóż, Louey to ekspert, prawda? – odezwała się rozbawionym tonem. – Tak czy inaczej, bardzo się cieszę, że nie złapałam od niego jakiegoś choróbska, tato.

Mason zawahał się w progu i bez słowa zniknął.

– Tworzycie niezły duet – zauważył Ramsey. – Jesteś już dorosła, Molly. Wiem, że to musi boleć, kiedy ojciec cię atakuje, ale powinnaś go ignorować. Nieważne, co mówi. Masz teraz na głowie o wiele ważniejsze sprawy, a najważniejsza z nich stoi właśnie przed tobą.

– Mamo, dlaczego dziadek się złości?

Emma podeszła do nich, odrzucając do tyłu długie, splątane włosy. Miała na sobie koszulkę nocną z różowymi kokardkami, która sięgała jej do kostek. Do piersi przyciskała pianino, niewiele mniejsze od niej samej.

– Trzeba jej kupić lalkę – rzekł Ramsey.

– Twój dziadek wcale się tak naprawdę nie złości, Em – powiedziała Molly. – Jest już późno, a on jest starszym człowiekiem, wiesz? Starsi ludzie łatwo się denerwują, bo szybko się męczą.

– Boże, co za blaga!

– Cicho, Em. Ramsey chciał zażartować, ale trochę mu nie wyszło. Będę musiała udzielić mu paru lekcji. Chodź do łóżka, kochanie. Otulę cię kołderką, dobrze?

– Pójdę z wami. – Ramsey wziął Emmę na ręce. – To pianino waży co najmniej tonę, Em. Trzeba będzie odjąć jedną oktawę.

Emma odsunęła się na odległość ramienia i spojrzała na niego uważnie.

– To było zabawne, Ramsey. Nie tak śmieszne, jak dowcipy mamy, ale zabawne. Czy już dała ci jedną lekcję?

– Nie, jeszcze nie, skarbie. Dziękuję ci za uznanie. Prawdę mówiąc, ten dowcip wymyśliłem zupełnie samodzielnie.

Ramsey wziął pianino i podał Molly. Emma przytuliła się do niego i oparła głowę na jego ramieniu. Zaczęła ssać kciuk. W sypialni stało ogromne łóżko. Ramsey uświadomił sobie, że kiedyś musiał to być pokój Molly. Nie było tu dziewczęcej narzuty z falbankami, natomiast ściany od podłogi do sufitu pokrywały półki z książkami w twardych i miękkich okładkach. Na jedynej wolnej od książek ścianie ktoś rozwiesił zdjęcia, dziesiątki zdjęć. Niektóre były oprawione w ramki, inne z wyraźną dbałością poprzypinane na korkowych tablicach.

– Mama robi zdjęcia – wyjaśniła Emma, kiedy Ramsey ułożył ją wygodnie. – Te zrobiła, kiedy była młoda.

– Rozumiem – powiedział Ramsey i pochylił się, aby pocałować dziewczynkę w czoło. Delikatnie odgarnął jej włosy z czoła. – Śpij już, Emmo. I nie martw się niczym, dobrze?

– Nie wyjedziesz, prawda?

Z pomocą Molly podjął już decyzję, ale nadal nie był pewien, czy nie wydarzy się coś, co zmusi go do wyjazdu.

– Nie wiesz, czy powinieneś powiedzieć mi prawdę – szepnęła Emma. – Nie przejmuj się tym. Wszyscy kłamią, wszyscy poza mamą. Mama nigdy nie kłamie.

– Nie jest ci przykro?

– Nie bardzo – powiedziała. – Mamo, przyjdziesz do mnie niedługo?

– Tak, kochanie, za jakieś pół godziny. Ramsey i ja mamy jeszcze sporo rzeczy do omówienia.

Zgasiła lampę, ale drzwi zostawiła uchylone. Do pokoju wpadał promień światła z korytarza, gdzie paliły się trzy lampy Tiffany’ego.

– Nie zostawię cię, Emmo, chyba że będę musiał – odezwał się Ramsey już. od progu. – Ale nawet gdyby tak się zdarzyło, na pewno powiem ci o tym wcześniej.

Emma nie odpowiedziała.

– Usłyszymy ją, jeżeli przyśni jej się coś złego – rzekła Molly cicho, wchodząc za Ramseyem do jego pokoju.

– Dobrze. Powiedz mi, co twoim zdaniem powinniśmy zrobić.

– Sprać Loueya Santerę.

– A potem? Molly westchnęła.

– Nie wiem, Ramsey. Tyle się wydarzyło…

– Trzeba koniecznie zabrać Emmę do lekarza i do dziecięcego psychiatry.

– Zastanawiałam się nad tym – powiedziała. – Chciałabym, żeby z Emmą porozmawiała kobieta, nie mężczyzna.

– Bardzo słusznie.

– Jutro zadzwonię w parę miejsc i popytam o dobrych psychiatrów. Jak myślisz, gdzie są teraz ci ludzie, którzy nas ścigali, Ramsey?

– Jeżeli nawet dotarli za nami tutaj, to na pewno przeklinają swojego pecha. Nie mają szans się tu wedrzeć. Miles powiedział mi, że posiadłości twojego ojca przez całą dobę strzeże sześciu ludzi. Myślę, że można się tu czuć bezpieczniej niż w Białym Domu.

– Słyszałam, jak ojciec mówił Guntherowi, żeby sprowadził jeszcze trzech ochroniarzy. Najwyraźniej nie chce ryzykować.

– Mason kocha ciebie i Emmę.

– A jakże. On po prostu nie chce, żeby ktoś dostał w łapy coś, co uważa za swoją własność.

– Na początek dobre i to, Molly. Zobaczymy, co będzie dalej. A jutro… – Ramsey z uśmiechem zatarł ręce. – Jutro wreszcie spotkam drogiego Loueya twarzą w twarz…

– Nie będzie to najprzyjemniejsza chwila dnia, możesz mi wierzyć.

– To dowcip, prawda? Tak powiedziałaby Emma.

– Czasami rzeczywistość jest zabawniejsza od fikcji.

Louey Santera był wściekły i wcale tego nie ukrywał. Jego wargi były ściągnięte tak mocno, że tworzyły cienką, bezbarwną linię. Nagle dostrzegł jakiegoś dziennikarza i natychmiast zamaskował złość czarującym uśmiechem i lekkim wzruszeniem ramion.

– Cześć! – rzucił pogodnie w stronę czającego się z drugiej strony fotoreportera.

W tej samej chwili zauważył Molly i pomachał jej z daleka.