Выбрать главу

Louey milczał. Mason Lord westchnął ciężko.

– Codziennie się modlę, aby Emma nie odziedziczyła twojego kompletnego braku inteligencji i przekonania, że to, co bezpośrednio ciebie nie dotyczy, w ogóle nie jest ważne, Louey. Byłaby to prawdziwa katastrofa.

– Ignorancja nie musi mieć nic wspólnego z głupotą – odezwał się Ramsey Hunt.

– Wygląda na to, że w przypadku Loueya jest to jedno i to samo.

– Emma odziedziczyła jego zdolności muzyczne, tato – rzekła Molly, wchodząc do pokoju i stając obok Ramseya. – Cały jego talent. Bo Louey rzeczywiście ma talent, chociaż nie ma mózgu.

– To niemożliwe – oświadczył Louey, spoglądając przez ramię na Molly. Ten cholerny Hunt był za młody na sędziego! Jak długo Molly stała za jego, Loueya, plecami? – Emma ma przecież dopiero… Zaraz… Pięć lat, tak?

– Sześć, Louey. Twoja córka ma sześć lat.

– Więc chyba jest za wcześnie, żeby mówić o wielkim talencie!

– Jeżeli chcesz, Emma zagra dla ciebie na pianinie. Jest niewiarygodnie dobra.

– Wystarczy! Wszyscy spojrzeli na Masona Lorda. Pan domu milczał spokojnie, w pełni świadomy, że uwaga wszystkich obecnych znowu skupiona jest wyłącznie na nim.

– Dlaczego chcieliście, żebym wrócił? – zapytał Louey. – Macie Emmę, więc o co jeszcze chodzi?

– Wszystko wskazuje na to, że to był spisek – powiedział Mason Lord. – Niejeden porywacz, Louey. Sędzia Hunt jest zdania, że w całą operację zaangażowanych było znacznie więcej ludzi i wszyscy chcieli dopaść Emmę. Ludzie ci trafili za Molly i Ramseyem do Kalifornii, jadąc za nimi przez Kolorado. Wiesz może coś na ten temat?

– To śmieszne! Skąd miałbym coś o tym wiedzieć? Emma jest moją córką, na miłość boską! Nie mam pojęcia o żadnym spisku!

– Wobec tego mamy pewien problem – ciągnął Mason miękkim, pozornie szczerym głosem, bardzo podobnym do głosu Billa Matthiasa, prawnika z San Francisco, którego, jak Ramsey wiedział, koledzy w mało oryginalny sposób nazywali Śliskim Willie. – Ja z pewnością nie stoję za żadnym spiskiem, więc w grę wchodzisz tylko ty, Louey. Sprawa jest prosta. Nie mówiliśmy dotąd o jeszcze jednym jej aspekcie, doprawdy bardzo niemiłym, Louey. Człowiek, który porwał Emmę, zgwałcił ją i bił.

Pobladły Louey cofnął się krok do tyłu.

– Nie! To niemożliwe! Molly mówiła coś o tym, ale nie uwierzyłem! To na pewno jakaś pomyłka! Nikt nie ośmieliłby się skrzywdzić Emmy!

Mason Lord oparł brodę na splecionych dłoniach.

– Nie przyszło ci do głowy, żeby sprawdzić, czy człowiek, którego wynająłeś, nie jest przypadkiem pedofilem?

Louey spojrzał na niego z przerażeniem w oczach.

– Nikogo nie wynająłem! Nic o tym wszystkim nie wiem! Ludzie, przecież to moja córka! Nie kazałbym porwać własnej córki!

– Naprawdę? – spytała zimno Molly. – Dla pieniędzy zrobiłbyś wszystko, Louey. Wszystko. Dam głowę, że jesteś winien sporą sumę jakiemuś ważniakowi i wyjechałeś do Europy dlatego, że nie możesz jej oddać. Mam rację?

Louey odwrócił się do niej z wściekłością. Na jego chudej szyi gwałtownie pulsowała nabrzmiała żyła.

– Ty masz czelność mówić o pieniądzach?! – wybuchnął. – Wycyckałaś mnie ze wszystkiego, a nic ci się nie należało, nic! Potrafiłaś tylko zajść w ciążę! Nie kazałem porwać Emmy, do diabła!

Mason Lord podniósł się powoli i położył dłonie na blacie biurka.

– Wydaje mi się, że Molly ma rację – powiedział wciąż tym samym spokojnym i łagodnym głosem. – Jesteś komuś winien dużą forsę i wymyśliłeś sobie, że w ten sposób spłacisz dług. Podaj mi nazwiska ludzi, którzy brali w tym udział, Louey. I powiedz, dlaczego dalej nie dają Emmie spokoju.

– Nic nie wiem! Jacy ludzie, do diabła?! Molly się myli!

– Gunther, podejdź tu, proszę.

Potężny, złowrogi Gunther zbliżył się do biurka.

– Tak, panie Lord?

– Zaprowadź pana Santerę do jednego z gościnnych pokoi. Na pewno jest zmęczony po długiej podróży, bo przecież dopiero dwie godziny temu przyleciał z Niemiec. Tak, jest zmęczony i potrzebuje odpoczynku. Zabierz go na górę i pomóż mu się położyć. I posiedź przy nim, dobrze? Przypomnij mu, że życie bywa czasami bardzo trudne. Wybaczyłem mu raz, ale cierpliwość to rzadka cecha. Uświadom panu Santerze, że nie zawsze jestem taki cierpliwy. Pan Santera nie musi rozmawiać z tym stworem, który jest jakoby jego ochroniarzem. Potrzebna mu przede wszystkim cisza, spokój i odpoczynek. Dopilnuj tego, Guntherze.

– Nie kazałem porwać Emmy!

– Porozmawiamy, kiedy porządnie odpoczniesz, Louey – oświadczył Mason Lord, patrząc, jak Gunther otacza potężnym ramieniem plecy Loueya Santery i ciągnie go w kierunku drzwi.

W progu Louey na chwilę zaparł się nogami w podłogę.

– Jeżeli Molly twierdzi, że kazałem porwać Emmę, to znaczy, że jest zupełnie szalona! Nienawidzi mnie! Może ten cały sędzia jest jej kochankiem i we dwoje zrobili to dla pieniędzy! Właśnie, może to sprawka Molly!

Gunther zdecydowanym ruchem zamknął drzwi gabinetu i w pokoju zapanowała cisza. Ramsey gwizdnął, wypuszczając powietrze z płuc.

– Czasami zapominam, że tacy ludzie jak pan mają naprawdę ogromną władzę – powiedział. – Nieustannie mam do czynienia z ludźmi, którzy utrzymują, że są tak niewinni jak ich własne babcie, ale bez trudu można poznać, iż kłamią, aż się kurzy. Większość to bandyci, złodzieje albo jeszcze gorzej. Sęk w tym, że nasz system sprawiedliwości nie pozwala na to, aby rozprawić się z nimi jak należy, chociaż nikt nie ma najmniejszych wątpliwości co do ich winy. Gramy więc zgodnie z zasadami, które wydają się absurdalnie łagodne, i nie dysponujemy odpowiednią siłą nacisku. Idziemy na kompromis i negocjujemy, nie ośmielając się, przykręcać tym draniom śruby. – Ramsey wzruszył ramionami. – Z drugiej strony, pańskie metody też nie przyniosły jeszcze żadnych efektów. Zdołał pan tylko śmiertelnie wystraszyć tego gnojka. Tacy jak on zwykle coś ukrywają, chociaż nieczęsto udaje się nam wydobyć z nich prawdę. Molly powiedziałaby pewnie, że prawie nigdy. Nie musi pan się uciekać do środków nacisku fizycznego, pańskie groźby robią równie silne wrażenie. Chciałbym sam jeszcze z nim porozmawiać. Widzę, że Molly powinna raczej trzymać się od niego na dystans, bo ona bardzo szybko sięga po broń…

– Doskonale znam siłę przekonywania swoich gróźb – odparł Mason Lord. – Nie byłyby one jednak takie przekonujące, gdybym od czasu do czasu nie podparł ich konkretem. Niech pan porozmawia z Loueyem, może uda się panu wydobyć coś z tego skurwysyna.

Ramsey skinął głową.

– Chce mi się pić – powiedział do Molly. – Napijesz się lemoniady razem ze mną i Emmą?

– Tak. Później mam do załatwienia parę telefonów.

Doktor Eleanor Loo, wysoka kobieta pochodzenia chińsko – indiańskiego, około trzydziestki, miała nogę w gipsie i kiedy weszli do jej gabinetu, niezgrabnie uniosła się z krzesła. Molly dostała jej nazwisko i telefon od nowego pediatry Emmy i teraz z całej siły trzymała kciuki, żeby wszystko poszło tak, jak powinno. Gdy Już przedstawili się sobie, doktor Loo z uśmiechem zwróciła się do Emmy.