Ramsey skinął głową i wszedł do jadalni, gdzie czekały już na niego Emma i Molly. Jadalnia była uroczym pokojem w kolonialnym stylu, z łukowatymi oknami wychodzącymi na znajdującą się na tyłach domu część ogrodu oraz lśniący błękitem basen. Usiadł przy stole nakrytym ręcznie haftowanym obrusem i sięgnął po jedno z przygotowanych dań.
– Lubię doktor Loo – oświadczyła Emma, zanurzając łyżkę w owsiance, którą specjalnie dla niej zrobił Miles. – Naprawdę wierzycie, że widziałam tego człowieka?
– Mogło ci się tak tylko wydawać, bo przed sekundą obudziłaś się ze złego snu, ale na pewno wkrótce wyjaśni się, jak to było. Niepokoi cię, że to mógł być tylko sen?
– Nie. – Emma westchnęła głęboko.
Ramsey nigdy by nie przypuszczał, że z piersi dziecka może wyrwać się tak ciężkie westchnienie. Molly wstała szybko i stanęła za krzesłem Emmy.
– Zaplotę ci włosy we francuski warkocz, Em. Teraz sterczą na wszystkie strony.
Podczas gdy Emma jadła owsiankę, Ramsey popijał kawę i obserwował, jak Molly splata warkocz. Jej dłonie poruszały się pewnie i płynnie. Doszedł do wniosku, że musi się tego nauczyć. Przypomniał sobie żałosne warkoczyki, które wychodziły spod jego dłoni zaraz po znalezieniu Emmy.
– Pokażesz mi, jak to się robi? – zwrócił się do Molly, która okręcała gumką koniec warkocza i wiązała na niej ładną żółtą kokardę.
– Oczywiście. Emmo, pozwolisz Ramseyowi poćwiczyć na twoich włosach?
– Jasne, mamo, Ramsey szybko nauczy się wszystkiego.
– Tyle ufności! – Molly się zaśmiała i pocałowała córkę w ucho. – Jeżeli już skończyłaś, kochanie, to powinniśmy się zbierać. Poproszę Milesa, żeby podjechał samochodem.
– Twój ojciec powiedział, że Gunther podstawi go odpowiednio wcześniej – rzekł Ramsey.
Kiedy pięć minut później wyszli przed dom, samochód stał nieco dalej, na szerokim podjeździe. Nagle spośród otaczających trawnik krzewów wypadł Louey Santera. Podbiegł do samochodu i gwałtownym szarpnięciem otworzył drzwiczki.
– Próbuje uciec – rzekł Ramsey i pokręcił głową. – Biedny idiota… Wracaj, Louey! – zawołał. – Przecież wiesz, że nie zdołasz się stąd wydostać! Brama jest zamknięta i pilnuje jej dwóch ochroniarzy z bronią! Daj sobie spokój, głupku! Na miłość boską. Mason nie zamierza wyrywać ci paznokci! Jeżeli powiesz mu prawdę, na pewno nie zrobi ci krzywdy!
Louey wymownym gestem pokazał mu środkowy palec. Potem przekręcił kluczyk w stacyjce mercedesa. Była to ostatnia rzecz, jaką zrobił w życiu.
Rozdział 18
Samochód eksplodował w kuli ognia. Wielkie jęzory płomieni i kawałki metalu prysnęły wysoko w powietrze, w górę i na boki, prosto w stronę Molly, Ramseya i Emmy. Molly chwyciła Emmę i rzuciła ją na ziemię, osłaniając dziewczynkę własnym ciałem. Ramsey padł na kolana i otoczył obie ramionami, przygniatając je do ziemi. Poczuł gorące tchnienie ognia, słyszał trzask płomieni i uderzenia spadających na chodnik i żwir fragmentów samochodu. Nagle poczuł, że na plecy runęło mu coś ciężkiego i gorącego. Ból był intensywny i nieustępliwy, a to, co opadło na plecy, przepalało jego sportową kurtkę i koszulę.
– Nie ruszaj się, Molly! – krzyknął.
Szybko przetoczył się na plecy i wtedy zobaczył tuż obok siebie płonący fragment tapicerki. Ból natychmiast zelżał. Spojrzał na Molly i zobaczył ostry kawałek metalu, sterczący niczym sztylet z jej przedramienia kilka centymetrów nad łokciem.
– Boże! – jęknął. – Spokojnie, Molly, staraj się nie ruszać ręką. Nic ci nie jest, Emmo?
– Nie, Ramsey.
– Dobrze. Nie podnoście się jeszcze, to zbyt niebezpieczne. – Mocnym szarpnięciem oddarł pas materiału z rękawa koszuli, wziął głęboki oddech i błyskawicznym ruchem wyrwał metalowe ostrze z ramienia Molly. – Udało się. Zaraz ci to zabandażuję.
Molly nie wydała najmniejszego dźwięku. Nie wiedział, jak to zrobiła, ale nawet nie drgnęła. Następne minuty wlokły się bez końca. Emma wierciła się, usiłowała podnieść głowę, więc Ramsey mówił jakieś pozbawione wszelkiego znaczenia rzeczy, starając się ją uspokoić.
W końcu płomienie opadły i z wraku zaczął wydobywać się czarny dym, który wkrótce spowił wszystko gęstą chmurą. Zapach palącej się gumy doprowadzał do mdłości. Mercedes był już tylko płonącą skorupą, a to, co pozostało z Loueya, znajdowało się w jego wnętrzu.
Kiedy Ramsey wreszcie się poruszył, Emma przekręciła się na plecy i spojrzała na matkę, która nadal trzymała ją za ramię.
– Co się stało? Dlaczego nasz samochód wybuchnął?
– Wszystko w porządku, Em, jesteśmy cali i zdrowi – uspokoił ją Ramsey. Nie mógł odpowiedzieć na pytanie dziewczynki, w każdym razie jeszcze nie teraz. Ostrożnie pomógł Molly dźwignąć się na nogi. – Trzymasz się jakoś?
– Tak, nie przejmuj się mną. Całe szczęście, że włożyłam sukienkę z długim rękawem. Niewielka to ochrona, ale jednak…
Rękaw jej sukienki był rozdarty, krew z rany przesiąkała przez zaimprowizowany bandaż i dużymi kroplami spływała ku dłoni.
– Musimy wezwać lekarza. Molly rzuciła mu pełne niepokoju spojrzenie.
– Dobrze się czujesz, Ramsey? Wiem, że jesteś ranny.
– To nic poważnego. Chodźmy stąd, Molly. Obejrzała się i jej twarz w jednej chwili stała się kredowo biała.
– O Boże, Louey! – krzyknęła rozpaczliwie i rzuciła się w kierunku płonącego samochodu. – Louey!
Ramsey otoczył ją ramieniem w pasie i zatrzymał.
– Nie, Molly, nie można mu już pomóc. On nie żyje. W tej samej chwili dotarło do niego, że ojciec Emmy zginął na jej oczach.
Ani on, ani Molly, zszokowani, nie byli w stanie myśleć jasno i szybko, więc dopiero teraz spostrzegł, że dziewczynka stoi zupełnie nieruchomo, wpatrując się w buchający dymem wrak. Ukląkł obok Emmy i przytulił ją do siebie.
– Wszystko będzie dobrze, Emmo, wierz mi. Wiem, jak się czujesz, kochanie, i jest mi strasznie przykro… Ktoś podłożył bombę w samochodzie, rozumiesz? Eksplodowała, kiedy przekręcił kluczyk w stacyjce…
Usłyszał dobiegające z tyłu głosy, nie odwrócił się jednak, aby sprawdzić, kto biegnie w ich stronę. Z samochodu nie zostało dosłownie nic i podobnie rzecz się miała z Loueyem Santerą. Rozpoznawalny był tylko firmowy znaczek na masce mercedesa.
Ramsey zerknął przez ramię i ujrzał wszystkich mieszkańców domu, stojących na schodach i z otwartymi ustami gapiących się na sczerniały metalowy szkielet. Małe języki płomieni nadal lizały tu i ówdzie poskręcany wrak.
Elektryczne pianino Emmy było rozbite, lecz dziewczynka dalej przyciskała je do piersi. Mała powoli przeniosła spojrzenie z matki na Ramseya.
– Nie rozumiem… – szepnęła.
– On nie żyje, Emmo – odezwała się Molly.
– Och… – Z piersi Emmy wyrwało się ciężkie westchnienie. – Nie widzę go, Ramsey…
– Ja też nie – odparł cicho.
Nie mógł przecież powiedzieć Emmie, że prochy jej ojca trzeba będzie zebrać na śmietniczkę i przesypać do jakiegoś naczynia. Zaraz potem wszyscy znaleźli się przy nich, mówiąc jednocześnie i przekrzykując się nawzajem, poklepując ich i pocieszając.
Mason Lord na krótką chwilę objął nawet Molly i przytulił do siebie. Gunther nie wypuszczał pistoletu z ręki, Miles zaś próbował znaleźć się jak najbliżej Emmy. Ochroniarze podbiegli do wraku z bronią gotową do strzału.
Wszyscy byli młodymi, sprawnymi i silnymi ludźmi; uzbrojonymi w automatyczne pistolety, lecz widok kompletnie zniszczonego wozu nawet na nich najwyraźniej zrobił duże wrażenie.
– To wy troje mieliście być w tym samochodzie, nie Louey Santera – powiedziała powoli Eve Lord, nie spuszczając wzroku z Emmy.