Ramsey powoli przeszedł z Masonem Lordem do salonu, gdzie Eve odpowiadała na pytania policji. Czuł ulgę, że Mason nie stawiał zbyt wielkiego oporu i w końcu nawet zgodził się porozmawiać z detektywami. Cóż, Mason doskonale zdawał sobie sprawę, że tej sprawy nie załatwi przez swoich prawników. Chodziło przecież o zabójstwo.
Ani Ramsey, ani Molly nie rozmawiali jeszcze z policją. Ramsey nie był zaskoczony, że Molly tak szybko poszła na górę. Było oczywiste, że chciała oszczędzić dziecku dodatkowego stresu. Żałował, że i on nie może schronić się w swoim pokoju.
W salonie czekało na niego trzech oficerów w cywilu. Siedzieli na samym brzegu krzeseł i najwyraźniej czuli się bardzo nieswojo. Zupełnie jakby mieli hemoroidy, pomyślał Ramsey. Towarzystwa dotrzymywała policjantom piękna młoda żona Masona Lorda. Kiedy Ramsey i Mason weszli do salonu, wszyscy trzej zerwali się z miejsc.
Mason przedstawił się, chłodno skinął głową i usiadł obok żony. Wbił wzrok w swoje paznokcie i zaczął rytmicznie kołysać nogą. Jeden z detektywów zwrócił się w stronę Ramseya.
– Sędzia Hunt? Nazywam się Riley O’Connor. Jestem zaszczycony, że mogę z panem rozmawiać. – Detektyw O’Connor był co najmniej piętnaście lat starszy od Ramseya, chudy jak wieszak i całkowicie łysy. Ciemne oczy lśniły inteligencją i poczuciem humoru. – Wszyscy bardzo się cieszymy, że wyszedł pan z tego cało – dodał, ściskając dłoń Ramseya.
Potem O’Connor przedstawił Ramseyowi pozostałych dwóch policjantów, sierżanta Burnside’a i detektywa Martineza. Mason Lord odchrząknął dyskretnie.
– Macie już wszystkie potrzebne informacje, panowie? Detektyw O’Connor uniósł bardzo ciemne brwi.
– Nie, proszę pana, właściwie dopiero zaczęliśmy je gromadzić. Mamy do czynienia z zabójstwem, i to szczególnie brutalnym. Pani Lord nie miała zbyt wiele czasu, aby zapoznać nas z okolicznościami wydarzeń, a panowie zjawili się zaledwie przed chwilą. Chciałbym najpierw porozmawiać z sędzią Huntem, a potem z panem, jeżeli zgodzi się pan poświęcić nam parę chwil.
Mason Lord krótko i wyniośle skinął głową, i ruszył w stronę baru, aby nalać sobie drinka.
– No dobrze – rzucił Ramsey. – Chodźmy do gabinetu pana Lorda, naturalnie jeśli on nie ma nic przeciwko temu…
Mason nie wyglądał na zadowolonego, ale nie miał wyboru. Jeszcze raz kiwnął przyzwalająco głową i odwrócił się bez słowa. Pozostali dwaj oficerowie wyszli na zewnątrz, aby dokładnie obejrzeć wypalony wrak samochodu, przy którym już pracował zespół pobierających odciski palców.
– Podobno z Santery została tylko garstka popiołu – usłyszał Ramsey uwagę jednego z policjantów.
– Sędzia Hunt, pani Santera i jej córeczka mieli ogromne szczęście – powiedział Martinez do sierżanta Burnside’a. – Ta sprawa wygląda mi dziwnie, Tommy, naprawdę dziwnie. Ten facet, jak mu tam, Gunther, jest wyjątkowo mało rozmowny. Mam wrażenie, że nie dowiemy się zbyt wiele od ludzi, którzy tutaj pracują.
– Ja też tak myślę. Zastanawiam się też, co sędzia Hunt robi w domu kogoś takiego jak Mason Lord. Może wcale nie jest taki bezkompromisowy…
Ramsey nie zdołał usłyszeć nic więcej. A więc zyskał sobie opinię bezkompromisowego sędziego, tak? Bardzo mu się to podobało. Riley O’Connor roześmiał się cicho.
– Ta sprawa to dla nas naprawdę twardy orzech do zgryzienia, sędzio Hunt. Przykro mi, ale teraz wszystko wyjdzie na jaw – porwanie dziecka, wasza ucieczka i jeszcze ten finał. Tak, wszystkie fakty i przypuszczenia ujrzą światło dzienne. Ale dla pana to nie nowina, prawda? Któż może lepiej wiedzieć, co potrafią zrobić dziennikarze… Można zostać szatanem lub świętym, a zależy to wyłącznie od sympatii albo antypatii reporterów. Jeśli zaś chodzi o fotoreporterów, to niewątpliwie nie raz miał pan ochotę udusić co najmniej kilku z nich.
– O tak – przytaknął Ramsey, który natychmiast przypomniał sobie przyczajonego za krzakami w jego ogrodzie paparazzo. Nachalność tamtego fotoreportera była ostatnią kroplą. Właśnie wtedy Ramsey podjął decyzję o wyjeździe z San Francisco w Góry Skaliste, gdzie znalazł Emmę i zrozumiał, jak błahe są jego osobiste problemy.
– Od początku wiedziałem, że cała ta sprawa wcześniej czy później wypłynie na wierzch. Szczerze mówiąc, zależy mi, żeby dziennikarze się nią zajęli. Zrobię wszystko, żeby ich do tego zachęcić.
– Dlaczego? – Detektyw O’Connor przekrzywił głowę, nie spuszczając wzroku z twarzy Ramsey a.
– Żeby chronić Emmę, to zasadniczy powód. Niewykluczone, że ludzie, którzy na nią polują, wycofają się, kiedy dotrze do nich, iż wszyscy wiedzą o tym spisku, a środki masowego przekazu mają zamiar jeszcze bardziej rozdmuchać historię Emmy.
– O spisku?
Ramsey uśmiechnął się lekko.
– Cierpliwości, detektywie.
Weszli do gabinetu Masona i Ramsey zamknął drzwi. Plecy znowu zaczęły go boleć i musiał się chyba skrzywić, bo detektyw Riley O’Connor spojrzał na niego ze współczuciem.
– Słyszałem, że nieźle pan oberwał – powiedział.
– Tak, kawałkiem płonącej tapicerki. Na szczęście to nic poważnego, tylko kilka powierzchownych oparzeń. Znacznie gorzej czuje się pani Santera. Lekarz dopiero przed chwilą założył jej kilka sporych szwów na ramieniu, dlatego poszła z córką do swojego pokoju…
Przerwało mu pukanie do drzwi. W progu stanęła Molly, blada, z ręką na temblaku i rudymi lokami, otaczającymi niczym ognista aureola szczupłą twarz. Jej oczy były duże, spokojne i bardzo zielone, bez śladu szarego odcienia.
Ramsey po raz pierwszy zauważył ledwo widoczne cętki piegów na grzbiecie nosa. Uznał, że zdecydowanie dodają jej urody i uśmiechnął się do niej, ale natychmiast poznał, iż Molly jest na skraju załamania.
– Co ty tutaj robisz, Molly? – zapytał, robiąc krok w jej stronę. – Czy z Emmą wszystko w porządku?
Podniosła rękę i delikatnie musnęła jego wargi czubkami palców.
– Tak, Emma zasnęła. Miles siedzi przy niej, inaczej bym jej nie zostawiła. Chciałam porozmawiać z detektywami, powiedzieć im wszystko, co wiem. Nie ma powodu, aby rozmawiali z każdym osobno, poza tym sądzę, że będziemy jedynymi skłonnymi do współpracy świadkami w tym domu. Kiedy zaczniemy odtwarzać całą historię, może ja albo ty przypomnimy sobie coś, o czym zapomnieliśmy. – Podeszła bliżej i wyciągnęła rękę do policjanta. – Molly Santera.
Detektyw O’Connor spojrzał na nią ze zmieszaniem.
– Czy zmarły… To jest, czy Louey Santera, gwiazdor rocka, był pani mężem?
– Moim byłym mężem. Rozwiedliśmy się dwa lata temu.
– Napijesz się koniaku, Molly? – zapytał Ramsey. Potrząsnęła głową, ale po chwili wahania powiedziała: – Dobrze. Może koniak rzeczywiście dobrze mi zrobi…
Ramsey nalał koniaku do trzech kieliszków. Detektyw O’Connor uśmiechnął się i z nieukrywanym żalem odstawił swój kieliszek na brzeg stołu.
– Dziękuję. Może później…
– Nasza rozmowa na pewno trochę potrwa, detektywie.
Riley O’Connor wyjął z kieszeni płaszcza mały magnetofon kasetowy.
– Czy mogę nagrywać? Tak byłoby najlepiej. Molly i Ramsey w milczeniu słuchali, jak detektyw zgodnie z procedurą przedstawia się oraz podaje datę i miejsce nagrania.
– Jak już mówiłem, sędzio Hunt, teraz, po tragicznej śmierci pana Santery, pojawi się tu nie mniej dziennikarzy niż na procesie O. J. Simpsona. Bóg jeden wie, co się stanie, kiedy prasa i telewizja dowiedzą się o porwaniu pani córki, pani Santera.
– Nic na to nie poradzimy – powiedział Ramsey. – Myślę, że ty powinnaś zacząć, Molly. Detektyw O’Connor musi poznać wszystkie szczegóły tej historii. Ten, kto wysadził w powietrze Loueya, w rzeczywistości planował zabić nas troje…