Выбрать главу

– Tak – potwierdziła bardzo cicho. Wypiła kolejny łyk koniaku i postawiła prawie pusty kieliszek na stole. Odchrząknęła. – Zaczęło się od porwania Emmy. Boże, to było zaledwie trzy i pół tygodnia temu, Ramsey…

– Czy Emma została uprowadzona z domu, pani Santera?

– Nie, z małego parku, który znajduje się tuż za naszym domem. Robiłam tam zdjęcia…

Przerwała i zamilkła. Zacisnęła dłonie tak mocno, że knykcie zupełnie zbielały.

– To nie była twoja wina, Molly – rzekł Ramsey ostro. – Opowiedz detektywowi O’Connorowi, co się wydarzyło i nie staraj się obwiniać, dobrze?

Właśnie wtedy drzwi otworzyły się szeroko i do pokoju wkroczyli agenci specjalni FBI Dillon Savich oraz Lacey Sherlock Savich.

– Cześć, Ramsey – powiedział Dillon Savich. – Cieszę się, że cię widzę w jednym kawałku. Sprawa przybrała paskudny obrót, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Słyszeliśmy już o wybuchu bomby. Chyba pamiętasz Sherlock, prawda? Dziwne, ale jakoś nikt nie zapomina jej twarzy…

Savich spojrzał na O’Connora i z uśmiechem wyciągnął do niego rękę.

– Pracujemy dla FBI – wyjaśnił. – Proszę się nie przejmować, nie mamy zamiaru odbierać wam sprawy. Jesteśmy przyjaciółmi sędziego Hunta i postanowiliśmy trochę mu pomóc.

Doktor Loo lekko dotknęła nowego pianina Emmy i nacisnęła kilka klawiszy. Uśmiechnęła się.

– Umiesz grać Twinkle Twinkle Little Star? – zapytała. Ramsey się roześmiał.

– Zagraj podstawowy motyw i kilka swoich własnych interpretacji, dobrze, Emmo?

Emma siedziała ze wzrokiem wbitym w nowe pianino. Obudowa instrumentu była tak błyszcząca, że dziewczynka widziała w niej odbicie swojej twarzy. Z trudem przełknęła ślinę i delikatnie położyła palec na górnym F. Nie nacisnęła go. Potem powoli odwróciła się do doktor Loo.

– Przepraszam, ale nie mogę teraz grać – powiedziała. – To byłoby niewłaściwe. Moje stare pianino dopiero co umarło.

Ramsey zagryzł wargi, starając się zapanować nad wzruszeniem. Wziął Emmę na kolana, zostawiając pianino na małym stole, i przygarnął ją do piersi.

– Masz rację, skarbie, należy mu się odrobina szacunku. Musisz mieć trochę czasu, żeby je spokojnie opłakać. Możesz przecież zagrać dla doktor Loo następnym razem…

Doktor Loo, która dowiedziała się już od Molly, co się stało, ani słowem nie wspomniała o tragicznej śmierci ojca Emmy.

– Mason Lord, twój dziadek, przysłał tu rysownika, Emmo – odezwała się. – Chcielibyśmy, żebyś opisała człowieka, który cię porwał, tego samego, którego twarz zobaczyłaś w oknie sypialni. Myślisz, że mogłabyś to zrobić?

Na twarzy dziewczynki odmalował się niepokój, lecz po chwili skinęła głową.

– Spróbuję, pani doktor.

Recepcjonistka wprowadziła do gabinetu starszego, łysiejącego mężczyznę. Nazywał się Raymond Block i od dwudziestu siedmiu lat pracował w policji. Utrzymywał, że potrafi rozmawiać z dziećmi. Teraz usiadł obok Emmy i otworzył szkicownik.

– Jesteś gotowa, Emmo? – zapytała doktor Loo. – Chwileczkę, panie Block. Muszę podrapać się pod gipsem.

Doktor Loo nie zostawiła ich samych w swoim gabinecie. Raymond Block przez następne czterdzieści pięć minut rysował, poprawiał, poszerzał, wydłużał, wycierał niektóre fragmenty szkicu gumką i znowu rysował.

– To on – rzekła w końcu Emma.

Raymond Block odwrócił rysunek tak, aby doktor Loo, Molly i Ramsey dokładnie go widzieli.

– Ojej… – odezwała się niepewnie Molly, uważnie wpatrując się w doskonały szkic. – Jesteś pewna, że to tego człowieka zobaczyłaś za oknem, Emmo? To on cię porwał?

– Tak, to on mnie ukradł, a potem wrócił i uśmiechał się do mnie przez szybę.

Ramsey pokręcił głową, usiłując opanować gwałtowne pragnienie śmiechu i płaczu równocześnie.

– Cóż, ten facet na pewno nie zajmuje się czyszczeniem basenów w Denver, Molly – powiedział. – Co to, to nie. Wydaje mi się, że bardzo przypomina kogoś, kto mieszka w znacznie bardziej prestiżowej miejscowości…

Z doskonałego szkicu patrzył na nich prezydent Clinton. Jedynym szczegółem, który zdecydowanie różnił twarz urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych od narysowanej przez Raymonda Blocka, były bardzo zaniedbane, zepsute i nierówne zęby.

Rozdział 19

Dwie godziny później Ramsey i Molly siedzieli naprzeciwko Dillona Savicha oraz Sherlock w małym pokoju śniadaniowym obok kuchni. Miles podał im kawę i specjalny chleb orzechowy, który upiekł z samego rana. Przyznał się, że Emma powiedziała mu, jak bardzo lubi tego rodzaju chleb, zastrzegając, iż lubi wyłącznie włoskie orzechy. Miles i Gunther stali w cieniu, tuż przy drzwiach wyjściowych.

– Tak jest – powiedział Ramsey. – Była to doskonała podobizna prezydenta Clintona.

Sherlock, która właśnie popijała świetną jamajską kawę Milesa, zakrztusiła się aromatycznym płynem. Savich poklepał ją po plecach.

– Spokojnie, Sherlock. Możliwe, że nie był to zaskakujący zbieg okoliczności, ale po prostu maska. Pytanie tylko, czy ten facet przez cały czas nosił ją na twarzy? Normalny człowiek raczej by tego nie wytrzymał.

– Masz rację – przytaknęła Molly, podając Sherlock szklankę wody. – Znaczy to jednak także, że tym ludziom – kimkolwiek są – zależało na żywej Emmie. Kazali porywaczowi nosić maskę, by potem nie mogła go zidentyfikować.

– Mimo to wszystko wydaje mi się kompletnie bezsensowne – rzekł Ramsey i położył na brzegu talerzyka kawałek wydłubanego z chleba włoskiego orzecha. – Bo czemu właściwie miały służyć te późniejsze próby odnalezienia Emmy i zlikwidowania najpierw jej i mnie, a później nas trojga? Jedno jest pewne, Savich – ktoś bardzo chciał dostać Emmę w swoje ręce, ale czy żywą? Wcale nie jestem o tym do końca przekonany.

Sherlock pociągnęła mały łyk kawy i zadygotała nerwowo.

– Ta kawa jest pyszna, ale mam takie wrażenie, jakby próbowała mnie zabić… – mruknęła.

– Nie powinnaś jej pić – rzucił Savich. – Jesteś w ciąży, a mocna kawa to trucizna.

– Dzięki, że mi o tym przypomniałeś – warknęła Sherlock.

Złapała się za brzuch i wybiegła przez drzwi, które Miles domyślnie otworzył i przytrzymał.

– Prosto korytarzem i w lewo! – zawołał za nią. Savich pokręcił głową.

– Zupełnie o tym zapomniałem – powiedział, wyraźnie zażenowany. – Nie uwierzycie, ale Sherlock, która właściwie nie odczuwa żadnych negatywnych objawów ciąży, dostaje ostrych mdłości, kiedy tylko wspomnę przy niej, że jest w poważnym stanie…

Ramsey chciał chyba coś powiedzieć, ale tylko uśmiechnął się serdecznie.

– Gratuluję, Savich – rzekł, ściskając rękę przyjaciela.

– Ja także – dodała Molly.

– Sherlock zaraz wróci – wyjaśnił Savich. – Zachowujcie się tak, jakby nic się nie stało, dobrze? Biedna Sherlock… Nienawidzi tracić kontroli nad życiem.

– Wyszła za ciebie – powiedział Ramsey. – Najwyraźniej jednak nie ma nic przeciwko temu, aby czasem stracić kontrolę…

Savich się roześmiał.

– Powtórz jej to – poradził. – Zobaczymy, co ci odpowie…

– Oboje pracujecie dla FBI, jesteście małżeństwem i Sherlock jest w ciąży – rzekła Molly. – Macie laptopa, który uwielbia zmieniać płeć, i wzięliście tydzień urlopu, żeby nam pomóc. Dlaczego?

Savich nagle spoważniał i oparł podbródek na splecionych dłoniach.

– Znam Ramseya od dawna – powiedział. – Obaj staramy się służyć wymiarowi sprawiedliwości. Co prawda Ramsey jest sędzią w San Francisco, a ja agentem FBI, lecz szybko się zorientowaliśmy, że wiele nas łączy. Spotykamy się dość często i dużo rozmawiamy. Szczerze podziwiam Ramseya. Jeśli zaś chodzi o Sherlock, która jest agentką specjalną dopiero od roku, to mimo ciąży nigdy nie przyszłoby jej do głowy, aby zrezygnować z udziału w tej sprawie. Sherlock jest niezwykle inteligentna i dociekliwa, więc jej spojrzenie na okoliczności towarzyszące tej sprawie może się okazać wyjątkowo inspirujące. Mam tylko prośbę, żebyście nie wspominali o jej stanie, dobrze? Oboje będziemy wam bardzo wdzięczni.