– Więc reaguje tak na każdą uwagę o swojej ciąży, niezależnie od tego, kto ją wypowie? – zainteresowała się Molly.
Savich uśmiechnął się szeroko.
– Chodzi ci o to, czy jest to reakcja ogólna, czy tylko na głos bezpośrednio winnego, tak?
– Właśnie.
– Nie mam pojęcia. Myślałem dotąd, że chodzi tylko o mnie, ale nie jestem pewien. Może jeden, jedyny raz spróbujcie rzucić mimochodem to słowo i przeprowadzimy mały naukowy eksperyment…
– Nie zrobiłabym tego żadnej kobiecie – powiedziała Molly. – Bardzo dziękuję wam obojgu, że przyjechaliście.
– Nie ma za co. Wdepnęliście po uszy w gówno i Sherlock także bardzo się to nie podoba. Wracając do sprawy, mamy do czynienia z facetem, który albo nosi maskę przedstawiającą twarz prezydenta Clintona, albo jest mistrzem makijażu i charakteryzacji. Wydaje mi się, że Emma się zorientowałaby, gdyby była to maska, dlatego stawiam na mistrza charakteryzacji.
– Tak, mnie też wydaje się, że to rozsądne założenie – zauważyła Molly. – Emma zwróciła uwagę na jego zęby i kilka innych szczegółów. Moja córka jest naprawdę bardzo bystra.
– Bardzo – przytaknął Ramsey. – Intelekt Emmy jest znacznie ostrzejszy niż brzytwa Molly…
– Mówiłam ci, żebyś jej nie używał.
– Mam szczęście, że nie poderżnąłem sobie gardła. – Ramsey odwrócił się do Savicha. – Naprawdę nie zamierzacie przejąć tej sprawy od miejscowej policji? – zapytał.
– Nie. Sherlock i ja przyjechaliśmy tu tylko na tydzień, ale MAXINE…
– Trzy dni temu MAX znowu zmienił płeć – odezwała się z progu Sherlock, ocierając czoło wilgotnym ręcznikiem. – Odkąd poznałam Dillona, zdarza się to już drugi raz.
– Mogłem się domyślić, że MAX nie będzie wiedział, jak odnieść się do nowej sytuacji, jaką okazało się dla niego nasze małżeństwo – rzekł Savich. – Próbował się do niej przystosować, ale jak na razie nie bardzo mu to wychodzi.
Nie może się zdecydować, jak powinien zachowywać się w stosunku do Sherlock.
– Molly i ja jesteśmy wam głęboko wdzięczni za pomoc – powiedział Ramsey.
– Wiemy o tym, Ramsey. – Savich uśmiechnął się do żony. – Dobrze się czujesz, Sherlock?
Kiwnęła głową.
– To był tylko przelotny kontakt z diabłem – rzekła, zwracając się do Molly. – Dillon mówi tak zawsze, gdy robi mi się niedobrze. No, świetnie. Wprowadzimy teraz do MAXINE wszystkie informacje, jakie uda nam się zdobyć, i zobaczymy, co ona z tym zrobi. – Zorientowała się, że Molly nie rozumie i natychmiast pospieszyła z wyjaśnieniem. – Dillon jest szefem wydziału zapobiegania wzrostowi przestępczości, działającego w kwaterze głównej FBI w Waszyngtonie. Nie pracujemy nad kompleksowymi portretami przestępców, ale wspomagamy zajmujące się tym jednostki i lokalną policję w sprawach dotyczących seryjnych morderców. Posługujemy się kilkoma opracowanymi przez Dillona programami. Gromadzimy wszystkie dane, jakie wpadną nam w ręce – zeznania świadków, raporty policyjne, wyniki autopsji, po prostu wszystko. MAXINE nie myśli lepiej czy logiczniej niż ludzie, ale jest znacznie szybsza i ocenia podane jej informacje z wielu różnych punktów widzenia. W ciągu pierwszego roku przy współpracy lokalnej policji udało nam się rozwiązać sześć spraw. Uważamy, że te doświadczenia mogą nam się przydać i teraz, żeby złapać tego potwora.
– Porozmawiam z agentem Anchorem i zdobędę wszystkie raporty dotyczące domu, w którym przetrzymywana była Emma – powiedział Savich. – Na pewno są tam jakieś wskazówki. Potem zaprzęgniemy MAXINE do roboty i zlecimy jej przegląd wszystkich karanych pedofilów, którzy potrafią zmieniać swój wygląd.
– Emma mówi, że facet palił, miał zepsute zęby i pił – rzeki Ramsey z namysłem. – Kiedyś, gdy obudziła się ze złego snu, powiedziała, że stale powtarzał jej, iż jest mu bardziej potrzebna niż on Bogu…
– Związał ją cienkim sznurkiem – dodała Molly. Przełknęła ślinę i utkwiła wzrok w swoich złożonych na kolanach dłoniach. – Cienkim sznurkiem, bo, jak jej powiedział, jest tylko małą dziewczynką…
– To już jest jakiś początek – rzekł Savich. Sherlock poklepała Molly po ramieniu. – Dillon i ja wzięliśmy tydzień urlopu – powiedziała. – Jesteśmy do waszej dyspozycji.
– Już im mówiłem – rzekł Savich, sadzając sobie żonę na kolanach. – Jeszcze nas nie oklaskiwali, ale kiedy zobaczą, co umiemy, po prostu oszaleją. Pomówię też z policją w Denver, moi drodzy. Możemy także dodać do tego wstępne wyniki badań specjalistycznych przeprowadzonych po eksplozji samochodu, a Sherlock pomoże nam, przekładając wszystko, co wiecie, na język danych, które wprowadzimy do pamięci MAXINE.
– Potem naciśniemy tylko klawisz i MAXINE przeistoczy się w najbystrzejszego śledczego na świecie – oświadczyła Sherlock. – Podczas gdy Dillon będzie rozmawiał z glinami, my przygotujemy wspólnie listę wszystkich rzeczy, które zapamiętaliście. Jak myślisz, Molly, dokąd pojechałby Louey Santera, gdyby udało mu się uciec z posiadłości twojego ojca?
– Nie wiem – odparła Molly. – Szczerze mówiąc, nie sądzę, aby Louey w ogóle miał jakieś plany. Był przerażony i stracił głowę. Czasami mu się to zdarzało.
– Ale tym razem okazało się to fatalne w skutkach – mruknął Ramsey. – Biedny drań.
– Wcale nie biedny, jeżeli to on zorganizował porwanie Emmy – rzuciła twardo Molly. – W jaki sposób sprawdzimy, czy to rzeczywiście on stał za porwaniem?
– Pójdziemy śladem pieniędzy – oznajmił Savich. – Wystaram się o nakaz pozwalający na przejrzenie wszystkich dokumentów finansowych Santery. W nich zawsze można coś znaleźć, zawsze.
– Nie musi pan występować o nakaz – odezwał się Mason Lord z progu pokoju. Za jego plecami, nieco z prawej, stał Gunther. – Zdobędę dokumentację Santery.
– Wolałbym, żeby pan tego nie robił – powiedział Savich. – To nasza praca, więc proszę nas nie wyręczać. Na pewno potrwa to dłużej, ale zgodnie z prawem. W takich sytuacjach zawsze lepiej trzymać się prawa, o czym niewątpliwie dobrze pan wie.
– Znam księgowego Loueya – rzekł Mason Lord. – Sam z nim porozmawiam. Warren bardzo chętnie powie mi wszystko, co wie, i pokaże wszystkie zapisy księgowe, jakimi dysponuje. Zawsze był przydatny i świetnie poinformowany.
Sherlock nie spuszczała oczu z Masona, zastanawiając się, jak to możliwe, że człowiek tak uderzająco podobny do jej ojca tak bardzo się od niego różnił. Obaj mężczyźni dzierżyli w rękach ogromną władzę, lecz stali po przeciwnej stronie barykady prawa.
– Skoro pan Lord i księgowy Santery są dobrymi znajomymi, może jednak należałoby to wykorzystać, Dillon – powiedziała powoli. – Co pan o tym myśli, sędzio Hunt? Czy pana zdaniem można to zrobić? Czy dowody uzyskane w taki sposób mogłyby zostać podważone przez obronę?
– Nie sądzę. Dobrze, dlaczego mielibyśmy odrzucić taki podarunek od losu? Jesteśmy na polu Masona Lorda, więc pozwólmy mu wykonać to zagranie. – Ramsey uśmiechnął się do ojca Molly. – Zdecydowanie odradzałbym natomiast włamanie do biura tego księgowego…
Molly uświadomiła sobie, że przez cały ten czas jej ojciec stał sztywno wyprostowany i napięty jak struna. Dopiero teraz wyraźnie się uspokoił. Ujrzała, jak jego arystokratyczne, piękne dłonie o długich palcach rozluźniły się.