Выбрать главу

Gliniarze dopuścili go do swego grona. Chcieli, aby zaangażował się po ich stronie. Mason się nie uśmiechnął, o nie, nigdy nie posunąłby się aż tak daleko, ale wyraźnego twarzy stał się przynajmniej odrobinę cieplejszy.

Warren O’Dell był kompletnie łysy, niewykluczone, że dzięki starannemu goleniu, i wyglądał jak sportowiec, stanowił więc dokładne przeciwieństwo standardowego wizerunku księgowego. Nosił wprawdzie okulary w metalowych oprawkach, ale poza tym był dość podobny do Michaela Jordana.

Dopiero kiedy się odezwał, można było dostrzec pożółkłe zęby, rezultat zbyt wielu wypalonych papierosów. Na dłoniach i palcach miał odciski. Obrzucił Ramseya pobieżnym spojrzeniem i natychmiast skupił całą uwagę na Masonie Lordzie, lecz po chwili ponownie zerknął na Ramseya.

– Znam pana – powiedział, marszcząc brwi.

– Nazywam się Ramsey Hunt – odparł Ramsey z uśmiechem.

– To pan jest tym sędzią z Kalifornii, który przeskoczył przez barierkę i złoił bandę terrorystów na sali sądowej, tak?

– Tak. Ale nie było ich wielu.

Mason Lord odchrząknął i nagle Warren O’Dell zbladł.

– Proszę, niech pan siada… – wykrztusił, kiwając głową i wskazując kanapę obitą niezaprzeczalnie drogą białą skórą. – Byłem wstrząśnięty, kiedy dowiedziałem się o śmierci Loueya. Zamierzałem do pana zadzwonić…

– Doprawdy, Warren? – rzucił Mason. – Kiedy?

Nie ulegało wątpliwości, że Warren O’Dell był ledwo żywy ze strachu. Stał na środku swego pięknie umeblowanego biura na dziewiętnastym piętrze wieżowca McCord, stojącego przy Michigan Avenue, i wyglądał tak, jakby miał zamiar wyskoczyć przez okno.

– Tak, proszę pana – powiedział w końcu. – Zadzwoniłbym zaraz po otrzymaniu tej wiadomości, ale byłem w szoku, naprawdę. Pozbierałem się dopiero dziś rano. Louey nie żyje, został zabity w wyniku eksplozji bomby, którą ktoś podłożył w samochodzie… Nie do wiary… Miałem wrażenie, że to zły sen. Słyszałem, że pozwolił pan gliniarzom przeprowadzić śledztwo…

Ramsey z trudem opanował zaskoczenie. Czyżby O’Dell sądził, ze Mason Lord jest jakimś bożkiem, który stoi ponad zwykłymi ludźmi?

– To było zabójstwo, Warren, a ja jestem praworządnym obywatelem – oświadczył Mason Lord poważnym tonem, zupełnie jakby to on nalegał; aby wezwać policję, i odwrócił się do Ramseya. – Sędzia Hunt uratował córeczkę Molly.

– Ach tak, teraz już rozumiem! Nie mogłem się zorientować, dlaczego sędzia Hunt panu towarzyszy. Wszystko przez ten szok po śmierci Loueya. Byłem tak zdenerwowany i poruszony, że dałem sekretarce dzień wolny…

– Widzę, że masz tam jakieś pudła za biurkiem, Warren. Chyba nie przyszło ci do głowy, że mógłbyś zniszczyć jakieś dokumenty, prawda? Może wybierasz się na długi, bardzo długi urlop?

– Skąd, proszę pana. Porządkuję tylko papiery, nic więcej…

– Postaram się przysłać ci kogoś do pomocy.

– Nie, proszę pana, naprawdę nie trzeba! Doskonale poradzę sobie sam, słowo daję!

– Gunther – rzucił Mason Lord, prawie nie podnosząc głosu. Potężny ochroniarz stanął w progu, patrząc na księgowego martwym, całkowicie obojętnym wzrokiem. Zupełnie jakby Warren O’Dell był robakiem, pomyślał Ramsey.

– Tak, panie Lord?

– Musimy pomóc panu O’Dell. Widzisz te pudła, wepchnięte za jego imponujące mahoniowe biurko? Weźmiemy je ze sobą i dokładnie przejrzymy zawartość. Ramsey, może byłby pan tak uprzejmy i zerknął, co znajduje się w szafach O’Della, dobrze?

– Najpierw chciałbym zadać mu kilka pytań – powiedział Ramsey.

– Proszę, panie Lord, ja naprawdę nie mam nic… Mason Lord uniósł rękę i O’Dell natychmiast umilkł.

– Sędzia Hunt chce zadać ci kilka pytań, Warren. Odpowiesz na nie wyczerpująco i szczerze.

Łysa czaszka O’Della lśniła od potu. Z rozpaczą obserwował, jak Gunther wynosi pudła z dokumentami. Oblizał wyschnięte wargi.

– Tak jest, proszę pana.

Ramsey czuł się co najmniej dziwnie. Oto stał tu u boku potężnego gangstera, który postawił do jego dyspozycji ważnego świadka i przestraszył go tak, że ten prawie zsikał się w spodnie. On, sędzia federalny, stał się wspólnikiem czegoś, co nosiło wszelkie cechy wymuszenia, a w najlepszym razie składania zeznań pod presją. Ale co z tego? Gra toczyła się o życie Emmy.

– Panie O’Dell, proszę powiedzieć mi, jaka była sytuacja finansowa Loueya Santery.

Warren O’Dell przełknął ślinę. Jeszcze raz spojrzał na Gunthera, u którego pod marynarką wyraźnie rysował się pistolet.

– Louey był bankrutem – zaczął. – Był kompletnie bez forsy. Wyjechał na tournee, żeby spłacić długi. Zerwał umowę, więc nie zostało mu nic, nie miał złamanego centa.

– Był bez forsy? – powtórzył Ramsey. – Czy miał duże długi?

– Louey nigdy nie lubił sobie niczego odmawiać i w końcu zadłużył się po uszy. W Las Vegas działa takie niewielkie konsorcjum, którego szefowie postarali się, żeby Louey przegrał sporo pieniędzy w ich kasynie. Louey nie umiał grać, ale nie potrafił się do tego przyznać, nawet sam przed sobą. Uważał, że jest świetny, i to we wszystkim. Był im winien blisko milion dolarów. Namawiali go, aby grał dalej, a on stale przegrywał i nie był w stanie ich spłacić. Suma rosła, a wraz z nią procenty. Faceci zaczęli mu grozić. Straszyli, że zrobią coś złego jemu, pańskiej córce, panie Lord, i pańskiej wnuczce…

– Nazwiska, O’Dell – powiedział Ramsey. – Niech mi pan poda nazwiska i przekaże dokumentację.

Mason Lord wstał i podszedł do małego baru ze szkła i chromowanej stali, z trzema pozłacanymi półeczkami. Sięgnął po karafkę z koniakiem i nalał odrobinę do kieliszka. Odwrócony plecami do O’Della i Ramseya, stał bez ruchu, wpatrzony w okno, powoli sącząc koniak.

– Wiem, o kogo chodzi – odezwał się cicho.

– O kogo? – zapytał Ramsey.

– O Rule’a Shakera. Mam rację, Warren?

– Pan Rule Shaker rzeczywiście odegrał główną rolę w tej sprawie. Louey odrzucił propozycję długoterminowego kontraktu na występy w Las Vegas, którą złożył mu pan Shaker. Shaker nalegał, ale Louey uparcie odmawiał, mimo że był mu winien taką kupę forsy. W końcu zdecydował się wyjechać na koncerty do Europy. Myślał, że się odkuje, bo w Europie cieszy się o wiele większą popularnością niż tutaj, w Stanach. Gdyby dotrzymał kontraktu, mógłby spłacić Shakera.

– Na pewno pan słyszał, że celem tego zamachu bombowego były Emma i Molly, nie Louey – rzekł Ramsey.

– Tak, słyszałem. Dlatego chciałem wymknąć się z miasta i zaczekać, aż sytuacja się uspokoi. Pan Shaker powiedział Loueyowi, że nie przepuści nikomu, kto jest z nim w jakikolwiek sposób związany. Nie mam cienia wątpliwości, że tę bombę podłożyli ludzie Shakera, ale Shaker nie chciał zabić Loueya, tylko jego córeczkę. Chciał, żeby Louey zrozumiał, że to nie żarty.

– Myśli pan, że to Shaker kazał porwać Emmę?

– Louey był o tym przekonany – odparł O’Dell. – Ja także. Louey dzwonił do mnie z Niemiec, nie miał pojęcia, co robić. Nie byłem w stanie nic mu poradzić.

– Tak – powiedział Mason. – Porwanie Emmy to sprawka Rule’a Shakera. Louey zginął przypadkiem. Ciekawe, dlaczego?

Mason mówił bardzo cicho, ale Ramsey usłyszał jego słowa.

– Ile Louey zarobił przed śmiercią? – zapytał.

– Około trzystu tysięcy – rzekł O’Dell. – Oczywiście musiałby zapłacić podatek od zarobionej w Europie sumy, lecz gdyby zakończył trasę, na którą podpisał kontrakt, spłaciłby wszystko, do ostatniego centa.