Выбрать главу

– Chcesz trochę poćwiczyć? – zapytał Savich, podnosząc się z fotela. – Oczywiście, jeżeli plecy ci zbytnio nie dokuczają…

– Trochę wysiłku fizycznego pomaga Dillonowi rozładować stres – powiedziała Sherlock. – Zwykle ja z nim ćwiczę. Pozwalam mu rzucać sobą jak workiem kartofli, a wszystko to pod pretekstem nauki karate. Dillon znęcał się nade mną bez litości, ale odkąd dowiedział się, że jestem w tym niezwykle interesującym stanie, nie pozwala mi nawet obserwować, jak ćwiczy. Idź z nim, Ramsey, dobrze ci to zrobi. Ja lecę z nóg. Idę z tobą na górę, Molly.

Molly rzuciła Ramseyowi zaniepokojone spojrzenie, lecz on uśmiechnął się tylko i skinął głową.

– Niedługo przyjdę – obiecał. – Powiedz Emmie, że na pewno zdążę pocałować ją na dobranoc.

Czuł, że Molly myśli o ojcu Emmy, który na jej oczach wyleciał w powietrze. Będą musieli jakoś sobie z tym poradzić…

– No dobra, chodźmy – rzucił.

Okazało się, że nie muszą nawet wychodzić z domu. Gunther zaprowadził ich do zachodniego skrzydła, gdzie w piwnicy znajdowała się doskonale wyposażona sala gimnastyczna i siłownia.

– Rozejrzyj się, Savich – rzekł Ramsey, kiedy wychodzili z szatni. – Nie przychodzi ci do głowy, że mogłeś lepiej zaplanować swoje życie?

Savich zawiązał czarny pas.

– Nie, to są rzeczy bez znaczenia – rzekł. – Sprzęt może być najwyższej jakości, materace najgrubsze, woda mineralna najdroższa, prosto z Francji, ale ostateczny rezultat jest zawsze ten sam – pot, całe mnóstwo potu. Poczekaj, umocuję ci opatrunek, zanim zaczniemy. Mogę nawet założyć na niego folię.

Najpierw obaj przez pięć minut wykonywali ćwiczenia rozciągające, potem zaczęli krążyć wokół siebie, gotowi do walki i skoncentrowani. Ramsey pierwszy wykonał ruch, wysoki czysty wyrzut prawą stopą. Savich zrobił mały krok w lewo, chwycił go za kostkę i popchnął. Ramsey runął na podłogę, przetoczył się na bok i natychmiast znowu się poderwał, przyjmując pozycję do ataku. Poczuł ostre ukłucie bólu i Savich od razu to zauważył.

– Jesteś trochę szybszy niż Sherlock, ale tylko trochę, Ramsey. Plecy chyba mocno ci jeszcze dokuczają. Lepiej będzie, jeśli dzisiaj poćwiczymy na siłowni.

Po pół godzinie zakończyli ćwiczenia na macie, spoceni i zrelaksowani. Jeszcze lepiej poczuli się po pokonaniu dwudziestu długości basenu.

– Nieźle – wydyszał Ramsey, podciągając się na wyłożony bladoniebieskimi kafelkami brzeg basenu. – Zdążyłem już zapomnieć, że tylko wysiłek przynosi takie rozluźnienie. Nawet plecy tak bardzo nie bolą.

– Dla mnie to też jedyna droga do prawdziwego relaksu. Ramsey wyciągnął rękę i pomógł Savichowi wyjść z basenu.

Obaj długo siedzieli w milczeniu, z rozkoszą wdychając świeże, łagodne powietrze.

– Ten dom to naprawdę coś – zauważył Savich. – Tyle tu zieleni, niczym w dżungli…

– Byle tylko się nie okazało, że pod tymi pióropuszami palm czyhają boa dusiciele.

– Spójrz – rzekł Savich cicho, ruchem głowy wskazując koronę najbliżej rosnącej palmy. – Kamera. No, ale można się było tego spodziewać. Wcale nie przypuszczałem, że nasz gospodarz ucałuje nas na powitanie i pozwoli nam bezkarnie kręcić się po swojej posiadłości. Założę się, że cały ten teren jest naszpikowany mikrofonami.

– I co z tego? – rzucił Ramsey. – Będę musiał poprosić Milesa, by pokazał mi sprzęt, który tu mają. Ta kamera wygląda na drobiazg naprawdę najwyższej jakości.

– Myślisz, że Mason Lord zatrudnia do ochrony kobiety?

– Nie – odparł Ramsey. – Każdy, ale nie Mason Lord. On z pewnością nie należy do tych, którzy chętnie i bez uprzedzeń przyjmują do pracy kobiety. Widziałem, jak patrzy na żonę. Miał w oczach żądzę i coś w rodzaju absolutnej satysfakcji, że należy wyłącznie do niego. Jestem trochę zdziwiony, że uznał za stosowne się z nią ożenić, ale może chce mieć syna. – Ramsey pokręcił głową. – A może musiał się z nią ożenić, żeby pójść z nią do łóżka. Eve robi wrażenie bardzo bystrej osoby…

– Chyba masz rację – mruknął Savich.

– Jeśli zaś chodzi o Molly, to całkiem dobrze radzi sobie z ojcem. Kiedy przyjechaliśmy tutaj, bardzo się go bała. Umierała ze strachu, że będzie musiała wrócić do roli bezradnej małej dziewczynki, która nie może nic zrobić bez pomocy tatusia, ale wystarczyła jedna obraźliwa uwaga z jego strony, aby Molly pokazała rogi.

– Rozumiem, że poparłeś ją, prawda?

– Tak, chociaż na początku nie znałem graczy. Nie zdawałem sobie sprawy, że Mason wolałby umrzeć, niż ustąpić. A jednak się wycofał, Savich.

– Tylko ślepy mógłby nie zauważyć, co Mason myśli o swojej córce. Jezu, dziewczyna musiała mieć naprawdę trudne dzieciństwo. Mam nadzieję, że facet nie zacznie manifestować swojego męskiego szowinizmu w obecności Sherlock, bo ona rozerwie go na strzępy.

– Z pewnością by to zrobiła. Dobrze wybrałeś, Savich. Sherlock bardzo mi się podoba. Jest twarda, inteligentna i najwyraźniej szaleje za tobą.

– Ramsey, co tu się tak naprawdę dzieje?

Ramsey podniósł się powoli. Był już prawie suchy, a plecy właśnie zaczynały go boleć. Wiedział, że godzina ćwiczeń zostanie okupiona ostrym bólem, ale na razie wcale tego nie żałował. Chwycił ręczników kolorze starego złota i zarzucił na ramiona. Tkanina była bardzo miękka i na pewno bardzo droga. Potrząsnął głową i rogiem ręcznika starannie wytarł twarz.

– Co się tu dzieje? – powtórzył, osuszając lewe ucho. – Wiem nie więcej niż ty, Savich. Znalazłem się za blisko wydarzeń i za bardzo interesuje mnie los ich uczestników. Wiem jedno – podłożyć bombę w tym mercedesie mógł tylko ktoś, kto tu mieszka lub pracuje. Nikt z zewnątrz nie zdołałby tego zrobić, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. I naturalnie nikt nie ma zamiaru się do tego przyznać. Ciekawe, co zamierza Mason Lord.

– Ile wiesz o Molly?

Ramsey podniósł ciemne brwi, zaskoczony nie tyle pytaniem, ile powagą brzmiącą w głosie Savicha.

– Wiem, że stara się za wszelką cenę chronić Emmę – powiedział powoli. – Wiem, że jest odważna i twarda jak Sherlock. Że potrafi skupić się na jednej sprawie i nie zwracać uwagi na resztę. Że ma piękne włosy, rude, podobnie jak Sherlock, lecz o zupełnie innym odcieniu. Przypominają barwą niebo o zachodzie słońca, które kiedyś widziałem na zachodnim wybrzeżu Irlandii.

Savich milczał. Odwrócił wzrok, żałując, że sprawy nie ułożyły się inaczej. Cóż mógł na to wszystko poradzić…

– Wiesz, że pewnego lata, kiedy miała dwanaście lat, podobno pozwoliła, aby jej młodszy brat utonął? – odezwał się w końcu.

Ramsey upuścił ręcznik. Spojrzał na Savicha i zdecydowanie potrząsnął głową.

– Nie – powiedział. – O nie. Nigdy w to nie uwierzę, Savich. Molly na pewno nie zrobiła czegoś takiego.

– Sherlock znalazła to w wycinkach prasowych sprzed piętnastu lat. Przykro mi, jeśli uważasz, że Sherlock wsadza nos w nie swoje sprawy, ale Sherlock jest profesjonalistką i sprawdza wszystkie poszlaki.

– Nie mam nic przeciwko temu, żeby Sherlock policzyła wszystkie moje znamiona, jeżeli dojdzie do wniosku, że ma to jakieś znaczenie dla śledztwa, ale mówię ci, że to musiał być wypadek. Wypadek, nic innego. Molly nie byłaby w stanie spokojnie patrzeć na śmierć kogoś, kto jest jej bliski. Dotyczy to nawet ojca, który, jak sam zauważyłeś, jest niezłym draniem.