Savich wzruszył ramionami.
– Oczywiście przeprowadzono dochodzenie, ale wyniki nie były jednoznaczne. Jeśli wierzyć ogólnie przyjętej opinii, Molly nienawidziła brata, ponieważ ojciec otwarcie go faworyzował. Nie ukrywał, że uważa chłopaka za swego spadkobiercę i jedynie na nim mu zależy. Sam powiedziałeś, że Mason źle traktuje córkę i zupełnie się z nią nie liczy. Może masz rację, może rzeczywiście ożenił się z Eve dlatego, że chce mieć drugiego syna… Mason i jego pierwsza żona, Alicia, rozwiedli się, gdy Molly miała osiem lat, a jej brat sześć – ciągnął Savich. – Molly wyjechała z matką do Włoch, gdzie zamieszkała w domu swojej babki, chłopiec został z ojcem. Zginął w czasie wakacji, które Molly spędzała u ojca. Kiedy miała osiemnaście lat, rozpoczęła naukę w Vassar. Po pierwszym roku wyprowadziła się z akademika do ojca. Nie możesz po prostu odrzucić takiej możliwości, Ramsey. Molly Santera ma za sobą smutną przeszłość. Być może jest niewinna, ale po śmierci brata wiele osób poważnie powątpiewało w jej niewinność. Nie wolno nam tego lekceważyć.
– Sugerujesz, że Molly miała coś wspólnego z porwaniem Emmy? – zapytał Ramsey.
– Nie, w to nie wierzę, ale śmierć Loueya… Może jednak to on miał paść ofiarą zamachu…
– Słuchaj, Savich, Molly rozwiodła się z tym durniem. Nie miała żadnego motywu, rozumiesz? Poza tym, skąd mogła wiedzieć, że Louey spróbuje ucieczki? To było spontaniczne – facetowi puściły nerwy i rzucił się do samochodu.
Savich wstał. Spojrzał Ramseyowi prosto w oczy.
– A jeśli Molly przekonała go, że jej ojciec go zabije? Może powiedziała mu, że najlepiej będzie, jeżeli się zmyje i pozwoliła zabrać podstawiony przez Gunthera wóz… Nie możesz wykluczyć takiej możliwości, Ramsey. Zastanów się. Nikt z nas nie zna dobrze tych ludzi. Nie wmiataj śmieci pod dywanik tylko dlatego, że podziwiasz tę damę i jej piękne włosy…
Ramsey czuł, jak serce dziko tłucze się o żebra, zupełnie jakby próbowało wyrwać się z klatki. Plecy bolały go coraz bardziej. Nie wierzył w przypuszczenia Savicha. Znał się na ludziach i potrafił dobrze ocenić charakter nawet słabo znanej osoby. Widział Molly w kryzysowych sytuacjach. Nie wahała się, nie cofała, nie załamywała rąk.
– Molly nie miałaby zielonego pojęcia, jak skonstruować bombę – powiedział głośno. – Musiałaby więc wynająć kogoś, kto by to zrobił, i to w bardzo krótkim czasie. To wyjątkowo mało prawdopodobna wersja wydarzeń, Savich.
– Molly jest córką Masona Lorda, ale może masz rację, może to ty ją właściwie oceniasz. Spotkaliście się niedawno, ale chyba rzeczywiście zdążyłeś ją dobrze poznać. – Savich westchnął i potarł kark. – Z drugiej strony, właśnie ona mogłaby bez wielkiego trudu wprowadzić niepostrzeżenie kogoś na teren posiadłości ojca. I skąd właściwie wiesz, że nie umie skonstruować bomby?
Ramsey tylko popatrzył na niego w milczeniu i pokręcił głową. Potem odwrócił się i odszedł. Plecy bolały go tak, że mało nie oszalał.
Rozdział 21
Noc była ciemna, gęste chmury wisiały nisko, a powietrze wydawało się ciężkie od zapachu nadchodzącego deszczu i wiosennych kwiatów. Ramsey przewrócił się na bok, pociągając ze sobą koc. Poduszkę zrzucił na podłogę już parę godzin wcześniej.
Znowu ułożył się na plecach, przykrywając czoło lewym ramieniem. I nagle znalazł się w mrocznym pomieszczeniu, pełnym zamazanych, niewyraźnych kształtów i nakładających się na siebie głosów, wciąż się nasilających. Zupełnie niespodziewanie wnętrze pojaśniało, a obrazy nabrały ostrości.
Był na sali sądowej. Przeskakiwał właśnie przez barierkę, unosząc wysoko czarną sędziowską togę. Wyprostował nogi i prawą stopą wytrącił półautomatyczny karabinek z ręki napastnika, odrzucając broń daleko na podłogę. Usłyszał głośny trzask kości barkowej tamtego i wrzask wściekłości, który wyrwał mu się z gardła, zobaczył dziki ból w jego oczach, potem zaś przerażenie i panikę.
Mężczyzna skoczył w kierunku leżącego na podłodze pistoletu, przytrzymując złamaną rękę. Ramsey dopadł go i wymierzył mu mocny cios w żebra, rozciągając go na posadzce. Sala rozbrzmiewała przeraźliwym krzykiem. Drugi napastnik odwrócił się ku niemu z gotową do strzału bronią, więc Ramsey wykonał unik, chwycił mężczyznę za przegub dłoni i pociągnął go za sobą. Palce wolnej ręki zacisnął na gardle tamtego, miażdżąc mu tchawicę.
Widział, jak mężczyźnie oczy wychodzą na wierzch, słyszał, że kolba pistoletu uderza o barierkę. Krzyk wypełniał salę i przenikał do mózgu Ramseya. Kątem oka dojrzał trzeciego mężczyznę, który odwrócił się powolnym, starannie zaplanowanym ruchem. Zobaczył, jak tamten podnosi broń i strzela na oślep, raniąc w ramię jednego z adwokatów, młodego prawnika w śnieżnobiałej koszuli, która w jednej chwili nasiąkła krwią.
Pęd kuli rzucił rannego na trzy kobiety, które skuliły się w pierwszym rzędzie widowni. Ranny adwokat zwrócił głowę w kierunku Ramseya, a w jego oczach malował się nieopisany strach i śmierć. Ramsey poczuł tchnienie gorąca, kiedy kula przeleciała w odległości mniej więcej dwóch centymetrów od jego skroni, i przetoczył się po podłodze, w ciągu ułamka sekundy podnosząc półautomatyczny karabin i biorąc na muszkę ostatniego napastnika.
Pociągnął za spust, tamten runął na ścianę, plamiąc krwią boazerię. Krzyki stawały się coraz głośniejsze…
Ramsey usiadł na łóżku, napięty jak struna i zlany potem. Ukrył twarz w dłoniach. Tyle krwi, ulewny deszcz krwi…
– Wszystko w porządku, Ramsey.
Emma. Siedziała obok niego, małą ręką lekko gładząc go po ramieniu.
– Wszystko w porządku. To tylko zły sen, wiesz, że mnie też się to czasami zdarza. Nie bój się, nie zostawię cię, dopóki się nie uspokoisz.
– Emmo… – powiedział, zaskoczony, że w ogóle udało mu się wydobyć głos z gardła.
Usiadł na krawędzi łóżka, posadził dziewczynkę na kolanach i mocno ją przytulił.
– Usłyszałam cię – szepnęła, nie odrywając głowy od jego piersi. – Przestraszyłam się, że coś ci się stało…
– Dziękuję, że przyszłaś. To był bardzo zły sen. Śniło mi się coś, co wydarzyło się trzy miesiące temu, po raz pierwszy od kilku tygodni. Już myślałem, że ten koszmar przestał mnie dręczyć.
– Przykro mi, że wrócił. Co to było, Ramsey?
– Musiałem kogoś zabić, Emmo.
Odsunęła się od niego i zmierzyła go uważnym spojrzeniem. Jego oczy przywykły już do mroku, więc widział ją zupełnie wyraźnie. Patrzyła na niego spokojnie, bez cienia zmieszania czy niepewności.
– Na pewno musiałeś to zrobić – oświadczyła. – Czy ci ludzie zasłużyli sobie na to?
Spojrzał w twarz tego dziecka, którego oczy widziały zbyt wiele zła i tak często wyrażały cierpienie. Nie mógł jej okłamywać.
– Tak – powiedział powoli, nie odwracając wzroku. – Zasłużyli sobie na to. Wdarli się do sali sądowej z bronią w ręku. Chcieli uwolnić handlarzy narkotyków, których ława przysięgłych chwilę wcześniej uznała za winnych. Zaczęli strzelać do przysięgłych, więc przerwałem tę rzeź…
– Co to jest „rzeź”?
– Emmo? Co tutaj robisz, kochanie? Emma odwróciła głowę w kierunku drzwi.
– Mamo, Ramsey miał koszmar. Usłyszałam go i pomyślałam, że na pewno mnie potrzebuje. Śniła mu się rzeź.
Molly zamrugała niepewnie.
– Cześć, Molly – odezwał się Ramsey. – Już wszystko w porządku. Dzięki Emmie spojrzałem na swoje przeżycia z innej perspektywy.
– Chcesz, żebyśmy pomogły ci zasnąć, Ramsey?
– Śmierdzę potem, Emmo. Na pewno nie chciałabyś przytulać się do spoconego faceta.