Rozdział 22
Ramsey i Molly byli w jego pokoju, on przy oknie, ona przy drzwiach. Był wczesny ranek i w domu panowała jeszcze cisza. Na łóżku leżała otwarta walizka, do połowy wypełniona spakowanymi rzeczami.
– Więc jednak wyjeżdżasz?
Wzruszył ramionami i przeniósł wzrok na walizkę.
– Tak, chyba tak. Nie mogłem spać i doszedłem do wniosku, że czas zacząć się pakować. – Przerwał, przez chwilę obydwoje milczeli. – Wiesz, że próbowałem napisać powieść? Mam wrażenie, że było to jakiś milion lat temu…
– Nie, nie miałam pojęcia.
– Właśnie dlatego pojechałem do tego domu w Górach Skalistych. Wziąłem bezpłatny urlop na pięć miesięcy. Musiałem uciec przed całym tym szaleństwem, znaleźć schronienie przed dziennikarzami. Któregoś dnia rano jakiś facet wetknął przez okno łeb do mojej łazienki, kiedy się goliłem. O mały włos nie poderżnąłem sobie gardła. Wtedy zdecydowałem, że wyjadę z miasta. Postanowiłem napisać powieść, o której myślałem przez cały ubiegły rok.
– O czym chciałeś pisać?
– Główny wątek dotyczy procesu sądowego, bohaterem książki ma być sędzia federalny. Dość dobrze znam tę dziedzinę i miałbym parę rzeczy do powiedzenia na ten temat.
– Rozumiem. Więc chcesz wrócić do Kolorado i pisać?
– Chyba tak. – Próbował urwać nitkę wystającą z jego jasnoniebieskiego swetra. Ani na chwilę nie opuszczała go myśl o jej pocałunku. – Zastanawiałem się, kiedy wy obie wrócicie do Kolorado.
– Na razie w ogóle o tym nie myślałam. Dopiero zaczynam ogarniać to wszystko, co nam się przydarzyło. Jestem gotowa przyjąć do wiadomości, że odpowiedzialność za to ponosi ten straszny Rule Shaker z Las Vegas, ale nie mogę zapomnieć o istnieniu potwora, który skrzywdził Emmę. Sądzę, że do końca życia nie uwolnię się od strachu przed nim. Mam sporo pieniędzy i chyba część z nich poświęcę na odszukanie tego drania…
Rzuciła Ramseyowi niepewne spojrzenie, zupełnie jakby się obawiała, że zacznie ją do tego zniechęcać.
– Na twoim miejscu zrobiłbym to samo – powiedział. – Kiedy wrócę do domu, spróbuję ci pomóc. Pedofile działają w specyficznych siatkach i zwykle znają się nawzajem, przynajmniej ze słyszenia. Mam kilkoro przyjaciół, którzy spędzają dużo czasu przy komputerze. Zobaczymy, może uda im się coś znaleźć. – Ramsey westchnął. – Savich dopilnuje, aby terenowe biura FBI również nie zapomniały o porywaczu Emmy. On także nie jest zadowolony z tego stanu sprawy.
Molly spuściła głowę, wbijając wzrok w miękki dywan pod stopami.
– Chyba powinnam ci jeszcze raz podziękować, Ramsey. Emma będzie za tobą tęskniła.
Spojrzał na nią, na ciemne cienie pod jej oczami i pasemko piegów na grzbiecie nosa.
– Mówiłem Savichowi, że twoje włosy mają zupełnie inny odcień niż włosy Sherlock – odezwał się. – Większość ludzi uważa, że rude włosy są po prostu rude i koniec, ale ja wiem, że w twoich jest kolor zachodu słońca, który kiedyś widziałem w Irlandii.
Szybko podniosła na niego oczy i zamrugała nerwowo.
– Zachód słońca w Irlandii? Kiedy tam byłeś, Ramsey?
– Dwa lata temu. Mieszkałem w Ballyvaughan i prawie codziennie jeździłem na wybrzeże w Moher. Nie potrafię opisać tamtejszych klifów. Można powiedzieć, że są to poszarpane urwiska, o które rozbijają się fale, wychodzące na spotkanie morzu, ale to tylko banalne zwroty. – Znowu wzruszył ramionami. – Rozumiesz, o co mi chodzi? Trzeba tam po prostu pojechać i spojrzeć na morze, zobaczyć linię horyzontu i zrozumieć, że poza falami nic tam nie ma…
– Zaczynam rozumieć – powiedziała cicho.
Ramsey przeczesał palcami włosy, które w rezultacie tego zabiegu stanęły dęba.
– Do diabła, miła jesteś, Molly.
– Opowiedz mi o tym zachodzie słońca.
Sprawiał wrażenie zażenowanego. Uśmiechnęła się do niego, a on szybko przygładził sterczące we wszystkie strony włosy. Jeszcze nie zdążył się ogolić. Wyglądał na twardego, zdecydowanego na wszystko mężczyznę, lecz Molly ujrzała go nagle z Emmą na kolanach, głaszczącego jej córkę po głowie. Miał na sobie spodnie i koszulkę, był boso. Pomyślała, że niepotrzebnie mu przeszkadza. Ramsey chce przecież wyjechać…
Miał własne życie. Ona i Emma zetknęły się z nim na krótko, w wyniku dramatycznych wydarzeń, a teraz nadszedł czas rozstania.
Postanowił wyjechać. Nie była tym zachwycona, ale nie mogła tego zmienić.
– Nigdy nie zapomnę, jak pewnego dnia przyjechałem na wybrzeże wieczorem – rzekł. – Powietrze było rześkie i suche, niebo czyste jak łza. Dzień bez deszczu, wielka rzadkość w Irlandii. Siedziałem i patrzyłem, jak czerwona kula słońca powoli tonie w Atlantyku. Wydawało mi się, że kiedy słońce dotknie fal, woda zasyczy i zagotuje się. Ludzie dookoła mnie żartowali i głośno rozmawiali, lecz w chwili, gdy słońce zanurzyło się w oceanie, wszyscy nagle umilkli i bez słowa podziwiali ten wielki spektakl. – Pokręcił głową, mimo woli poruszony wspomnieniami. – Nigdy nie zapomnę tego widoku. – Przerwał na chwilę i spojrzał na Molly. – Następnego dnia tak lało, jakby przyroda zażądała zapłaty za ten niewiarygodnie wspaniały zachód słońca. Wiesz, Molly, przyszło mi do głowy, że może wam także by się to spodobało. Nie mówię o deszczu, chociaż deszcz w Irlandii także jest piękny, ale o zachodach słońca.
– Nam? Emmie i mnie? Miałybyśmy pojechać do Irlandii?
– Tak, ze mną. Wcale nie mam ochoty was zostawiać.
Światło poranka było mgliste i szare. Nie widział wyrazu jej twarzy, bo znowu spuściła głowę. Po bardzo długiej chwili podniosła ją i spojrzała mu w oczy.
– Chętnie z tobą pojadę – powiedziała z uśmiechem. – Założę się, że Emma także.
Ogarnęła go radość i siła tego uczucia bardzo go zaskoczyła. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
– Savich i Sherlock wybierają się do Paryża. Dziś rano odlatują z lotniska O’Hare.
– Savich i Sherlock to bardzo dobrzy ludzie.
– Kiedy moglibyśmy wyjechać do Irlandii? Sądzę, że Emmie dobrze by to zrobiło.
– Nie mam naszych paszportów. Zostały w domu, w Denver.
– Mój jest w San Francisco. Moglibyśmy pojechać po nie i spotkać się w Nowym Jorku albo tutaj, w Chicago. Zaraz, mam jeszcze lepszy pomysł – pojadę z wami do Denver, a później wszyscy razem wyruszymy do San Francisco. Co ty na to?
Zaczęła się śmiać, szeroko rozkładając ręce.
– Miesiąc temu nawet ciebie znałam!
– To prawda. Z drugiej strony, przez ten miesiąc przeżyliśmy razem więcej niż inni ludzie w ciągu dziesięciu lat lub całego życia.
– Naprawdę uważasz, że moje włosy są koloru zachodzącego słońca? Uśmiechnął się powoli.
– Tak, naprawdę tak uważam.
– I plecy cię nie bolą?
– Nie. A twoje ramię?
– Czasami trochę mnie rwie, ale nie bardzo. Tych szwów nie trzeba zdejmować, same się rozpuszczają, tak powiedział doktor Otterly. Nie mogłam uwierzyć, że poszedłeś na siłownię. Mogłeś sobie przecież zaszkodzić…
– Nie mam już nawet bąbli, a poza tym naprawdę uważałem. Savich porządnie owinął mnie bandażem, więc spokojnie mogłem popływać. – Zerknął na nią z rozbawieniem. – Masz rację, nieźle się wygłupiłem.
Roześmiała się i potrząsnęła głową.
– Ja tego nie powiedziałam.
– Emma śpi?
– Mam nadzieję. Często się budzi, wczoraj w nocy aż trzy razy i nadal ma złe sny. Śnił się jej wybuchający samochód…
– Chyba powinniśmy zapytać doktor Loo, czy wyjazd do Irlandii nie zaszkodzi Emmie.
– Możemy zapytać ją dziś rano. Jestem pewna, że będzie nas zachęcać do wyjazdu.
Ramsey był zdumiony, że myśl o wspólnej podróży do Irlandii budzi w nim tyle radości. Czuł się tak, jakby wszystkie napięte mięśnie w jego ciele nagle się rozluźniły. Nie wiedział, jak to się stało, że zadał Molly takie pytanie. Chyba samo wyfrunęło mu z ust… Chociaż nie, na pewno podświadomie pragnął za wszelką cenę uniknąć rozstania z Molly i Emmą…