– Na którą godzinę umówiłaś się z doktor Loo?
– Na dziesiątą.
– Zobaczymy, co powie, i wtedy się zastanowimy nad dalszymi planami. Molly poprawiła pasek szlafroka, cudownej kreacji z brzoskwiniowego jedwabiu, którą musiała pożyczyć od Eve Lord, swojej macochy. Ramsey pomyślał, jak wyglądałaby bez szlafroka. Molly posłała mu szeroki uśmiech.
– Irlandia, co? – mruknęła. – Czy poprzednim razem byłeś tam sam?
– Nie.
– Jasne. – Kiwnęła głową. – Nie sądzę, byś cokolwiek musiał robić sam, chyba że z wyboru…
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Że wiele kobiet uznałoby cię za bardzo atrakcyjnego mężczyznę, nawet z poparzonymi plecami.
– Dziękuję. Wracaj do łóżka, Molly. Jest jeszcze bardzo wcześnie.
– A ty?
– Teraz, kiedy mamy takie plany, ja także spróbuję się zdrzemnąć. Nie jestem już zdenerwowany i spięty. To cud.
Długą chwilę obserwowała go w milczeniu.
– Dziś po południu odbędzie się nabożeństwo żałobne w intencji Loueya – powiedziała w końcu. – Tutaj, w ogrodzie. Znalazłam nawet prezbiteriańskiego duchownego, który je odprawi.
– To dobrze – odparł. – Zwłaszcza ze względu na Emmę.
– Mam nadzieję.
– Emmo, zagrasz dla mnie Świeć, gwiazdeczko?
– Tak, doktor Loo, spróbuję, ale od dawna nie grałam na pianinie, tak na poważnie.
– Nie szkodzi. Chętnie cię posłucham.
Emma ustawiła swoje nowe pianino na stoliku do kawy. Doktor Loo siedziała w fotelu, Ramsey i Molly na dwuosobowej kanapie naprzeciwko niej.
– Nie zapomnij o wariacjach, Emmo – odezwał się Ramsey.
Tym razem Emma już się nie wahała. Wzięła głęboki oddech, co zabrzmiało przeraźliwie dorośle, i palcami jednej ręki zagrała wiodące nuty melodii, zaczynając od F. Potem dołączyła drugą rękę i wydobyła z płaskiej pioseneczki zupełnie klasyczne brzmienie. Za drugim razem zagrała ją jak jazzowy standard, za trzecim w stylu utworu Johna Lennona.
Doktor Loo zamrugała. Wyglądała na mocno poruszoną i zaskoczoną. Kiedy Emma skończyła, ujęła jej drobną dłoń i spojrzała dziewczynce w oczy.
– Dziękuję ci, Emmo. Sprawiłaś mi wielką przyjemność. Mam nadzieję, że pewnego dnia pójdę na twój koncert w Carnegie Hall.
– Co to jest Carnegie Hall?
– To takie miejsce, gdzie występują wybitni artyści z całego świata. Byłam w Carnegie Hall, kiedy Liam McCallum grał tam na skrzypcach. Nigdy tego nie zapomnę. Ty też mogłabyś tam zagrać, Emmo.
– Tak – powiedziała Molly. – Chyba ma pani rację.
– Mój tata nigdy nie zagrał w Carnegie Hall – szepnęła Emma, nie podnosząc oczu znad klawiatury. – Ale był wielkim artystą. Mama tak mówi.
Molly wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać. Ramsey nachylił się ku Emmie.
– Mam płytę twojego taty, Emmo. Nie zagrał w Carnegie Hall, ale wszyscy na świecie mogą go słuchać. Jego muzyka nadal żyje.
– Mama też tak mówi.
– A czy twoja mama kiedykolwiek się omyliła? – zapytał Ramsey. – Pamiętasz taki przypadek?
Delikatnie pogłaskał jej włosy, które tego ranka sam zaplótł we francuski warkocz. Fryzura była zupełnie udana, a splot gładki i prosty.
Emma podniosła głowę. Chwilę zastanawiała się intensywnie.
– Kiedyś się pomyliła, ale to było dawno – rzekła w końcu. – Dwa miesiące temu.
Ramsey się roześmiał.
– No dobrze – odezwała się doktor Loo. – Powinnyśmy chyba porozmawiać o twoim wyjeździe do Irlandii z mamą i Ramseyem.
– Nie wiem, co to jest ta Irlandia.
– Irlandia to piękny, zielony kraj po drugiej stronie oceanu. Cudowne miejsce, Emmo, gdzie można popatrzeć na różne sprawy z innej perspektywy. Myślę, że tam przestaniesz się bać, będziesz dużo grać na pianinie, biegać rano z Ramseyem, grać w piłkę z mamą i jeździć z nimi na pikniki. Irlandia jest wspaniała. Możesz siedzieć tam na skałach i moczyć nogi w wodzie, tak zimnej, że w pierwszej chwili robi ci się gęsia skórka. Będziesz z dwojgiem ludzi, których kochasz, którzy chcą, żebyś była bezpieczna i szczęśliwa. Co o tym myślisz?
Emma oparła się o kolana Ramseya.
– Czy ten zły człowiek też tam będzie?
Ramsey lekko potarł dłońmi jej szczuplutkie ramionka.
– Nie, Emmo. Nigdy więcej nie pozwolimy, żeby się do ciebie zbliżył, obiecuję ci to.
Emma odwróciła się twarzą do niego.
– Ale on jest blisko, Ramsey. Teraz jest naprawdę blisko. Zabił mojego tatę i chce złapać mnie…
– Nie, kochanie. Jest bardzo przestraszony i ukrywa się, bo wie, że policja go ściga. Chciałbym, żeby go złapali, bo wtedy zamkną go w więzieniu, do końca życia. Wszyscy stają na głowie, żeby go schwytać. Wierzysz mi, Emmo?
Długo wpatrywała się w niego bez słowa. Molly wstrzymała oddech. Wreszcie Emma westchnęła cicho. Dopiero wtedy Molly zerknęła na doktor Loo, która uśmiechnęła się lekko i powoli pokręciła głową. Po chwili lekarka wstała i wzięła Molly na stronę.
– To musi potrwać – szepnęła. – Nie ponaglajcie jej. Widzę, że obydwoje doskonale sobie ze wszystkim radzicie, a wyjazd do Irlandii to naprawdę świetny pomysł. Wydaje mi się jednak, że powinnam zobaczyć się z Emmą jeszcze jutro. Na kiedy zaplanowaliście wyjazd?
– To nie ma znaczenia – odparła Molly, nie spuszczając wzroku z Emmy. – Liczy się tylko dobro Emmy. Wyjedziemy, kiedy pani uzna, że Emma jest gotowa, ani godziny wcześniej…
– Stan Emmy jest bardzo dobry, pani Santera. Nie da się jednak zaprzeczyć, że te przeżycia pozostaną z nią na zawsze. Musicie przyjąć to do wiadomości i nauczyć się z tym żyć. W miarę dorastania emocje Emmy, związane z tą tragedią, będą ulegać zmianie. Wspomnienia się zatrą, co jest pozytywne, ale nigdy nie znikną całkowicie. Na razie Emma jest jednak małą dziewczynką i nie ma pojęcia, co to takiego gwałt. Wie tylko, że zły człowiek zrobił jej krzywdę i że było to okropne, lecz nie ma żadnych dorosłych skojarzeń na ten temat. W tej chwili mamy do czynienia z lękiem i zapamiętanym poczuciem bezradności. Za jakiś czas Emma zrozumie, że nic i nikt nie zmieni tego, co się stało, że zdarzyło się to naprawdę, a ona musi się postarać, by nie zniszczyło to całego jej życia. Nie będzie wam łatwo. Proszę przywyknąć do myśli, że ledwo ugasi pani jeden pożar, a już wybuchnie następny. Emma ma szczęście, że ma taką matkę. Wiem, że sędzia Hunt zna ją od niedawna, ale ufają sobie nawzajem i uczucie, które ich łączy, jest naprawdę głębokie.
– Będzie nam ciężko, kiedy sędzia Hunt wróci do domu. – Molly westchnęła.
Doktor Loo milczała chwilę.
– Cóż, takie sprawy same się zwykle rozwiązują – powiedziała spokojnym, naturalnym tonem. – Jutro porozmawiam z Emmą w cztery oczy. Postaram się uświadomić jej, że ten człowiek nie był normalny, że nie było w tym ani cienia jej winy, że nie spotkało ją to dlatego, iż była niedobra.
– Naprawdę mogłaby tak pomyśleć?
– O tak. Dzieci najczęściej obarczają siebie winą za całe zło tego świata, proszę pani. Poza tym nie mamy pojęcia, co powiedział jej porywacz, w jaki sposób nią manipulował, jak i czym ją terroryzował i jak ją zranił. Tylko dorośli potrafią wyrządzić innym tyle złego. Teraz muszę popracować nad tym, co dzieje się w głowie Emmy. Nie powinniście się martwić, ani pani, ani sędzia Hunt, ale oczywiście nie zdołam was o tym przekonać.