Ramsey upuścił widelec, zrzucając na podłogę cienki plasterek szynki. Wiedział, że ktoś włączył telewizor w kuchni i zastanawiał się, dlaczego odbiornik nastawiono tak głośno, i to w dodatku na kanał nadający wiadomości z rejonu Las Vegas. Teraz już wiedział, dlaczego. Najwyraźniej ktoś czekał właśnie na tę informację.
W pokoju na chwilę zapadła całkowita cisza, potem wszyscy zaczęli mówić jednocześnie. Ramsey usłyszał, jak Eve szybko wciągnęła powietrze i coś powiedziała, nie udało mu się jednak zrozumieć, co to było. W kuchni rozległ się głośny trzask. To Miles musiał upuścić rondel.
Siedzący u szczytu stołu Mason Lord spokojnie jadł melona. Jego policzki były lekko zaróżowione, ale zachowywał się zupełnie naturalnie, jakby nic nadzwyczajnego się nie stało. Molly przerwała w pół słowa rozmowę z Emmą i przeniosła spojrzenie na ojca.
– Oko za oko, tato? – zapytała cicho.
Mason Lord przełknął kawałek melona, odłożył widelczyk i omiótł twarz córki chłodnym wzrokiem.
– Proponowałbym, żebyś powstrzymała się od takich uwag, Molly, zwłaszcza przy Emmie.
Emma, szczególnie wrażliwa na wszelkie zmiany nastroju osoby, która odgrywała najważniejszą rolę w jej życiu, pociągnęła matkę za rękaw.
– Mamo? Co się stało, mamusiu?
Ramsey zobaczył, jak Molly nadludzkim wysiłkiem woli tłumi gniew i opanowuje się dla dobra córeczki. Jej oczy zmieniły wyraz, na twarzy pojawił się lekki uśmiech, przeznaczony wyłącznie dla Emmy. Odwróciła się do córki i przytuliła ją do swego boku.
– Ta tarta Milesa ma jakiś dziwny smak, nie wydaje ci się? Emma obrzuciła ją uważnym, bardzo dorosłym spojrzeniem.
– Nadzienie tarty to tylko bekon i świeży szpinak, mamo. Przyglądałam się, jak pan Miles ją przygotowywał. Jest świetna, wcale nie ma dziwnego smaku.
Molly wyglądała tak, jakby ktoś zdzielił ją w głowę wielkim młotem. Tym razem z trudem się pozbierała.
– Przepraszam, Em, masz całkowitą rację. Nie wiem, co mi jest, kochanie. Chyba nie czuję się zupełnie dobrze.
Molly zerknęła na Eve Lord, która siedziała po jej prawej ręce, naprzeciwko Masona. Twarz Eve była boleśnie napięta i biała jak obrus. Młoda kobieta wpatrywała się w męża jak zahipnotyzowana. Kiedy po paru sekundach nagle odwróciła się do Emmy, jej twarz była jak zwykle anielsko spokojna i gładka.
– To ja dałam Milesowi przepis na tę tartę – powiedziała. – Dostałam go od mojej matki, która świetnie gotowała. Przykro mi, że twojej mamie nie bardzo smakuje.
– Chyba już czas na kawę – odezwał się Mason. – Miles?
– Chciałbym zamienić z panem kilka słów, Mason – rzekł Ramsey, starając się panować nad głosem. – Możemy wypić kawę w salonie?
Rozległ się dzwonek telefonu. Do jadalni zajrzał Miles.
– Sędzio Hunt, dzwoni agent Savich – powiedział. – Chce z panem rozmawiać.
Ramsey rzucił serwetkę na talerz i szybko przeszedł do kuchni. Miles podał mu słuchawkę.
– Sherlock i ja jesteśmy na lotnisku O’Hare. Właśnie dowiedzieliśmy się o zamachu w Las Vegas. Po prostu nie mogę w to uwierzyć, Ramsey. Nie da się zaprzeczyć, że facet ma jaja. Chcesz, żebyśmy wrócili?
Ramsey dałby wiele, aby wrócili, zdawał sobie jednak sprawę, że nic nie mogą zrobić. Byłby potwornym egoistą, domagając się ich powrotu.
– Nie, Savich. Weź Sherlock na krótkie wakacje i postaraj się, żeby była szczęśliwa. Zadzwońcie z Paryża i powiedzcie, gdzie się zatrzymaliście, żebym w razie czego mógł wezwać kawalerię na pomoc.
– Mamy zarezerwowany pokój w jakimś małym pensjonacie na Lewym Brzegu. Sherlock chce mi go pokazać. Kiedy będziemy na miejscu, podamy ci telefon. Czy Mason coś powiedział? Widziałeś go?
– Tak. Siedzieliśmy przy stole w jadalni, kiedy podano wiadomość. Nawet nie drgnął. Wcale mu nie przeszkadzało, że w chwili, gdy wydawał polecenie zabicia tej dziewczyny, w jego domu znajdował się sędzia federalny i dwoje agentów FBI.
– Posłuchaj mnie, Ramsey, i wynoś się stamtąd jak najszybciej. Zabierz Molly i Emmę i natychmiast wymeldujcie się z tej Czerwonej Oberży. Nie powinieneś mieszać się w porachunki gangsterów. Zresztą i tak nic nie możesz już zrobić.
– Trudno mi uwierzyć, że właśnie ty to mówisz.
– Mówię jako przyjaciel Molly i Emmy. Nie chcesz chyba pakować ich obu w coś, co powoli przeradza się w wojnę na małą skalę. Ci faceci dali już sobie po razie, więc nie czekajcie na następną rundę. Zabierajcie się stamtąd, i to już.
– Oczywiście masz rację – powiedział powoli Ramsey, z zastanowieniem pocierając czoło. – Mam wrażenie, że powinienem zadać parę pytań Masonowi i założyć kajdanki Guntherowi. Ale masz rację, najważniejsze jest bezpieczeństwo Molly i Emmy. Zadzwonię do ciebie za jakieś dwa dni, żebyś wiedział, co się z nami dzieje.
Rozmawiali jeszcze parę chwil, potem Ramsey odłożył słuchawkę na widełki starego aparatu z ebonitu, który Miles specjalnie wybrał do swojej kuchni. Potem powoli odwrócił się do Milesa, który stał przy blacie, drobniutko siekając seler naciowy. Miseczka po prawej stronie pełna była pokrojonego w kostkę jabłka w czerwonej skórce, w drugiej znajdowały się połówki zielonych winogron.
– Robię sałatkę Waldorf – oświadczył Miles.
– Wiedziałeś, że to się stanie, Miles?
– Dobrze wiesz, że nie mogę nic powiedzieć, Ramsey. Powinniście stąd wyjechać, to najlepsza rada, jaką mogę ci dać. Zabierz Molly i Emmę. Skoro za całą sprawą od początku stał ten Shaker, teraz, po śmierci Loueya, jesteście bezpieczni. Po prostu wyjedźcie, i tyle.
– Nic nam nie grozi, jeżeli Shaker nie planuje teraz zemsty i nie dojdzie do eskalacji zbrodni. Jeśli się zdecyduje na to, będziemy bezradni.
Miles potrząsnął głową, nie przestając siekać selera sprawnymi szybki ruchami.
– To nie tak – powiedział. – Tamta sprawa jest naprawdę zakończona. Padło po jednym graczu z każdej drużyny, i to już koniec. Porachunki zostały wyrównane, takie są zasady. Nikt nie ośmieliłby się ich złamać.
Ramsey z całej siły uderzył zaciśniętą pięścią o blat, nie mogąc zapanować nad gniewem.
– To wszystko jest chore i ty doskonale o tym wiesz! – wybuchnął. Miles wzruszył ramionami.
– Nikt nie będzie opłakiwał Loueya Santery ani córki tego Rule’a Shakera. Daj sobie spokój, Ramsey. Zabierz tylko Molly i Emmę.
Ramsey wyszedł z kuchni, mocno zaciskając zęby. Kiedy znalazł się w jadalni, spojrzał tylko na Molly.
– Mogłabyś pójść ze mną na górę? – zapytał.
– Oczywiście.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że Emma siedzi bez ruchu, z kawałkiem tarty na uniesionym widelcu, i wpatruje się w nich oboje z przestraszonym wyrazem twarzy. Natychmiast się uspokoił.
– Zrobisz coś dla mnie, Em?
Widział, że ma ochotę zadać mu parę pytań i znacząco pokręcił głową.
– Pójdziesz na chwilę na górę z mamą i ze mną?
Pięć minut później, kiedy usadzili Emmę w jej pokoju z książeczką o zwierzętach w ręku, przy czym naturalnie wszyscy troje, włącznie z Emmą, doskonale wiedzieli, że jest to najzwyklejszy w świecie wybieg, Molly i Ramsey stanęli naprzeciwko siebie w drugiej sypialni.
– Nie widzę żadnego powodu, aby przedłużać swój pobyt w tym domu – powiedział krótko i bez wstępów. – A ty?
– Ja także nie – odparła, zdejmując srebrny pierścionek z różowego palca i wkładając go z powrotem. – Mój ojciec jest potworem, Ramsey. Właśnie wysadził w powietrze dwudziestotrzyletnią kobietę.
– Gra w takiej lidze, Molly, nic na to nie poradzimy. Lada chwila przed bramą zaroi się od dziennikarzy, a może już tam są. Lećmy dzisiaj do Denver, do twojego domu. Spakujesz trochę rzeczy dla siebie i dla Emmy na wyjazd do Irlandii, a potem polecimy do San Francisco, w porządku?