Выбрать главу

Biorąc pod uwagę, że dom zniszczono niecały miesiąc temu, musiał przyznać, iż dokonali cudów.

– Ramsey?

– Tak, Emmo?

– Podoba mi się twój dom. Przyjemnie jest mieszkać w pobliżu wody. Uśmiechnął się, schylił i wziął Emmę na ręce. Usiadł z nią w wielkim skórzanym fotelu i oparł stopy na grzesznie miękkim skórzanym pufie, czymś, czego nigdy dotąd nie miał.

– Powyglądajmy trochę razem, dobrze? – zaproponował. – Pozwólmy, aby nasze dusze nawiązały bliski kontakt z przyrodą. Zaraz, a gdzie twoje pianino?

– Na górze, bo nie jest teraz dla mnie ważne – powiedziała z bardzo dorosłym westchnieniem. – Martwię się o mamę.

Upiera się, że nic jej nie jest, ale chyba nie czuje się zbyt dobrze.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Po prostu wiem, że jest chora. Posłała mnie na dół, żebyś się mną zajął i nie przychodził na górę. Poradzisz coś na to, Ramsey?

– O cholera… Przykro mi, Emmo. Więc jak, zostaniesz tutaj i nawiążesz kontakt z przyrodą w moim zastępstwie?

– Dobrze, ale tylko na chwilę. Mama miała zupełnie zieloną buzię, wiesz?

– Zajmę się nią. Nie ruszaj się stąd, dobrze?

– Przecież wiesz, że sama nigdzie nie wyjdę.

– Grzeczna dziewczynka. – Pocałował ją w czoło i pobiegł na górę.

Już z podestu na półpiętrze usłyszał, że Molly wymiotuje. Na piętrze były trzy pokoje – jego sypialnia, gabinet oraz pokój gościnny, w którym spały Molly i Emma. Molly tkwiła w łazience obok swojego pokoju. Ramsey lekko popchnął uchylone drzwi.

Klęczała na podłodze, z głową nad miską klozetową, i rzygała jak chory kot. Nie powiedział ani słowa, położył tylko ręce na jej ramionach i zaczął je łagodnie masować, potem zaś przykucnął i odgarnął włosy z jej czoła. Oparła się o niego całym ciężarem ciała.

– Lepiej? Jęknęła żałośnie.

– Nie chcę rozmawiać. Chcę umrzeć. Ramsey spuścił wodę.

– Zaczekaj, przyniosę ci wody do wypłukania ust. Znowu jęknęła.

– Nie chciałam, żebyś tu przychodził. Idiotka ze mnie, powinnam była domyślić się, że Emma natychmiast cię tu przyśle. To takie upokarzające…

Podał jej szklankę z wodą. Spojrzała na nią niechętnie i powoli wstała z podłogi.

– Umyję zęby.

– Dam ci tabletki przeciwwrzodowe, dobrze? Tak, Emma bardzo się o ciebie martwiła. I cieszę się, że miała dość zdrowego rozsądku, aby mi o tym powiedzieć. Na pewno więcej niż jej matka…

– Idź sobie! – mruknęła Molly, wypychając go za drzwi.

Słyszał, jak płucze usta i szoruje zęby. Pięć minut później zaprowadził ją do łóżka. Z okien pokoju gościnnego nie roztaczał się szczególnie imponujący widok, ale z jednego można było dostrzec Golden Gate.

– Dobrze, że umierając, będę mogła patrzeć na coś pięknego…

– O nie, ostatnią rzeczą, jaką zobaczysz, będzie moja paskudna gęba. To powinno wystarczyć, żeby odechciało ci się umierać.

– Musiałam zjeść coś nieświeżego w samolocie.

Jadła makaron z sosem z małży. Ramsey i Emma wybrali kurczaka.

– Możliwe. Ale niewykluczone też, że to stres. – Delikatnie pogładził jej policzek. Skórę miała wilgotną od potu i zimną.

Ramsey zmarszczył brwi.

– Zadzwonię do mojego lekarza. Zobaczymy, co powie.

– Nie wybieram się do żadnego lekarza, nawet o tym nie myśl. Mój żołądek jest teraz zupełnie pusty, więc powinnam poczuć się lepiej.

– Zobaczymy – powiedział tym samym dorosłym tonem, którego Molly używała w rozmowie z Emmą, kiedy chciała uniknąć dyskusji.

Przyniósł jej dwie tabletki i szklankę wody.

– Połknij.

Nawet nie zapytała, co to za lekarstwo. Przełknęła tabletki i z westchnieniem oparła się o poduszki.

– Jak twoje ramię? – zapytał.

– W porządku. A twoje plecy? Uśmiechnął się.

– Doskonale. Widzisz jeszcze szwy, które założył ci lekarz?

– Tylko kilka, bo już się rozpuszczają. Jak noga?

– Już dawno się zagoiła. Pozwolisz, że obejrzę ramię?

Cierpliwie czekała, aż podwinie rękaw jej kremowej bluzki i odchyli bandaż. Skóra wokół rany miała zdrowy, różowy odcień, na którego tle ciemne szwy wyglądały wyjątkowo paskudnie. Rana goiła się zupełnie normalnie. Poprawił opatrunek i spiął bandaż.

– Na pewno nie wymiotujesz z powodu rany.

– Gdzie Emma?

– Siedzi w wielkim skórzanym fotelu i wygląda przez francuskie okno na zatokę i Golden Gate. Zejdę i sprawdzę, czy wszystko u niej w porządku, dobrze?

Po paru minutach wrócił na górę razem z Emmą.

– Zobacz, kogo znalazłem z małym noskiem przylepionym do szyby.

– Moją śliczną małą księżniczkę?

– Nie, moją śliczną małą księżniczkę, ale może się nią z tobą podzielę. Sama widzisz, Emmo – mama czuje się już lepiej.

– Mogę z nią zostać, Ramsey? Spróbuję trochę ją rozśmieszyć. Mama mówi, że śmiech dobrze robi nawet chorym.

– Dobrze. Gdyby znowu poczuła mdłości, tylko zawołaj, a ja zaraz przyślę tu kogoś, kto powtyka w nią mnóstwo igieł.

– Bleee… – powiedziała Emma.

Trzy godziny później Molly żuła kawałek grzanki i popijała gorącą herbatą Earl Grey, oczywiście bez cukru. Nadal wyglądała blado, ale od godziny nie czuła mdłości. Mimo to Ramsey był gotów w każdej chwili zadzwonić do Jima Havershama, internisty pracującego w szpitalu San Francisco General.

– Nie wydaje mi się, żebyśmy jutro mogli wyjechać – rzekł o dziewiątej wieczorem.

Emma i Molly leżały na łóżku w pokoju gościnnym, od czasu do czasu zerkając na ekran nowiutkiego telewizora, który Ramsey przyciszył, aby Molly nie poczuła się zmęczona. Panującą w domu ciszę rozdarł głośny dzwonek.

– To tylko moja znajoma z wydziału kryminalnego policji – wyjaśnił Ramsey. – Dzwoniłem do niej. Ma mi opowiedzieć o wynikach dochodzenia.

– W sprawie zniszczenia twojego domu? – zapytała Molly, przesuwając wilgotny ręcznik na czole nieco w lewo.

– Między innymi. Wy sobie tutaj odpoczywajcie, dobrze? Emmo, zawołaj mnie, jeżeli mama będzie czegokolwiek potrzebowała. Czy mogę na ciebie liczyć? Chodzi mi głównie o to, byś nie słuchała, kiedy powie, że to nic ważnego i sama sobie poradzi.

Emma rzuciła mu zaniepokojone spojrzenie.

– Nie wiem, Ramsey… To przecież moja mama, nie mogę jej nie słuchać. Jest przy mnie od urodzenia…

– Wiem, ale w tej chwili znajduje się w odrobinę żałosnym stanie, prawda? Nie wie, co jest dla niej dobre, rozumiesz? Zawołasz mnie?

Na twarzy Emmy nadal malował się wyraz niepewności. Położyła pianino na kolanach i spuściła głowę. Molly jęknęła. Po chwili jęknęła znowu, bardzo głośno i zabawnie. Emma się uśmiechnęła.

Dobra robota, Molly, pomyślał Ramsey. Zasalutował komicznie i szybko zbiegł na dół. Pod drzwiami czekała Virginia Trolley, jak zwykle ubrana w czarne buty, czarne spodnie, czarny golf i czerwony rozpinany sweter.

– Dobrze, że jesteś w domu, Ramsey. Rozpętało się istne piekło.

Zaprosił ją do gabinetu, gdzie w kominku wesoło trzaskał ogień, a zaciągnięte nowe jasnozłociste zasłony potęgowały wrażenie przytulnego, ciepłego wnętrza.

– Bardzo podoba mi się twój dom – oświadczyła Virginia. – Nowe meble wyglądają wspaniale. Czy remont doprowadził cię do bankructwa?

– Ubezpieczenie pokryje większość kosztów.

– Świetnie. Czy teraz, kiedy wszystko jest tu takie piękne i nowe, moglibyśmy się pobrać, a potem rozwieść, i to na takich warunkach, żebym ja dostała ten dom?