Выбрать главу

– Proszę teraz połknąć te dwie tabletki. Jutro ma pani leżeć w łóżku, spać i pić tyle wody, żeby co piętnaście minut musiała pani biegać do toalety. Gdyby wymioty nie ustąpiły, Ramsey ma panią natychmiast przywieźć do szpitala, rozumiemy się? Jeżeli do jutra rana nie poczuje się pani lepiej, będzie to sygnał, że mamy do czynienia z czymś poważniejszym od zatrucia pokarmowego. – Widząc, że Molly energicznie potrząsa głową, Haversham zmarszczył brwi nachylił się nad nią. – Ma pani śliczną małą córeczkę, której jest pani potrzebna, prawda? Więc proszę demonstrować swój upór w inny sposób i na inny temat.

Molly westchnęła.

– Oczywiście ma pan rację. Dziękuję, że zgodził się pan przyjechać, doktorze.

– Nie ma za co.

– Co zrobił dla pana Ramsey? – zapytała Molly, kiedy Haversham był już przy drzwiach. – Powiedział, że jest mu pan winien drobną uprzejmość i dlatego przyjedzie pan mnie obejrzeć.

– Uratował mi życie.

– Jak to?

– Kiedy moja pierwsza była żona wstawiła się i zamierzała wymierzyć sprawiedliwość mojej drugiej byłej żonie, która wtedy była jeszcze moją aktualną małżonką, Ramsey wkroczył do akcji. Rozbawił Melanie i tańczył z nią przez resztę wieczoru.

Molly się roześmiała.

– Rzeczywiście jest pan jego dłużnikiem.

Haversham nie miał zamiaru się przyznać, że przed chwilą zmyślił tę historyjkę. Molly była śliczną kobietą o uroczym uśmiechu i teraz śmiała się dzięki niemu, co było prawdopodobnie równie skutecznym lekarstwem jak tabletki i zastrzyk.

– Tak jest, jestem jego dłużnikiem. Proszę na siebie uważać, pani Santera. Molly uśmiechnęła się sennie. Haversham zamknął za sobą drzwi i uścisnął rękę Ramseya.

– Słyszałem, co powiedziałeś – rzekł Ramsey. – Nie miałem pojęcia, że potrafisz tak szybko zmyślać. Teraz jesteśmy kwita.

– O nie. Nigdy nie spłacę tego długu, Ramsey. Pamiętam, że woda w jeziorze była lodowata. Gdybyś mnie wtedy nie wyciągnął, nie robiłbym już nikomu żadnych uprzejmości.

Schylił się i machinalnie położył dłoń na czole Emmy. Dziewczynka gwałtownie odskoczyła do tyłu, lecz Ramsey natychmiast uśmiechnął się i poklepał ją po ramieniu.

– Wszystko w porządku, kochanie. Doktor Haversham chciał się tylko upewnić, czy nie jesteś chora, tak jak mama. On zawsze sprawdza, czy ktoś nie ma gorączki. To jego specjalność.

Dopiero wtedy Jim Haversham przypomniał sobie, kim jest ta mała dziewczynka. To ona została porwana i zgwałcona. Uśmiechnął się do niej ostrożnie.

– Moim zdaniem jesteś w świetnej formie, Emmo – powiedział. – Masz chłodne, zdrowiutkie czoło. Pilnuj mamy, dobrze?

– Dobrze, proszę pana – odparła Emma, obserwując go czujnymi oczami. Wsunęła rękę w dłoń Ramseya i mocniej przycisnęła do siebie pianino.

Ramsey schylił się i wziął ją na ręce.

– Odprowadzimy doktora Havershama do drzwi, Emmo, a potem zaniesiemy mamie wodę.

– Nie będzie zadowolona, że ciągle musi biegać do łazienki, Ramsey.

– Ja też nie byłbym tym zachwycony, ale trudno, taki los przypadł jej teraz w udziale.

Rozdział 26

Molly spokojnie przespała noc. Rano czuła się osłabiona, ale mdłości ustąpiły i żołądek nie bolał. Ramsey przygotował dla niej trzy grzanki, grubo posmarowane dżemem truskawkowym i obydwoje z Emmą siedzieli na brzegu łóżka, gdy Molly pochłaniała śniadanie.

– Wystarczy – powiedziała w końcu, wybuchając śmiechem. – Spójrzcie, zjadłam dwie. Jestem napchana aż po migdałki.

– Przecież ty nie masz migdałków, mamo.

– Tak czy inaczej, jestem bardzo najedzona. Teraz muszę tylko wziąć prysznic i będę jak nowo narodzona. Czy moglibyśmy wyjechać dzisiaj po południu, Ramsey?

Ramsey potrząsnął głową.

– Poczekajmy do jutra, Molly. Haversham kazał ci dziś leżeć w łóżku i odpoczywać. Łykaj tabletki i pij jak najwięcej wody. Przyniosłem kilka butelek mineralnej. Jeżeli będziesz grzeczna i jeżeli po południu poczujesz się jeszcze lepiej, może pójdziemy na kolację do mojej ulubionej meksykańskiej restauracji na Lombard Street.

Molly jęknęła głucho i złapała się za brzuch.

– Trudno, w takim razie poprzestaniemy na rosołku z kurczaka.

Kiedy wysuszyła włosy i przebrała się, była zupełnie wyczerpana. Zerknęła na świeżo posłane łóżko z zapraszająco odwiniętą kołdrą, potem na Ramseya, który obserwował ją z uśmiechem, i z westchnieniem ulgi wyciągnęła się na miękkim materacu.

– Założę się, że tę pościel wybierała kobieta – mruknęła. – Jest taka jasna i wesoła… Mam rację?

– Tak, prawdopodobnie moja sekretarka. No, wypij teraz szklankę wody i zdrzemnij się. Zabieram Emmę na spacer do Cliff House. Jest tam cudowna plaża. Pokażę jej foki, zbudujemy zamek z piasku i pobawimy się z psami, których zawsze jest tam mnóstwo. Przyprowadzę ją brudną i szczęśliwą. Kiedy wrócimy, ta butelka ma być pusta, Molly.

Byli na plaży niecałe dwadzieścia minut, gdy do Ramseya podbiegł wielki, zdyszany czarny labrador i oparł potężny łeb o jego kolano.

– Jeżeli nie ma pan ochoty rzucać mu kółka, proszę mu powiedzieć, żeby zjeżdżał – zawołała z daleka jego właścicielka.

Ale Ramsey poklepał psa po głowie.

– Gotowy do biegu? – zapytał, wyciągając stare, żółte gumowe kółko z płóciennego worka, w którym znajdowały się także kanapki, ziemniaczane chipsy oraz sok w kartonikach.

Rzucił kółko na odległość dobrych kilkudziesięciu metrów, a labrador jak szalony pognał na jego poszukiwanie.

– Teraz Bop nie da wam chwili spokoju. – powiedziała młoda kobieta, podchodząc do Ramseya i Emmy, która z zachwytem wpatrywała się w rozpędzonego psa.

Bop dogonił kółko i skoczył, lecz nie udało mu się go złapać.

– Następnym razem pójdzie mu lepiej. Musi się zorientować, jak pan rzuca. To pana córeczka?

Emma bez słowa wzięła Ramseya za rękę i przylgnęła do jego boku.

– Tak – odparł Ramsey. – To moja mała Emma.

– Jestem Betty Conlin – rzekła właścicielka Bopa i wyciągnęła rękę do Ramseya. – Witaj, Emmo. Ile masz lat?

Emma zmierzyła ją bacznym spojrzeniem.

– Bop już wraca – odezwała się po chwili. – Moja mama jest w domu, w łóżku. Przyszliśmy tutaj, żebym się pobawiła i spróbowała zapomnieć o smutnych rzeczach. I żeby mama mogła wypocząć i wyzdrowieć.

– Rozumiem – powiedziała Betty i wstała. – Chodź tutaj, Bop! – zawołała z uśmiechem.

Ramsey znowu rzucił psu kółko. Bop pognał za nim i dopadł je, nim dotknęło ziemi.

– Świetnie, Bop! – krzyknął Ramsey. – Dobry pies!

Był zadowolony i zrelaksowany. Na jednej dłoni miał kropelki psiej śliny, Emma bawiła się w piasku tuż obok niego, ocean lśnił w słońcu jak wielki niebieski brylant, fale szumiały przyjemnie… Do pełni szczęścia brakowało im tylko Molly, która mogłaby leżeć tu gdzieś na kocu i pić mnóstwo wody…

Spojrzał na Emmę i zauważył, że mała nie spuszcza wzroku z Betty Conlin. Nie musiał się martwić, że jakaś kobieta będzie próbowała go podrywać, bo Emma strzegła go jak oka w głowie. Niestety, w tej chwili nie mogli mieć Bopa bez Betty.

Bop przybiegł z kółkiem w pysku, przez parę sekund udawał, że nie chce go oddać Ramseyowi, wreszcie upuścił gumową zabawkę na piasek i ruszył przed siebie, raz po raz oglądając się i czekając na następny rzut. Ramsey rzucił kółko w kierunku wody i osłonił oczy dłonią, obserwując Bopa. Powiew wiatru porwał kółko i uniósł je daleko, bardzo daleko, na odległość co najmniej stu metrów.