Выбрать главу

Wieczorem Roswitha udała się na studium służby kaznodziejskiej, które tym razem odbywało się u siostry Ines, matki Rebekki.

Moi młodsi bracia leżeli już w łóżkach gotowi do spania, w całym mieszkaniu zapanował błogi spokój. Weszłam do ubikacji (znowu dostałam okres), później zrobiłam mały obchód do sypialni rodziców, gdzie w małej szafce nocnej Roswithy leżał niewielki kalendarz, w którym musiałam regularnie zaznaczać dni krwawienia. Kiedy wracałam do swego pokoju, zauważyłam ojca siedzącego cichutko na sofie w pokoju gościnnym.

– Tato? – zapytałam nieśmiało, zatrzymując się. Ojciec spojrzał w górę.

– Masz chwilę?

– Tak, Hannah, o co chodzi?

– Też jesteś na mnie zły? – spytałam cicho. – Tak jak inni? Ojciec pokręcił głową. – My nie jesteśmy na ciebie źli – wyjaśnił, wzdychając. – My się tylko o ciebie martwimy.

Także westchnęłam. – Och, sama nie wiem, co się ze mną dzieje – powiedziałam z namaszczeniem, siadając koło niego. – Czasami boję się, że zwariuję…

– Żebyś tylko nie straciła swojej wiary, Hannah – odpowiedział. – Wtedy nic ci się nie stanie.

Patrzyliśmy na siebie, a w pewnej chwili ojciec bardzo powoli uniósł rękę i pogłaskał mnie po policzkach.

Drgnęłam, gdyż niezmiernie rzadko mnie dotykał, zwracał na mnie uwagę, czy poświęcał mi czas.

– Tatusiu, opowiedz mi coś o… o mojej Mamie – poprosiłam go nagle.

Ojciec zmarszczył czoło. – Hannah, co to ma znaczyć? Do czego zmierzasz? – Odsunął się odrobinę na bok, a ja mocno chwyciłam go za rękę.

– Tatusiu – dopraszałam się usilnie. – Jaka była? Jak wyglądała? Co robiła przez cały dzień? Co lubiła? Jaka była dla mnie? Co w niej kochałeś? Przecież ją kochałeś, prawda?

Ojciec wlepił we mnie wzrok, a jego oczy płonęły gniewem. – Oczywiście, że ją kochałem! – wyrzucił w końcu z siebie gwałtownie, potem nagle jęknął i przycisnął silnie opuszki palców do skroni, aż się zrobiły blade.

– Była piękna – wymamrotał zmuszony. – I dowcipna, i mądra. Patrzyliśmy na siebie. Roześmiałam się, podczas gdy ojciec pobladł. – Tak, była piękna, dowcipna i mądra. Bardzo mądra, chociaż miała problemy z logicznym myśleniem. Rozumiesz? Matematyka, przedmioty przyrodnicze. Poza tym była bardzo muzykalna, a swój saksofon uwielbiała ponad wszystko. Znowu się roześmiałam.

– Wiem, że najbardziej oczywiście kochała ciebie – kontynuował, teraz i on się uśmiechnął. – Ciebie i mnie – dodał po chwili.

Przez chwilę zapanowała między nami zupełna cisza i ten krótki czas był czymś przepięknym, niemal zrekompensował mi owo straszne popołudnie spędzone w Sali Królestwa.

– Ale była też lekkomyślna i zakręcona – stwierdził krytycznie, ponownie marszcząc czoło.

– Jestem do niej podobna? – zapytałam szybko, nie chcąc, aby nasza rozmowa znowu się urwała. Ojciec, zaskoczony, spojrzał na mnie.

– Podobna? – czy ja wiem… – bąknął. -… twoje włosy, tak, twoje jasne włosy. Mama miała podobne włosy. Zawsze w pewnym nieładzie, niesplecione, poskręcane, nie bardzo uczesane.

– A poza tym? – drążyłam dalej.

Ojciec przyglądał mi się. – Masz ręce jak ona, te drobne palce, wąskie dłonie.

Jego twarz po raz pierwszy od dłuższego czasu znowu była smutna, tak jak wcześniej, kiedy wyrażała wyłącznie smutek.

– Ale poza tym nie jesteś taka jak ona – powiedział w końcu. – Jesteś poważniejsza, spokojniejsza i rozsądniejsza, nie tak zakręcona i roztrzepana jak ona.

Przełknęłam ślinę. Poważna, cicha, rozsądna, taka jestem. To wszystko dużo bardziej pasowało do Roswithy niż do mojej Matki.

Znowu przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu.

– Tato, opowiedz mi coś więcej – nie dawałam mu spokoju podekscytowana. – Chcę wiedzieć o niej wszystko, muszę to wiedzieć!

– Dlaczego? – zapytał sceptycznie. – Po co chcesz się grzebać w przeszłości? To wszystko było już tak dawno. Teraz jestem z Roswithą…

– Tato, kiedy ona zmarła? – przerwałam mu szybko. – Zapomniałam już datę jej śmierci. A także nie umiem znaleźć jej grobu. Chciałabym mieć jej fotografię. Proszę, tato!

– Nie, nie mam już ochoty więcej o tym rozmawiać… Nie chcę mówić o przeszłości! – wrzasnął wściekle. – Nie chcę, słyszysz, Hannah?

A potem nasza rozmowa się skończyła tak nagle jak sie rozpoczęła. Ojciec przeszedł z pokoju gościnnego do gabinetu i zamknął się w nim. Po chwili usłyszałam, jak się modli.

„Mam jej ręce i włosy – wpisałam prędko do dziennika. – Ojciec mówi, że była piękna, wesoła i mądra. Chciałabym być taka jak ona. Ale jestem nudna, brzydka, bez temperamentu i staromodna. Jestem taka sama jak Roswitha.

Myślę, że jej nienawidzę.

PS: R. wyrzuciła serce z piernika”.

Tej nocy poszłam po kryjomu do naszej piwnicy. Było po północy, Roswitha dawno temu wróciła do domu i już spała. Także ojciec i młodsi bracia. Wymknęłam się cała w strachu z nieoświetlonego mieszkania, w którym panowała zupełna cisza i skradając się, powędrowałam do wilgotnej, zimnej i nieprzyjemnej piwnicy. Trzęsłam się tak bardzo ze strachu i zimna, że z trudem poradziłam sobie z otwarciem drzwi, ale w końcu udało się. Latarką oświetliłam sobie ciasne piwniczne pomieszczenie. Na całe szczęście nie było ono tak szczelnie zawalone klamotami, jak piwnica naszych sąsiadów. Prawdopodobnie dlatego, że Roswitha często je porządkowała i zasadniczo bardzo oszczędnie nim gospodarowała. I dlatego nie musiałam długo szperać, żeby znaleźć to, czego szukałam. Były to skrzynie z rzeczami Mamy! Długie minuty zastanawiałam się, czy je w ogóle ruszać. W końcu były one wszystkim, co pozostało po mojej Matce. Poza mną oczywiście.

Zziębniętymi palcami zerwałam wreszcie z pierwszej skrzyni brązową taśmę klejącą. Drżąc, uniosłam wieko i zajrzałam do środka. Wewnątrz leżał saksofon czy raczej to, co z niego zostało. Smutny obrazek, zdeformowany, porysowany i poobijany instrument, ledwie rozpoznawalny. Rozpłakałam się, przez chwilę tylko stałam, głaszcząc saksofon i roniąc łzy. Dopiero dużo później odważyłam się zajrzeć do innej skrzyni. Palce miałam lodowate, kiedy bez tchu, bardzo szybko, przerzucałam ostatnie manatki Mamy. Do kogo dzisiaj należą właściwie te rzeczy? Do mojego ojca? Jej rodziców? – Czy może do mnie? Zakręciło mi się w głowie od tych rozmyślań, rzeczywiście mogłyby należeć do mnie. Zdecydowałam się przynajmniej coś niecoś zabezpieczyć, zanim ojciec czy Roswitha wpadliby na pomysł, żeby skrzynie przenieść w inne miejsce, do którego nie mogłabym się więcej dostać. Saksofonu wprawdzie nie dałabym rady zabrać, był po prostu za duży, żeby go ukryć, ale znajdowało się tam jeszcze błyszczące pudełko ze starymi przyborami kosmetycznymi, dziennik w rozsypce i cała sterta używanych ubrań. I klipsy w liliowym kubku bez ucha. Odkładałam rzeczy na bok, potem otworzyłam ostatnią skrzynię. Drgnęłam cała, kiedy mój wzrok spoczął na leżących na samym wierzchu fotografiach. To była ona, Mama! Nagle znowu popłynęły mi łzy, siadając na zimnej, piwnicznej posadce, ciężko wzdychałam.

Mama…

Tysiące wspomnień kołatało się we mnie. Leżąc na podłodze, kurczyłam się w sobie, aż w końcu skuliłam się, podciągnąwszy kolana pod brodę, przyciskając czoło do twardej, kamiennej posadzki. Jak mogłam kiedykolwiek zapomnieć! Wszystkie, dosłownie wszystkie wspomnienia nagle znowu odżyły.