Выбрать главу

– Nie wiem… – odrzekłam smutna.

– Może dlatego, że wciąż jesteś nieposłuszna? – zastanawiał się Benjamin, w jego głosie także słychać było przygnębienie.

– Jestem niegrzeczna…? – zapytałam apatycznie.

– Babcia i mama tak mówią – dodał, głaszcząc mnie po twarzy swoimi pulchnymi paluszkami. – Ale ja tak nie uważam, kocham cię bardziej od wszystkich.

Nie wytrzymałam, łzy popłynęły mi po policzkach.

– Nie, nie – jęknął, głaskając moją zapłakaną twarz. Więcej z tego, co się działo w tym dniu, nie zapamiętałam.

Pozostałe dni tamtego tygodnia przeżyłam jak we mgle.

– Czy coś się z tobą dzieje, Hannah? – zapytała w środę zatroskana pani Winter.

Milczałam.

– Jesteś taka blada, czy coś się stało?

Przecząco pokręciłam głową, oglądając, jak inni w czasie ostatniej lekcji próbowali role w spektaklu. Mój plakat Yüksel dokończyła sama.

– Nie wiedzieliśmy, jak długo będziesz nieobecna – wyjaśniła mi usprawiedliwiająco. – A plakat musiał przecież tak szybko, jak to możliwe, trafić do drukarni.

Przytaknęłam.

– Hannah, dlaczego stale mnie unikasz? – zapytał Paul mniej więcej z tysiąc razy, zawsze kiedy schodziły się nasze drogi.

– Zostaw mnie – to było wszystko, co mu tysiąc razy odpowiadałam. Unikałam jego rozmarzonego, dziwnego spojrzenia, na przerwach ukrywając się przed nim za kubłami na śmieci. Tam śmierdziało i dlatego rzadko ktoś się zatrzymywał w tym miejscu. Tylko ja, kucałam obok kubłów na rozgrzanej ziemi, czując się sama jak śmieć.

– Skąd od ciebie ten dziwny zapach ostatnimi dniami? – zapytała w piątek Roswitha, kiedy wróciłam do domu na obiad. Skrzywiła się przy tym, pociągając nosem.

Nie odpowiedziałam.

– Przebierz się, idziemy na zgromadzenie – oznajmiła po południu.

Poszłam bez słowa do łazienki, założyłam czystą spódnicę, ale bluzki nie zmieniłam, nosiłam ją już kilka dni, ale było mi wszystko jedno. Przestałam także myć włosy, a kiedy Roswitha kazała mi wziąć prysznic, puszczałam tylko wodę, stojąc przy zamkniętych drzwiach i pilnując, aby nikt mnie nie nakrył na oszustwie.

W czasie zgromadzenia brat Jochen zawołał mnie do przodu, stawiając przed całym zborem.

– Jak już wszyscy wiecie, nasza siostra Hannah ostatnimi czasy odmówiła nam posłuszeństwa. Kłamie, jest bezczelna i bezwstydna, ma grzeszne myśli, a jej wygląd…?.' – Co o tym myślicie, siostry i bracia?

Przerażona stałam cicho obok niego i nagle naszło mnie uczucie, że coś ze mną nie jest w porządku. Wydawało mi się, że najzwyczajniej wyślizgnęłam się z siebie i unosiłam się lekko nad wszystkimi. Widziałam swoją ziemską powłokę, stojącą tam, na dole, bladą i skrępowaną, bezradną i śmieszną, ale sama majestatycznie wisiałam w powietrzu zimna, bez czucia, nad tym poniżonymi ciałem.

– Hannah jest smutna, ona tak płakała, że moje ręce były całkiem mokre… – krzyknął Benjamin, zanim ktoś go zdołał uciszyć. Zobaczyłam jak zdenerwowana Roswitha skarciła go.

– Wygląda jak flejtuch – odezwał się brat Bernhard.

– Tak, rzeczywiście zmieniła się bardzo na niekorzyść – zawołała siostra Jeanette.

– A przecież wcześniej była taką grzeczną dziewczynką – dodał brat Paul.

– Potrzebuje dyscypliny – zawołał brat Roland.

– Dostaje ode mnie regularnie – odparł dziadek, wzruszając ramionami.

– Nie wolno wam zapominać, bracia i siostry, że jej… Hannah… naturalna matka była osobą bez charakteru, bardzo niefrasobliwą… – powiedziała babcia ze wstrętem.

Moja pusta, nic niemówiąca powłoka tam, z przodu, na scenie nagle zapadła się w sobie, taka bezsilna, podczas gdy ja unosiłam się bardzo wysoko w naszej Sali Królestwa z rozłożonymi w powietrzu ramionami i śmiejąc się w duchu.

Cały następny tydzień musiałam zostać w łóżku, Roswitha czujnie mnie pilnowała. Ani ojciec, ani moi młodsi bracia nie zaglądnęli do mnie.

Raz usłyszałam dzwonek telefonu w przedpokoju, a po chwili Roswithę, jak zimnym, stanowczym głosem wyjaśniła, że nie ma mnie dla nikogo, gdyż choruję na ciężki nieżyt oskrzeli i koniecznie potrzebuję spokoju.

– Kto to jest Paul König? – zapytała, kiedy chwilę później przyniosła mi do pokoju kolację.

Drgnęłam, gdyż przeszła przeze mnie jakaś tajemnicza, gorąca fala radości. A jednak zadzwonił. Musiałam zatem dla niego coś znaczyć, nawet jeśli było to trudne do wyobrażenia. W końcu nie byłam atrakcyjną, tylko niedojrzałą, niezadbaną i flejtuchowatą dziewczyną, nikim więcej. Dokładnie tak w każdym razie opisała mnie wczoraj siostra Brigitte, kiedy przyszła w odwiedziny.

– Jesteś cała czerwona na twarzy, Hannah – stwierdziła Roswitha, przyglądając mi się ze wstrętem. – Tak więc to jest ten Paul König, który ci poprzewracał w głowie i zbliżył do szatana.

Przerażona pokręciłam przecząco głową.

– Widzę, że kłamiesz Hannah – fuknęła Roswitha. – Oczywiście, że to ten chłopak, który cię zepsuł i splamił. Uprawiałaś z nim seks, oddałaś mu się?

Zamknęłam oczy i przypominałam sobie o wielu marzeniach, w których robiłam rzeczy, bliskie podejrzeniom Roswithy. Podniecające, delikatne, piękne…

– Brak odpowiedzi jest także odpowiedzią – wymamrotała, wzdychając, Roswitha, po czym wstała. – Wyjaśnimy to – powiedziała zdecydowanie. – Przecież cię kocham, Hannah. Jesteś moją córką, moją jedyną córką, zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby ci pomóc.

Na tym skończyła i wyszła z pokoju, zamykając za sobą głośno drzwi.

Zbliżała się szkolna premiera i 9b opętała teatralna gorączka. Budowaliśmy scenografię, koleżanki i koledzy przeszukiwali w domach swoje szafy w celu znalezienia odpowiednich ubrań na kostiumy, które matki z satysfakcją przerabiały. Wszyscy byli uradowani i podnieceni, wszyscy za wyjątkiem mnie. Chodziłam samotna, unikając Marie i Paula, a popołudnia spędzałam w domu.

„Oni mają jakiś plan, czuję to – zapisałam cała w strachu do dziennika. – Przez ostatnie dni Roswitha nie zamieniła ze mną ani jednego słowa, nie patrzy na mnie i nie troszczy się. Każdego dnia po szkole stawia tylko bez słowa obiad na stole w moim pokoju. Benjaminowi nie wolno przez całe popołudnie przebywać u mnie. Wychodzą na zgromadzenia beze mnie i nikt nie żąda, abym szła na służbę kaznodziejską. Boję się i czuję się samotna. Jutro skończę szesnaście łat”.

Przeczytałam także rozlatujący się dziennik Mamy, chociaż nie było to łatwe, gdyż swoje notatki robiła niestety ołówkiem i zapiski już się trochę wytarły i zbladły. Spore fragmenty były nieczytelne. Mimo to przeczytałam go do końca. Jak inaczej wyglądał świat mojej Matki. Ona chodziła na koncerty, do teatru, wydawało się, że życie sprawiało jej wiele radości i zabawy. Kilkakrotnie paliła nawet haszysz, a raz z moim ojcem zrobili sobie krótki wypad do Amsterdamu, spędzając tam dwie noce w parku.

Ostatnia część dziennika dotyczyła problemów finansowych i te swoje przemyślenia zapisała długopisem.

„Nie daje mi to spokoju, wciąż mamy krucho z kasą – zanotowała. – Hannah jest najsłodszą myszką na świecie, ale dziecko to cholernie droga przyjemność. Stale wydaję pieniądze. Michael nie jest w stanie wiele mi pomóc. Jest bezradny. Czasami mnie denerwuje, naprawdę. Ja muszę być zawsze i do wszystkiego. Beze mnie w ogóle nic nie umie zdziałać. Nawet mój dobry nastrój jest mu nieustannie potrzebny. Jeśliby mnie kiedyś zabrakło, to natychmiast zginie”.

Ostatni zapis w dzienniku Mama zrobiła w pewien wrześniowy piątek:

„Dzisiaj jest okropny dzień. Ale jeśli coś musi być, to musi. Idę po południu do rodziców prosić o pomoc finansową na pewien czas. Gówno, przecież przysięgałam sobie, że nigdy nie będę tego robić! Na pewno będą się śmiać w kułak i stawiać warunki. Cholera…”