Выбрать главу

Najistotniejszą sprawą — z punktu widzenia możliwości przetrwania — był fakt, iż również zwierzęta posiadały do pewnego stopnia rozwiniętą moc magiczną. Naturalnie, była ona na bardzo prymitywnym poziomie, jednakże szczególnie drapieżniki potrafiły zmylić patrzącego udając drzewo, krzak, czy nawet piękny kwiat. Niektórzy padlinożercy natomiast potrafili stworzyć projekcję całego krajobrazu, wprowadzając w błąd wędrowców, nie mówiąc oczywiście o zwierzętach roślinożernych, które w miejscu bagien widziały skały czy wodopój.

— Całkiem dosłownie — ostrzegał Garal — poruszanie się bez ochrony po powierzchni Charona, nawet w blasku dnia i przy dobrej pogodzie, przypomina błądzenie w kompletnych ciemnościach, kiedy nie wiadomo, co czai się przed nami i na dodatek trudno odróżnić, co jest realne, a co nie.

Sytuacja taka, oczywiście, umacniała feudalny system Firm. Nikt nie śmiał oddalić się, czy podróżować z miasta do miasta bez ochrony czarca. Charon to naprawdę śmiertelnie niebezpieczne miejsce, a przy tym wręcz idealne do sprawowania pełnej kontroli nad ludnością.

Nie przejmowałem się jednak Charonem jako takim, bowiem na dłuższą metę jego najniższy wspólny mianownik stanowiły te same socjalne i ekonomiczne czynniki, które leżały u podstaw każdego świata, z Konfederacją włącznie. Tutaj przechodziłeś szkolenie w stosowaniu mocy, jeśli miałeś taką szansę, gdzie indziej urodzenie bywało źródłem władzy czy pozycji społecznej. Jeśli taka możliwość nie była ci dana, szukałeś kogoś, kto posiadał moc i towarzyszyłeś tej osobie, korzystając z jej mocy jak z własnej; metoda co prawda subtelniejsza i bardziej powolna od pierwszej, ale równie skuteczna.

Naturalnie, domyślałem się, dlaczego trzymają nas tak długo w tym hotelu i w tym mieście przesiąkniętym deszczówką. Nasi gospodarze czekali na ostateczne zaadaptowanie się „organizmów Wardena”, by móc nam zademonstrować ich działanie i swoją magiczną moc. Byliśmy elitą kryminalistów na naszych planetach i należało nam pokazać, kto tu naprawdę rządzi.

Był jeden wszakże wyjątek. Zala ciągle stanowiła dla mnie tajemnicę. Wcześnie zorientowałem się, że nie mówi o sobie całej prawdy; nigdy nie przeszła szkolenia dla księgowych czy nawet dla jakiejś pokrewnej profesji. Nasze rozmowy pokazały, iż jej umiejętność czytania była równie rudymentarna. Nie mogła więc być ekspertem w żadnej z dziedzin działalności rządu, biznesu czy nauki. Oznaczało to, że musiała należeć do najniższej kategorii zawodowej, co nie byłoby niczym niezwykłym na pograniczu, ale było czymś zadziwiającym w świecie cywilizowanym.

Kłamstwo jednak było drugą naturą ludzi zesłanych; problem więc nie polegał na tym, że kłamała, ale że sama była tak pełna sprzeczności. Własne ego, poczucie wartości i kompetencja w profesji, dopełnienia której się uradziłeś i wychowałeś, stanowiły podstawę tkanki społecznej światów cywilizowanych. Każdy posiadał pracę, którą dobrze wykonywał i uważał ją za bardzo ważną, wręcz niezbędną, a ponadto sądził, że tylko on jest w stanie tak dobrze ją wykonywać. Seks należał do kategorii rozrywek i był sprawą przypadku. Nie istniały żadne stałe związki rodzinne, a egocentryzm powodował, że pojęcie indywidualizmu stanowiło ideę wszechobowiązującą i wyznawaną przez wszystkich. Mogłeś posiadać, i na ogół posiadałeś krąg przyjaciół, ale nie było w tym jakiejkolwiek zależności w sensie psychologicznym. Slogan „Współzależność w pracy i niezależność osobista” widoczny był wszędzie i wbijany był bezustannie do wszystkich głów.

Jednak nie dotyczyło to Zali. Zala potrzebowała drugiej osoby. Przykleiła się do mnie natychmiast po wylądowaniu, pomimo całkiem sporego prawdopodobieństwa, że jednak byłem wielokrotnym mordercą kobiet. Nasze stosunki fizyczne sprawiały mi niewątpliwą przyjemność; jej były one potrzebne, a może niezbędne. Samotna, nie byłaby zapewne zdolna istnieć nie mówiąc już o dłuższym przetrwaniu. Było to coś zupełnie niewiarygodnego dla kogoś takiego, jak ja, człowieka ze światów cywilizowanych. Nieśmiała i bierna pozbawiona była owego egocentryzmu, który ja uważałem za całkiem naturalny. Nie łudziłem się ani trochę, że wybrała mnie dla mego wrodzonego, wewnętrznego uroku czy dla nadzwyczajnego blasku, jaki roztaczałem wokół siebie. Wybrała mnie; ponieważ tam byłem, na miejscu, pod ręką.

Kiedy już jednak dokonała wyboru, moje dobro stało się dla niej sprawą najważniejszą, ważniejszą nawet od jej własnego dobra, tak jak gdyby w ogóle nie myślała o sobie, a tylko o tym, żeby zadowolić mnie. Choć w moich oczach takie jej zachowanie miało w sobie coś poniżającego i wielce mnie niepokoiło, to jednocześnie muszę przyznać, że dawało mi pewną satysfakcję i — dowartościowywało w sposób, jakiego do tej pory mogłem oczekiwać jedynie od robotów usługowych.

Jednak… W jaki sposób ktoś taki, jak ona mógł w ogóle zaistnieć w cywilizowanym świecie? I dlaczego zesłano ją na Romb Wardena?

Późnym wieczorem czwartego dnia naszego pobytu na Charonie postanowiłem doprowadzić do konfrontacji. Była zażenowana i zdenerwowana jak osoba przyłapana na oczywistym kłamstwie. Nie pozwoliła mi znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące jej osoby.

— Ja… cóż, masz rację — przyznała. — Nie jestem administratorem. Ale cała reszta jest prawdą. Jestem tym, co nazywają naturalną hostessą, ale ta nazwa też nie jest zbyt ścisła. Władze planetarne, administratorzy często podejmują gości z innych planet, a nawet z samej Konfederacji. Organizuje się bankiety i rozrywki dla grubych ryb, dla VIP — ów, i ja biorę w tym udział. Moja praca polega… polegała na dostarczaniu tym ważnym ludziom wszystkiego, czego chcieli. Na pilnowaniu, by byli zadowoleni.

Wiedziałem już, co ma na myśli. Nieraz widywałem dziewczyny należące do jej kategorii, w takich właśnie okolicznościach, kiedy prowadziłem sprawy w środowiskach biznesu i rządowych VIP — ów. Praktyczna identyczność światów cywilizowanych powodowała, że imprezy te były w sumie dość nudne. Jeśli wziąłeś udział w jednym przyjęciu, to tak jakbyś widział je wszystkie. Nawet rozrywki, posiłki i tym podobne były standaryzowane. Naturalnie w imię równości. Był to system doskonały i właściwy, a mimo to zdarzali się mężczyźni i kobiety na bardzo wysokich stanowiskach, na których wypadało zrobić szczególne wrażenie, kiedy wpadali do twojego niewielkiego świata. I zadanie to powierzano hostessom. One właśnie planowały i organizowały owe bankiety, jedyne w swoim rodzaju, i dostarczały egzotycznych smakołyków. One aranżowały niezwykłe pokazy — włącznie z tańcami i bardziej ezoterycznymi sztukami — i same w nich występowały. I chociaż seks był czymś nudnym, również w tej dziedzinie potrafiły dostarczyć hardziej egzotycznych przeżyć. Zala więc była kimś takim — osobą dosłownie zaprogramowaną, wyszkoloną i wychowaną, by robić wszystko dla innych. Odcięta od takich możliwości, w naturalny sposób przylgnęła do pierwszej osoby, która pozwoliła jej czuć się potrzebną i wartościową… do mnie.

Wszystkie te fakty nie wyjaśniały jednak, dlaczego się tu znalazła i dlaczego kłamała.

— Wydawało mi się, iż tutaj lepiej być asystentką administratora niż hostessą. Wrzuciliby mnie przecież do jakiegoś burdelu w stylu pogranicza i na tym by się skończyło. A ja nie jestem dziwką! Tam, skąd pochodzę, moja profesja jest ceniona i przynosi zaszczyt.

Wielkie łzy pojawiły się w jej oczach. Ku memu zaskoczeniu znalazłem się w defensywie, choć wydawało mi się, że atakuję. W tych sprawach była dobra.

Przy całej reszcie swojej historyjki upierała się jednak twardo i stanowczo. Była rzekomo rezultatem nielegalnych eksperymentów genetycznych, choć nie powiedziano jej — jakich, a zesłano ją tutaj bez jednego słowa wyjaśnienia. Umieszczenie jej w konkretnej życiowej sytuacji i w konkretnym zawodzie dostarczyło mi rozwiązania jednej zagadki, ale pozostawiało drugą, znacznie większą, bez odpowiedzi.