Piątego dnia po południu poznaliśmy przedsmak tego, czym był Charon. Wykonano kilka drobnych testów bez naszej wiedzy; wykazały one, iż jesteśmy całkowicie zaadaptowani albo — jak kto woli — zahartowani, i możemy już stanąć twarzą w twarz z tym bezwzględnym, okrutnym światem. Jeden z tych testów związany był z zupą, którą podano nam na obiad. Każdy ją jadł, wszystkim smakowała; jedyny problem polegał na tym, iż żadnej zupy nie było.
Pod koniec posiłku przeżyliśmy wielki wstrząs, kiedy Garal wstał i oznajmił:
— Nie będzie potrzebna nam żadna obsługa, by sprzątnąć tę zupę ze stołu. — Machnął ręką i zupa miseczki, żyłki i waza — nagle i gwałtownie zniknęły. Nawet plamy z obrusa zniknęły w tym samym momencie.
Choć wszyscy mogli się spodziewać czegoś podobnego, to jednak obawiam się, że moje usta były nie mniej szeroko rozwarte ze zdziwienia niż usta pozostałych. Demonstracja ta była niewiarygodna i niewyobrażalna. Zupa była przecież równie realna jak moja własna ręka. A jednak siedzieliśmy tam wszyscy nie jedząc faktycznie absolutnie nic, i jeszcze nam to bardzo smakowało.
— Teraz już chyba wiecie, co miałem na myśli powiedział Garal z satysfakcją z głosie. — Potrzebą nam jeszcze kilku przykładów, by dać wam jako takie wyobrażenie o zasięgu tego zjawiska. — Wskazał palcem młodzieńca z pogranicza o piaskowych włosach. Ty. Unieś się ponad stołem i zawiśnij tam na chwilę.
Zaskoczony człowiek uniósł się natychmiast ze swojego krzesła, ciągle w pozycji siedzącej, i popłynął na wysokość jednego metra powyżej blatu. Kompletnie przerażony zaczął bezładnie bić ramionami powietrze, podczas gdy my patrzyliśmy na niego z szeroko otwartymi ustami.
Mogar, ten wielki brutal z jednoosobowego pokoju, który siedział obok niego, zaczął macać puste krzesło. Najwyraźniej jego iloraz inteligencji był znacznie wyższy niż przypuszczałem; zrobiłbym bowiem dokładnie to samo, gdybym siedział na jego miejscu.
— To… nie ma go na krześle! — wyjąkał zdumiony. Aby to udowodnić, chociażby sobie samemu, przesiadł się na opróżnione krzesło.
— Przestań się tak rzucać! — warknął Garal, ale nieszczęśnik w powietrzu nie zwracał na niego uwagi. W końcu zdegustowany Garal powiedział:
— No dobrze, możesz opaść! — Strzelił palcami i mężczyzna z trzaskiem spadł na środek stołu, omal nie wywracając solidnego mebla. Zupa nie była jedynym daniem tego posiłku. Młodzieniec podniósł się półprzytomny i cały pokryty resztkami jedzenia.
Wszyscy byliśmy jak ogłuszeni. Lewitacja?
— Myślałem, że powiedziałeś, że ta magia nie jest realna — zauważyłem podejrzliwie. — Jeśli to nie było realne… to co jest realne?
Garal uśmiechnął się.
— Teraz dopiero poznajecie prawdziwe oblicze Charona. Co jest na nim realne, a co nie? Czy ten mężczyzna uniósł się w górę, po czym spadł? Czy może wspiął się tam, sądząc, odnosząc jedynie wrażenie, iż się unosi i potem spadł w te resztki jedzenia? Znacie odpowiedź na te pytania?
— A t y znasz? Uśmiechnął się znowu.
— W tym wypadku, tak. Ale nie zawsze tak jest. Trzeba być prawdziwym mistrzem, by zawsze móc powiedzieć, co jest realne, a co nie jest. I zazwyczaj nawet wówczas jest obok was ktoś jeszcze lepszy, kto może was oszukać. Rzecz się sprowadza do tego, iż na Charonie nie można ufać nikomu i niczemu. Nigdy. — Ponownie strzelił palcami i poczuliśmy wszyscy uderzenie — w pośladki. Krzesła, na których siedzieliśmy, gwałtownie zniknęły.
Garal roześmiał się.
— No i widzicie? Rzeczywistość to, czy iluzja? Ponieważ j a to sprawiłem, to nawet j a widzę to w taki sam sposób, jak wy, postrzegam to tak samo, jak wy. Jest to doskonała kontrola mojej sztuki. Gdyby ktoś nie znający nikogo z nas wszedł tutaj, wówczas kiedy jedliście tę zupę, zobaczyłby was wszystkich siedzących przy stole i jedzących zupę. Widziałby to samo, co wy, czuł ten sam zapach. Dlaczego? Nie dlatego, że to ja wywołałem tę iluzję, ale dlatego, że wy w nią uwierzyliście. I ta wasza wiara promieniowała na zewnątrz.
Zala podniosła się z niejakim trudem i pomogła mi wstać. Wszyscy byliśmy lekko wstrząśnięci.
— Dość tych dziecinnych zabaw — obwieścił nasz gospodarz — wiecie już dokładnie, czego się spodziewać.: Nie takie to. wszystko straszne… Ale i niezbyt łatwe. Zaklęcia i przeciw zaklęcia, kontrola psychiczna i dyscyplina — to są klucze. I niełatwo się tego nauczyć, a jeszcze trudniej — oswoić.
— No dobrze; to wobec tego po czym poznamy, iż coś jest realne? — spytał ktoś.
Potraktował to pytanie zupełnie poważnie.
— Jest tylko jeden sposób, by przetrwać na Charonie i dobrze tu żyć. Tylko jeden. Musicie postępować tak, jak gdyby wszystko było realne. Nawet magia. Musicie od — rzucić wszelkie pojęcia z przeszłości i żyć tak, jakbyście byli częścią dziecięcej baśni. Jesteście w świecie, w którym magia działa. Jesteście w świecie, gdzie czary — a nie nauka królują, nawet jeśli wszyscy znają i uznają prawa naukowe. Jesteście w świecie, gdzie nauka, prawo naturalne, a nawet logika i zdrowy rozsądek mogą być zawieszone w wyniku kaprysu pewnych ludzi. To zupełnie nieistotne czy mamy do czynienia z rzeczywistością, czy z iluzją… zupełnie nieistotne. Niezależnie czym to jest, dla was jest to realne, a także dla wszystkich wokół. Popatrzcie… widzicie ten dzbanek z sokiem owocowym na stole?
Spojrzeliśmy wszyscy na dzbanek, spodziewając się jego zniknięcia. Nie zniknął. Garal skoncentrował się, przymknął oczy i wskazał na niego — palcem.
Powoli żółty płyn, znajdujący się w środku zaczął wirować, bulgotać, zmieniać kolory, dymić i syczeć. Po chwili wyglądał bardzo nieapetycznie, a przecież wszyscy przed chwilą go piliśmy.
Garal otworzył oczy i popatrzył na nas z powagą. — Dzbanek zawierał stuprocentowy sok mui i nic poza nim. Zmieniłem jego zawartość w zabójczą truciznę… a może nie? Wszyscy widzicie i czujecie zapach tej substancji, prawda?
Kiwaliśmy potakująco głowami.
— W porządku. Odsuńcie się nieco. — Podszedł do stołu, uniósł ostrożnie dzbanek i wylał z niego kroplę płynu. Zasyczała, zabulgotała i zaczęła przeżerać obrus, a następnie lakier blatu. Odstawił dzbanek.
— A teraz, czy zmieniłem tę zawartość w zabójczy kwas, czy dalej jest to niewinny sok?
— To ciągle jest jedynie sok owocowy — odezwał się ktoś i sięgnął po dzbanek.
— Nie! Nie dotykaj! — wrzasnął Garal i mężczyzna zawahał się. — Czy nie rozumiesz? To nieważne, czym to jest w rzeczywistości! To zupełnie nieistotne! Wszyscy postrzegacie to jako kwas… i wobec tego dla was to jest kwas. Gdybyście się nim ochlapali, wypaliłby w was dziurę. Dlaczego? Ponieważ podświadomie przekazujecie „organizmowi Wardena” w swoim ciele informację, iż jest to kwas, a wasze komórki i molekuły reagują odpowiednio do tej informacji. M y wierzymy, że to jest kwas i dlatego nasze „organizmy Wardena informują tamte, które znajdują się w obrusie i w blacie stołu, że to jest kwas, a te, ponieważ nie mają własnych zmysłów, również w to wierzą i reagują zgodnie z tą informacją. Czy pojmujecie? Niezależnie od tego, czy jest to iluzja, czy nie, na pewno nie jest to prosta hipnoza. — Zakreślił ramieniem koło pokazując nam cały pokój. Widzicie to wszystko? To nie jest martwe. To wszystko żyje! Skały i drzewa na zewnątrz są żywe. Stół, ściany, ubrania — wszystko żyje. Żyje życiem „organizmów Wardena”. Tak jak wy i jak ja sam. „Organizmy Wardena” nie myślą, ale „słyszą” wasze myśli i działają zgodnie z tym, co słyszą. Nadają informacje do wszystkich innych „organizmów Wardena” i tamte postępują zgodnie z otrzymywaną informacją. To jest kwasem, ponieważ wasze zmysły informują wasz mózg, że to jest kwas. I to jest hipnoza. Ale kiedy wasz mózg mówi „organizmom Wardena”, że to jest kwas… to już nie jest hipnoza. To rzeczymiście jest kwas.