Można się wtedy potknąć o własną życzliwość. Przykładem mogą być zamożne kraje, które w najlepszej wierze wciskają krajom ubogim produkty niszczące tamtejsze podstawy do życia. Radość dawania może często przynieść odwrotny skutek.
Przez jakiś czas w gondoli panowało milczenie, wreszcie jednak Jaskari zebrał się na odwagę.
– Eleno, chodź, usiądź tu przy mnie, chciałbym z tobą porozmawiać.
Dziewczyna zdrętwiała, ale po chwili wahania podeszła do niego i siadła tak, jakby fotel cały pokryty był odwróconymi pinezkami. Ponieważ wciąż się nie odzywała, Jaskari zaczął:
– Posłuchaj, czy konieczne jest, żebyśmy tak się zachowywali, jak byśmy nie mogli się nawzajem znieść?
Elena rzeczywiście siedziała jak na szpilkach czy raczej na pinezkach. Odczuwała palącą potrzebę, żeby ukarać Jaskariego. Uczucie to pielęgnowała w sobie już od dawna, narastało w niej jak wypełniony ropą wrzód. Przecież wszystko dokładnie omówili, raz czy więcej, tego już nie pamiętała. Nigdy jednak nie dała upustu swemu bezgranicznemu rozczarowaniu, nigdy nie rzuciła mu w twarz całej tej goryczy, jaką nosiła w sercu. Powiedziała, że mu wybacza, tak się jednak nigdy nie stało.
– Eleno – rzekł Jaskari z naciskiem, obejmując ją za ramiona. – Tak bardzo cię… lubię.
Odsunęła się.
– Uważaj, musisz przecież sterować.
Jaskari sapnął głośno.
– Sterować? Przecież całe niebo przed nami jest wolne.
Elena nic więcej nie powiedziała.
Jaskari spróbował jeszcze raz.
– O czym myślisz, Eleno? Sądziłem, że po takiej pracy, jaką w to włożyliśmy, mamy wreszcie wszelkie trudności za sobą.
Dziewczyna nie mogła już opanować przepełniającej ją goryczy.
– Chyba rozumiesz, jak to jest! – wybuchnęła. – Czy to możliwe, żebym ci wybaczyła, że kochałeś się z inną?
– Przecież myślałem, że to ty! Griselda była niezwykłą czarownicą, dopiero później zrozumieliśmy, że miała związek z mocą tak potworną, że trudno nam nawet ją sobie wyobrazić.
– Mówiłeś, że ona cuchnęła! – wykrzyknęła Elena ze złością.
– No tak…
– A mimo to myślałeś, że to ja! Uważałeś też, że zachowuje się w łóżku wulgarnie!
– Tak, ale…
– A więc to miałabym być ja?
– Przecież ci mówiłem, że nie mogłem tego wszystkiego zrozumieć.
– A mimo to wolałeś kochać się z nią do końca?
– A co miałem zrobić? Przecież cię kochałem. A skoro ty chciałaś mi się pokazać od takiej strony, kochałem cię i taką.
– Ale było ci nieprzyjemnie.
– Oczywiście.
– Ponieważ to byłam ja.
– Eleno, wszystko przekręcasz. Kiedy dowiedziałem się, że to ona przemieniła się w ciebie, zemdliło mnie z obrzydzenia. Czy nawet to nie usprawiedliwia mnie w twoich oczach?
Gwałtowny gniew nagle z Eleny wyparował. Wybuchnęła płaczem.
Jaskari znów spróbował ją objąć.
– Najdroższa…
– Nie! – wykrzyknęła ze złością i odepchnęła go. – Nie śmiej mnie tknąć tymi rękami, które jej dotykały!
Jaskari skulił się w sobie.
– Eleno, czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy… Chodzi mi o to, że skoro kiedykolwiek mamy znów się odnaleźć, to musimy… Mam pewną propozycję, chcesz ją usłyszeć?
– Co to takiego? – spytała z wyraźną niechęcią.
– Wydaje mi się… jedynym sposobem na to, byśmy mogli zapomnieć o ohydnym podstępie Griseldy, jest zasłonięcie tego wspomnienia nowymi doświadczeniami.
– Nie rozumiem – powiedziała obrażona.
– Proszę, nie utrudniaj mi tak wszystkiego! – Jaskari był już wyraźnie zniecierpliwiony. – Oczywiście chodzi mi o to, że powinniśmy iść do łóżka. Będziemy mogli wspominać to, co razem przeżyjemy.
– Nigdy w życiu! – zawołała rozgniewana. – Nigdy! Przenigdy!
Wtedy Jaskari się poddał. Całą swą uwagę skoncentrował na manewrowaniu gondolą.
Podczas całej dalszej podróży nie odezwali się do siebie ani słowem.
Jaskari poszedł do Móriego i poprosił, by zabrano go na ekspedycję w Ciemność.
– Och, z całego serca cię przyjmiemy – odparł Móri zdumiony, badawczo przyglądając się napiętej twarzy wnuka. – Sądziłem jednak, że nie możesz wyrwać się ze szpitala.
– Przecież wyprawiacie się dopiero pojutrze. Operacja Miszy odbędzie się jutro, a tej mojej trudnej pacjentce trochę się poprawiło. Spokojnie mogę powierzyć ją opiece kolegów. Będę więc wolny.
– Doskonale. Armas bowiem okropnie się zaparł, za nic nie chce nigdzie jechać z Berengaria. Czy ty przyjmiesz ją jako swoją partnerkę?
– Oczywiście, Berengaria to śliczna dziewczyna.
– Tak, i na tym właśnie polega jej problem – mruknął Móri pod nosem.
Jaskari zastanawiał się jeszcze przez chwilę, czy przypadkiem nie powinien pomówić z dziadkiem o tej jakże przykrej historii z Eleną, uznał jednak, że to sprawa zbyt osobista.
Żałował tylko, że nie ma nikogo, komu mógłby się naprawdę zwierzyć. Kogoś, kto by go wysłuchał i może dał jakąś radę. Teraz bowiem sytuacja utknęła w martwym punkcie.
Elena jednak wcale tak nie uważała.
Niech on sobie cierpi, myślała, przecież tak strasznie mnie zranił! Jaskari i tak jest mój, zawsze mnie kochał, mogę być go pewna, wiem, że nigdy ze mnie nie zrezygnuje. Spokojnie mogę więc wydłużyć jego oczekiwanie.
Jest teraz w szpitalu, wiem o tym. Ten młody ślepy Wareg ma być operowany. Och, co za szczęście, że wycofałam się z zawodu pielęgniarki, to absolutnie nie jest zajęcie dla mnie. Ach, taka jestem zła, zła na Jaskariego za to, że przespał się z tą okropną wiedźmą i wszystko, wszystko popsuł. Jak mógł to zrobić?
Nienawidzę go za tę zdradę. Będzie cierpiał, i to długo!
Zwołano ostatnią naradę przed wyruszeniem w Ciemność, które miało nastąpić nazajutrz. Należało jeszcze bardziej szczegółowo omówić plan wyprawy. Wyciągnąć wnioski z błędów, jakie zostały popełnione, i zebrać wszystkie doświadczenia. Znów zgromadzili się w białym salonie Marca.
Był jednak ktoś, kto zakłócał im spokój, wezwano bowiem również Siskę i Tsi, a kiedy Gwiazdeczka dowiedziała się o tym, postanowiła nieodwołalnie wybrać się do swego ulubieńca Marca. Dziewuszka wciąż rozwijała się z niezwykłą szybkością i już zaczęła mówić, ku rozpaczy jednych i zachwytowi drugich. Była jednak tak kochana przez wszystkich, że pozwolono jej nawet na udział w tej jakże poważnej konferencji…
– Otrzymałem raport z powierzchni Ziemi – oznajmił Ram. – Musimy się strasznie spieszyć. Czy możemy powiedzieć, że wystarczy nam ta próba, której dokonaliśmy w Ciemności, i wybrać się wprost do świata zewnętrznego? Co ty na to, Marco?
– Maku – rozpromieniła się Gwiazdeczka.
– Kochaneczko – mruknął Marco rozśmieszony. – Sprawiasz, że moje imię przywodzi na myśl makówki. Nie, Ramie, uważam, że powinniśmy najpierw uporać się z Ciemnością. Mieszkańcy Ciemności już dostatecznie długo tęsknią do światła i ciepła, a gdy zabierzemy się za świat na powierzchni, to nasi sąsiedzi zza muru mogą jeszcze bardzo długo czekać na wytęsknione światło.
– Lama – powiedziała Gwiazdeczka, uśmiechając się promiennie do Rama.
Strażnik też się uśmiechnął.
– Masz na myśli moją łagodność czy też baranią minę? No cóż, wobec tego zabieramy się do Ciemności. Ja właściwie też tego chciałem, wolałem jednak usłyszeć waszą opinię.
Gwiazdeczka wykorzystała powstałą pauzę do tego, by objąć Berengarię za nogę.
– Benga – powiedziała z uczuciem. Tak właśnie nazywała Berengarię na co dzień, przy bardziej uroczystych okazjach zmieniała to na „Bengabanga”.