Wszystkie inne miały już mężczyznę. (Nie była to prawda, lecz Elena chętnie sięgała do takich ogólnych stwierdzeń). Tylko ja nie, wkrótce bardzo będę go potrzebowała. Chcę być panną młodą, białą panną młodą. Ach, jaki to będzie piękny ślub! Będę miała sześć druhen, taki jest bowiem zwyczaj w świecie na powierzchni Ziemi, zwłaszcza w wyższych sferach. Włożę też welon, to o wiele ładniejsze niż same tylko kwiaty we włosach. Wszyscy przyjdą na mój ślub i będą mi zazdrościć.
Ale to musi się stać już wkrótce, jeśli nie chcę zostać starą panną. Jaskari oczywiście też tego pragnie, ale ja go jeszcze na jakiś czas zamrożę. Oczywiście kiedyś się pobierzemy, ale jeszcze nie teraz.
Właściwie to czego ja bym chciała? Czy chcę mieć piękny ślub już wkrótce, czy też powinnam przeciągnąć czas i jeszcze podręczyć Jaskariego?
On jest zresztą trochę nudny. Owszem, bardzo przystojny, taki dobry i wierny, ale złości się na mnie, kiedy mówię o innych dziewczętach. A przecież wszyscy wiedzą, że Sassa jest głupia, Indra zupełnie postrzelona, a Siska to okropna snobka. Ale czegoś takiego nie mogę powiedzieć Jaskariemu. O czym więc mamy rozmawiać? Nie rozumiem, dlaczego on się tak złości.
Przecież będzie i tak moim pierwszym, czy to mu nie wystarczy?
Przeszedł ją dreszcz. Jaskari i Berengaria sami w Ciemności… Natychmiast odepchnęła od siebie tę myśl. Zabawią tam wszak najwyżej parę dni, później da Jaskariemu do zrozumienia, że jest gotowa mu wybaczyć i zapomnieć już o Griseldzie.
Ściągnęła spódnicę, potem sandały i majtki.
W pokoju zrobiło się bardzo gorąco. Pojawiło się jakieś parujące ciepło, wywołane jakby jej własnymi gorącymi uderzeniami pulsu. Jak gdyby skóra oddychała.
Zadzwonił telefon. Elena ocknęła się wstrząśnięta. Co też ona robiła? Właściwie nic, ale gdyby to nadal trwało…?
Nie, oczywiście, że nie.
Dzwonili ze szpitala. Czy mogłaby przyjść i posiedzieć trochę przy Miszy? Jego rodzice potrzebowali snu, a było teraz za mało pielęgniarek, wiele z nich bowiem zabrano na szkolenie w związku z wielkim momentem, jaki miał wkrótce nastąpić. Postanowiono wszak usunąć mury Królestwa Światła. Przygotowywano się do ogromnej pracy na wypadek konieczności zajęcia się wieloma chorymi. Wszyscy, którzy tego potrzebowali, mogli liczyć na leczenie.
– Ale czy ten Misza nie podlega kwarantannie? – spytała niechętnie. Uważała, że już zakończyła swą karierę pielęgniarki.
– Jest w szpitalnej izolatce, to właściwie to samo. Niczym zresztą nie zaraża.
Elena westchnęła głęboko i wreszcie zgodziła się poświęcić.
Przyszła do szpitala, wskazali jej pokój Miszy.
To nawet niebrzydki chłopiec, sądząc przynajmniej po tym kawałku twarzy, który widać. Prawdę powiedziawszy jednak, większą jej część zakrywały bandaże.
– Cześć – powiedziała. – Będę tu siedzieć i pilnować, czy dobrze się czujesz.
– Berengaria? – spytał chłopak niepewnym głosem. – Mówisz tym samym językiem co ona, ale głos masz inny. W jej głosie słychać śmiech.
– Nie, nie jestem Berengaria – odparła Elena lekko poirytowana. Ciągle ta Berengaria! – Po prostu pochodzimy z tego samego kraju.
Nie miała ochoty się przedstawiać, bardzo miło było zachować anonimowość.
– Słyszałam, że zaaplikowali ci coś na sen? Chce ci się spać?
– Bardzo. Dostałem też jakieś środki na uśmierzenie bólu.
– Doskonale, wobec tego posiedzę tu sobie w kąciku i poczytam. Daj mi znać, jeśli tylko będziesz czegoś potrzebował.
– Dobrze, dziękuję.
Elena znała historię tego chłopca, wiedziała, że do tej pory nie miał rąk ani nóg, a w dodatku przez całe swoje życie był niewidomy.
To trochę straszne, pomyślała.
Zatopiła się w lekturze artykułu o ostatnich nowinkach mody. Wkrótce potem usłyszała, że Misza zasnął.
Był jej obojętny. Owszem, miał ładne czyste rysy, w każdym razie usta i linie szczęki. Jasne włosy, którym przydałoby się strzyżenie. Ale on przecież pochodził z Ciemności, a tam żyją jedynie barbarzyńcy, z takimi ludźmi nie wolno się zadawać.
Zerknęła na niego z boku, leżał wyciągnięty płasko na plecach, pod przykryciem rysowały się wszystkie kontury jego ciała. Jej wzrok przyciągnęło lekkie uwypuklenie w bardzo intymnym miejscu, ciało znów przeszył dreszcz. Nie myślała wcale konkretnie o tym chłopcu, lecz w ogóle o męskości. O tym, czego tak naprawdę nigdy nie zaznała, a do czego przecież dawno już dojrzała. Można wręcz powiedzieć, że przejrzała.
Skupiła się na modzie, na kolorach obowiązujących w tym sezonie. Cóż, w żadnym nie było jej do twarzy, ale przecież nie może zasłużyć na miano niemodnej, prawda?
9
Móri niezmiernie się cieszył, że Ram i Indra towarzyszą mu do krainy potworów. Chciał zabrać też ze sobą Farona albo w ogóle któregoś z Obcych, przed nimi bowiem potwory czuły respekt, ale, niestety, żaden się nie zgodził.
Móriego niekiedy ogarniał gniew na Obcych. Bardzo wiele wymagali od innych, zwłaszcza od Strażników, sami jednak rzadko w czymś uczestniczyli. Tak naprawdę Faron był jedynym czystej krwi Obcym, z jakim się zetknęli, wszyscy pozostali byli mieszanej rasy. W wyglądzie Farona było coś niezwykłego, tajemniczego. Czyżby ci czystej rasy mieli coś do ukrycia? Czy dlatego trzymali się w odosobnieniu w swojej części Królestwa?
Właśnie na ten temat rozmawiał Móri z Cieniem po wizycie prastarych Lemuryjczyków w jego domu w mieście duchów.
Ale Cień nie dowiedział się niczego o Obcych. Wprawdzie król i pozostali Lemuryjczycy z jego czasów na Ziemi mieszkali właśnie w tamtej części Królestwa Światła i Cień próbował ich wypytywać, lecz jedyną odpowiedzią, jakiej się doczekał, było milczące kręcenie głowami, gdy tylko pytania dotyczyły Obcych i ich życia. Najwidoczniej bardzo strzeżono tajemnicy.
Móri wraz z dwojgiem przyjaciół „zaatakowali” tereny potworów z góry, ze skał oddzielających ich długą dolinę od spowitych we mgłę równin i dolin krainy Timona.
Stanęli mniej więcej w tym samym miejscu, w którym kiedyś zatrzymała się Miranda i spotkała Gondagila z Haramem. Z góry patrzyli na rojowisko potworów.
– One się mnożą wprost katastrofalnie – zauważył Ram. – Widzę, że zaczęły się już rozprzestrzeniać poza swoje granice. Będzie z tego wojna, jeśli ich nie powstrzymamy.
Indra miała już na końcu języka „trzeba spuścić bombę”, lecz w rzeczywistości wcale tak nie myślała. Nie brała też na poważnie kolejnej propozycji, która przyszła jej do głowy, żeby je wszystkie wykastrować. Zaproponowała natomiast coś bardzo rozsądnego:
– Pójdźmy za radą Jaskariego. Niech jeden, no może lepiej kilku, ale nie za wiele, wypije eliksir, a potem „wychowają” swoich pobratymców.
– Świetnie, tylko jak zmusić tych pierwszych do wypicia wywaru? – nie kryl ironii Móri. – Przecież nie zaprosimy potworów na popołudniową kawę?
– Złapiemy kilka tych bestyjek i wmusimy w nie zupę!
Ram myślał intensywnie.
– Wydaje mi się, że to jedyny sposób. One czerpią wodę z tego wielkiego strumienia, który wpływa do Królestwa Światła i zmienia się w Złocistą Rzekę, tak więc możliwość wpuszczenia eliksiru do ich wody pitnej nie istnieje.
Znów się zamyślili.
– Ach, gdyby tylko był z nami Faron! – westchnęła Indra. – Moglibyśmy wtedy wejść do tego gniazda szczurów i zmusić wszystkich do picia. A dlaczego by nie poprosić Waregów o pomoc?
– Ich śmiertelnych wrogów? To się raczej nie uda – odparł cierpko Ram. – Ale zaczekajcie chwilę! Pamiętacie, jak potwory czciły i wielbiły Mirandę, gdy zaczęła świecić sama z siebie?