Przekonali się o tym zaraz po jego wypiciu. Wszystkich ogarnęła radość i życzliwość wobec całego świata. Troje przybyszów z Królestwa Światła zaproszono na ucztę kolejno we wszystkich trzech osadach, w powrotną drogę do domu wyruszyli więc co nieco odurzeni. Sassa bez przerwy chichotała, Jori śpiewał, Armas zaś deklamował o kuszącej sile śmierci.
To niezwykłe, w jaki sposób wszystkie ludy, bez względu na to, w jakiej izolacji żyją, opanowują sztukę wytwarzania oszałamiających napojów. Niekiedy przyrządzają je wręcz z niczego, od sfermentowanego kobylego mleka u Hunów do soku z agawy wśród Indian południowoamerykańskich. Z tej trójki nikt nie wiedział, czym ich uraczono, woleli zresztą pozostać w nieświadomości.
Zadanie zostało wykonane. Ku ogólnemu zadowoleniu.
– Jeśli wszyscy inni w tym sektorze poradzą sobie w swoich osadach równie prędko jak my, to uporamy się z całą Ciemnością za jednym podejściem – orzekł Jori z przesadnym optymizmem.
W drodze do osady niemieckiej Jaskari opowiadał Berengarii o operacji Miszy, która odbyła się poprzedniego dnia.
– No tak, nie miałam czasu odwiedzić go wieczorem – zmartwiła się Berengaria. – Musiałam przygotować się do tej wyprawy.
– Na nic byś się nie przydała, Misza został dość głęboko uśpiony i był bardzo zamroczony, kiedy wreszcie ocknął się wczoraj późnym wieczorem. Dostał całe kilogramy środków przeciwbólowych.
Berengaria uśmiechnęła się, słysząc to przesadne określenie.
– Ale operacja się udała?
– Wszystko wskazuje na to, że tak. Nasi lekarze są naprawdę bardzo zdolni. Zrobili mu nowe powieki, otaczające jego naprawdę ładne niebieskie błyszczące oczy. Jedyną rzeczą, z jakiej brakiem Misza musi się pogodzić, to rzęsy. Ale być może i z tym da się coś zrobić później. Poza tym wszystko było w jak najlepszym porządku. Kanał łzowy, odruch mrugania, każdy szczegół.
– Kiedy usuną mu bandaże?
– To potrwa kilka dni, teraz pozostaje najważniejsze pytanie: Czy on naprawdę widzi?
– Marco twierdzi, że tak. Misza reaguje na światło.
– To prawda, ale od widzenia światła do rozróżniania przedmiotów droga jeszcze daleka.
– Odwiedzę go, jak tylko wrócimy.
Jaskari nic na to nie powiedział. W pełni zgadzał się z Markiem. Młody człowiek, który dotychczas nie widział nic na świecie, miałby spotkać się z Berengarią? To mogło zakończyć się tylko w jeden możliwy sposób.
– No, mamy niemiecką osadę – oznajmił, chcąc skierować rozmowę na inne tory.
Okazało się, że Waregowie dotarli tu przed nimi, mieszkańcy osady czekali już z niecierpliwością i gości przyjęto z otwartymi ramionami. Dwóch Waregów, którym wysłannicy Królestwa Światła wcześniej podali eliksir, zostało nawet tu w osadzie. Poznali Berengarię – jak ktokolwiek mógł jej nie poznać? Jaskari i dziewczyna mieli więc bardzo łatwe zadanie. Zdradziecko łatwe, mogli pławić się w przekonaniu, że również później wszystko pójdzie im jak z płatka.
Podniesieni na duchu wrócili do małej gondoli.
Jaskari stwierdził, że Berengaria jest niezwykle sympatyczną osobą, z którą przyjemnie i łatwo się rozmawia. Postanowił więc zasięgnąć u niej rady. Zatrzymał ją w lesie wśród wysokich drzew, popatrzył na nią i spytał:
– Berengario, co mam zrobić z Eleną?
– Czy ona wciąż nie może zapomnieć o tej wpadce z Griseldą?
– Wygląda na to, że wcale tego nie chce.
– To bardzo niemądre z jej strony. Ale Elena jest trochę dziwna.
– Tobie łatwo tak mówić. – Jaskari zrezygnowany pokręcił głową. – Dziewczyna, która nie umiała mówić „nie”. Oduczyłem ją tego i teraz ona odmawia także mnie.
– To niesprawiedliwe, ty przecież wybaczyłeś jej tamtą idiotyczną miłostkę z tym łotrem Johnem. Czyżby ona miała ci nie wybaczyć twojego ze wszech miar usprawiedliwionego błędu z Griseldą?
Rozmowa z Berengarią przyniosła Jaskariemu wielką pociechę. Przywróciła mu choć w części tak bardzo nadwerężone poczucie własnej wartości. Zresztą Berengaria to śliczna dziewczyna! O wiele, wiele ładniejsza od Eleny, ale Jaskari, kiedy już wybrał sobie dziewczynę na całe życie, nie zamierzał tego zmieniać. W jego oczach Elena była zawsze najpiękniejsza z nich wszystkich. Widział ją tak, jak powinien widzieć swą wybrankę człowiek zakochany, ale nie pozostawał przy tym ślepy na niezwykły urok Berengarii.
W dodatku ta dziewczyna miała sporo oleju w głowie.
Zanim się zorientował, opowiedział jej całą swoją żałośnie patetyczną historię miłości do Eleny, nie wdając się oczywiście zanadto w szczegóły, ale czy właściwie było co zdradzać? Udało mu się skraść pocałunek, najwyżej dwa, potem wszystko się tak okropnie poplątało, tak strasznie popsuło, że właściwie nie pozostawało nic innego, jak usiąść i płakać.
– Problem Eleny polega na tym – oświadczyła Berengaria z mądrą miną – że ona nigdy nie miała poczucia własnej wartości. Zakochała się w tym Johnie tylko dlatego, że zaczął ją podrywać, tylko dlatego, że on ją wybrał, jej uczucia dla niego zgasły przecież niemal natychmiast. Dzięki tobie bardzo się podbudowała wewnętrznie i wtedy między was wkroczyła Griselda. Ale Elena powinna mieć dość rozumu i siły, by przez tak długi czas się z tym uporać. Wiesz, Jaskari, wydaje mi się, że ona nigdy nie była naprawdę zakochana.
– Dziękuję ci bardzo, doskonale wiesz, jak pocieszyć załamanego człowieka – rzekł cierpko.
– Wybacz mi, nie to miałam na myśli, zresztą ja nie powinnam się wypowiadać na ten temat, mnie przecież za każdym razem odrzucają.
– Ciebie?
– Czy ty jesteś ślepy? Najpierw nie chciał mnie Oko Nocy, a potem Armas. Ale ja też chyba nie byłam w nich tak naprawdę zakochana, więc jakoś przeżyję te smutki. Oby tylko Goram mnie także nie odrzucił!
– Goram? Próbowałaś swoich sił na Goramie?
– Po prostu starałam się obudzić jego zainteresowanie, żeby się przekonać, na ile mój urok jest naprawdę nieodparty. Okazało się, że bardzo łatwo go odeprzeć.
– No, no, tylko bez takiej goryczy. Wiesz chyba, że jesteś najładniejszą ze wszystkich dziewcząt.
– W takim razie brakuje mi wdzięku.
– Ależ skąd! Twoje oczy aż promienieją czarem, wdzięk bije od całej twojej postaci. Zobacz, teraz ja cię muszę pocieszać, a przed chwilą było odwrotnie. Wygląda na to, że oboje jesteśmy okropnie żałośni i przez nikogo nie kochani!
Przeszli ostatnie kroki, dzielące ich od gondoli.
– Wiesz, Jaskari, tak strasznie marzę, żeby ktoś mnie pokochał. Tak bardzo chciałabym mieć kogoś, komu mogłabym się zwierzyć, komu mogłabym w stu procentach ufać. Tak jak Indra znalazła to u Rama. Wydaje mi się, że lata mijają, a ja na nikogo takiego nie trafiam.
– Moje myśli często krążą wokół tego samego. Ale jestem widać strasznie monogamiczny. Zamknąłem się w kręgu marzeń o Elenie. Oboje jesteśmy niemądrzy, i ty, i ja.
– Tak, to prawda. Wracajmy do domu i złóżmy raport o sukcesie, jaki odnieśliśmy w niemieckiej osadzie. I lepiej nie wspominajmy nikomu o naszych miłosnych klęskach.
W Królestwie Światła natknęli się na Joriego, Sassę i Armasa i wspólnie ruszyli do Marca, żeby zdać sprawozdanie ze swych ze wszech miar udanych wypraw.
Ale Móri, Indra i Ram nie wrócili.
Nie było też Gorama i Lilji.
11
Ram i Móri bardzo szybko odkryli to samo, co zauważyła Indra, a mianowicie fakt, iż o wiele trudniej jest nie stracić orientacji na dole wśród zarośli niż wówczas, gdy ma się widok z góry na całą okolicę.
Prawdę powiedziawszy, to wcale nie Indra ruszyła w złym kierunku, błąd popełnili jej dwaj towarzysze. Sądzili, że zaczaili się we właściwym miejscu, ale niestety tak nie było.