Выбрать главу

Jakież tu dziwne podszycie! Jaka blada jest trawa, a pnie drzew i liście takie jasne! Większość drzew przypominała pinie, miały bladozielone igły, nie było tu Słońca, które mogło przydać roślinom barwy chlorofilu, wszystko wydawało się na wpół martwe, tak jakby przyrodzie brakowało chęci do życia.

Lilja zamarzyła o wypełnieniu misji. O tym, by wszystkiemu, co żyje w Ciemności, przynieść Słońce. Słońce i światło. No i ciepło. Zadrżała, zdjęta chłodem.

– Chodź – powiedział Goram. Wcześniej powiedział jej, co powinna ze sobą zabrać. On sam niósł niedużą buteleczkę przeznaczoną dla mieszkańców tej właśnie osady.

Kiedy ukazały się pierwsze chaty, Lilję i Gorama spotkała niespodzianka. Mieszkańcy osady wystawili straże, zapewne uznawali to za konieczne. Nie to jednak zaskoczyło przybyszów z Królestwa Światła. Zaskoczył ich fakt, że mieszkają tu Afrykanie. Nikt ich o tym nie uprzedził.

– Ach, jacyż oni piękni – szepnęła Lilja na widok rosłych wartowników, trzymających w pogotowiu włócznie i długie, wąskie, bogato zdobione tarcze. Mężczyźni mieli szlachetne czyste rysy i dumne spojrzenia.

– To mieszkańcy północnej Afryki – stwierdził Goram. – Ale skórę mają jaśniejszą niż ich krewniacy na powierzchni Ziemi.

– Tu nie ma Słońca – pokiwała głową Lilja.

Jej ciało było napięte jak cięciwa łuku. Czy zdoła sobie poradzić z zadaniem tak, by Goram był zadowolony?

On tymczasem uprzejmie powitał wartowników, poszła w jego ślady.

– Przybywamy w przyjacielskich zamiarach – rozpoczął Goram. – Z Królestwa Światła. I przynosimy wam dobre nowiny.

Jeden z pilnujących spytał natychmiast w swoim języku:

– Czy macie jakieś powiązania z Manxem?

– Z kim?

– Dobrze wiecie, kogo mam na myśli. Naszego sąsiada wysoko w górach.

– Nie, nikogo stamtąd nie znamy. O was też niewiele wiedzieliśmy, słyszeliśmy jedynie, że istnieją w tych stronach jakieś osady. Ile jest tutaj wiosek?

– Cztery. Jak to możliwe, że się rozumiemy? Goram wyjaśnił działanie niezwykłych aparacików.

– Wy też możecie takie dostać.

Wartownicy obrzucili go wyczekującym spojrzeniem, najwyraźniej wciąż czuli się dość niepewni.

– Jakie są te wasze dobre nowiny?

Goram musiał opowiedzieć o eliksirze i o świetle, o Słońcu, które zostanie przeniesione w Ciemność. Lilja spostrzegła, że mężczyźni oddychają wolno i głęboko. Poprosili, by jeszcze raz wyjaśniono im, jak działa eliksir, dopytywali się, czy rzeczywiście to, co mówią przybysze, jest prawdą. Goram powtórzył więc wszystko od początku, dodając nowe szczegóły. W tym czasie pojawili się też inni mieszkańcy osady, gościom zaproponowano, by usiedli na trawie, a gdy zjawiła się już cała wioska, Goram rozpoczął przemowę po raz kolejny.

Lilja odważyła się wtrącić do rozmowy:

– W Królestwie Światła jest wielu Afrykanów. Gdy tylko wszyscy mieszkańcy Ciemności wypiją eliksir, mury Królestwa Światła zostaną otwarte. Nie ma co prawda możliwości przyjęcia tam zbyt wielu nowych mieszkańców, ale granice Królestwa Światła poszerzą się i obejmą całe wnętrze Ziemi.

Ponieważ Goram jej nie przerywał, doszła do wniosku, że nie jest przynajmniej niezadowolony z tego, co powiedziała.

Jakiś starszy mężczyzna uśmiechnął się krzywo.

– Nigdy nie zdołacie nakłonić Manxa do wypicia tego napoju dobroci. Zresztą byłyby to zmarnowane krople. On jest do gruntu złym człowiekiem.

– Opowiedzcie mi o Manxie – poprosił Goram.

Wyraźnie było widać, że ci piękni ciemnoskórzy ludzie ufają swoim gościom. Kobiety przyniosły owoce i korzonki na wielkich liściach i pochylając się z gracją, zaproponowały poczęstunek Lilji i Goramowi. Oboje serdecznie podziękowali i zaczęli jeść bez wahania i bez zadawania pytań, choć niektóre z przyniesionych smakołyków budziły w nich pewne podejrzenia.

Głos zabrał staruszek:

– My, mieszkańcy trzech wiosek, ogromnie cierpimy, tyranizowani przez Manxa. Jego plemię porywa nasze kobiety, a przede wszystkim dzieci, i czyni z nich niewolników. Szczególnie narażona na jego niecne postępki jest nasza osada, on twierdzi bowiem, że w świecie na powierzchni Ziemi tradycją jest, że biali jako dominująca rasa mogą rządzić i wysługiwać się nami.

– Ojej! – westchnęła Lilja ze współczuciem. – Sądziłam już, że tamte czasy na powierzchni Ziemi minęły.

– Jego przodkowie byli Burami, on sam ma około sześćdziesięciu lat i pilnie przestrzega tradycji. Zamieszkuje w świetnie uzbrojonej i chronionej twierdzy.

– A te dwie pozostałe wioski? – dopytywał się Goram.

– Oni także cierpią, choć nie w takim stopniu jak my.

– Zrobimy z tym porządek – przyrzekł Goram. – Sądzę jednak, że się mylicie, mówiąc, że ten Manx nie wypije eliksiru. Was spytaliśmy wprost, uważamy was bowiem za zrównoważonych i rozsądnych, ale mieliśmy już w Ciemności do czynienia z o wiele trudniejszymi grupami. Nie ustąpimy, dopóki wszyscy nie wypiją cudownego napoju. Na pewno poradzimy sobie z Manxem, możecie nam zaufać. Jak wielu ludzi ma on po swojej stronie?

– Około trzydziestu. Reszta została po prostu zmuszona do posłuszeństwa, lecz jeśli on zostanie zaatakowany, jego sprzymierzeńcy pójdą za nim.

Goram poprosił, aby ktoś z tej wioski towarzyszył mu do dwóch sąsiednich. Wspólnie łatwiej im będzie przekonać tamtejszych mieszkańców. Potem razem opracują plan ataku na Manxa i jego twierdzę.

Zgłosiło się wielu chętnych.

Przyszła pora na ceremonię z eliksirem Madragów, Goram poprosił, by Lilja napiła się jako pierwsza, tak by wszyscy przekonali się, że nie jest to ani trochę niebezpieczne.

Lilja do tej pory nie smakowała eliksiru, Goram uznał bowiem, że nie jest to konieczne, gdyż dziewczyna, jego zdaniem, miała wyjątkowo dobre, czyste serce. Poczuła jednak, jak cudowny strumień przepływa przez nią i wypełnia ją wielka miłość do wszystkiego i wszystkich.

Niestety, po wypiciu napoju jej miłość do Gorama wcale nie osłabła…

Podczas gdy naczynie z eliksirem krążyło wśród mieszkańców wioski, Lilja ukradkiem przyglądała się Goramowi. Strażnik doskonale wiedział, jak czuje się dziewczyna, tak otwarte uwielbienie trudno ukryć, chociaż Lilja naprawdę bardzo się starała. Cierpiała teraz, lecz on niestety nic nie mógł zrobić, by złagodzić jej bezrozumną tęsknotę.

Lemuryjczycy obdarzeni byli co prawda zdolnością gaszenia pożądania u kobiet, Kiro zrobił tak z Sol. Goram miał możliwość zgaszenia miłości Lilji. Zastanawiał się nad tym, dziewczyna nie powinna przecież cierpieć całe życie. Wahał się jednak, nie chciał oddziaływać tak brutalnie na jej wrażliwą duszę. Postanowił poczekać, aż wrócą do domu, do Królestwa Światła.

Ocknął się, kiedy usłyszał głos wodza:

– Musieliście tu długo wędrować!

Goram uśmiechnął się, kręcąc głową.

– Nie szliśmy piechotą, przylecieliśmy.

Ujrzał przed sobą skamieniałe twarze. Czyżby próbował z nich drwić?

Goram podniósł się więc z trawy.

– Chodźcie. Ci, którzy wybiorą się z nami do sąsiedniej osady, muszą i tak zobaczyć nasz pojazd. Przecież nim polecą.

– A więc to prawda? – powiedział jakiś mężczyzna. – Słyszałem, że ktoś kiedyś widział na niebie jakieś niezwykłe rzeczy.

– Na pewno tak było – odparł Goram. – Ale rzadko zapuszczamy się w Ciemność. I na ogół nie docieramy aż tak daleko.

Cała wioska wybrała się obejrzeć latający cud. Spora część na pewno skryła się za krzakami na widok szarej gondoli z czerwonymi pasami po bokach. Trzeba było mieć dużo odwagi, by się zbliżyć do niezwykłego pojazdu, Goram jednak spokojnie tłumaczył i wyjaśniał szczegóły. W końcu wszyscy ośmielili się podejść.