Musiałam złapać jakiegoś bakcyla od Mirandy, pomyślała zaskoczona. Szkoda mi tego nieszczęśnika, wygląda bardzo żałośnie, gdy tak leży, wprawdzie jest paskudnie brzydki i okropny, ale jednocześnie taki bezbronny.
Przełknęła prędko ślinę, żeby nie wybuchnąć płaczem, to bowiem byłoby jej zdaniem przesadą.
Ram jednak, który dobrze znał Indrę, i tak wyczuł jej wzruszenie.
Móri przyłożył rękę do szyi potwora.
– Masz rację, Ramie, on żyje. Na ile poważne obrażenia odniósł?
– Naprawdę starałem się nie trafić go w serce ani w inne istotne dla życia organy – odparł Ram. – Ale oddałem strzał tak prędko, że nie zdążyłem nawet wycelować. Dlatego właśnie wystraszyłem się, że go zabiłem, choć wcale nie miałem takiego zamiaru. Nie wyobrażacie sobie nawet, jaką ulgę teraz odczuwam. Wygląda na to, że promień lasera po prostu go znokautował.
Na szczęście z Indra i Ramem był Móri. Oboje bardzo się teraz z tego cieszyli. Właśnie on zajął się teraz małą włochatą paskudą i dzięki swym czarnoksięskim umiejętnościom sprawił, że powróciły jej siły życiowe. Ram prędko przygotował filiżankę ze szlachetnym napojem Madragów i przyłożył potworowi do warg.
Stwór wypił odruchowo, jeszcze nim zdążył otworzyć oczy.
Potem uniósł powieki i przybysze z Królestwa Światła zaobserwowali niezwykłą przemianę. W jego spojrzeniu zamiast wrogości, przerażenia i nienawiści pojawiło się zdumienie, jakby nagle się przebudził. Zamrugał zdezorientowany, a potem szeroko się uśmiechnął. Teraz jednak nawet jego ostre zęby drapieżnika nie wzbudzały lęku.
Zaraz potem ogarnął go strach, ale Indra już zdążyła przypiąć mu do ramienia aparat pomagający rozumieć mowę, a Móri łagodnym, sugestywnym głosem przekonał go, że są przyjaciółmi. Poprosił też o pomoc w pewnej bardzo ważnej sprawie.
Chodziło o to, by ten mały brzydal, teraz już łagodny jak baranek, wrócił do swojej osady z butelką i namówił innych do wypicia eliksiru.
Młody potwór nie był szczególnie inteligentny, ale naprawdę próbował im pomóc. Niestety, wodę chłeptali prosto ze strumienia. Przybysze z Królestwa Światła chcieli wiedzieć, czy istnieje coś jeszcze, co spożywają wszyscy członkowie plemienia bez wyjątku.
Potwór tak wysilał umysł, że aż w głowie mu trzeszczało. Indra, która mu się przypatrywała, zauważyła wszy pełzające po jego sfilcowanej sierści. Zadawała sobie w duchu pytanie, czy eliksir zawiera również jakiś składnik, który sprawi, że potwory nabiorą ochoty do mycia.
Wreszcie czarna jak sadza twarz rozjaśniła się.
– Przecież wyprawiamy uczty za każdym razem, kiedy mamy jakiegoś człowieka na obiad! – Zaraz jednak jego zapał ostygł. – Ale to teraz przecież niemożliwe, już więcej nie będziemy zabijać. Och, że też mogliśmy w ogóle pozbawić kogoś życia! – wykrzyknął wstrząśnięty.
Dźwięki, jakie z siebie wydawał, przypominały raczej kwiczenie i trudno było powiedzieć, że posługiwał się mową, ale trójka z Królestwa Światła nie miała żadnych kłopotów ze zrozumieniem go.
Wreszcie Indrze przyszedł do głowy inteligentny pomysł.
– Powiedz swoim pobratymcom, że jeśli wszyscy napiją się eliksiru, w waszej krainie zrobi się ciepło i jasno. Ale wypić muszą wszyscy bez wyjątku! Jeśli zostanie choćby jeden, który się nie napije, światło się nie zapali.
Upłynęła dość długa chwila, zanim wszystko zostało zaplanowane. Okazało się, że w osadzie nie ma żadnego dużego naczynia. Ale może dałoby się wykorzystać wydrążony pień drzewa, którym żeglowali po położonym w pobliżu osady bagnistym jeziorku czy też raczej sadzawce? zastanawiał się brzydal.
Trójka z Królestwa Światła porozumiała się wzrokiem. Drobnoustroje i bakterie, przestraszyła się Indra, ale Móri udzielił swojego błogosławieństwa. Potworowi nakazano wlać do pnia drzewa tyle wody, by starczyło jej dla wszystkich mieszkańców osady. Potem miał domieszać zawartość butelki zawierającej cudowny eliksir, a kiedy wszyscy, począwszy od najstarszego dziadka, a na najmłodszym noworodku skończywszy, wypiją wywar, będą musieli zaczekać najwyżej dwa dni. Wtedy przyjdzie do nich światło, możliwe też, że nastąpi to wcześniej.
Móri nie wiedział przecież, jak powiodło się pozostałym, i chciał im zostawić dwa dni zapasu.
Nie, nie, on i jego towarzysze nie mogą iść do osady, potwór powinien to zrozumieć. Może się to stać dopiero potem, jak wszyscy wypiją eliksir.
Położył rękę na porośniętym gęstym futrem i bardzo brudnym ramieniu.
– Jesteś teraz naszym przyjacielem, bardzo dzielnie się spisałeś. Jeśli dasz sobie radę jeszcze z tym zadaniem, spełnimy jedno twoje życzenie.
Ratunku, pomyślała Indra. A co będzie, jeśli on zażyczy sobie kobiety ludzkiego rodu za żonę?
Nie sądziła jednak, aby kobiety takie jak ona cieszyły się wśród potworów dużym poważaniem. Były przecież wielkie, blade i tak wstrętnie pachniały czystością.
Wreszcie młody potwór pognał do swoich towarzyszy. No cóż, stracimy najwyżej jedną drogocenną butelkę, pomyśleli. Co będzie, jeśli nikt mu nie uwierzy? Co będzie, jeśli wydrą mu butelkę, rozbiją ją, a jego samego rozszarpią na strzępy?
Nic nie mogli poradzić. Pozostawało jedynie mieć nadzieję.
– Biedna gadzina – westchnęła Indra. – Za dużo od niego wymagamy. On jest przecież jedynym o dobrym sercu wśród całej hordy krwiożerczych bestii.
Móri uśmiechnął się tajemniczo.
– Odmówiłem nad nim zaklęcie, takie, które przydało mu autorytetu i zapewniło nietykalność. Reszta nie będzie miała śmiałości go zaatakować.
– Och, dziękujemy – ucieszyli się Indra i Ram. – To zaklęcie na pewno mu się przyda – dodał Strażnik.
– Na pewno – cierpko przytaknął Móri. – Ale zasugerowałem mu również, żeby tu wrócił, jeśli mu się powiedzie. Nie wystarczy nam przecież sama tylko nadzieja na powodzenie, musimy zyskać pewność.
– Prawdziwy z ciebie geniusz! – rzekła z podziwem Indra. – My nie byliśmy tak przewidujący. Ale co będzie, jeśli mu się nie uda? Przybiegnie tutaj, ciągnąc za sobą całą tę hordę depczącą mu po piętach?
– To nie byłaby najlepsza ewentualność – stwierdził Ram.
Rozsiedli się w zaroślach.
Z osady dobiegała wrzawa, prawdziwie piekielna kłótnia, którą cała trójka mimo wszystko odczytała jako zwyczajną dyskusję. Potwory zawsze, w każdej sytuacji, zachowywały się bardzo głośno.
Hałas ucichł, później rozległy się inne dźwięki, ale osada leżała za daleko, by mogli je zidentyfikować.
Kiedy zaczęło już dokuczać im pragnienie, a Indra poczuła w ustach smak drewna, usłyszeli szelest wśród krzaków. Podnieśli głowy, pełni najgorszych obaw.
Ale to był ich „przyjaciel”. Uśmiechał się błogo i serdecznie zapraszał do osady. Każda żywa dusza z doliny potworów spróbowała eliksiru, zadziałał tak, jak przybysze z Królestwa Światła oczekiwali.
– No cóż, skoro wywar działa tutaj, to znaczy, że działać będzie wszędzie – mruknęła Indra.
Jeszcze raz Móri położył rękę na ramieniu małego brzydala.
– Dokonałeś wielkiego czynu – powiedział ciepło. – Obiecałem ci nagrodę i dostaniesz ją. Co powiesz na to, żeby pójść wraz z nami do Królestwa Światła i przynieść Święte Słońce do swojej krainy? A jeśli w Królestwie Światła zobaczysz coś, co ci się spodoba, będziesz mógł to sobie wziąć.
– Tylko nie kobiety – surowo uprzedziła Indra.
– Nie, ale Królestwo Światła ma wiele skarbów, pokażemy ci parę przykładów, żebyś mógł sobie coś wybrać, w porządku?
Potwór tylko pokiwał głową, oczy mu błyszczały.
– I posłuchaj – Indra starała się nadać swojemu głosowi ton niezmiernej życzliwości. – Gdybyś najpierw wykąpał się w strumieniu i porządnie się wyszorował, razem z włosami, byłoby naprawdę cudownie.