Popatrzył na nią, ze zdumienia szeroko otwierając oczy, przełknął ślinę, a potem, choć odrobinę wystraszony, znowu pokiwał głową.
– Wobec tego – rzekł Móri – wobec tego z radością odwiedzimy twoją osadę.
Z radością? zdziwiła się w duchu Indra. Mów o sobie!
13
Oko Ciemności czekało.
W lesie pojawiło się coś nowego. Coś się zbliżało. Na razie było jeszcze daleko, ale może zabłąka się i tutaj? Do tego ukrytego, dawno, dawno zapomnianego miejsca?
A jeśli przyjdzie…?
Goramowi absolutnie nie podobał się przygotowany przez nich plan pokonania Manxa. Plan, ułożony w taki sposób, by nikogo przy tym nie skrzywdzić, był w istocie szalony, Goram jednak nie wpadł na żaden lepszy pomysł.
Twierdza zdawała się nie do zdobycia dla niewielkiej grupki, która zamierzała ją zaatakować.
Jedynie posługując się przebiegłością można było dostać się do środka. A próby przekonania Manxa do wypicia eliksiru…? Nie, to tylko strata czasu. Wiedzieli, że Manx to wyjątkowo podejrzliwy człowiek, w dodatku na pewno nie życzył sobie, aby trzydzieścioro wiernych mu ludzi nagle przeszło na stronę dobra.
Akurat w momencie gdy byli już gotowi zaatakować twierdzę, wydarzyły się jednocześnie dwie rzeczy.
Jedna działa się w tajemnicy. Bratowa burmistrza, zarazem siostra Manxa, zdołała jakimś cudem wykpić się od wypicia niosącego pokój napoju Madragów. Wymknęła się po cichu i ruszyła prosto do twierdzy, żeby ostrzec swego brata.
A potem rozległ się okrzyk burmistrza:
– Przecież zapomnieliśmy o pustelniku!
Goram natychmiast chciał się dowiedzieć, o kim mowa. No cóż, był wśród nich pewien niemiły samotnik, który przed paroma laty wyniósł się z osady i zamieszkał w szałasie wysoko w górach. Nie, niedaleko stąd. Ale czy on też koniecznie musi wypić eliksir, skoro nigdy się z nikim nie spotyka?
– Wszyscy – oświadczył Goram zdecydowanie. – Wszyscy muszą wypić. Gdzie on mieszka? Czy ktoś z was tam trafi?
Okazało się, że tylko jeden z Indian orientuje się, gdzie leży siedziba pustelnika.
Goram długo się zastanawiał.
– Liljo – rzekł wreszcie. – Czy możesz wziąć tę buteleczkę i iść tam razem z Indianinem? Nie mamy czasu do stracenia. Cieszę się zresztą, że ominie cię atak na twierdzę Manxa, sądzę, że tam może być nieprzyjemnie. Poradzisz sobie?
Dziewczyna z trudem przełknęła ślinę i pokiwała głową. „Tak”, które chciała wypowiedzieć, zmieniło się w ochrypły szept.
Indianin uśmiechał się do niej z przesadną życzliwością, ona też odpowiedziała mu uśmiechem. Potem ruszył, dziewczyna z trudem mogła dotrzymać mu kroku.
Goram przestrzegł ją, żeby nie pozwolili pustelnikowi wypić wszystkiego, co jest w butelce, wystarczy tylko jeden łyk.
A ostatnie pouczenie przed odejściem wypowiedział, biorąc ją za rękę.
– Liljo…
– Tak?
– Bądź ostrożna. Wiesz, co masz robić.
– Dobrze – odparła cicho i pobiegła za lekkonogim Indianinem.
Dotyk ręki Gorama przyniósł jej ogromną pociechę, wciąż czuła go na ramieniu. Goram przekazał jej w ten sposób falę otuchy, odwagi, siły i radości. Dotknął jej. Dzięki temu poczuła się silna, pragnęła odnieść sukces, postanowiła, że czekające ją, stosunkowo zresztą proste zadanie wypełni bez zarzutu.
Zrobi to dla Gorama.
Twierdza wznosiła się niby gniazdo drapieżnego ptaka wysoko na skalistym wzgórzu. Wrót strzegli wyborowi strzelcy uzbrojeni w kusze. Przybysze wiedzieli, że wszyscy nieproszeni goście giną od strzał wypuszczanych przez te straże albo też od kul z muszkietów Manxa. Niektórych zaś intruzów jego ludzie wieszali.
Jedynym, który zetknął się z oznakami czegoś, co niemal dawało się nazwać szacunkiem ze strony despoty, był, o dziwo, wcale nie białoskóry burmistrz ani też jego brat, lecz wódz murzyński. Był on jednocześnie plemiennym szamanem, a Manx cierpiał na bardzo przykre dolegliwości żołądkowe, z których szaman go uleczył. Manx nie miał śmiałości pozbywać się takiego dobroczyńcy.
Gdy jego towarzysze pochowali się w zaroślach, wódz wyszedł na polanę.
Ciemnoskóry potomek czarnej Afryki, wystrojony w szaty wodza z wszelkimi insygniami, wyglądał niezwykle dostojnie.
Stanął spokojnie przed kusznikami.
To odważny człowiek, pomyślał Goram. On sam nie mógł się pokazać, w jednej chwili zginąłby z rąk strzelców, ukrytych wzdłuż murów twierdzy.
Cała ta sytuacja była dla Gorama ogromnie frustrująca. Nie mógł bezpośrednio uczestniczyć w wydarzeniach, a co gorsza, musiał narażać innych, przynajmniej teraz. Być może później będzie miał okazję włączyć się do akcji, ale na razie…
Z pustelnikiem poszło nieoczekiwanie łatwo, ostatnio zatęsknił gwałtownie za ludźmi, co ułatwiło zadanie Lilji i Indianinowi. Bez trudu wykonali swoją misję, a pustelnik obiecał nawet, że wróci do domu, do swojej osady, gdy tylko pozbiera swoje rzeczy.
Pożegnali się ciepło z tym szczęśliwym teraz i życzliwym człowiekiem.
Dumni wyruszyli w powrotną drogę. Wesoło rozmawiali o lesie i o tym, jak cudownie będzie, gdy zapłonie tu światło, gdy Indianin nagle się zatrzymał.
– Ktoś jest w pobliżu – szepnął. – Ukryj się!
Ale było już za późno. Z bliska rozległ się ostry kobiecy głos:
– To ona! Weźcie ją jako zakładniczkę dla mego brata!
Lilja i Indianin gwałtownie protestowali, lecz ludzi Manxa było wielu. Oboje spętano i poprowadzono ku twierdzy. Bratowa burmistrza triumfująco kroczyła obok nich, obiecując Lilji wszelkie możliwe piekielne męki, na Indianina zaś nawet nie spojrzała.
Lilja bała się przede wszystkim o niego.
– Książę Manxie! – zawołał wódz murzyński, stając przed bramą.
– Czego chcesz, czarnuchu? – burknął z góry jakiś strażnik.
– Pragnę rozmawiać z księciem, z nikim innym.
Manx nie był wcale księciem, używał jednak tego tytułu na zmianę z tytułem marszałka przy szczególnie uroczystych okazjach.
– Idź do diabła! – wrzasnął strażnik.
Już jesteśmy u bram piekieł, pomyślał ukryty w zaroślach Goram.
– Chciałbym przedstawić Manxowi pewien projekt – oświadczył wódz. – Mam dla niego propozycję.
Ach, jakież to niemądre, wprost beznadziejne, myślał Goram. To się nigdy, nigdy nie uda!
Ich plan polegał na tym, że Afrykanin, jako jedyny, z którym Manx być może w ogóle zgodzi się rozmawiać, wejdzie do wnętrza twierdzy. Wódz pożyczył od Gorama kieszonkową latarkę i pistolet laserowy i zamierzał prosić Manxa o wymianę tych dwóch przedmiotów na dwie córki, które łajdak porwał mu z kraalu. Potem zaś miał spróbować wmusić w Manxa eliksir, przy takiej czy innej okazji, która być może się nadarzy.
Być może?
Cóż, to bardzo niepewny punkt zaczepienia.
Pierwotnie obie strony mówiły znacznie różniącymi się językami, ale długi czas spędzony w Ciemności przybliżył ich mowę do siebie na tyle, by mogli się komunikować. Poza tym teraz wódz został wyposażony w aparaciki Madragów…
Strażnicy naradzali się gorączkowo, wreszcie jeden gdzieś zniknął.
Goram zacisnął zęby. On sam miał ochotę po prostu zrównać całe to wronie gniazdo z ziemią. Uważał, że ich plan jest żałośnie prosty, łatwy do rozszyfrowania, a przez to niezwykle ryzykowny. Ale przecież w środku, w twierdzy, znajdowało się tyle nieszczęśliwych istot: mali chłopcy, których tresowano na oddanych żołnierzy Manxa, i młode dziewczęta…