Mieszkańcy pobliskich osad znali Manxa najlepiej. Opisywali go jako człowieka próżnego, zimnego, pozbawionego wszelkich uczuć, głupio przebiegłego, nie obdarzonego większą inteligencją.
Wzorowy przepis na tyrana i jedynowładcę.
Już w następnej chwili Goram zrozumiał, że cały projekt spalił na panewce.
14
Lilję i Indianina Katawę we wnętrzu twierdzy powitał wrzask.
– Co, do stu piorunów, dzieje się dzisiaj z moim jedzeniem, przeklęte lenie!
Wymienili spojrzenia. To nie mógł być nikt inny jak Manx.
Twierdzę bez wątpienia zbudowano właśnie dla niego i dla nikogo innego. Lilja widziała przestraszone kobiety, wyglądające z nędznych chat, mężczyźni zaś najwidoczniej spędzali noce pod gołym niebem na maleńkim dziedzińcu. Dziewczynie i Indianinowi udało się zajrzeć do jedynego nadającego się do zamieszkania domu, tam najwidoczniej na niczym nie oszczędzano. Jeśli w ogóle w całej Ciemności można było mówić o swego rodzaju luksusie, był on właśnie tutaj.
Katawa i Lilja zostali sami na otwartym placu – ich nadzorca ruszył powiadomić Manxa o cennej zdobyczy. Lilja pospiesznie rozejrzała się dokoła. Nagle przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Może jednak istnieje jakaś szansa?
Szepnęła do Katawy:
– Czy zdołasz zerwać z mojej ręki ten dolny aparacik? Wtedy oni nie będą rozumieć, co mówię.
Indianin, choć miał skrępowane z tyłu dłonie, jakoś dosięgnął ramienia dziewczyny. Musiał uważać, by nie poruszyć górnego aparaciku. Istniała taka obawa, ale podjął ryzyko. W końcu udało mu się czubkiem łokcia obluzować dolny aparacik.
Lilja gorączkowo wyjaśniła mu swój plan, Indianin w milczeniu pokiwał głową.
Odwróciła się tak, że mógł wsunąć dłoń do jej przewieszonej przez ramię otwartej torby, w której przechowywała butelkę. Flaszeczka była na tyle nieduża, że Indianin bez trudu schował ją w dłoni. Chwycił naczynko w ostatniej sekundzie, bo zaraz prześladowcy wrócili do nich i surowo nakazali iść naprzód, do Manxa.
Jedzenie przygotowywano bezpośrednio na dziedzińcu. Stał tu akurat wielki kocioł z jakąś zupą, przynajmniej na to wyglądało. Kobiety, które nie kryjąc zaciekawienia wpatrywały się w Katawę, właśnie miały rozdzielać porcje.
Teraz albo nigdy, pomyślała Lilja. Katawa skinieniem głowy potwierdził, że udało mu się wyjąć korek z butelki. Już samo to niemal graniczyło z cudem.
Posłusznie szli za swoimi strażnikami, lecz starali się przejść możliwie najbliżej kotła. Nagle Lilja pochyliła się gwałtownie w przód, głośno krzycząc z bólu.
Oczy wszystkich skierowały się na nią, a wtedy Katawa zza pleców wrzucił do zupy całą butelkę.
Nie śmiał sprawdzić, czy trafił, ani też czy kobiety widziały, co zrobił. W każdym razie nikt nie podniósł alarmu, jedynie Lilja została spoliczkowana za swoje wrzaski.
Popchnięto ich do Manxa.
O fe, pomyślała Lilja. Na tego tutaj nie podziała żaden napój na świecie!
Opasły mężczyzna, siedzący razem ze swą triumfującą siostrą, obrzucił Lilję taksującym spojrzeniem przekrwionych oczu. Było to ogromnie nieprzyjemne badanie, zdradzające natychmiast nieczyste pragnienia tego człowieka.
W tej samej chwili nadbiegi strażnik i szepnął coś Manxowi, który natychmiast się poderwał.
– Co? Jak mogą mieć czelność przychodzić tutaj! Dziękuję ci, siostro, za ostrzeżenie i… podarunek. Przyda nam się teraz!
Położył kanciastą dłoń na biodrze Lilji i popchnął ją przed sobą. Na Katawę Manx nie patrzył, rzucił tylko krótki rozkaz, żeby „powiesić tę małpę”. Dziewczyna z wielkim trudem zdołała nad sobą zapanować, ujęła dłoń Indianina i mocno ją uścisnęła, on odpowiedział jej tym samym.
Goram i jego przyjaciele z przerażeniem obserwowali rozwój sytuacji.
Na murze ukazał się jakiś tęgi mężczyzna. Ważył co najmniej sto pięćdziesiąt kilogramów, jego twarz i byczy kark były czerwone i nabrzmiałe, jakby zaraz miały eksplodować.
Mocno trzymał Lilję za ramię, odbierając jakąkolwiek szansę na ucieczkę. Katawy pilnowali dwaj strażnicy.
Ale zanim Manx, bo on to właśnie był, zdążył otworzyć usta, Lilja zawołała:
– Nie róbcie nic w zbytnim pośpiechu! Wrzuciliśmy całą butelkę do zupy!
Goram wypuścił powietrze z płuc. Oni przecież rozumieją, co ona mówi, pomyślał z przerażeniem.
Wyglądało jednak na to, że wcale tak nie jest. I rzeczywiście, Lilja ruchem głowy wskazała na swoje ramię i Goram zrozumiał, co się stało. Odetchnął z ulgą.
Murzyński wódz stał samotnie na polanie. Prezentował się tak dostojnie, że Manx wyglądał przy nim jak nadęta ropucha. Sam despota jednak uważał, że prezentuje się naprawdę wspaniale w swych staromodnych bryczesach, butach oficerkach, przepoconej koszuli khaki i tropikalnym hełmie.
– Wiem, czego chcesz, czarnuchu! – wrzasnął Manx. – Myślałeś, że wmusisz w nas podstępem jakiś tajemny napój, ale o tym możesz zapomnieć. Widzisz chyba, że mam zakładników? Jeśli natychmiast się stąd nie zabierzesz, powieszę dziewczynę razem z tą małpą z dżungli!
Goram z największym trudem zachowywał spokój. Pragnął pospieszyć na ratunek nieszczęsnej dwójce więźniów, ale zdawał sobie sprawę, że w ten sposób wcale im nie pomoże. Bezpośrednia konfrontacja do niczego dobrego by nie doprowadziła. Nie miał żadnego wyboru, musiał zaufać Afrykaninowi, a sam mógł się jedynie modlić do Świętego Słońca o szczęśliwe zakończenie całej sprawy.
Teraz, gdy Manx wiedział już o eliksirze, należało zmienić taktykę. Goram nie musiał zgadywać, kto o wszystkim doniósł tyranowi: To ta straszna kobieta z sąsiedniej osady, której najwidoczniej udało się wymigać od wypicia wywaru Madragów. Stała teraz obok Manxa. No tak, Goram słyszał przecież, że są rodzeństwem.
Gdyby tylko udało się zmusić Manxa i wszystkich innych, żeby zajęli się jedzeniem!
Wódz – szaman tymczasem nie rezygnował.
– Ale jeżeli wypijecie nasz eliksir, dane wam będzie nie tylko bogactwo, lecz także życie wieczne – oświadczył. – W waszym świecie pojawi się światło, spełnią się wszystkie wasze marzenia.
– I chcesz, żebym w to uwierzył?
– Tak. Ja wypiłem ten napój.
– No i co? – warknął Manx.
Zanim wódz zdążył odpowiedzieć, wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
Niektórzy z zaufanych żołnierzy Manxa zgłodnieli już na tyle, że zaczęli się niecierpliwić. Ten i ów sięgnął po zupę, nie wszyscy nawet wiedzieli, co tak naprawdę dzieje się w twierdzy. Kobiety zaprotestowały, bo Manx zawsze dostawał posiłek jako pierwszy, ale żołnierze usunęli je na bok. Przecież wódz nie musi wiedzieć, że wyprzedzono go w kolejce.
Zaczęli jeść i oto nastąpiła w nich odmiana. W jednej chwili zrozumieli, komu dotychczas służyli, i zapragnęli zmienić swe życie. Przeważali liczebnie nad tymi, którzy stali przy Manxie. Wystarczyła krótka narada, by się porozumieli i przystąpili do działania.
Zaskoczony w najwyższym stopniu Manx nagle stwierdził, że ktoś mocno trzyma go od tyłu. Unieruchomieni też zostali jego wierni strażnicy. Wrzeszczał i krzyczał, protestując przeciwko takiemu stanowi rzeczy, lecz zrobić nie mógł nic.
Goram i jego przyjaciele pojęli wreszcie, co się stało. Wyszli z ukrycia, Goram podziękował wodzowi za wspaniałą pracę i teraz razem już wspięli się na górę do twierdzy.
– Naprawdę dzielnie się spisaliście – pochwalił Lilję i Katawę, rozwiązując więzy dziewczyny. – Opowiecie wszystko później, ja tylko muszę wyznać, że śmiertelnie się wystraszyłem, gdy zobaczyłem, że was pojmano.
Uścisnął mocno Katawę, zawahał się przez moment i wziął w objęcia również Lilję. Bez względu na to, czy to rozsądne czy nie, należą jej się porządne podziękowania, uznał.