Выбрать главу

Elena poczuła łzy napływające do oczu, obróciła się na pięcie i pobiegła korytarzem w dół.

Jaskari nawet za nią nie zawołał.

Patrzył tylko z ogromnym smutkiem w oczach.

Znane przysłowie „stara miłość nie rdzewieje” mija się z prawdą, pomyślał. Ona potrafi zardzewieć.

I to jeszcze jak!

CZĘŚĆ II

„ZAWRACAJ, ZAWRACAJ, BO WIATR SZEPCZE O UPIORACH”

16

W szpitalnym pokoju dwie pielęgniarki przywiązywały ręce Miszy do łóżka.

– Ogromnie nam przykro, że musimy tak postąpić, Misza – powiedziała jedna. – Ale rany wokół twoich oczu goją się i teraz czeka cię etap swędzenia. Nie wolno ci powtórzyć tego, co zrobiłeś właśnie przed chwilą. Mało brakowało, a zerwałbyś bandaż!

– Ale tak strasznie mnie swędzi! – poskarżył się chłopak.

– Wiemy – powiedziała druga pielęgniarka. – To wkrótce minie. Teraz musisz spróbować odpocząć. Tu masz dzwonek, wzywaj nas, gdy tylko będziesz potrzebował pomocy.

– Dobrze, dziękuję.

Wyszły z pokoju.

Misza poczuł się od razu opuszczony przez cały świat. Matka i ojciec już go odwiedzili przed paroma godzinami, zabrali do parku, gdzie unosił się taki cudowny ciepły zapach. Dzisiaj nikt już więcej nie przyjdzie. Czy będzie miał odwagę zadzwonić na pielęgniarki tylko po to, żeby dotrzymały mu towarzystwa?

Nie, tak nie można.

Ach, jak strasznie go swędzi!

Ktoś wszedł do środka. Ktoś, kto oddycha tak ciężko, jakby płakał.

– Kto tu jest? – spytał przestraszony. – Czy to pielęgniarka?

– Tak – odpowiedział mu niewyraźny głos. – Mam cię przypilnować.

– Czy nie mogłabyś podrapać mnie pod bandażami? Bardzo proszę, zrób to.

– Nie, tego mi nie wolno.

Zwinęła kołdrę chłopaka i położyła ją w nogach łóżka.

– Trochę cię pomasuję.

Misza rozumiał jej mowę, ale tym językiem posługiwało się tutaj wiele osób. Wiedział jedynie, że to nie jest zdyszany, przesycony nutkami śmiechu głos Berengarii.

Ta pielęgniarka sprawiała wrażenie rozgniewanej. Nie mógł pojąć, dlaczego.

– Czy ty jesteś Elena? – spytał wreszcie.

– Kto? Nie, wcale nie. No, sam powiedz, czy to nie przyjemne?

Ręce dziewczyny gładziły go po ramionach i po piersi, masowały lekko.

– Owszem – odparł naiwnie.

– Nigdy nie miałeś rąk, prawda? To w jaki sposób radziłeś sobie…

Misza nie bardzo rozumiał, o czym ona mówi. Masowała mu teraz pas i brzuch, palce wykonywały leciutkie okrężne ruchy, aż Misza zawstydzony poczuł, że ma erekcję. Czy o to właśnie jej chodziło? O te sny, które nawiedzały go od czasu do czasu? Budził się po nich całkiem mokry, tak jak wtedy kiedy sam ocierał się o pościel i ogarniało go takie przyjemne uczucie. Matka nigdy nic na ten temat nie mówiła, chociaż przecież widziała, że się pobrudził. Nigdy nie pojmował, o co w tym wszystkim chodzi. Słyszał tylko kiedyś z ust ojca słowo „erekcja”, kiedy matka go myła. Znał więc to określenie, ale dlaczego tak się dzieje, nie wiedział.

Pielęgniarka oddychała jeszcze ciężej, uklękła teraz na jego łóżku. Dotykała go tam, na dole. Misza zachłysnął się powietrzem, znów przeszyło go to niebiańskie uczucie i znów poczuł, że jest mokry.

– Do diaska! – syknęła pielęgniarka, która mówiła bardzo podobnie jak Elena. – Czyżby nie pisane mi było poczuć w sobie mężczyznę?

Wytarła go kawałkiem miękkiego papieru. Wydawała się zniecierpliwiona, rozczarowana i zła.

Potem oboje usłyszeli, że ktoś nadchodzi. Pielęgniarka podniosła coś z podłogi, może swoją bieliznę, i szepnęła jeszcze:

– Nie mów o tym nikomu, nikomusieńku.

Potem zniknęła. Ona… ona wyszła przez okno! Dlaczego, na miłość boską…?

Do sali Miszy weszły jakieś inne pielęgniarki, może dwie albo trzy. Chłopak próbował się uspokoić, walczył o równy oddech. Gdyby teraz musiał się odezwać, kosztowałoby go to wiele trudu. Ale mówić nie miał zamiaru, wyczuwał, że to, co się stało, raczej nie nadaje się do opowiadania. Miał tylko wielką ochotę spytać, która z pielęgniarek przed chwilą u niego była, lecz się na to nie odważył.

Czuł się bardzo nieszczęśliwy, chociaż doznanie było właściwie przyjemne. Gdy jedna z sióstr spytała go, jak się czuje, zdołał wydusić z siebie tylko, że oczy go swędzą.

Ale w tym nikt nie mógł mu pomóc.

Kiedy siostry wyszły, Misza myślał o tym, co się stało.

Co ona takiego powiedziała? „Czyżby nie pisane mi było poczuć w sobie mężczyznę?”

Te słowa rozpaliły w chłopcu bolesną tęsknotę. Misza pojął, że musi istnieć jeszcze coś więcej. Coś o wiele wspanialszego od tego, co przeżył.

Zapragnął, by dziewczyna wróciła.

Elena wydostała się z terenu szpitala przez nikogo nie zauważona. Pobiegła do lasu i oparła się o pień drzewa. Tu pewnie są elfy, uświadomiła sobie. A niech sobie będą, nic mnie to nie obchodzi! Niech mnie zobaczą!

Ścisnęła uda i zaraz je rozsunęła. Dłonie trafiły tam, gdzie chciały trafić.

Długie fale intensywnej żądzy wprawiły jej ciało w drżenie, jęknęła cicho i osunęła się na ziemię. Na kilka boleśnie cudownych sekund zapomniała o bożym świecie.

Potem długo leżała, ciężko dysząc, ogarnięta irytującym poczuciem niedopełnienia. To mi nie wystarcza, myślała. Teraz naprawdę pragnę Jaskariego! On przecież zawsze mnie chciał, wreszcie może mnie dostać. Twierdzi, że Berengaria jest bardziej dojrzała ode mnie? Ona tylko knuje swoje intrygi!

Jeśli się pospieszę, zdążę jeszcze zabrać się z nimi.

Muszę porozmawiać z Mórim, on nie może mi tego odmówić. A potem zrobię tak, jak zaproponował Jaskari. Przyłączę się do niego i do Berengarii.

Niech on sam się przekona, która z nas, dziewcząt, jest więcej warta! Ta smarkata nie ma żadnych szans, od razu się okaże, jak strasznie jest dziecinna.

Potem na pewno uda mi się zostać z Jaskarim choć przez chwilę sam na sam.

17

Znów w ciemnym lesie, Nowe obszary. Wiał tu lekki wiatr, który cicho szumiał w koronach drzew. Jaskari dziwił się, jak to możliwe, bo przecież tu, we wnętrzu Ziemi, nie powinno być żadnych ruchów powietrza.

Ram przypomniał mu o Przełęczy Wiatrów między Królestwem Światła a Nową Atlantydą. Tam skupiły się wszystkie wiatry i wszelka woda, teraz jednak grupa poruszała się po tak odległych rejonach, że nie nad wszystkim mieli kontrolę.

Tworzyli tym razem dobraną niedużą gromadkę, która wspólnie miała zająć się terenami, określanymi jako „nieznane obszary”. Wędrowanie tu we dwoje albo nawet troje było zbyt niebezpieczne.

Na wyprawę odkomenderowano dodatkowych członków. Większości jednak przydzielono łatwe sektory, na przykład Jori, Sassa i Armas mieli wybrać się do wioski rybackiej i sąsiednich osad, które wielka ekspedycja mijała w drodze do Doliny Róż. W okolicę na północ od zajmowanej przez Obcych części Królestwa Światła wysłano rodziców Joriego, Taran i Uriela. Osada Siski nie zapowiadała się najłatwiej, tam więc oddelegowano Kira i Sol. Ona wszak była już teraz człowiekiem, obdarzonym jednak wieloma wspaniałymi cechami ducha; potrafiła na przykład rozpłynąć się w powietrzu czy też trochę poczarować, gdy zaszła taka potrzeba. Ku wielkiej radości Yorimoto zażyczyli sobie, by on również im towarzyszył.

W nieznane okolice została wysłana naprawdę niezwykła grupa. Elita, można powiedzieć. W skład grupy wchodzili Dolg i Marco. Obecność Rama i Indry rozumiała się sama przez się, Goram zaś zaproponował Lilję, która okazała się wcześniej tak przydatna i roztropna. Dziewczyna gotowa była z radości uściskać go albo rozpłakać się ze wzruszenia, lecz zdołała się opanować. Zaczerwieniła się tylko nieśmiało i podziękowała. Wybrano także Jaskariego i Berengarię, grupą dowodził Móri.