Выбрать главу

Niestety, Móri chyba nie bardzo wiedział, co robi, kiedy uległ Elenie, która poprosiła, by zabrać także ją. Dziewczyna podkreśliła, że do tej pory nie chciano skorzystać z jej pomocy, choć, jak oświadczyła, posiada cechy, które mogą okazać się niezwykle cenne, takie jak gotowość do ponoszenia ofiar, dobra wola, wytrzymałość i odwaga.

Móri, który nie wiedział, że Elena nie wypiła eliksiru, dał się porwać jej zapałowi. W istocie długo czekała na linii bocznej, w końcu więc zgodził się na jej udział.

Jaskariego ogarnęła wściekłość, chociaż sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Wspomniał jedynie Móriemu, że to chyba nie najmądrzejsze posunięcie. Wytrzymałość Eleny, jeśli chodzi o trudy podróży, stała pod wielkim znakiem zapytania, bał się, że w grupie zapanować może rozłam. „Rozumiem twoje wątpliwości” – odparł Móri. – „Ale daj jej szansę, ona czuje się odstawiona na boczny tor”. Jeśli tak jest, to tylko jej własna wina, pomyślał Jaskari gniewnie.

Oczywiście bardzo chętnie zabraliby ze sobą Tsi i Siskę, a także Mirandę z Gondagilem, lecz niestety, wszyscy, którzy mieli dzieci, musieli zostać w domu. Oko Nocy wykazał się już bohaterstwem przy źródłach jasnej wody, duchy zaś i Madragowie mogły bardziej wystraszyć ewentualnych mieszkańców nieznanych obszarów aniżeli im pomóc.

Mała Gwiazdeczka urządziła im na pożegnanie rozdzierającą serce scenę. Koniecznie chciała się do nich przyłączyć, wreszcie jednak, głośno płacząc, zgodziła się zostać w bezpiecznych ramionach ojca „Sikungi”. Było to ulepszenie poprzedniej wersji „Sik”. Tsi – Tsungga akceptował wszystko, ubóstwiał tę swoją bystrą i nieobliczalną córeczkę.

Las wokół nich szeptał i mruczał. Lilji wydawało się, że brzmi to groźnie albo… może nie groźnie, raczej ostrzegawczo.

Wylądowali za długim, wysokim pasmem gór, które rozciągało się poza murem od Zachodnich Łąk niemal aż do Nowej Atlantydy. To tędy wielki orszak księżnej Teresy przybył w osiemnastym wieku i tu właśnie w nieprzebytej ciemności natknęli się na jakieś niesamowite stworzenia, miękkie, jedwabiście gładkie, jak gdyby zrobione z gumy czy też podobnego materiału.

Było tu w istocie nadzwyczaj ciemno. Nic nie mogli zobaczyć, a nie chcieli oświetlać terenu reflektorami, by nie wystraszyć tych, których chcieli spotkać.

– Być może nie ma tu żadnych ludzi – powiedziała Elena z nadzieją.

– O, są na pewno – cierpko odparł Ram. – Tylko czy oni są ludźmi…?

– Uf! – wyrwało się Elenie, choć przyrzekła sobie, że nie będzie okazywać strachu.

Podkradła się bliżej Jaskariego. Teraz, gdy ona, Elena, bierze udział w ekspedycji, Berengaria nie ma na co liczyć.

– W jaki sposób nawiążemy z nimi kontakt? – spytała Lilja.

To kolejna idiotka, która nie ma czego tu szukać, pomyślała Elena. Komu, na miłość boską, przyszło do głowy zabierać takie zero?

Ale Goram inaczej zareagował na pytanie Lilji:

– No właśnie, w jaki sposób nawiążemy z nimi kontakt?

– Zaczekajcie chwilę! – powiedział Jaskari i wszyscy przystanęli. – Przypomniało mi się, co mój ojciec Villemann opowiadał o ich wędrówce. Mówił o spotkaniu z jedną z tutejszych istot. O tej, która rzuciła się na Danielle.

– Na moją mamę? – wykrzyknęła Elena zdumiona. – Dlaczego?

– Czy ona ci o tym nie wspominała?

– Może i tak, ale nic nie pamiętam.

– Co to za historia, Jaskari? – spokojnie spytał Marco.

Jaskari, rosły blondyn, w połowie Fin, a w połowie potomek rodziny czarnoksiężnika, usiłował przypomnieć sobie wszystko jak najdokładniej.

– To miało jakiś związek z jej strojem. Danielle była ubrana w różową, połyskującą złotem suknię i ten dzikus rzucił się na nią, chociaż szła w środku grupy wędrującej przez ich krainę.

– Z tego wypływają dwa wnioski – oświadczyła Indra z mocą. – Po pierwsze, że widział w ciemności, a po drugie, że nie miał dość rozumu, by bać się obcych.

– Bardzo słusznie – zauważył Móri.

Dlaczego ja tego nie powiedziałam? pożałowała w duchu Elena. Też by mnie pochwalił! Indra odwróciła się do Jaskariego.

– Dlaczego nie mówiłeś nam o tym przed wyruszeniem z domu? Cóż, nie ubraliśmy się na tę wyprawę w złoto i błyskotki. Wydaje mi się, że nikt się nie połaszczy na moje grube ogrodniczki ani na koszulę Jaskariego w szarą kratę.

Ram także nie miał na sobie swego stroju Strażnika ze złotą zapinką. Zaczęli gorączkowo myśleć. Muszą chyba mieć coś, co zdoła zwabić tu te nieznane stwory?

– Może on ścigał Danielle z jakichś powodów osobistych? – podsunęła Berengaria.

Elena natychmiast się zdenerwowała.

– Nie wolno tak mówić o mojej matce!

– Przecież tylko żartuję!

Dolgowi przyszło do głowy pewne rozwiązanie. Było wprawdzie ryzykowne, lecz wykonalne.

Miał przecież przy sobie oba swoje szlachetne kamienie. Ale czy niebieski szafir jest dostatecznie atrakcyjny?

Raczej nie. Czerwony farangil natomiast…

Ten kamień jednak był niebezpieczny, bardzo niebezpieczny. Gdyby dotknął go ktoś niepowołany, mógłby natychmiast zabić.

– A więc ci tutaj z natury nie są strachliwi – uznał Marco. – Jeśli my, mężczyźni, będziemy się trzymać w pobliżu farangila i złapiemy tego albo tych, którzy zapragną go zdobyć, tak aby nie zdążyli po niego sięgnąć…

– Musimy spróbować – orzekł Dolg.

Wyjął swój ukochany klejnot i cicho, z czułością zaczął do niego przemawiać. Zdaniem Eleny wyglądał jak wariat, inni jednak przyjęli jego zachowanie jako naturalne. Lilja oczywiście trochę się dziwiła, i ona jednak już przywykła do tego, że w tej grupie dzieją się zaskakujące rzeczy.

Potem Dolg położył swój drogocenny kamień na maleńkiej, odsłoniętej polanie w lesie. Pod ciężkim szumem koron drzew kamień pulsował mrocznymi, lecz zarazem płomiennymi odcieniami, oświetlając najbliższe otoczenie. Mężczyźni musieli cofnąć się nieco dalej, aniżeli uprzednio zamierzali, mimo wszystko jednak byli przekonani, że zdołają zareagować na czas.

Goram ze swego miejsca mógł widzieć podświetlone twarze czterech dziewcząt. Zamyślony przyglądał się Elenie. Nie znał jej, wyczuwał jednak, że ona nie pasuje do reszty. Nie powinna była wyruszyć wraz z nimi, otaczała ją atmosfera niezadowolenia. Co właściwie było z nią nie tak? Te spojrzenia, które posyłała bystrej Berengarii? Jej otwarta pogarda dla Lilji…

Przesunął wzrok na swoją partnerkę. Ta drobna, niepozorna osóbka posiadała, jak się okazało, wszystkie cechy niezbędne do wykonania trudnych zadań, jakie jej wyznaczono. Mądra dziewczynka, w dodatku pełna zapału i obdarzona gorącym sercem. Ale stanowczo za młoda na…

Na co?

Goram nie potrafił sformułować odpowiedzi na to pytanie. Przeniósł spojrzenie na Indrę.

Jest spokojna, bo wie, że ma przy sobie Rama. Szczęśliwa, pełna wewnętrznej harmonii, a teraz obruszona na swą przyjaciółkę Elenę. To niedobrze, w grupie pojawił się obcy element, coś takiego nigdy wcześniej nie miało miejsca. I znów pomyślał: Nie powinniśmy byli zabierać ze sobą Eleny.

Berengaria. Uśmiechnął się do siebie. Pełna życia i zuchwała, może nawet nieco zbyt zuchwała, ale inteligentna i bardzo miła, potrafi rozsiewać wokół siebie radość niemal tak samo jak Indra.

Brakowało mu Joriego. Jori ze swym wesołym usposobieniem byłby niezwykle pożądanym członkiem grupy. Tsi – Tsungga również był źródłem wesołości.