Ale przecież akurat tego dnia wcale nie wesołości potrzebowali. Tego dnia? Tu, za grzebieniem szczytów, panowała wieczna noc, równie mrocznego obszaru nie było chyba w całym Królestwie Ciemności.
Westchnął. Długo już czekali. Nie słychać było żadnego dźwięku poza mrocznymi chorałami drzew. Wydawało mu się, że coś szepczą, brzmiało to niemal jak słowa. Poza tym panowała cisza.
Najwyraźniej tajemniczy mieszkańcy tego lasu nie zorientowali się jeszcze, że mają gości. Dlaczego zresztą mieliby ich zauważyć? Żyli w tak niesłychanej izolacji, za wysoką górską ścianą, i prawdopodobnie byli przekonani, że są zupełnie sami na świecie. Jeden jedyny raz któryś z nich odkrył, że Strażnicy mają swój potajemny pasaż prowadzący przez ich krainę, ale było to wiele setek lat temu. Jakaś istota zaatakowała wówczas Danielle, ale o tym epizodzie zapewne nikt więcej już nie pamiętał.
Elena, która siedziała niewygodnie na jakimś korzeniu, nie czuła się dobrze w towarzystwie Berengarii. Nie podobało jej się także, że jest tu razem z nimi Lilja. To zupełnie zbędna osoba, która wcale do nich nie należy. Indrę natomiast jakoś mogła znieść, przecież były starymi przyjaciółkami, przynajmniej dopóki Indra nie wyszła za mąż. Za Lemuryjczyka! No tak, zapewne żaden mężczyzna ludzkiego rodu nie był w stanie wytrzymać jej zanadto ciętych komentarzy i niemądrych żartów.
I jak ona się brzydko ubiera! Zaniedbała się, odkąd jest mężatką. Teraz miała na sobie takie niezgrabne spodnie i gruby, bezkształtny sweter! Czy taki strój może przyciągnąć uwagę mężczyzny? Cóż, widać Indra przestała już o to dbać.
Elena ubrała się znacznie bardziej uwodzicielsko, w cienką sukienkę, która miękko otulała jej ciało, i lekkie sandałki. Móriemu najwyraźniej się to nie spodobało, ale co on wie, jest już stary, chociaż wygląda jak czterdziestolatek.
Drażniło ją ogromnie, że Indra znalazła sobie męża. Z nich dwóch to przecież Elena powinna wyjść za mąż jako pierwsza. Zresztą nie tylko z nich dwóch, z całej grupy, powinna zostać mężatką wcześniej niż Miranda, Siska, Oriana czy Paula. Misa się nie liczy, ona jest przecież tylko Madragiem. I zresztą Elena byłaby pierwsza, gdyby Jaskari nie zaczął obmacywać tej wiedźmy Griseldy…
Poza tym Elena zmarzła i chciała wracać do domu. Obawiała się, że wargi już jej zsiniały, a całe ciało pokryło się gęsią skórką. Bała się tego strasznego lasu i wszystkiego, co mogło ich tu spotkać, ale nigdy w życiu nie zostawi tej dziwki Berengarii samej z Jaskarim! Już ona wszystkiego dopatrzy! Jeśli tylko uda jej się zostać z nim choćby przez chwilę sam na sam, Jaskari zrozumie, jak głupio postąpił.
Co właściwie działo się z Eleną? Przecież przedtem taka nie była? Owszem, dość tchórzliwa i niepewna siebie, lecz nie podła. Wszyscy dostrzegli przemianę, jaka w niej zaszła, choć otwarcie nie okazywała swoich uprzedzeń.
Oczywiste było, że cierpi na przemożną zazdrość, najwidoczniej też nie wypiła eliksiru Madragów. Ale tkwiła w tym wszystkim jeszcze jakaś tajemnica, coś więcej.
Był ktoś, kto powinien wiedzieć, co wywołało takie zmiany w osobowości Eleny, lecz ta osoba nie sięgała myślą aż tak daleko. Zapomniała, co się wydarzyło wcale nie tak dawno temu.
Czas płynął. Lilję rozbolały kolana, ponieważ klęczała i nie miała odwagi zmienić pozycji, nieznane stwory mogły przecież znajdować się gdzieś w pobliżu i zauważyć jej ruch. Cieszyła się, że się tak ciepło ubrała. Biedna Elena, w takim cienkim stroju! Lilja zaproponowała jej swój sweter, ale Elena tylko coś warknęła i odeszła. Lilji zrobiło się przykro, Goram jednak od razu położył jej rękę na ramieniu i szepnął cicho: „Bardzo ładnie z twojej strony, Liljo”.
Na myśl o Goramie ogarnęło ją ciepło. Z uniesieniem rozpamiętywała pewien drobny epizod w drodze przez spowity mrokiem nocny las. Nie mogli wszak używać światła, musieli posuwać się naprzód z wielką ostrożnością. Lilja deptała po piętach Goramowi, którego obrała sobie na swego ducha opiekuńczego, i oczywiście potknęła się o coś, chyba o jakiś korzeń drzewa. Złapała się go wtedy, a on odwrócił się i pomógł jej wstać. Przytulił ją nawet do siebie na cudowny ułamek sekundy i spytał, czy nie zrobiła sobie krzywdy. Owszem, musiała przyznać, że kolano ją zapiekło. Natychmiast kazał jej ściągnąć długie spodnie. Wszyscy skupili się wokół niej, a ona czuła się bardzo głupio. Zrobiła jednak to, o co prosił, w duchu dziękując ciemności. Zsunęła spodnie, odsłaniając kolano; wydawało jej się, że krwawi. Goram dotykiem sprawdził, jak się sprawy mają, i poprosił lekarza, Jaskariego, żeby zajął się raną.
Ale w czasie, gdy Jaskari czyścił skaleczenie i zakładał plaster, Lilja myślała jedynie o delikatnej ręce Gorama na własnym kolanie. Dotyk jego palców na skórze zostawił po sobie wspomnienie niczym wypalone piętno. Zapewne kiedyś ono zniknie, na razie jednak wciąż je czuła.
To pewnie przez tę ranę tak trudno jej się klęczało. Czy ośmieli się trochę ruszyć? Przenieść ciężar ciała?
Spróbowała.
Dobry Boże, niech nikt mnie teraz nie usłyszy ani nie zobaczy! Nie mogę przecież zepsuć wszystkiego moją niezgrabnością…
Dolg wpatrywał się w czerwony kamień jastrzębim wzrokiem, przerażony myślą, że mogliby go nie obronić. Na szczęście był w pobliżu Marco, jego obecność przydawała poczucia bezpieczeństwa, bo Marco, zdaniem Dolga, potrafił wszystko. On i ojciec, Móri, czarnoksiężnik.
Las szeptał, Dolg słyszał stłumione oddechy przyjaciół.
I wreszcie nastąpił atak. Nie z tej jednak strony, z której się go spodziewali.
18
Wcale nie połyskująca złotem suknia Danielle przywabiła wówczas nieznanego stwora. Chodziło mu o samą Danielle.
Rozjarzony czerwienią farangil nie był obiektem zainteresowania napastników. To cztery dziewczęta znalazły się nagle w uścisku galaretowatych miękkich ciał, pozbawionych zupełnie stawów, i długich, oplątujących wszystko jedwabistych włosów.
Dolg błyskawicznie ukrył farangil.
Elena zaniosła się dzikim krzykiem: „Jaskari, na pomoc, ratuj mnie!” Cztery istoty porwały rozwścieczoną, wierzgającą gwałtownie Berengarię, Lilji natomiast dwa ciężkie stwory skoczyły na plecy. Upadła, w nosie zakręcił ostry zapach mchu.
Ale Indra zawołała:
– Mam jednego! Tak mi się przynajmniej wydaje. Au, ty łotrze, zostaw! Tak, tak, trzymam go mocno, pomóżcie mi!
Móri, Jaskari i Goram rzucili się dziewczętom na pomoc, natomiast Marco i Ram jednocześnie zapalili swoje reflektory.
Na widok nagłego bezlitosnego światła istoty znieruchomiały, całkowicie oślepione, i na chwilę zasłoniły oczy rękami. Dzięki temu Berengaria zdołała się uwolnić i Jaskari zaraz pobiegł w jej stronę. Ratunek nadszedł w ostatniej chwili, gdyby bowiem światło zapłonęło pół sekundy później, uprowadzona dziewczyna zniknęłaby za kamiennymi blokami w głębokim lesie.
Wielka gromada potwornych istot prędko doszła do siebie po doznanym szoku. Bardziej wystraszona światłem niż obecnością ludzi, rozpierzchła się na wszystkie strony. Nie było szans, by dogonić stwory.
Dwie istoty jednak zostały. Jedną schwytali Indra i Ram, na drugą zaś Móri rzucił zaklęcie.
Elena zemdlała ze strachu, nie widziała więc tego, co zobaczyli inni. Goram podniósł Lilję i oczyścił jej twarz z mchu i ziemi.
Te dwie istoty” były mniejsze od ludzi, lecz poruszały się na dwóch nogach i miały jako tako ludzkie rysy. Ich dziwne oblicza, blade niczym szparagi wyhodowane w wykopanej w ziemi piwniczce, kontrastowały z bujnymi, długimi i błyszczącymi czarnymi włosami, odcieniem 'wpadającymi w zieleń. Stwory były ciężkie jak ołów, czego doświadczyło wielu uczestników tej wyprawy, a mimo to wyglądały na drobne, a ciała miały foremne kształty. Prawdą okazało się to, czego domyślali się wcześniej, istoty te nie miały wyraźnie zaznaczonych stawów, brakowało im czegoś takiego, jak łokcie czy kolana, a jednak ręce i nogi im się zginały, przy tym wszystkim zaś nogi były na tyle stabilne, że utrzymywały je w, pionie.