Najdziwniejsze jednak były ich oczy. Olbrzymie, okrągłe i wyłupiaste jak u upiornych małp. Poza tym jednak nie dostrzegało się żadnego podobieństwa do małpiatek czy też do innych naczelnych. Te istoty nie były ani ludźmi, ani zwierzętami, raczej czymś pośrednim, podobnie jak potwory, chociaż oba gatunki bardzo się od siebie różniły. Musiały mieszkać tu, we wnętrzu Ziemi, od zarania dziejów i dotychczas nie odkryto ich istnienia.
Istoty, wyłącznie męskiego rodzaju, były nagie, dość skromnie wyposażone przez naturę, jak stwierdziła mimochodem Indra.
– Tak, tak, takimi oczami na pewno można widzieć w ciemności – dodała cierpko, kiedy Jaskari opatrywał jej skaleczenia.
– Z całą pewnością – przyznał Goram. – Czy ktoś jeszcze odniósł jakieś obrażenia?
Okazało się, że nie. Na próbie uprowadzenia Berengarii najgorzej wyszli jej niedoszli porywacze.
– Musimy z nimi porozmawiać – stwierdził Móri.
– Tak – zgodził się z nim Marco. – Trzeba dać im aparaciki.
Już po chwili istoty mogły się z nimi komunikować, ale okazało się, że wcale nie są chętne do rozmowy. Móri przez dłuższą chwilę uparcie starał się uzyskać od nich jakąś odpowiedź, a wreszcie spytał zdenerwowany:
– Czy one nie mają swojego języka? Do tej pory nie wydały z siebie żadnego dźwięku.
– Ojciec mi mówił – rzekł Jaskari – że w czasie wędrówki do Królestwa Światła słyszeli jakieś głosy dobiegające z lasu. Wydaje mi się, że te istoty po prostu nie chcą zdradzić żadnych tajemnic.
– Marco, Dolg albo Móri! Spróbujcie nawiązać z nimi kontakt telepatyczny – poprosił Ram. – Ojej, Elena się ocknęła! Jaskari, zajmij się nią!
Młodemu lekarzowi nie podobało się takie zlecenie, lecz mimo to ukląkł przy dziewczynie, uniósł ją lekko i delikatnie przytulił, by się uspokoiła.
– Cicho, cicho, Eleno, one nie są niebezpieczne.
Przygarnęła się do niego rozpaczliwie.
– One chciały mnie porwać, chciały mnie zabić! Zostań przy mnie, Jaskari, zabierz mnie stąd! Chcę wracać do domu! Weźmiemy gondolę, ty i ja…
– Będę blisko ciebie – przyrzekł znużony. – Ale do domu nie wrócimy.
– Wracajmy, wracajmy!
– I zostawimy wszystkich na pastwę losu?
– Oni na pewno świetnie sobie dadzą radę, to mnie chciały dopaść te straszne bestie…
– Nie, one chciały was porwać wszystkie, ale zabrały Berengarię.
– Berengarię? – wrzasnęła Elena, nie panując nad sobą. – Przecież ona nie jest nikim szcze…
– Zamilcz wreszcie, Eleno! – ostro przywołał ją do porządku Jaskari. – Zachowuj się przyzwoicie!
Wtedy Elena rzeczywiście ucichła, ale objęła Jaskariego ręką za szyję i posłała Berengarii triumfujące spojrzenie.
– Nie pojmuję, co się z tobą stało, Eleno! – wykrzyknęła Indra wzburzona. – Byłaś przecież kiedyś takim dobrym człowiekiem!
– Chcesz powiedzieć, słabym i zagubionym? Ale zaczęłam już rozumieć różne rzeczy – odpowiedziała Elena ostrym tonem. – Przyjaciele wcale nie są tacy, na jakich wyglądają.
– Nie mamy czasu na takie sprzeczki – wtrącił się Móri. – Są ważniejsze sprawy.
– Co też oni chcieli z nami zrobić? – zastanawiała się głośno Indra. – Dlaczego zaatakowali tylko dziewczęta? Przyczyną nie mogło być pożądanie, nie dostrzegam u nich żadnych oznak podniecenia.
– To prawda – przyznał Marco, uśmiechając się szeroko. – Masz całkowitą rację, Indro. Nie są też mięsożercami, widać to po ich zębach.
– Spróbujcie z telepatią – jeszcze raz poprosił Ram.
– Dobrze – odparł Marco. – Ale to się może okazać jednostronne.
– Chcesz przez to powiedzieć, że… że zdołacie odczytać ich myśli, lecz oni nie zgodzą się na żadną komunikację?
– Właśnie tak. Musimy jednak przeniknąć do świata ich myśli, jeśli taki mają. I spróbować odgadnąć, dlaczego zaatakowali nasze dziewczęta. Dobrowolnie nie odpowiedzą.
– Okej, wy głębokomyśliciele – zachęciła Indra. – Do roboty!
Lilja trzymała się z boku, w pobliżu Gorama, i tylko obserwowała, jak Marco, Móri i Dolg koncentrują się na obcych. Marco stanął za jedną z tych istot, kładąc ręce na jej żałośnie opadających w dół ramionach, drugą zaś Ram przekazał Móriemu i Dolgowi. Dwa człekozwierzęta wydawały się dziwnie bierne; po tym, jak zostały schwytane, nie stawiały żadnego oporu. Lilja podejrzewała, że to wpływ czarnoksiężnika Móriego. A może ich apatia miała zupełnie inne przyczyny?
Na polanie zapadła cisza. Las dalej wyśpiewywał szumem swój potężny chorał. Jaskari próbował wstać, lecz Elena uczepiła się go z całych sił. Ram i Indra trzymali się blisko siebie, łącząca ich więź wydawała się wprost namacalna. Berengaria natomiast stała tak osamotniona, że Lilja zamachała do niej. Tamta zaraz podeszła i obie dziewczyny chwyciły się za ręce.
Lilji, która wciąż jeszcze czuła się trochę niepewnie w tej grupie, zrobiło się bardzo przyjemnie.
– Przedzieram się – rzekł Móri nagle.
– Ja też – mruknął Marco.
Dolg tylko skinął głową.
Przez chwilę stali w milczeniu, wreszcie rozluźnili się z głębokim westchnieniem.
– Czy wolno mi będzie zgadywać? – ostrożnie spytała Indra.
– Bardzo proszę – zachęcił ją Móri.
– Oni wykonywali jakieś zadanie?
– Nieźle – pochwalił ją Marco. – Niedokładnie, ale blisko.
– Jak więc jest naprawdę?
– Chcą zadowolić – rzekł Móri, a pozostali się z nim zgodzili.
– Chcą zadowolić kogoś albo coś – uzupełnił Marco. – A teraz są na pewno zdeprymowani, że im się nie powiodło.
Ram podniósł się.
– Wobec tego najwyższy czas podać im napój. Musimy mieć tu sprzymierzeńców.
– Nie chcemy przecież wyrządzić im krzywdy – przypomniał Goram. – W jaki sposób nakłonimy ich do wypicia?
– To będzie nasz wielki problem także wtedy, gdy kiedyś wyjdziemy na powierzchnię Ziemi – westchnął Marco. – W jaki sposób my, garstka osób, zdołamy namówić wszystkich ludzi na wypicie życiodajnego napoju? Tam dopiero będziemy musieli się nagłowić! Ale to kłopot na później. Teraz najważniejsi są ci dwaj.
– Ale pomyśl, co będzie, jeśli napój na nich nie podziała? – spytała z troską Indra. – Chodzi mi o to, że oni są mniej lub bardziej jak zombie, sprawiają wrażenie kompletnie pozbawionych uczuć. Pchają się na oślep w nieznane, nie interesują ich kobiety, i dzięki Bogu za to, a jedyną rzeczą, na jaką zareagowali, było silne światło. Nie posługują się żadnym językiem i tak dalej.
– Rozumiem, o co ci chodzi, Indro – odparł Marco. – Obawiasz się, że oni wcale nie pobiegną do domu, do swoich sąsiadów, nie opowiedzą im z entuzjazmem, jacy mili i dobrzy się stali, i nie nakłonią innych, by również wypili eliksir. Boję się, że możesz mieć rację. Owszem, być może uda nam się przerobić tych dwóch na „grzecznych”, ale co to pomoże, skoro oni nie potrafią się komunikować?
– Musimy odnaleźć źródło – oświadczył Ram po dość długiej chwili ciszy. – To, co nimi steruje.
– To zapewne jedyne rozwiązanie. Te istoty nie są ani złe, ani dobre, to tylko narzędzia.
– Nie przejmujcie się tym – powiedziała Indra. – Wlejcie im w gardła ten napitek, zobaczymy, co się stanie.