Zrobili tak. Istoty, które po schwytaniu były jakby sparaliżowane, nie miały nic przeciwko temu.
A reakcja?
Móri usiłował im zasugerować, że muszą „wpłynąć na swych pobratymców i nakłonić ich do wypicia eliksiru. Nie doczekał się żadnej odpowiedzi, nie było też żadnych oznak, by ci dwaj w jakikolwiek sposób się zmienili.
– Czy możemy iść z wami do waszej osady? – spytał Ram.
Skierowały na niego swe olbrzymie oczy. Na Boga, nie gapcie się tak głupio, pomyślała Indra.
– Spróbujcie przejąć ich myśli – poprosił Ram.
Trio obdarzone zdolnościami telepatycznymi natychmiast wzięło się do roboty.
Po chwili Marco powiedział:
– Namieszaliśmy im w głowach. Jedyne, co jestem w stanie wychwycić, to to, że oni chcą się uwolnić.
– A co ty na to, Maku? – spytała Indra. – Czy teraz są już grzeczni?
Marco uśmiechnął się krzywo.
– Tylko jednej jedynej osobie wolno nazywać mnie makówką. Nie, nie mogę wychwycić żadnej różnicy. Oni są… żadni.
Coś jednak trzeba było zrobić i w końcu wszyscy zgodzili się, że należy wypuścić te przedziwne stworzenia.
– Zaprowadźcie nas teraz do swoich przyjaciół – powtórzył raz jeszcze Móri z powagą.
Ram i Marco uwolnili stwory, które natychmiast pognały przed siebie, znikając w lesie.
– No i do widzenia – z cierpką miną powiedziała Berengaria.
– Świetnie się nam powiodło – pokiwał głową Jaskari. – To prawdziwa klęska!
– Co teraz robimy? – spytała Lilja.
Postanowili usiąść i zaczekać. Istniała przecież niewielka szansa, że tajemnicze stwory wrócą wraz ze swymi pobratymcami.
Wyjęli więc jedzenie, chcąc uprzyjemnić sobie czas oczekiwania. Cóż innego im pozostawało?
19
Berengaria po posiłku postanowiła trochę się przejść. Była niespokojną duszą i nie potrafiła zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu. Dolg zwinął się w kłębek na ziemi, żeby trochę się przespać, Jaskari poszedł za jego przykładem. Marco i Móri siedzieli pogrążeni w prowadzonej ściszonym głosem rozmowie, natomiast Goram i Lilja usadowili się w pewnym oddaleniu od innych, zatopieni w myślach. Indra i Ram najwyraźniej również wybrali się na przechadzkę po mrocznym, mamroczącym coś lesie.
Nagle Berengaria usłyszała za plecami jakieś kroki. Drgnęła wystraszona, lecz okazało się, że to tylko Elena ją dogoniła.
Elena okazała się niezwykle agresywna.
– Chciałam ci uświadomić, że na próżno zarzucasz sieci! – wykrzyknęła. – Ostrzegam cię, trzymaj się od niego z daleka!
– Z daleka od kogo? – zdumiała się Berengaria.
– Nie udawaj, że nie wiesz! Namówiłaś go, by cię wziął ze sobą, udało ci się też wmówić mu, że jesteś inteligentna i że interesuje cię ta przeklęta wyprawa, podczas gdy chcesz tylko jednego, a mianowicie…
– Chodzi ci o Jaskariego? – przerwała jej Berengaria z niedowierzaniem. – Wcale nie próbuję zarzucać na niego sieci! Owszem, przyznaję, że prowadziliśmy długie i bardzo ciekawe rozmowy, oboje bowiem zostaliśmy porzuceni i rozumiemy się.
– Porzuceni? Co chcesz przez to powiedzieć?
Berengaria nie pozwoliła zbić się z tropu.
– I przyznaję, że przez moment, jeszcze wiele dni temu, zamierzałam powiedzieć ci parę słów prawdy. Że taka jesteś niezdecydowana, nie potrafisz podjąć decyzji i pozwalasz, żeby ten biedak czuł się jak idiota. Ale teraz przestałaś już być niezdecydowana, teraz jesteś złośliwa i pełna nienawiści do wszystkich.
– Nie do Jaskariego.
– To prawda, ale zmień styl, Eleno – poprosiła Berengaria z żalem. – Wszyscy jesteśmy bardzo zaniepokojeni twoim zachowaniem. Nie możesz wrócić do swego starego dobrego ja?
– Chcesz powiedzieć: do mojej uległości? O, nie! Te czasy należą już do przeszłości. Będę się teraz upominać o swoje prawa.
– To znaczy o Jaskariego?
– Między innymi.
Berengaria pokręciła głową.
– Mam wrażenie, że z godziny na godzinę stajesz się gorsza. Co się z tobą dzieje?
– Ze mną? Nic poza tym, że nareszcie widzę, jacy jesteście naprawdę. Fałszywi i egoistyczni, o, tak, i tacy we wszystkim świetni.
– Co to ma znaczyć? – rozległ się ostry głos Rama. Wyszli akurat z Indra z lasu i posłyszeli tę wymianę zdań.
– Berengaria ma rację, Eleno. Zmieniłaś się i trudno nam cokolwiek z tego pojąć – powiedziała Indra.
Elena popatrzyła na nich, potem odwróciła się na pięcie i pobiegła do pozostałych.
Berengaria westchnęła:
– To takie przykre. Ona mnie oskarża o to, że zarzucam sieci na Jaskariego, a przecież ja nic takiego nie zrobiłam.
Indra popatrzyła na nią z namysłem.
– No tak, ale ona może boi się właśnie czegoś przeciwnego.
– Że nie zarzucę na niego sieci?
– Nie, nie, nie o to mi chodziło – odparła Indra.
Wrócili na miejsce postoju. Berengaria wstrząśnięta przyglądała się śpiącemu Jaskariemu.
To Goram wezwał Lilję do siebie. Siedział na płaskim kamieniu w pewnej odległości od innych. Dziewczyna podeszła natychmiast, czując niepewność w sercu. Była bardzo zdziwiona, on przecież nie miał zwyczaju szukać jej towarzystwa.
– Usiądź tutaj. Wygodnie tu, na tej półce – odezwał się życzliwie, ale Lilja wychwyciła w jego głosie ton napięcia.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, Lilja zastanawiała się, czy może ona powinna pierwsza powiedzieć coś o otaczającej ich przyrodzie lub o tych dziwacznych istotach… Cieszyła się jednak, że tego nie zrobiła, nagle bowiem on zaczął mówić.
– Liljo, musimy porozmawiać – stwierdził.
Ponieważ zamilkł, spytała ostrożnie:
– Tak?
Serce waliło jej w piersi.
– To dość trudne – podjął i znowu stracił wątek. Wreszcie jednak wziął się w garść. – Może najlepiej będzie, jak ci opowiem o sobie.
– Owszem. Dobrze – odparła Lilja z ulgą, choć jednocześnie dość wystraszona.
Na pewno teraz usłyszy, że on jest żonaty albo ma stałą przyjaciółkę, jakąś piękną Lemuryjkę. Lilja próbowała przygotować się na najgorsze.
– Wiesz, należę do Elity Strażników…
– Wiem o tym.
– No tak, ale to bardzo szczególna grupa, bez względu na to, jaki się ma w niej stopień. Jest nas dziesięciu, utworzyliśmy ten związek jeszcze przed wieloma laty. Złożyliśmy przysięgę, że skoncentrujemy się całkowicie na tym, by służyć Świętemu Słońcu i dobru.
– Czy nie podobnie rzecz się ma ze wszystkimi Strażnikami?
– Owszem, mniej lub bardziej tak. My jednak posunęliśmy się jeszcze dalej. Przyrzekliśmy sobie, że żaden element należący do świata zewnętrznego nie przeszkodzi nam w wypełnianiu naszego zaszczytnego powołania. Postanowiliśmy zrezygnować ze wszystkiego.
– To coś w rodzaju dawnych zakonów, tworzonych przez mnichów albo rycerzy?
– No, nie całkiem. My nie żyjemy w ubóstwie. Ale nie możemy dopuścić, aby ktoś albo coś nam przeszkadzało. Nasze zadanie jest najważniejsze. Nie wolno nam nikogo poślubić ani nawet związać się z kobietą.
Lilja czuła, jak płacz rozsadza jej piersi. Nie była w stanie nic powiedzieć.
– Mnisi i rycerze często walczyli o to, by uzyskać osobiste korzyści u swego Boga. Z nami jest inaczej, nic, co robimy, nie może wypływać z egoizmu, robimy to tylko ku czci Świętego Słońca, w imię dobra. Uznałem, że powinnaś o tym wiedzieć – dodał cicho.
Lilja wreszcie zdołała odzyskać kontrolę nad swoimi uczuciami. Odetchnęła tak głęboko, że zabrzmiało to niemal jak szloch.
– Może nie warto więc, abyśmy się więcej widywali?
Odpowiedź Gorama padła dopiero po namyśle.