Выбрать главу

– Dobrze nam się razem współpracuje. Prawdę powiedziawszy, nie chciałbym mieć żadnego innego partnera.

Lilji zaparło dech w piersiach, a Goram ciągnął:

– To jasne, Indra jest wspaniałą dziewczyną, ale nią w pełni zawładnął Ram, Berengaria też pewnie byłaby dobra, ale ja jej nie znam. Uważam, że w tobie znalazłem idealnego kompana, lecz jeśli ci to nie odpowiada…

– Och, nie, nie – zapewniła stanowczo zbyt prędko.

– Nigdy bowiem nie możemy być dla siebie nikim więcej aniżeli właśnie kompanami.

– Mnie to na długo wystarczy – powiedziała niewyraźnie.

Bylebym tylko mogła być razem z tobą, prosiła w duchu. On wybrał właśnie ją, nikogo innego! Tak bardzo chciała wiedzieć, co o niej myśli, lecz bała się spytać. Jeszcze bardziej zaś pragnęła poznać jego uczucia, takie pytanie jednak paść nie mogło, zresztą prawdopodobnie i tak znała na nie odpowiedź. Na pewno żal mu jej, dlatego że tak się w nim zadurzyła i nie potrafi tego ukryć. On na pewno o tym wie, choć nigdy ani słowem o tym nie wspomniała.

Był wszak taki nieosiągalny. Wysoki rangą Strażnik, w dodatku Lemuryjczyk. Matka dostałaby apopleksji, gdyby dowiedziała się, co mi chodzi po głowie, pomyślała.

O Elenie Goram nawet nie wspomniał. Lilję trochę to pocieszyło, bo Elena zachowywała się wobec niej paskudnie. Traktowała ją pogardliwie, mruknęła raz, że nie powinno zabierać się głupich dzieciaków na taką niebezpieczną wyprawę.

Ale Goram wybrał właśnie ją!

Rozpromieniła się.

– Chodź wobec tego, mój partnerze, wołają nas! Odpowiedział jej uśmiechem. O, nie, nie rób tego, ten uśmiech może złamać najtwardsze postanowienia.

Po kilku godzinach oczekiwania musieli wreszcie przyjąć do wiadomości, że dwaj długowłosi, wyłupiastoocy mężczyźni nie wrócą.

Móri westchnął głośno.

– Czy mamy na jakiś czas zostawić ten sektor w spokoju i zbadać ten drugi, za który również jesteśmy odpowiedzialni? Tamte wielkie nieznane obszary na południe od Nowej Atlantydy?

Uznali to za niezły pomysł. W tym czarnym jak węgiel lesie, zamieszkanym przez przypominające roboty stworzenia, czuli się bardzo nieswojo.

– Pomyślcie, a jeśli one są naprawdę robotami? – spytała Indra.

Marco jednak nie chciał się z nią zgodzić.

– To raczej żywe istoty, które stały się robotami.

– Tak jak zombie.

– Nie, nie dokładnie, ale coś mniej więcej w tym rodzaju. Musimy odnaleźć źródło tej tajemnicy, uważam jednak, że teraz powinniśmy zająć się oczyszczaniem wielkiego obszaru na południu.

– „Oczyszczanie” to zbyt drastyczne określenie – zauważył Dolg.

– Owszem, przyznaję. Wszak nie wiemy, czy nie ma tam jakichś żywych istot.

– To ostatni obszar, prawda? – spytał Goram.

– Tak – odpowiedział Ram. – Otrzymałem raport od Armasa. We trójkę z Jorim i Sassa mieli dość proste zadanie w okolicy osady rybackiej, a Taran i Uriel uporali się z osadami na północ od Królestwa Światła. Mieliśmy już z nimi styczność w drodze z Gór Czarnych, tamtejsi mieszkańcy byli więc do nas przyjaźnie nastawieni. Sol wraz z Kirem i Yorimoto wykonali prawdziwie mistrzowską pracę w niezwykłe trudnej osadzie Siski. Jej współplemieńcy są teraz łagodni jak baranki. Prawdę powiedziawszy, zostaliśmy jeszcze tylko my.

– I trudno powiedzieć, żebyśmy mieli bardzo szczególne osiągnięcia – westchnął Móri. – Dwie duszyczki, cóż, to nie jest imponujące.

– Mam wrażenie, że zmarnowaliśmy tylko eliksir – stwierdził Marco. – Te istoty wydawały się w ogóle na niego niepodatne.

– Jeszcze się o tym przekonamy – mruknął czarnoksiężnik.

Cudownie było znaleźć się znów na pokładzie gondoli, opuścić ten ponury las z jego nie kończącą się żałobną pieśnią. Lilja w jednej chwili zrozumiała, jak bardzo uprzywilejowani są ci wszyscy, którzy mogą mieszkać w Królestwie Światła. Wspaniale będzie, gdy Święte Słońce zaświeci w tej części Ciemności. Ten las może wówczas stać się nawet piękny.

Przyglądała się swoim towarzyszom podróży. Goram siedział przy tablicy rozdzielczej, nie mogła patrzeć na niego zbyt długo, bo jego widok sprawiał jej ból, choć jednocześnie przepełniała ją wtedy jakaś radość. Za nim siedział Móri razem z Markiem, jak zwykle zatopieni w rozmowie, a przy nich milczący Dolg. Elena usadowiła się blisko dziobu, odwrócona przodem do nich wszystkich, a oczy jej pałały… Lilja nie bardzo wiedziała, jak to nazwać, w każdym razie nie było to nic przyjemnego. Może nie podobało jej się, że Jaskari rozmawia z Berengarią? Ale z urywków ich rozmowy, docierających do Lilji, wynikało, że mówili jedynie o krajobrazie, nad którym sunęła gondola. Ram dyskutował o czymś z Goramem, a Indra przewieszona przez krawędź patrzyła w dół. Lilja poszła w jej ślady.

Opuścili dolinę pełną czarnych lasów i lecieli teraz nad otwartą, nieco jaśniejszą, choć wciąż bardzo dziką okolicą. Lilja usłyszała wołanie Berengarii:

– Co wiemy o tej krainie, Ramie?

– Niewiele – odparł Strażnik, odwracając się w jej stronę. – Jak się już orientujecie, istnieje droga prowadząca przez krainę tych tajemniczych „gumowych” stworów, które właśnie opuściliśmy. Drogę tę niekiedy wykorzystują Strażnicy do przeprowadzenia tu ludzi z powierzchni Ziemi, twoja rodzina przybyła przecież tędy w osiemnastym wieku. Wśród tamtych skal istnieje potajemne przejście do Królestwa Światła, którym oni właśnie się przedostali, ale mało o tym wiem i nie mam w tej chwili ochoty sprawdzać. Dostałem tylko mapę od jednego z naszych szczególnych Strażników na wypadek ewentualnych kłopotów. O tej krainie pod nami natomiast nie wiem absolutnie nic. Wydaje mi się, że nigdy nie dotarł tam nikt z Królestwa Światła.

– Nawet Obcy, gdy przybyli tu po raz pierwszy?

W głosie Rama natychmiast pojawiła się rezerwa.

– O tym… o tym nic mi nie wiadomo.

Berengaria więcej nie pytała, Lilja znów skupiła się na przesuwającym się w dole krajobrazie.

Dzięki temu, że było tutaj odrobinę jaśniej, mogła rozróżniać szczegóły nieco lepiej niż w tamtym czarnym jak grobowiec lesie. Teraz już nie tylko ona przewiesiła się przez krawędź gondoli. Goram pozwolił pojazdowi sunąć cicho i wolno. Nikt się nie odzywał.

Lilja widziała nieprzebyte obszary górskie na zmianę z pasmami łagodnych miękkich linii wzgórz, dostrzegała lśniące jeziora, łąki i zagajniki. To piękne, niewypowiedzianie piękne, lecz nigdzie nie dało się dostrzec śladów życia. Nie widać było nawet zwierząt.

Nagle Berengaria zawołała:

– Tam! Czy to nie jest jakaś ścieżka?

Elena natychmiast wychyliła się przez krawędź gondoli.

– Ja ją zobaczyłam pierwsza!

Nikt jej nie słuchał.

– To rzeczywiście przypomina ścieżkę czy może nawet wąską drogę – przyznał Ram. – Owszem, ale, doprawdy, od dawna jej nie używano.

Teraz rozległ się miękki głos Dolga:

– Wydaje mi się, że widzę coś na tamtym zboczu. Popatrzyli we wskazanym przez niego kierunku, Lilja miała wrażenie, że dostrzega coś na kształt jakichś siedzib, niewielką zniszczoną rozpadającą się osadę, wczepioną w strome górskie zbocze.

– Na prawo jest otwarta polana, Goramie – krótko oznajmił Ram. – Schodzimy na dół.

Co się dzieje? Co się dzieje? Czy długie oczekiwanie dobiegło wreszcie końca? Czy dla Oka Ciemności znów budzi się nadzieja? Nie omińcie go, nie gaście słabego płomyka nadziei.

20

Wspinaczka na zbocze była męcząca. Lilja musiała zdjąć sweter i obwiązać się nim w pasie, zresztą nie ona jedna. Goram od czasu do czasu podawał jej rękę i podciągał w górę, Jaskari zaś rozdzielał swe siły pomiędzy Berengarię a Elenę, inaczej postępować nie śmiał.