Nie wszystkie dziewczyny jednak miały tyle samo zapału do sprzątania. Jedna wymknęła się tylnym wyjściem. Elena.
Wiem, że on chce zostać ze mną sam na sam, to dlatego odszedł, myślała, przekradając się w górę prawie niewidzialną ścieżką. Ledwie rozpoznawała miejsca, w których trawa była tu i ówdzie zdeptana stopami Jaskariego. On po prostu nie chciał pokazać tego przy innych, bał się, że jeszcze ktoś się z nim wybierze, na przykład Berengaria. Już idę, Jaskari, idę.
Uf, jak tu strasznie na tej przełęczy, tak ponuro, tak cicho. Jakby coś czekało. Czyżby wszystkie te okropne stwory, o których oni mówili, pochowały się po krzakach? No nie, Jaskari przecież dopiero tędy szedł. Na pewno je odstraszył.
Od wspinaczki pod górę bardzo się zdyszała. Daleko zaszedł, dlaczego na mnie nie czeka?
Ostrożnie szepnęła:
– Jaskari?
Bała się wołać, nie chciała, by ktoś w dole, w osadzie, ją usłyszał.
Wkrótce już będę na górze. On na pewno tam na mnie czeka, pomyślała Elena.
A więc to Berengaria jest niby głównym obiektem zainteresowania nieznanych istot? Nie, wszak uroda to jeszcze nie wszystko, i iluż to wielbicieli miała Berengaria? Oko Nocy wybrał inną, Armas nie chciał jej znać. Elena natomiast przez wszystkie te lata miała Jaskariego, był jej wiernym rycerzem. Z początku wcale nie zwracała na niego uwagi, potem przez krótki okres była mu przychylna, tylko po to, by znów zacząć trzymać go na dystans. Tak właśnie należało traktować mężczyzn.
Oczywiście Berengaria ani trochę go nie obchodzi, sam przecież mówił jej o tym. Są tylko kolegami. A więc doskonale, da teraz Jaskariemu szansę,
Nadszedł wreszcie czas, by wybaczyć mu tę zdradę z czarownicą Griseldą.
Biedny Jaskari, dość już wycierpiał!
Zatrzymała się, dotarła do samej przełęczy.
Zdumiewające, nigdzie nie widać Jaskariego.
Rozejrzała się dokoła, drzewa przesłaniały jej widok, nie mogła zajrzeć w sąsiednią dolinę. Co on mówił? Że wejdzie na jedno ze wzgórz? Ale wzgórza są po obu stronach przełęczy! W którym kierunku on poszedł?
Jak tu strasznie samotnie! Blade, ponure drzewa trochę jaśniały wśród ciemności, ale nie widziała stąd nawet Królestwa Światła, bo zasłaniały je wzgórza. Elenę ogarnęło nieprzyjemne wrażenie, że ktoś się za nią czai. Miała ochotę biegiem powrócić do osady, ale osada jest daleko, Jaskari musi być bliżej.
Pochyliła się nad ziemią i w bardzo słabym świetle usiłowała przyjrzeć się trawie. Chodziła tam i z powrotem, z boku na bok i wzdłuż nie istniejącej ścieżki.
Tam! W tym miejscu jego buty podeptały trawę! Trzeba iść w górę, na prawo, bo to znaczy, że on poszedł właśnie tędy.
Świetnie! A więc już go mam! Och, nie, to złe wyrażenie, to on ma mnie, oczywiście, tak właśnie chciałam pomyśleć. Zostawił te ślady specjalnie po to, żebym go odnalazła.
Elena zeszła ze ścieżki i zaczęła piąć się w górę po uparcie stromym, mało gościnnym zboczu. Posuwała się, pomagając sobie rękami, nogami i kolanami, zdecydowana, świadoma celu. Zapomniała o strachu, przekonana, że Jaskari znajduje się gdzieś tam na górze i tylko czeka, by wyznać jej miłość. On na pewno nigdy nie miał nic złego na myśli i nie chciał wypowiedzieć tych nieprzyjemnych słów, które padły w szpitalu. To była z jego strony jedynie zemsta za to, że tak długo trzymała go w niepewności, że wy – krzyczała, iż nigdy w życiu się z nim nie zwiąże i nigdy, przenigdy nie pójdzie z nim do łóżka. Niemądrze postąpiła, przyznawała to teraz, ale wciąż jeszcze nie było za późno. Wyjaśni mu, że to wszystko dlatego, by go ukarać za zdradę.
Jakiż trudny do przebycia teren, wszystkie te drzewa i krzaki, które przesłaniają widok! Czyż ona nigdy nie dotrze na samą górę? Może zawołać? Nie, nie warto.
Zdecydowanie parła naprzód, zdyszana, w płucach aż jej świszczało.
Na nieszczęście Jaskari rzeczywiście w pierwszej chwili wybrał tę drogę, gdy jednak zorientował się, jak ciężka czeka go wspinaczka, zmienił decyzję. Wszedł zamiast tego na wzgórze z lewej strony, lecz Elena, zobaczywszy jego ślady na prawo, nie szukała więcej i nie zauważyła, że po drugiej stronie trawa również jest podeptana.
Jaskari dotarł na swój szczyt tylko po to, by przekonać się, że stamtąd nic nie widać. Drzewa były za wysokie i rosły zbyt gęsto, pod nimi zaś ciągnęła się prawdziwa plątanina zarośli.
Zaczął schodzić z powrotem w dół.
Elena wreszcie również dotarła na swoje wzgórze i dokonała podobnego odkrycia, z jedną tylko różnicą: spodziewała się czyjejś obecności, lecz tu nie było nikogo.
Zdeprymowana stała wśród zarośli, cicho przeklinając w duchu. A ona podarła ubranie, zniszczyła buty i połamała paznokcie tylko po to, by się z nim spotkać! Musiała coś przeoczyć.
Nieprzyjemne uczucie znów zaczęło powracać, nie miała odwagi, by zostać tu choćby przez sekundę dłużej. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak strasznie jest sama i na co się naraża. Była taka pewna, że odnajdzie Jaskariego, iż nie pomyślała nawet o tych strasznych istotach, o których opowiadali tamci.
Może ją tylko okłamali? Może chcieli tylko ją wystraszyć? To by jej nie zdziwiło, Berengaria jest zdolna do czegoś podobnego. Elena zignorowała fakt, że mężczyźni również widzieli te stwory. Tak robić nie powinna. Skoro nawet łagodny, wyrozumiały Dolg twierdził, że je widział, powinna pojąć, że wszystko było prawdą.
Czując, jak ogarnia ją coraz większa panika, zaczęła z oszałamiającą prędkością, oślepiona strachem, schodzić w dół. Szlochała przy tym, użalając się nad sobą i nad swą samotnością.
Podrapana i przerażona stanęła wreszcie na ścieżce.
Z której strony przyszła? Znajdowała się teraz w gęstym lesie i nie mogła liczyć na żadne podpowiedzi. Pragnąc dogonić Jaskariego, tak długo kręciła się w kółko, że zgubiła kierunek.
Elena zaczęła krzyczeć, lecz jej głos odbił się od muru gęstej roślinności. Głos nie miał prawie żadnego dźwięku, żadnej siły, czekała, lecz odpowiedziała jej tylko cisza.
Blask z Królestwa Światła?
Wszelkie światło tutaj docierało z góry, przeświecało między koronami drzew. To nie jest żadna wskazówka.
Zaczęła szukać śladów na ziemi. Na ścieżce nie było nic widać, znalazła natomiast wydeptaną trawę po drugiej stronie drogi, ale nie, nie miała sił wspinać się na kolejną górę, była wycieńczona i zrozpaczona. I pragnęła tylko jednego: wrócić.
No tak, osada musi leżeć gdzieś w tym kierunku.
Im dłużej myślała, tym mniej miała wątpliwości. Tędy! O, tak, z pewnością.
Zaczęła iść. Kulała, lecz posuwała się szybko.
Ścieżka ostro opadała w dół. Czy naprawdę od strony osady miała tak strome podejście? Nie mogła sobie tego przypomnieć. Tak strasznie wtedy chciała dogonić oczekującego ją Jaskariego, że wcale się nie zastanawiała, którędy idzie.
To na pewno właściwy szlak, ścieżka bowiem te -; raz się rozszerza, przechodzi wręcz w drogę… Ach, jak tu ciemno!
Elena zeszła już dość nisko. W każdej chwili może dostrzec osadę. Cudownie będzie znów zobaczyć ludzi! Nic nie szkodzi, że jest wśród nich kilka niemiłych indywiduów jak Berengaria czy Lilja, ale są też przyjemne osoby. Wuj Móri i kuzyn Dolg, Marco, Indra… No i może Jaskari już wrócił. Zmartwi się, że tak ją zwiódł, choć oczywiście wcale tego nie chciał.
Nie, Indra już nie zaliczała się do miłych. Przecież tak na nią nakrzyczała, a wuj Móri również powiedział jej kilka słów do słuchu. Twierdził, że niepotrzebnie ją zabrał na tę wyprawę, bo to zadanie wyłącznie dla dzielnych, czujnych uczestników.
Cóż, w każdym razie teraz wykazała się prawdziwą odwagą, chyba będą musieli to przyznać? Ale czy w osadzie doprawdy było tak ciemno jak tutaj?