Выбрать главу

Znów zaczęli się zastanawiać.

– Bez względu na to, co się dzieje, musimy zaaplikować jej wywar, gdy tylko się pojawi.

Nastrój w grupie natychmiast się pogorszył. Co będzie, jeśli Elena nie pojawi się ogóle?

Jaskari wyglądał, jakby nagle doznał objawienia.

– Zaczekajcie chwilę, zaczekajcie!

– Przecież czekamy – przypomniała mu Berengaria. – Wypluj wreszcie to, co masz na języku, drogi krewniaku.

– No, to na pewno nic takiego.

– Pozwól nam to ocenić – zachęcił go Ram. – Słuchamy.

Potężny blondyn Jaskari miał dziwną minę.

– Wiecie, to takie niejasne wspomnienie, może jedynie coś, co sobie wmówiłem.

– Och, mówże wreszcie, bo inaczej… – zniecierpliwiła się Indra, ale Jaskari nie miał ochoty wysłuchać do końca jej groźby. Przerwał jej.

– No więc dobrze, to było wtedy, kiedy siedziałem razem z Elena w restauracji, a Griselda musiała być gdzieś w pobliżu. Nie widziałem wtedy tej wiedźmy, ale coś jakby objawia mi się w pamięci. Mam wrażenie, że widziałem czyjąś rękę po drugiej stronie balustrady. Dłoń z dwoma palcami skierowanymi ku Elenie. Wtedy nie zastanawiałem się, co to może znaczyć.

– Czy to było coś takiego? – zapytał Móri, wyciągając w stronę Jaskariego dłoń z palcami wskazującym i małym skierowanymi w jego stronę tak, jakby miały to być rogi.

– O, tak, właśnie tak! – odparł Jaskari, który na ten widok aż się trochę cofnął.

Móri uśmiechnął się.

– Nie bój się, nie rzuciłem na ciebie żadnego przekleństwa. Ale Griselda musiała tak postąpić z Eleną, wydaje mi się, że masz rację.

Indra jęknęła.

– Czy nigdy nie pozbędziemy się Griseldy? Czy ta czarownica będzie żyła już przez całą wieczność? Nawet po tej swojej ostatecznej śmierci?

– To zapewne jej ostatnie śmiertelne podrygi – cierpko stwierdził Marco. – No cóż, to może wyjaśnić paskudne humory Eleny. Griselda najprawdopodobniej rzuciła na nią urok, przez który Elena nigdy nie zazna szczęścia albo na przykład straci wszystkich przyjaciół.

– Albo… dała jej diabelską duszę – uzupełniła Indra.

Bez względu na wszystko faktem pozostawało jedno: Elena zniknęła, i to już jakiś czas temu. I w jaki sposób zdołają ją odnaleźć?

– Gondola! – przypomniał sobie ktoś.

– Mamy do niej daleko – stwierdził Ram. – Ale, Goramie, ty wraz z Lilja natychmiast się do niej udacie i przylecicie za nami. My zaś zaczniemy szukać najbardziej naturalną drogą…

Jaskari pokiwał głową, głęboko przy tym wzdychając.

– Ona musiała iść za mną, bo przecież zauważylibyście ją, gdyby ruszyła tędy w dół.

– Właśnie – przyznał Ram z ponurą miną. – Musiała iść za tobą i prawdopodobnie zgubiła się, kiedy wspiąłeś się na wzgórze.

Zostawili bagaż w chacie i wyruszyli na poszukiwania.

Przez krótki moment Elenie wydawało się, że to Jaskari wychodzi z mrocznego lasu.

Prędko jednak się przekonała, że tak nie jest.

Zdrętwiała na całym ciele. Zaczęła ciężko oddychać.

Ktoś czy też coś, co nadchodziło w jej stronę przez pas trawy, było czarne jak sama noc. Mężczyzna tak niezwykłej urody, że Elena nie wierzyła własnym oczom.

Spowity był w długą do ziemi opończę, równie czarną jak reszta jego staromodnego stroju i włosy sięgające niemal do ziemi. Czarne miał również oczy, różniące się jednak od oczu Lemuryjczyków, widoczne były bowiem białka. Jedynie one wraz z białym uśmiechem rozjaśniały jego niezwykle potężną majestatyczną postać.

Ta twarz była niesamowicie fascynująca, nieco przerażająca w swej zarazem pogodnej i dzikiej piękności. Elena pojęła teraz, skąd wzięło się owo uczucie, że ma do czynienia z czymś tak pierwotnym, Zrozumiała też owo nieme wabienie. Oto miała do czynienia z istotą natury, z najwyższą mocą.

Nawet gdyby chciała uciec, i tak by nie mogła, stała bowiem jak przykuta, nie będąc w stanie się ruszyć. Znalazła wreszcie kogoś w swej samotności, istotę podobną sobie w swym głodzie erotycznej bliskości, mężczyznę, który jej pragnął i który chciał się nią zaopiekować.

Dalej jej świadomość nie była w stanie się posunąć, jak gdyby myśli natrafiały na jakieś przeszkody. Liczyło się tylko tu i teraz, to on o wszystkim decydował.

„Nareszcie”, mówiły jego myśli, mieszające się z jej myślami. „Czekałem, czekałem przez tysiąc lat”.

To nie była prawda, Elenie podpowiadała to intuicja, nie wiedziała także, na kogo czy też na co on czekał, była również świadoma, że nie poprzestał na samym tylko oczekiwaniu.

„To prawda”, odpowiedziały jego myśli, mógł bowiem czytać myśli Eleny. „Miałem wiele kobiet, lecz to były tylko żałosne kobiety moich niewolników, nie było żadnej z tego wielkiego jasnego królestwa. Teraz nadeszła chwila mego triumfu!”

O dziwo, Elena nie obraziła się za te słowa. Wypełniło ją poczucie dumy, że została wybrana.

Szkoda, że inne dziewczęta tego nie widzą, pomyślała. Ale i nie zobaczą. On jest mój!

„Chodź”, powiedziały jego myśli.

Delikatnie objął ją za ramiona i poprowadził ku ciemności pod drzewami. Elena szła za nim przepełniona uniesieniem, jakie wywoływał już sam tylko ciężar jego dłoni. Zalewały ją fale pożądania, czuła, jak nogi się pod nią uginają.

– Kim jesteś? – spytała ochrypłym głosem. „Jestem Ciemnością”, rozległa się odpowiedź w jej głowie.

„Jestem Sercem Ciemności, jej duszą, duchem, twarzą, istotą, czym tylko chcesz. Pójdź ze mną teraz, bo tak długo na ciebie czekałem”.

Jego ręka wciąż opiekuńczo spoczywała na ramieniu dziewczyny, ciemność bowiem chroni, skrywa przerażonych przed groźnym wrogiem, a jego spojrzenie było miękkie, tak samo miękkie, jak miękka i potrafi być ciemność.

Elena popatrzyła w bok na jeziorko, które mijali. „To Oko Ciemności”, wyjaśnił. „Podobają ci się moje kwiaty?”

– O, tak – odszepnęła Elena, przytłoczona, ciemność bowiem często bywa przytłaczająca. – Co to za kwiaty?

Nie odpowiedział, może nie zrozumiał jej pytania.

Z leciutkim, ledwie wyczuwalnym ukłuciem w sercu przypomniała sobie jakąś opowieść z kronik Ludzi Lodu. Ogród Shamy, śmierci, ogród pełen kwiatów, które były wybranymi przez niego ludźmi. Ale tamte kwiaty były czarne, te zaś białe, a to zupełnie co innego. Mimo to wyczuwała bijący od nich smutek, tęsknotę…

Przez moment zawahała się na widok ogłuszającej ciemności, ku której ją prowadził. Ciemność bowiem to lęk przed cieniami, które poruszają się albo nieruchomieją w jakimś kącie. On jednak pochylił się do niej uspokajającym gestem i popatrzył w oczy, tak że zobaczyła, jak bardzo jest samotny. Ciemność bowiem niekiedy może oznaczać również samotność i smutek.

Dookoła robiło się coraz mroczniej. Jeziorko zmieniło się najpierw w złociste przebłyski wśród drzew, wreszcie zniknęło całkiem.

Elena nie zadawala sobie już pytania, czy tego chce. Ogarnęło ją takie poczucie bezpieczeństwa, jakiego potrafi przydać ciemność, wstąpiła w swe własne tajemnicze sny, bo przecież ciemność to również sny i marzenia. Często zakazane.

Ciemność potrafi skryć tak wiele. Bezgraniczne szczęście, potajemne łzy. Być w ciemności to tak jakby znaleźć się w bezpiecznym schronieniu, które zamyka się wokół człowieka i przynosi pociechę. Ciemność to sen, w którym przyjemnie się ukryć, schować swój strach i nieczyste sumienie.

Elena się nie bała, przy nim czuła się nieskończenie bezpieczna, pozwoliła mu, by dotykał jej twarzy, szyi, przesuwał rękę po ramionach. Cieszyła się, że tak ładnie i lekko się ubrała. Zrobiła to chyba z jakiegoś powodu, żeby kogoś odzyskać, ale teraz już nic pamiętała, kto to mógł być. Istniało tylko to, co działo się teraz.