Выбрать главу

– Uczynię, co w mojej mocy – szepnął. – Zaczekajcie jeszcze trochę.

Marco i Móri wciąż dyskutowali.

– Nie ma żadnego sensu pytać tych niewolników o radę – oświadczył Marco. – Im wszystkim, używając współczesnego określenia, wyprano mózgi. Pytaniem pozostaje jedno: w jaki sposób on do nich wszystkich dotarł?

Akurat w tej chwili wylądowała gondola, wysiedli z niej Goram, Lilja i Berengaria.

– Prędko wam poszło – zauważył Móri.

– Bo to był błyskawiczny wypad – wyjaśnił Goram. – Znaleźliśmy jeszcze trzy podobne osady, to wszystko.

– Dobrze, a gdzie tamci?

– Wysadziłem Elenę przy wejściu do Królestwa Światła. Za nic nie chciała puścić ręki Indry, Jaskari został z nimi jako lekarz, bo Elena nie mogła odzyskać równowagi. Posiłki są już w drodze. Rok wysłał niemal cały korpus Strażników.

– Ojoj! – zdumiał się Ram. – No cóż, może będą potrzebni, nie wiem. W każdym razie cieszę się, że Indra jest w bezpiecznym miejscu.

Goram uśmiechnął się lekko.

– Ona nie jest tym szczególnie zachwycona. Wolałaby być tutaj.

– O tym wiem – roześmiał się Ram z czułością. – Ale trudno przewidzieć, co się teraz zdarzy.

Goram, szlachetny i cnotliwy rycerz, spytał:

– A co poczniemy z Lilja i Berengarią? Ich nie zdołałem się pozbyć.

– Niech siedzą w gondoli, jakiekolwiek inne rozwiązanie jest nie do przyjęcia. No, są dodatkowe oddziały.

Rój gondoli wylądował na trawie wokół jeziorka i na drodze. Dolg bardzo pilnował, by nikt nie zbliżał się do kwiatów. Dziewczęta bezlitośnie wepchnięto z powrotem do pojazdu, chociaż bardzo się opierały.

Marco spytał Gorama:

– Zdążyłeś się przypatrzeć temu ciemnemu lasowi tutaj?

Odpowiedział mu jakiś inny Strażnik:

– Przelatywaliśmy nad nim. To nieopisana plątanina i gąszcz koron drzew, a pod nimi wydaje się panować kompletna ciemność. To straszne – dodał, wzdrygając się mocno.

– Czy to jest duży obszar?

– Duży. Mniej więcej pięćset arów.

– A więc to jest dopiero skraj?

– Oczywiście, ten teren rozciąga się aż do ciemnej doliny za pasmem gór.

Sięga do krainy gumowych stworów! Popatrzyli na siebie, nic nie mówiąc.

– To wyjaśnia, w jaki sposób on zdołał ich dopaść – powiedział Móri. – Tamte okolice są dostatecznie ciemne, by się poruszać niepostrzeżenie.

– Owszem – przyznał Marco. – Ale w jaki sposób zdobył kontrolę nad innymi? Goramie, jak daleko leżą te trzy inne osady, które widzieliście?

– Wcale nie tak daleko. Bardziej w stronę Gór Czarnych, choć one tu na południu tak daleko nie sięgają. Ale leżą mniej więcej na tej samej szerokości, jeśli rozumiesz, o czym mówię.

Marco kiwnął głową.

– Czy możemy założyć, że najpierw zdobył władzę nad tymi gumowymi stworami, a potem nakazał im zaatakować okoliczne osady i sprowadzić ich mężczyzn tutaj?

– Nie tylko mężczyzn – cicho powiedział Dolg.

– To bardzo prawdopodobna teoria – przyznał Móri. – No cóż, czy plan ataku jest już przygotowany? Macie ze sobą narzędzia, chłopcy?

Strażnicy byli gotowi. Wznosili już wysokie rusztowanie dla Świętego Słońca. Inni trzymali w rękach piły.

– Pięćset arów to dużo do ścięcia – zauważył Móri niepewnie.

– Oni tylko trochę przerzedzą ten las – wyjaśnił Ram.

– Ale w jaki sposób zdołają rozdzielić splątane korony drzew?

– I co się stanie, jeśli on zacznie się bronić? Wydaje mi się, że powinieneś działać bardzo ostrożnie, Ramie – przestrzegł go Marco.

– Wiem o tym, wydałem rozkaz, by wycofali się, gdy tylko natrafią na jakiś opór.

– To dobrze. Czy światło tego Słońca dotrze aż do owej ciemnej krainy? Do terenów gumowych stworów z kulistymi oczami?

– Owszem, obejmie również tę część. Marco rzekł z wahaniem:

– Zamierzaliśmy wejść we trzech do lasu, Móri, Dolg i ja, sądzę jednak, że nie możemy się zmierzyć z tak prastarą siłą natury, jaką jest Ciemność sama w sobie.

Ale nagle Rok, który również brał udział w akcji, zawołał:

– Straciliśmy pięciu ludzi!

– Co to znaczy „straciliśmy”?

– Nie ma ich, zniknęli! Oznaczali drzewa, które należałoby powalić, i teraz po prostu już ich nie ma!

Ram wymruczał przez zęby jakieś przekleństwo. Przez krótką chwilę stali bezradni. Gdy ujrzeli, jak kolejny Strażnik kieruje się do wnętrza lasu, Ram zawołał:

– Zatrzymajcie go!

Odezwał się Marco:

– Pamiętajcie, żadnemu z was nie wolno patrzeć w stronę lasu, odwróćcie się, nie ścinajcie żadnych drzew! Pracować mogą jedynie ci, którzy stawiają rusztowanie dla Świętego Słońca, ale muszą działać szybko!

Ram wraz z trzema magami pobiegł ku człowiekowi zagłębiającemu się między drzewa. Dwóch Strażników zdołało go przewrócić, walczył zaciekle, chcąc się uwolnić.

– Taka piękna! – jęknął. – I pragnie mnie, muszę…

– Ona? – zdumiał się Ram, podczas gdy inni pomagali mężczyźnie stanąć na nogi. – Czyżby było ich dwoje?

– Nie, to ta sama istota – odparł Marco. – Ciemność jest androgyniczna, dwupłciowa. Ależ puść to drzewo, człowieku, próbujemy cię uratować!

Nieszczęsny z całych sił uchwycił się pnia.

– Muszę tam iść, muszę!

Odczepili go wreszcie i odciągnęli. Marco nakazał Ramowi, Rokowi i wszystkim pozostałym Strażnikom trzymać się z daleka od drzew. Do lasu miała wejść trójka czarnoksiężników, innego wyjścia już nie było. Należało też przyspieszyć prace przy budowie rusztowania dla Słońca. Jeśli inaczej się nie da, część robót można wykonać prowizorycznie.

Dolg wahał się.

– A te kwiaty…

Nagle Marco się zatrzymał.

– Móri, wiem, że będzie ci teraz przykro, lecz sądzę, że ty również powinieneś trzymać się z dala.

Twarz czarnoksiężnika pozostawała nieprzenikniona.

– Oczywiście, posłucham cię, Marco, ale muszę spytać, dlaczego.

– O, tak, to zrozumiałe. Dlatego, że możesz ulec wpływom tej istoty, co nie grozi ani mnie, ani Dolgowi.

– Rozumiem. No cóż, użyję swoich galdrów, stojąc na zewnątrz. Uważajcie na siebie!

Obiecali, że będą ostrożni. Marco i Dolg ruszyli więc naprzód sami, a Móri podjął się, że przypilnuje, by nikt z obecnych nawet nie zerknął w stronę lasu.

Marco i Dolg nie zdążyli posunąć się zbyt daleko, gdy znaleźli dwóch Strażników leżących na ziemi. Ciała obydwu dziwnie poczerniały.

– Nie dotykaj ich! – przestrzegł Marco. – Zajmiemy się nimi później.

Dolg popatrzył na nich uważnie, lecz usłuchał. Powiedział tylko:

– Ale, Marco, byliśmy tu przecież po to, by ratować Elenę, i nie widzieliśmy nawet cienia tego ducha, który włada okolicą.

– Wiem o tym. On trzyma się teraz z daleka, może zaczaił się w jakiejś jamie. Spójrz, jeszcze dwaj Strażnicy, to wygląda naprawdę nieprzyjemnie.

– Ale on chyba ich potrzebuje?

– Tak, dlatego myślę, że nie są martwi. Podejrzewam, że powstaną w takiej samej formie egzystencji jak ci czarni mężczyźni, którzy zjawili się nocą w tamtej chacie.

– Zatrzymaj się – szepnął Marco. – To on.

Właściwie widzieli „ją”, lecz nie dali się omamić. Istota starała się właśnie uwieść kolejnego ze Strażników. Marco głośno krzyknął, Dusza Ciemności odwróciła się, a Strażnik bez życia padł na ziemię. Jego ciało z wolna zaczęło ciemnieć, aż przybrało szaroczarną barwę.

Dolg usłyszał, jak Marco głęboko i przeciągle wzdycha, on sam wpatrywał się niby zauroczony w najpiękniejszą kobietę, jaką kiedykolwiek miał okazję spotkać. Miała długie czarne włosy, które niemal się za nią ciągnęły, ubrana była w czarne przezroczyste szaty, miała całkowicie czarną skórę i przecudną twarz.