Unni nie chciała wydać się zbyt cnotliwa, ale nie lubiła mocnego alkoholu. Zamiast tego więc wypiła łyk z kieliszka Antonia. Rozkaszlała się przy tym, krzywiąc się okropnie, kiedy poczuła, jak alkohol pali ją w przełyku. Jordi wypił resztkę koniaku pozostałą w butelce.
Teraz nareszcie Unni miała nieco czasu na to, żeby przyjrzeć się niezwykłemu spokojowi, jaki ich otaczał. Okolica była wprost nieznośnie piękna, a pora roku na tyle jeszcze wczesna, że wszystko miało barwę szaro – fioletową, nigdzie nie było widać zieleni. Widok jednak tak zachwycał, że aż w piersi jej się ścisnęło. Ciszę przerywał jedynie pełen skargi pisk siewki, poza tym dochodził do nich tylko przytłumiony szum odległych strumieni i wodospadów.
To wieczność, pomyślała z uśmiechem.
Zrobiła gest wskazujący na to, że chce usunąć ze skalnej półki białe brzozowe gałązki.
– Nie, niech leżą – powiedział Jordi z uśmiechem. – Zbieracze moroszek będą się mieli nad czym zastanawiać.
– Tu chyba nikt nie przychodzi? – spytał przerażony Antonio. – Starałem się wybrać najbardziej odludne miejsce z możliwych. Takie, gdzie nie ma żadnych ścieżek, otoczone dość trudnymi do przebycia zaroślami…
– Możesz być spokojny – powiedział Jordi. – Tu nikt nie przyjdzie.
Urraca znów była z nimi, a oni w ogóle nie zwrócili uwagi na jej przybycie. Dotknęła dłonią skały.
– Od teraz to miejsce będzie święte – oznajmiła. – Nie ma tu już żadnego zła. Każdy, kto tu przyjdzie, znajdzie wytchnienie od męczących myśli i zaczerpnie sil dla udręczonego ciała.
Wreszcie przybyli też rycerze. Zsiedli ze swych koni i serdecznie powitali Urracę. Potem padli na kolana, zsunęli kaptury z głów i pochylili się w pokłonie przed szlachetnie urodzonymi młodymi ludźmi.
– Principe heredero don Federico de Galicia – poprosiła Urraca. – Przedstaw wybranym swoich przyjaciół z późniejszych czasów.
Principe heredero? A więc pochodził z książęcego rodu, tak jak przypuszczali. Był następcą tronu w kraju, który już za jego czasów został włączony do większego królestwa, przez co don Federico utracił swe królewskie prawa.
Rycerz przedstawił najpierw Unni, która, jak wyjaśnił, posiada wyjątkowe zdolności, umożliwiające jej zaglądanie w przeszłość, w to, co wydarzyło się ponad pięćset lat temu.
Potem don Federico opowiedział o Jordim, również bardzo niezwykłej osobie. Został wybrany przez rycerzy i służył im wielką pomocą.
Urraca łaskawie skinęła wtedy głową.
Na koniec don Federico przedstawił Antonia, człowieka znającego się na leczeniu i właśnie dlatego wybranego do tego szczególnego zadania.
– Które z całą pewnością by mi się nie powiodło, gdyby Jordi i Unni nie przybyli na czas – stwierdził Antonio szczerze.
– Na pewno by ci się udało, już ja bym się o to zatroszczyła – odparła Urraca. – Ale prawdopodobnie byłbyś jeszcze bardziej poturbowany.
Rzeczywiście, Antonio wyglądał okropnie. Miał spuchniętą górną wargę, podbite oko, przemoczone, podarte ubranie, a na jednej nodze nie mógł teraz nawet stanąć.
Don Federico uzupełnił jeszcze, że wszyscy troje są potomkami rycerzy. Unni – don Sebastiana de Vasconia, a Jordi i Antonio – don Ramira de Navarro.
– Wszyscy więc są szlachetnego rodu – oświadczyła Urraca.
Nikt z tej trójki nie próbował zaprzeczać. Zbyt kłopotliwe byłoby wyjaśnianie smutnych losów szlachetnych rodów.
I wreszcie przedstawiono im parę nastolatków.
Dziewczyna, która miała perełki we włosach i haftowaną nimi suknię, okazała się „infanta dona Elvira de Asturias”, chłopiec zaś „infante don Rodriguez de Cantabria”.
Infanci, dzieci królewskiego rodu, a innymi słowy, książę i księżniczka bardzo wysokiego urodzenia. Najprawdopodobniej dzieci zdetronizowanych władców Asturii i Kantabrii, a więc z wymarłych rodów dwóch rycerzy.
Trójka współczesnych pozdrowiła królewskie dzieci z należną im czcią. Za ich czasów bowiem przyjście na świat w rodzie króla miało doprawdy wielkie znaczenie.
Kiedy już dopełniono wszystkich uprzejmości, Unni spytała:
– Ale co właściwie wydarzyło się owego czasu? Wiem, że rycerzom nie wolno o tym mówić, ale chyba my możemy zgadywać?
Urraca i rycerze popatrzyli na siebie, a w końcu czarownica odparła:
– Owszem, zgadywać możecie, lecz nie jest wcale pewne, że odpowiemy.
– Dobrze – powiedział Jordi. – Nie będziemy się więc w to mieszać, bo jeszcze coś zepsujemy.
„Zgadujcie!” – krzyknął w myślach don Galindo. Czyżby więc byli ciekawi, ile wiedzą współcześni? Unni popatrzyła na przyjaciół.
– Kto zaczyna?
– Ty zacznij – zachęcił ją Antonio. Jordi sprawiał wrażenie, jakby czuł się nieswojo.
– Tak więc doszliśmy do wniosku, że coś się stało w roku tysiąc czterysta osiemdziesiątym pierwszym…
Rycerze pokiwali głowami.
– Wówczas to Izabela i Ferdynand, jak ich tutaj nazywamy, połączyli swoje królestwa w jedno. Tomas de Torquemada jako przyszły wielki inkwizytor rozpoczął polowanie na heretyków. To zresztą Izabela rozpoczęła hiszpańską inkwizycję, była fanatyczna w swej wierze, a Torquerhada okazał się doskonałym narzędziem – mówiła Unni dość niepewnie.
„Ach, tak? A więc słyszeliście o nim” – powiedział don Federico.
Antonio odparł cierpko:
– O jego nazwisku historia najchętniej by zapomniała. A historia Kościoła najchętniej zapomniałaby o całej inkwizycji.
– Ale on chyba nie miał żadnego związku z waszą sprawą? – spytała Unni. – Przynajmniej bezpośredniego. On po prostu wysłał swoich katów, tych trzynastu mnichów.
„Mów dalej” – pospieszył ją don Ramiro bez wyrazu. Antonio drgnął nagle.
– Chwileczkę, przecież ja was słyszę. Słyszę was w swojej głowie i Jordi nie musi mi niczego tłumaczyć.
– Ja także! – wykrzyknęła Unni zaskoczona. Urraca uśmiechnęła się lekko.
– Czy to takie dziwne? Przecież Antonio po wypiciu tej nalewki zyskał zdolność widzenia i słyszenia.
– A ty, Unni, też posmakowałaś szarozielonej zawiesiny – przypomniał dziewczynie Jordi.
– No tak, rzeczywiście – odparła zaskoczona rezultatem.
Nastąpiła chwila przerwy. Rycerze się uśmiechali. Nawet na twarzach milczących infantów odmalował się lekki uśmiech.
Słońce zaczynało zbliżać się do szczytów gór na zachodzie. Długi, bardzo długi dzień powoli się kończył. Jordi powiedział niepewnie:
– Wysnuta przez nas teoria mówi, że wy w pięciu północnych prowincjach potajemnie sprzysięgliście się przeciwko władzy Ferdynanda i Izabeli. Oboje oni byli ludźmi żądnymi władzy i by ją zyskać, nie wzdragali się przed niczym. Choć nie wolno nam zapominać, że uczynili również dla Hiszpanii wiele dobrego. Ale wam nie podobało się zjednoczenie, wszyscy pochodziliście ze starych, dumnych królestw. Pragnęliście zjednoczyć tych pięć krain i doprowadzić do ich odrodzenia pod jednym tronem. Czy tak właśnie było?
„Na to nie odpowiemy – stwierdził don Garcfa. – Ale mów dalej”.
– Dobrze – powiedział Jordi, który wreszcie jakoś się rozpędził. – Wybraliście więc tę parę królewskich dzieci, z dwóch środkowych prowincji, Asturii i Kantabrii. Asturia była kiedyś przecież olbrzymim królestwem, które starto z mapy, nadając jej nazwę Leon. Kastylia i Leon. Ale zakładam, że nie myśleliście wówczas o wielkiej starej Asturii, lecz o tym, co obecnie jest prowincją Asturia. Plany zapewne polegały na tym, że infanci mieli zostać sobie poślubieni jako król i królowa nowych – dawnych królestw, które miały uzyskać w dużym stopniu samodzielność, prawda?
Dofta Elvira i don Rodriguez pochylili głowy. Nie protestowali. W ten sposób potwierdzili, że Jordi i jego przyjaciele odgadli prawdę, chociaż rycerze nie wypowiedzieli ani słowa.