Выбрать главу

– Tak sądzisz? – spytała Gudrun z niedowierzaniem. Sama również miała komputer, ale nigdy nie podłączała się do Internetu. Uważała, że on zalicza się do zbyt zaawansowanej techniki.

Znaleźli z Jørnem wspólny język, ale też i Gudrun potrafiła porozumieć się z większością ludzi.

– Spiszcie wszystko, czego chcecie się dowiedzieć, a ja to ściągnę na mój pecet – powiedział Jørn, elegancko biorąc kolejny zakręt krętej drogi. – To jest naprawdę super komputer. Ale ciekawe, gdzie oni teraz są?

Gudrun znów zadzwoniła do Jordiego. Tak, zaczęli już schodzić w dół z Kjølen, musieli jednak często robić przerwy. Prowizoryczna kula podziękowała już za współpracę, a tu nie rosły drzewa, z których dałoby się zrobić nową. Ale na zmianę podpierali Antonia. Ścieżka była tu tak wąska, że poruszanie się nią trzech osób jedna obok drugiej w ogóle nie wchodziło w grę. I tak osoba, która pomagała mu iść, musiała przedzierać się przez jałowce i krzaczki wierzbiny. Rana Antonia wyglądała naprawdę nieprzyjemnie, musieli nawet rozciąć nogawkę spodni, bo kolano tak bardzo spuchło.

– Schodźcie spokojnie! – powiedziała Gudrun. – Mijamy właśnie Nes w Adal, macie więc dużo czasu.

Jordi poprosił ich jeszcze o kupienie czegoś do jedzenia, Antonio nie przypuszczał bowiem, że jego wyprawa w góry zajmie aż tyle czasu, i od dawna już nie miał nic w ustach. A Jordi i Unni również zjedli już swój prowiant.

– Nie ma z tym żadnego problemu – powiedziała Gudrun spokojnie. – Wzięłam jedzenie z domu.

W dalszej drodze znów gawędzili z Jørnem. Gudrun przyznała, że bardzo nie podoba jej się brak pewności siebie Unni. Ta niemożność znalezienia pracy naprawdę ją dobiła.

– Nic dziwnego, że nigdzie nie chcą jej przyjąć – stwierdził Jørn. – Kiedy ma się taką opinię…

– Jaką opinię?

– Nie słyszałaś o tym? Ona podobno kradnie w sklepach!

– Unni? – wykrzyknęła Gudrun. – Ani trochę w to nie wierzę!

– Ja też nie, ale tak się o niej mówi. Gudrun przez chwilę siedziała w milczeniu.

– Od jak dawna krążą te plotki? – spytała w końcu. Jørn wzruszył ramionami.

– Od kilku miesięcy.

– Aha – powiedziała Gudrun znaczącym tonem. – Tylko pamiętaj, nie wspominaj o tym Unni. To by ją kompletnie załamało.

Jørn obiecał, że zachowa milczenie. Nigdy nie wierzył w tę plotkę.

Vesla położyła się do łóżka. Oddychała głęboko i spokojnie.

On jest ocalony, pomyślała. Ale również dzisiejszej nocy nie wróci do domu. To już trzecia noc, jak go nie ma.

Znaki rycerzy były na swoich miejscach.

Pomyślała o pierwszej nocy, kiedy to udzielił jej instrukcji przez telefon, a ona ich usłuchała. Czy powinna teraz odważyć się zrobić to ponownie?

W ciemności uśmiechnęła się do siebie. Jej myśli krążyły gdzieś daleko.

Antonio to naprawdę dobry kochanek. Czuły, troskliwy i namiętny. Twarz Vesli spoważniała. To ja nie dotrzymuję miary.

Nic nie wiedziała o całym cieple i oddaniu, jakim go obdarza. Antoniowi wydawało się, iż zanurzył się w czymś tak cudownym, że nie potrafił tego opisać słowami. Veslę przepełniało tylko poczucie winy, ponieważ nie mogła spełnić jego marzenia o tym, żeby i jej dać jak największą rozkosz.

Nie do końca świadoma tego, co robi, otworzyła pojemniczek ze swoim drogim kremem do twarzy i użyła go w miejscu, które przeraziłoby eleganckie damy w perfumerii. A może jednak nie? Może Vesla nie była jedyną osobą, która bezcześciła ów krem w taki sposób?

Wciąż czuła się trochę obolała po dość brutalnym zabiegu sprzed dwóch dni. Nie na tyle jednak, by nie spróbować jeszcze raz. Chciała być bardziej przygotowana na przyjazd Antonia, jakby bardziej zaawansowana w tych próbach.

Zaśmiała się cicho. Biedny Antonio, na pewno przez to kolano nie będzie w stanie się z nią teraz kochać. Cóż, zaczekają Zdąży jeszcze trochę poćwiczyć, może do czegoś dojdzie? Poprzednim razem nie poczuła nic znaczącego, jedynie jakby tępy ból, doprawdy, nie ma się czym chwalić!

Zauważyła, że teraz szybciej osiągnęła podobny stan. Ale czy to można nazwać szybko? Poddawała się brutalnemu traktowaniu przez naprawdę dość długą chwilę, lecz rzeczywiście nie dało się to porównać z tym, co odczuwała poprzednio. Za każdym razem, gdy przestawała, czekała na to zniecierpliwione mrowienie: „nie przestawaj, rób tak dalej”.

A potem… długo to trwało, lecz w końcu poczuła coś innego. Pośród bólu pojawiło się nowe doznanie.

Dawało nadzieję, że po dłuższych zabiegach nastąpi coś więcej.

Vesla wzięła głęboki oddech. Może, może…?

Ale teraz zabrakło jej odwagi. Postanowiła zaczekać na Antonia.

Długo leżała, czując, jak ciało oczekuje na dalszy ciąg. W mniej więcej minutowych odstępach pojawiały się przypomnienia.

W końcu Vesla wstała i poszła pod prysznic, w środku nocy. Niech sobie Morten i Pedro myślą, co chcą, zresztą na pewno i tak spali. Kładła się z powrotem do łóżka w nastroju uroczystego uniesienia. Dłonie wciąż jeszcze jej drżały na wspomnienie tego nowego, co jakby zostało jej obiecane.

Kiedy tylko wróci Antonio… W pełni mu ufała.

Oby tylko kolano szybko mu się wygoiło!

A potem… potem być może uraduje i jego, i siebie. Miała na to szczerą nadzieję.

Wcześniej tego samego wieczoru

Na razie Emma, Alonzo i ich pomagierzy nie musieli jeszcze wyjeżdżać do Hiszpanii.

Emma miała z mnichami lepszy kontakt niż Leon. Może dlatego, że była atrakcyjną kobietą?

Mnisi zwrócili się do niej przed kilkoma dniami i ujawnili oszustwo przeciwników. Ciężko sapiąc ze złości, zapewnili, że bracia Vargasowie, podobnie jak wszyscy inni, wciąż znajdowali się w Norwegii.

A teraz mnisi znów się pojawili. Przybyli do sypialni Emmy, zresztą chętnie ją tu odwiedzali. Na ogół wówczas, kiedy akurat miała kłaść się spać.

Alonzo wyskoczył po papierosy, zaś Kenny, Tommy i Roger mieszkali gdzie indziej. Wszystkich trzech wypuszczono już z aresztu.

Ach, gdyby ci mnisi byli choć trochę mniej nieapetyczni, pomyślała Emma, kryjąc grymas. To mogłoby być cholernie zabawnie, uwieść ośmiu mnichów jednocześnie, w dodatku mnichów reprezentujących ascetyczną inkwizycję!

Ascetyczna? Przecież oni są seksualnie niedożywieni i sfrustrowani, i aż radość sprawia patrzenie, jak wiją się w podnieceniu!

– Nasi wrogowie się rozproszyli! – syknął jeden z nich, a Emma aż się cofnęła, bo jego oddech cuchnął ziemią i zgnilizną.

– Nie mów tylko, że mamy się włóczyć po całej Norwegii!

Wyraz złości pojawił się na odpychającej twarzy, tak kościstej i fanatycznej, z zapadniętymi, a mimo to jarzącymi się oczami.

– Zrobicie to, co wam nakażemy!

– A co to ma niby być?

– Te łotry nas upokorzyły. Nas! Żądamy zemsty! Ty, niewierna dziewczyno bez znaczenia, będziesz kontynuowała to, co już zaczęłaś, potajemnie, ukradkiem. Wiesz, jak to zrobić.

Na usta Emmy wypłynął pełen zadowolenia uśmieszek.

– To moja specjalność. Powolna zemsta, która sprawi więcej bólu niż co innego. Coś, przed czym nie można się obronić.

– Wiemy, wiemy. Jesteś rzeczywiście specjalistką w tej dziedzinie. A początek był zaledwie przygrywką, ot, tyle, żebyś mogła się wprawić. Teraz trzeba się do rzeczy zabrać poważnie.

– Już się cieszę – powiedziała Emma. Mówiła przy tym prawdę. – Kim mam się zająć? Kto to będzie?

– Poinformujemy cię. Twoi przyjaciele otrzymają inne zadanie, my zaś zajmiemy się tymi, których nienawidzimy najbardziej.

To znaczy braćmi Vargasami? Jeśli o mnie chodzi, to dobrze, pomyślała Emma. Zniszczcie Unni i Veslę, odbierzcie im tych adoratorów, dobrze im tak!