18
Było wczesne sobotnie popołudnie i rodzice Unni przygotowywali się do wyjścia po zakupy.
Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi, popatrzyli na siebie. Kto to mógł przyjść o tej porze? Mieli nadzieję, że nie zapowiada się długa wizyta.
Na zewnątrz stała niezwykle piękna młoda dama. Uśmiechała się czarująco.
– Dzień dobry. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Jestem Emma, jedna z koleżanek Unni. Czy zastałam ją w domu?
Zaprosili dziewczynę do środka. Nie, Unni już tu nie mieszka, wyprowadziła się i zamieszkała z kilkorgiem przyjaciół.
Jakby Emma o tym nie wiedziała!
– Naprawdę? Nie miałam o tym pojęcia, wyjechałam na dość długi czas.
Rodzice Unni byli kulturalnymi ludźmi i poprosili, żeby usiadła. Spytali, czy nie miałaby ochoty na filiżankę kawy.
Owszem, Emma nie odmówiła. Rodzice Unni westchnęli w duchu.
Emma usiadła na kanapie, a długie, szczupłe nogi z gracją ustawiła lekkim ukosem, jedną przy drugiej. Wysokie obcasy pięknie podkreślały szczupłe kostki. Matka Unni z pewnymi oporami wyszła do kuchni przygotować tacę z kawą.
Gość z proszącym wyrazem czarujących oczu zwrócił się do pana domu:
– Tak dziś gorąco, czy mogłabym dostać szklankę wody?
Odwieczny chwyt oszustów i włóczęgów okradających starych, samotnych ludzi. Ojciec Unni nie miał jednak żadnego powodu, żeby podejrzewać jedną z bliskich koleżanek córki, która w dodatku sprawiała wrażenie inteligentnej, kulturalnej i dobrze wychowanej. Zaraz wyszedł po wodę.
– Słyszałaś o niej wcześniej? – spytał żonę.
– Zetknęłam się kiedyś z jej imieniem, ale w jakich okolicznościach…?
Matka Unni postanowiła nie wspominać, że gdy tylko próbowała przypomnieć sobie coś na temat dziewczyny, ogarniało ją jakieś nieprzyjemne uczucie.
Emma podziękowała za wodę. Zaraz też wróciła matka Unni z kawą.
– Wpadłam właściwie po to, żeby się dowiedzieć, czy Unni nie miałaby ochoty przyjść na małe przyjęcie, które wydaję za tydzień – oznajmiła Emma, starannie modulując głos. – Gdzie ona teraz mieszka?
Unni zakazała rodzicom zdradzać komukolwiek jej adres. Tyle było tajemnic wokół córki w ostatnim czasie, tłumaczyła im tylko, że właśnie rozwiązują niezwykle zajmującą zagadkę i że już wkrótce opowie im wszystko. Rodzice orientowali się mniej więcej, o co chodzi, podobno o jakieś rodowe przekleństwo, które angażowało wszystkich jej przyjaciół, wiedzieli też, że młodzi wiele muszą podróżować, lecz, jak twierdzą, nad wszystkim mają kontrolę.
To akurat było okropne kłamstwo, lecz o tym państwo Karlsrudowie nie wiedzieli. W ogóle uważali, że sprawa rodowego przekleństwa wygląda dość nierealnie, lecz kiedy Unni wyjaśniła, że chodzi o spadek, o pieniądze, jakoś to przełknęli.
Musieli to zaakceptować, nawet jeśli Unni trochę mijała się z prawdą. No, ale ta Emma? Jaki ona ma z tym związek? Słyszeli już wcześniej jej imię, lecz nie wiązali go z grupą, z którą ostatnio trzymała się Unni i z którą podróżowała.
– Wydaje mi się, że akurat w tej chwili jest w Hiszpanii – odparł ojciec Unni wymijająco. – Muszę przyznać, że niestety nie wiemy, czy ma jakiś stały adres. Ale często do nas dzwoni, możemy więc jej powiedzieć o twoim miłym zaproszeniu. Kiedy i gdzie odbędzie się to przyjęcie?
– Jeszcze nic nie ustaliłam – odparła Emma swobodnie. – Czy mogliby państwo po prostu poprosić ją, żeby do mnie zatelefonowała?
– Oczywiście.
Po tych słowach Emma zaczęła sprawiać wrażenie, jakby nagle musiała się spieszyć. Podziękowała za bułeczkę i szybko wypiła kawę.
– Proszę serdecznie pozdrowić ode mnie Unni. Ogromnie się za nią stęskniłam.
Kiedy wyszła, rodzice Unni kontynuowali swoje przygotowania do wyjścia. W milczeniu. Emma? Unni mówiła kiedyś o tej dziewczynie, nie okazując przy tym przesadnie wielkiej radości.
– Już wiem! – westchnęła w końcu matka. – To ona dostała tę pracę w stacji radiowo – telewizyjnej, którą Unni właściwie już obiecano.
– Nic więc dziwnego, że Unni jej nie kocha – stwierdził ojciec.
– Dobrze, że nic jej nie powiedzieliśmy.
Bo przecież oni znali nowy adres Unni, wiedzieli, że mieszka w willi położonej całkiem niedaleko od nich.
– Szkoda, że Unni jest taka tajemnicza – westchnął ojciec.
– Owszem, ale wydaje się teraz naprawdę szczęśliwa. Ma też chyba jakiegoś chłopaka, to bardzo dobrze.
– Tak, tego sympatycznego medyka.
– Nie, twierdzi, że to jego brat. Jeszcze nie mieliśmy okazji go poznać.
– Jeśli jest taki jak ten student medycyny, to znaczy, że jest w porządku. Ty zamkniesz drzwi na klucz?
Wyszli z domu wciąż trochę zaniepokojeni o Unni pomimo jej zapewnień, że wszystko układa się jak najlepiej.
W willi panowała niepewność. Lęk o tych, którzy znaleźli się nie wiadomo gdzie. Tak bardzo pragnęli móc coś dla nich zrobić, zamiast tego jednak musieli tkwić w bezruchu.
– Gudrun źle zrobiła, nie zabierając mnie ze sobą – złościł się Morten.
– Myślisz, że Pedro i ja uważamy inaczej? My też chcielibyśmy być przy nich. Nie pojmuję, dlaczego pojechała tylko Gudrun i w dodatku zabrała ze sobą Jørna, kogoś, kto tak naprawdę stoi całkiem z boku.
Pedro pokiwał głową. Również on oburzał się, że został pominięty. Gudrun zostawiła mu na stoliku liścik, że nie chce ich budzić, bo potrzebują snu. Antonio zaś nie zgodził się na ciągnięcie Vesli w niebezpieczne góry.
– Wiem, że nie jestem dobrym kierowcą – narzekał Morten. – Ale mogłem chociaż z nimi pojechać. To paskudne z ich strony!
Pedro utrzymywał stały kontakt ze swymi kolegami z pracy w Hiszpanii. Właściwie był już na rencie z powodu swojej choroby, z której co prawda ozdrowiał, ale oni o tym nie wiedzieli. Często jednak korzystano z jego pomocy, głównie przez telefon i podczas rozmów, które odbywały się przy wystawnych obiadach w Madrycie, był bowiem bardzo szanowanym człowiekiem, mającym duże doświadczenie. Ostatnio zaczęli się ostrożnie dopytywać, czy przypadkiem wkrótce nie wybiera się już do kraju, bo praca się gromadzi, a oni potrzebują jego rady i umiejętności.
Tego dnia siedzieli akurat przy stole, wszyscy troje, Vesla, Morten i Pedro, kiedy znów zatelefonowano z Hiszpanii.
Tym razem ton rozmowy był inny, bardzo suchy, właściwie niezrozumiały. Uprzejmy, lecz z dystansem.
Pedro został wezwany do kraju. Otrzymano bowiem dziś rano list i telefon. Został w nich oskarżony o korupcję.
– O korupcję? Ja? – jęknął Pedro do słuchawki. – Ależ to niemożliwe!
– Podobno przedstawiono dowody – odpowiedział mu kolega. – Najlepiej będzie, jeśli jak najszybciej wrócisz do domu.
W tym samym momencie usłyszeli jakieś stuknięcie skrzynki pocztowej. Morten wyszedł sprawdzić, co przyszło.
– To do ciebie, Veslo.
– Do mnie? Kto wie, że tu mieszkam? – zdziwiła się dziewczyna.
Otworzyła kopertę, na której widniał znaczek, lecz bez stempla pocztowego. Najwyraźniej wrzucono ją po prostu bezpośrednio do skrzynki.
W liście było tylko jedno słowo:
„Morderczyni!”
Ani Morten, ani Pedro nie zrozumieli reakcji Vesli.
– Ach, nie, nie! – rozszlochała się dziewczyna. – Oni nie mogą o tym wiedzieć, tego nie wie nikt! To przecież nieprawda! Nikogo nie zabiłam!
Vesla najpierw wpatrywała się w obu mężczyzn wzrokiem szaleńca, a potem zaczęła krążyć po pokoju jak lew po klatce.
– Antonio! Antonio musi wrócić do domu! On wie, jak to wszystko się ze sobą łączy. Ja tego wcale nie zrobiłam celowo, on musi wrócić do domu! Nie mam już na to siły! Kto może być taki podły, żeby…
Pedro chwycił ją za ramiona i próbował przemówić jej do rozsądku, ale Vesla nie dawała się pocieszyć.