– Tak, milczenie to podstawowy warunek. Możecie mi zaufać – zapewnił. – A co znów teraz? Mają jakieś kłopoty z przodu?
– Och, nie, dość już kłopotów! – syknęła Unni przez zęby. – Chcę w końcu wrócić do domu!
Jordi wiedział, że zboczył z tamtej drogi, dostatecznie dobrze jednak znał przyrodę i rozumiał jej znaki, nauczył się tego podczas wypraw z dziadkiem. Jordi potrafił odczytywać wskazówki co do kierunku nieba, z drzew, krzewów i mrowisk i wiedział, że nie mogą jechać w zupełnie złą stronę. Gdy jednak przejeżdżali tędy poprzednio, wszystko spowijała mgła, trudno więc było teraz rozpoznać jakiekolwiek szczegóły.
Z ostatniego samochodu wysiadła Gudrun.
– Trzymasz dobry kurs, Jordi! – zawołała.
– Tak, mnie też się tak wydaje, ale musimy okrążyć te I bagna. A po jednej stronie są same tylko skały.
– Spróbujmy pojechać w drugą. Widziałam różne krzyżujące się ścieżki, nie możemy więc być zbyt daleko od cywilizacji.
Z powrotem wsiedli do samochodów.
Antonio zatelefonował do Vesli. Teraz, gdy znaleźli się już poza światem ułudy, połączenie było możliwe.
Dziewczyna zachowywała się histerycznie. Opowiedziała mu, co się stało, bezustannie powtarzając pytanie, kto mógł wysłać taki list. Antonio również był wstrząśnięty tym, co usłyszał, musiał kilkakrotnie głęboko odetchnąć.
– Veslo, wiesz przecież, że to nieprawda, nie jesteś J morderczynią – usiłował przemówić jej do rozsądku. – Ktoś po prostu chce cię wystraszyć. Postaraj się zapomnieć o tej całej sprawie!
Ale z tym nie było tak łatwo. Antonio próbował pocieszać ją jak umiał, obiecał też, że wszyscy wrócą do domu przed wieczorem.
– Co się stało? – spytał Jordi, gdy rozmowa brata z ukochaną dobiegła końca.
Antonio westchnął wzburzony.
– Ktoś jej przysłał makabryczny list.
– W którym nazwał ją morderczynią?
– Tak. Tyle w tym zła, tyle podłości!
Jordi nieco się wahał przed zadaniem następnego pytania.
– A są do tego jakiekolwiek podstawy?
– Oczywiście, że nie. Ale w jej najwcześniejszej młodości miało miejsce pewne nieszczęsne wydarzenie i od tego czasu nie dają jej spokoju wyrzuty sumienia. Jestem jedyną osobą, której się do tego przyznała.
– Rozumiem, i o nic więcej nie będę pytać. Ale musimy pomóc Vesli się z tego wydobyć. No, nareszcie dojeżdżamy do drogi. To w tym miejscu omamili nam wzrok. Teraz możemy jechać swobodnie.
Minęli Modum i Gudrun miała możliwość przynajmniej z daleka przyjrzeć się Blaafarveverket, czyli kopalni kobaltu. Natomiast wszystkie piękne przedmioty użytkowe i ozdobne, wykonane z niebieskiego szkła, mogła sobie jedynie wyobrazić.
Cóż, może innym razem…
Zadzwonił do niej Pedro.
– Słyszałem, że za mną tęsknisz – powiedział z radością, a Gudrun, szczerze mówiąc, aż się zarumieniła. – Ja też tęsknię za tobą, moja kochana, i chyba nie odzyskam spokoju, dopóki was tutaj nie zobaczę. Naprawdę bardzo się martwiliśmy. Muszę jednak wracać do domu, do Madrytu, i to jak najszybciej. Wzywają mnie, w dodatku z powodu, którego zupełnie nie mogę pojąć.
– Wyjeżdżasz? – powiedziała rozczarowana Gudrun.
– Tak. Chciałbym, żebyś mogła wybrać się razem ze mną, ale to nie będzie nic przyjemnego. A bardzo bym chciał, żebyś była wesoła i szczęśliwa w mojej Hiszpanii.
– Ale nie wyjeżdżaj, dopóki nie wrócę. Muszę się z tobą pożegnać!
Wyczuła, że Pedro uśmiecha się ze smutkiem.
– Będę czekał. I przecież wrócę, gdy tylko uporam się z tym bałaganem. Chciałbym, żebyśmy wtedy… Nie, nie, porozmawiamy o tym później. Na razie jest za dużo stresu.
Gudrun w zamyśleniu pokręciła głową. Czy ich problemy nigdy nie będą miały końca?
21
Nie, problemy najwyraźniej chyba nigdy się nie skończą.
Kiedy wreszcie wjechali na podwórze przed willą, zobaczyli, że zapanował tu niemal totalny chaos. Znak rycerzy widać było już z daleka, Vesia bowiem bardzo starannie umieściła go we wszystkich wyobrażalnych i niewyobrażalnych miejscach.
A to i tak na nic się nie zda, pomyślał Jordi. Mnisi nie potrzebują drzwi ani kominów, żeby przedostać się do środka, im wystarczy siła myśli.
Chociaż właściwie będą się wystrzegać wtargnięcia do tak oznakowanego domu. Antonio i Vesla mimo wszystko postąpili słusznie.
Zło jednak przeniknęło do wnętrza willi, choć nie przybrało fizycznej, konkretnej formy.
Powoli zaczynali sobie uświadamiać, w jaki sposób mnisi się na nich zemścili.
Wycieńczeni przekraczali próg, jedno po drugim. Czekało już na nich gotowe danie, najpierw jednak musiały nastąpić ucałowania i uściski. Jørna natychmiast odesłano do łazienki, zajęto się też Antoniem.
Pedro, zazwyczaj bardzo wstrzemięźliwy w okazywaniu uczuć, przeszedł samego siebie i tulił Gudrun co najmniej przez pół minuty, nie przejmując się w ogóle stanem jej ubrania, które zabrudziło się podczas podróży, a zawsze przecież był pod tym względem taki wymagający.
– Co ci się przytrafiło? – dopytywała się Gudrun. – Dlaczego musisz tak nagle wracać do Hiszpanii?
– Oskarżono mnie o coś, czego nie zrobiłem, lecz muszę przyznać, ogromnie mnie to uraziło. Ale o tym porozmawiamy później.
Jordi zadzwonił do jednego z kolegów Antonia, prosząc, by zajrzał do nich i wypowiedział się na temat poranionego kolana brata. Lekarz obiecał przybyć po pracy.
Oczywiście przez telefony komórkowe zdążyli już opowiedzieć sobie prawie o wszystkim, co wydarzyło się podczas niebezpiecznej wyprawy w góry i jakże trudnego powrotu do domu, więc ci, którzy pozostali na miejscu, wiedzieli już o tych przeżyciach i nie trzeba było opowiadać całej historii ponownie. Teraz chodziło o to, żeby wszyscy zdołali się jakoś uspokoić.
To jednak nie wydawało się takie proste.
Wszyscy widzieli, że Vesla płakała. Unni w głębi ducha zadawała sobie pytanie, czy powodem łez może być matka dziewczyny. Wiadomo było, że trudno o drugą taką osobę. Przez wszystkie lata bardzo zaniedbywała Veslę i stale tylko stawiała przed nią wymagania.
Pedro był blady i niespokojny, sprawiał też wrażenie, jakby usiłował stłumić w sobie gwałtowny gniew. Również Morten wyglądał na kompletnie wyprowadzonego z równowagi, a co jemu mogło dolegać, tego już Unni nie potrafiła wymyślić. Chłopak siedział na krześle, ogryzając paznokcie, i ledwie odpowiadał, gdy ktoś się do niego odezwał. Powracający do domu, którym wydawało się, że tylko oni będą opowiadać, musieli teraz zrewidować swoje nastawienie.
W czasie kiedy Jordi i Vesla zajmowali się Antoniem, ubranym w same tylko bokserki, Pedro zaczął mówić:
– Zdarzyło się tu u nas wiele nieprzyjemnych rzeczy i sądzę, że postąpimy najmądrzej, mówiąc o wszystkim otwarcie. Vesla otrzymała list, w którym nazywa się ją morderczynią. Mnie wezwano do Madrytu, ponieważ zostałem oskarżony o korupcję, a nowa przyjaciółka Mortena, Monika, zwierzyła się Vesli, że jakaś nieznajoma osoba przysiadła się do jej stolika w cukierni i zaczęła jej opowiadać o Mortenie. I to, co mówiła, nie było ani trochę przyjemne.
– Nie ma w tym ani słowa prawdy! – wykrzyknął Morten grubym głosem. – Nigdy nie próbowałem nikogo zgwałcić i nie jestem też impotentem! A teraz jeszcze straciłem Monikę!
– To się jakoś da załatwić – oświadczyła spokojnie Gudrun. – Bo dostrzegamy w tym pewien wzór, nieprawdaż?
– Ataki poniżej pasa, i to najohydniejszego rodzaju – uzupełnił Jordi.