Gloria pokręciła głową.
– Słodziutka, mogłabyś nawet mieć amputowaną głowę, a oni i tak próbowaliby cię wywalić z tego cennego łóżeczka, za które liczą sobie tyle, ile za apartament w Ritzu. Jeśli nie powiesz, gdzie jesteś ubezpieczona, to szpital stanie na głowie, żeby się ciebie pozbyć i nie dostać za bardzo po kieszeni.
– Biedni pacjenci to dla wszystkich wyższe koszta utrzymania – powiedziała Kay, zauważając, że odzywa się zarozumiałym tonem. – Łóżko się marnuje. W zwykłych okolicznościach pacjent taki jak Heather zostałby tu tylko na noc na obserwację ze względu na ranę głowy. Ale nie ma żadnych medycznych powodów, żeby ją tu dłużej trzymać. Trzeba załatwić tę sprawę.
– Nam wszystkim tyka zegar – oznajmiła Gloria. – Szpitalowi, mnie. Jedyną osobą, która się nie przejmuje rachunkami, jest teraz detektyw Kevin Infante. Powiedział mi dziś rano, że jeśli Heather nie stawi się przed sądem przysięgłych, to może trafić do aresztu z zarzutem ucieczki z miejsca wypadku. Najlepsze, co mogę osiągnąć, to starać się o areszt domowy.
Heather wzdrygnęła się na łóżku i od razu zwinęła się przy tym z bólu.
– Gdzie… Tylko nie więzienie, nie areszt, jak tam trafię, to na pewno umrę.
– Nie masz się czym przejmować – zapewniła Gloria. – Zwróciłam już policji uwagę, że ze względu na opinię publiczną zrobiliby katastrofalny błąd, gdyby zamknęli zaginioną siostrę Bethany.
– Ale ja nie chcę nagłaśniać tej sprawy, więc jak możesz wykorzystywać ten argument?
– Tylko ja to wiem i ty. – Rzut oka w bok, na Kay. – A teraz też ona. Kay, zaufam ci, że nie pójdziesz i tego nie rozpaplasz. Wyświadczyłam ci przysługę, przychodząc tutaj, więc przynajmniej tyle jesteś mi winna.
– Ja nigdy…
Gloria kontynuowała swój wykład, nie zwracając uwagi na to, co Kay ma jeszcze do powiedzenia. Wyniki badań psychiatrycznych Glorii Bustamante mogłyby być bardzo ciekawe.
– Okazało się, że chłopiec nie odniósł ciężkich obrażeń. Wszystko wyglądało okropnie i martwili się, że są uszkodzenia kręgosłupa, ale stan dziecka już się ustabilizował.
– Chłopiec? – spytała Heather, marszcząc brew.
– No, w tym aucie, które potrąciłaś.
– Ale ja widziałam dziewczynkę. W nausznikach z króliczego futerka…
– W samochodzie nie było żadnej dziewczynki – odparła Gloria. – Siedział tam chłopiec, który trafił na intensywną terapię.
Heather wyprostowała się, siedząc w łóżku.
– I ja nikogo nie potrąciłam. Kierowca terenówki walnął we mnie i potem zbyt gwałtownie zareagował. To nie była moja wina.
– Sprawę udałoby się szybko załatwić – oznajmiła sucho prawniczka – gdybyś nie uciekła z miejsca wypadku i nie zostawiła swojego uszkodzonego samochodu na poboczu. Ale zwalimy to na uraz głowy, spróbujemy obrony na Halle Berry.
– Kogo? – spytała Kay i dwie pozostałe kobiety spojrzały na nią jak na dziwaka.
Gloria przysiadła na skraju łóżka Heather.
– Policja ciągle naciska, że powinnaś podać nazwisko. Własne, nie to, na które zostało wydane prawo jazdy. Inaczej możesz trafić za kratki w związku z tym wypadkiem. Na razie zdołałam ich przekonać, że twój potencjał jako ważnego świadka przewyższa twoją rolę jako oskarżonej o spowodowanie wypadku drogowego, który zresztą tak naprawdę nie był niczyją winą. Ale oni zaczynają się niecierpliwić. Musimy im rzucić kilka faktów, żeby się uspokoili. Ile już czasu minęło, od kiedy ostatni raz byłaś Heather?
Kobieta zamknęła oczy. Skórę miała delikatną, a powieki tak cienkie, że zdawało się, iż nosi różowe, lekkie okulary przeciwsłoneczne.
– Heather zniknęła trzydzieści lat temu. Ostatni raz zmieniałam nazwisko szesnaście lat temu. Tą osobą byłam dłużej niż kimkolwiek innym.
– Penelope Jackson? – zapytała Kay. Pamiętała, że takie dane podał policjant z patrolu, gdy we wtorek wieczór przyjmowano Heather do szpitala.
– Nie – odparła ostro i gwałtownie otworzyła oczy. – Nie jestem Penelope Jackson. Nawet jej nie znam.
– To jak…
Gloria uniosła rękę, by powstrzymać pytanie Kay. Nie dało się przy tym nie zauważyć jej zniszczonych paznokci i zmatowiałych diamentowych pierścionków. Biżuteria musiała być już naprawdę bardzo brudna, skoro nawet Kay dostrzegła, że ozdobom brak połysku.
– Kay, ufam ci. I potrzebuję twojej pomocy. Ale musisz uszanować pewne granice. Jest kilka rzeczy, które na razie muszą pozostać tylko między mną i Heather. Jeśli… ech, zawsze to Jeśli”, ale zrozum, póki co ja sama tylko snuję domysły. Jeśli Heather uzyskała swoją obecną tożsamość w sposób niezgodny z prawem, wtedy będę się upierać, że jest uprawniona do chronienia tej informacji na mocy Piątej Poprawki: obywatel nie musi świadczyć przeciwko sobie. Ona stara się ocalić swoje życie, a ja usiłuję chronić jej prawa.
– Pięknie. Ale będzie mi ciężko jej pomóc, jeśli nie zdobędę dostatecznych informacji.
Gloria uśmiechnęła się, nie kupiła tego.
– Kay, nie potrzebuję drugiego szefa, tylko osoby, która zapewni Heather zakwaterowanie, póki to wszystko się nie wyprostuje. Przydałaby się też, choćby na krótką metę, opieka socjalna.
Kay nie pytała się już, dlaczego w takim razie Gloria sama nie pożyczy swojej klientce pieniędzy albo nie zabierze jej do siebie do domu. No, ale podobne rzeczy byłyby nie do pomyślenia dla prawniczki, ona i tak już łamała własne zasady, biorąc sprawę, która nie nęciła wielkimi zyskami.
– Wypadłaś z obiegu, Glorio. Nie ma już pomocy finansowej dla samotnych dorosłych w Marylandzie od… cholera, od wczesnych lat dziewięćdziesiątych. A żeby starać się o cokolwiek, musisz mieć papiery. Akt urodzenia, ubezpieczenie.
– A co z systemem pomocy ofiarom przestępstw? Nie ma jakiejś grupy wsparcia, do której moglibyśmy zaliczyć Heather?
– One specjalizują się we wsparciu psychologicznym, a nie finansowym.
– Właśnie na to liczy policja – oznajmiła Gloria. – Heather Bethany me ma dokąd pójść, oprócz więzienia. Aby temu zapobiec, musi wyjawić, gdzie mieszkała, co robiła. Ale Heather nie chce tego robić.
Pacjentka pokręciła głową.
– Na tym etapie życie, które sama sobie stworzyłam, jest wszystkim, co mam.
– Musisz zrozumieć, zachowanie anonimowości jest niemożliwe odezwała się Kay.
– Dlaczego? – Dziecinne pytanie zadane dziecinnym tonem. Odpowiedziała Gloria.
– Takie sprawy jak zniknięcie sióstr Bethany przyciągają mnóstwo uwagi.
– Ale już wam mówiłam, nie chcę być tamtą dziewczynką.
Kay nie mogła powstrzymać się od myślenia o starym telewizyjnym show, w którym występowała Marlo Thomas z ogromnymi oczami i błyszczącą grzywką, dziewczyna z małego miasteczka, krocząca przez wielką metropolię.
– Nie chcesz być tym, kim jesteś? – zapytała Gloria.
– Nie chcę porzucać życia, które sama sobie zorganizowałam. Nie chcę, żeby teraz wszyscy traktowali mnie jak dziwaka, dziewczynę dnia, uciekającą pannę młodą, biegaczkę z Central Parku, kogokolwiek. Osiągnięcie choćby namiastki normalności kosztowało mnie mnóstwo wysiłku. Zostałam zabrana od rodziców, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Widziałam… różne rzeczy. Nie ukończyłam college’u. Imałam się mnóstwa zajęć, zanim znalazłam sobie takie, które mi pasuje, pozwala prowadzić życie, jakie inni uważają za całkiem zwyczajne.
– Heather, to może głupie, ale jeśli zechcesz, będziesz miała też okazję na tym zarobić. Twoja opowieść to towar. – Gloria uśmiechnęła się z lekką drwiną. – Przynajmniej tak zakładam. Bo przyjmuję na wiarę, że ty jesteś tą osobą, za którą się podajesz.