Ujęła mnie pod ramię.
– Chodź, zaparzyłam kawę i wstawiłam ciasteczka do piekarnika. Nie obiecuję, że będą dobre. Czasami są świetne, kiedy indziej jednak smakują jak przypalona guma.
Przeszłyśmy przez salon, który prowadził od drzwi frontowych na tył domu. Był to pokój z rodzaju tych, które uwielbiam – głębokie sofy, klubowe fotele, ściana zastawiona książkami, kominek, szerokie okna wychodzące na okoliczne wzgórza.
Mamy podobny gust, pomyślałam. Potem uświadomiłam sobie, że to podobieństwo dotyczyło także stroju. Obie byłyśmy ubrane swobodnie, w swetry i dżinsy. Oczekiwałam, że zobaczę wysoką, szykowną kobietę z długimi włosami. Ona z pewnością oczekiwała, że będę mała, a do tego ubrana w coś plisowanego. Gust matki w dziedzinie ubrań dla mnie i Andrei był bardzo kobiecy.
– Leo jest na boisku z chłopcami – wyjaśniła. – Życie z nimi trzema to jeden długi mecz koszykówki.
Stół w jadalni był nakryty na dwie osoby. Maszynka do kawy stała na kredensie. Wielkie okno zapewniało oszałamiający widok na skały i rzekę Hudson.
– Nigdy nie miałabym dosyć patrzenia przez to okno – powiedziałam, siadając przy stole.
– Ja też nie mam. Tylu starych znajomych przeprowadziło się do miasta, ale wiesz co? Wielu z nich wraca. Obwodnicą na Manhattan jest tylko godzina jazdy, a oni uważają, że warto odbywać tę drogę. – Mówiąc to, Joan nalewała kawę, a potem nagle odstawiła maszynkę z powrotem na kredens. – O mój Boże, czas ratować ciasteczka. – Znikła w kuchni.
Może nie wygląda tak, jak ją sobie wyobrażałam, pomyślałam, ale jedno się nie zmieniło! Z Joan zawsze przyjemnie spędzało się czas. Była najlepszą przyjaciółką Andrei i dlatego bez przerwy przychodziła do nas i wychodziła z naszego domu. Oczywiście miałam własne przyjaciółki, lecz kiedy żadnej z nich nie było pod ręką, Andrea i Joan pozwalały mi posiedzieć ze sobą, często po to, by posłuchać z nimi płyt w pokoju mojej siostry. Czasami, kiedy odrabiały razem lekcje, zgadzały się abym odrabiała z nimi swoje, dopóki nie zaczynałam przeszkadzać.
Joan wróciła triumfalnie, niosąc talerz kukurydzianych ciasteczek.
– Należą mi się gratulacje, Ellie – powiedziała. – Wyjęłam je, zanim zdążyły przypalić się od spodu.
Poczęstowałam się jednym. Joan usiadła, przekroiła swoje, posmarowała je cienko masłem, spróbowała i wykrzyknęła:
– Mój Boże, to jest jadalne!
Roześmiałyśmy się i zaczęłyśmy rozmawiać. Chciała wiedzieć, co się ze mną działo i co robiłam, więc naszkicowałam pokrótce okres między siódmym rokiem życia a chwilą obecną. Słyszała o śmierci mamy.
– Twój ojciec zamieścił nekrolog w miejscowej gazecie – powiedziała. – Bardzo wzruszający. Nie wiedziałaś o tym?
– Nie przysłał mi go.
– Mam go gdzieś. Jeśli chcesz zobaczyć, spróbuję poszukać gazety. Tylko to może chwilę potrwać. Z porządkiem w papierach jest tak jak z moim pieczeniem.
Chciałam powiedzieć: nie, nie kłopocz się tym, lecz byłam ciekawa, co mój ojciec napisał.
– Jeśli na niego trafisz, chętnie bym przeczytała – powiedziałam, starając się, aby to brzmiało nieobowiązująco. – Ale proszę, nie rób sobie kłopotu.
Byłam pewna, że Joan miała ochotę mnie spytać, czy jestem w kontakcie z ojcem, ale musiała jednak wyczuć, że nie chcę o nim rozmawiać.
Zamiast tego powiedziała:
– Twoja matka była taka cudowna, a twój ojciec bardzo przystojny. Pamiętam, że mnie onieśmielał, chociaż myślę, że również się w nim podkochiwałam. Było mi tak przykro, kiedy się dowiedziałam, że rozeszli się po procesie. Wasza czwórka zawsze wydawała się taka szczęśliwa i tyle rzeczy robiliście razem. Zawsze chciałam, żeby moja rodzina jadała niedzielny lunch w gospodzie Górski Niedźwiedź tak jak wy.
– Nie dalej jak godzinę, temu myślałam o lunchu, na który tam nie pojechaliśmy – odrzekłam i opowiedziałam jej, jak Andrea rozśmieszyła mnie w kościele.
Joan pokiwała głową.
– Robiła mi to czasami na szkolnych uroczystościach. Potrafiła zachować kamienną twarz, a ja miałam kłopoty, ponieważ śmiałam się w najmniej odpowiednich momentach.
Zadumała się, sącząc kawę.
– Moi rodzice są dobrymi ludźmi, lecz, mówiąc zupełnie szczerze, nie potrafią się dobrze bawić. Nigdy nie chodziliśmy do restauracji, ponieważ ojciec mówił, że w domu jedzenie jest tańsze i lepiej smakuje. Na szczęście teraz, kiedy przenieśli się na Florydę, trochę się wyluzował. – Roześmiała się. – Ale kiedy gdzieś wychodzą, zasada jest taka, że muszą być w restauracji przed piątą, aby zapłacić mniej jako pierwsi goście, a jeśli chcą przed kolacją wypić koktajl, przygotowują go w domu i piją w furgonetce na restauracyjnym parkingu. Czy to nie urocze? – Potem dodała: – Oczywiście, wszystko byłoby inaczej, gdyby nie mogli sobie pozwolić na nic innego, ale mogą. Tata jest po prostu skąpy. Moja matka mówi, że nadal ma pieniądze, które dostał na pierwszą komunię. – Nalała nam drugą filiżankę kawy. – Ellie, jak wszyscy tutaj, widziałam wywiad z Robem Westerfieldem w telewizji. Mój kuzyn jest sędzią. Mówi, że przy takich naciskach na wznowienie procesu jest zaskoczony, iż nie wybierają jeszcze ławy przysięgłych. Nie masz pojęcia, jak przedsiębiorczy jest ojciec Roba, a Dorothy Westerfield, babka, poczyniła ogromne darowizny na szpitale, biblioteki i szkoły w całej okolicy. Pragnie wznowienia procesu, a czynniki miarodajne chcą, aby jej życzeniu stało się zadość.
– Oczywiście zostaniesz powołana na świadka, Joan – powiedziałam.
– Wiem o tym. Byłam ostatnią osobą, która widziała Andreę żywą. – Zawahała się, a potem dodała: – Z wyjątkiem mordercy, oczywiście.
Przez chwilę obie milczałyśmy. Potem zauważyłam:
– Joan, muszę wiedzieć wszystko, co pamiętasz o tamtym ostatnim wieczorze. Wielokrotnie czytałam stenogramy z procesu i uderzyło mnie, że twoje zeznanie było bardzo krótkie.
Położyła łokcie na stole i splotła dłonie, opierając na nich podbródek.
– Było krótkie, ponieważ ani oskarżyciel, ani obrońca nie zadawali mi pytań, które, patrząc z perspektywy, powinni byli zadać.
– Jakich pytań?
– O Willa Nebelsa, na przykład. Pamiętasz, że wynajmował się do wszelkich robót i pracował prawie dla wszystkich w mieście. Pomagał budować waszą werandę, prawda?
– Tak.
– Naprawiał drzwi naszego garażu, kiedy moja matka wjechała w nie samochodem. Jak zwykł mawiać mój ojciec, kiedy Will nie zalał się w pestkę, był dobrym cieślą. Ale, rzecz jasna, nikt nigdy nie mógł liczyć na sto procent, że Nebels się stawi do pracy.
– Chyba to pamiętam.
– Lecz nie możesz pamiętać, że Andrea i ja rozmawiałyśmy często o tym, że jest trochę zbyt przyjazny.
– Zbyt przyjazny?
Joan wzruszyła ramionami.
– Dzisiaj, wiedząc to, co wiem, powiedziałabym, że tylko krok dzielił go od molestowania dzieci. To znaczy, wszystkie go znałyśmy, ponieważ bywał w naszych domach. Ale mnóstwo razy, kiedy wpadałyśmy na niego na ulicy, ściskał każdą z nas na powitanie – chociaż nigdy tego nie robił, jeśli w pobliżu był ktoś dorosły, oczywiście.
Nie chciało mi się w to wierzyć.
– Joan, jestem pewna, że nawet w tym wieku wiedziałabym, gdyby Andrea skarżyła się na niego mojemu ojcu. Wiedziałam przecież, że kazał jej trzymać się z daleka od Westerfielda.
– Ellie, dwadzieścia dwa lata temu dzieci po prostu nie zdawały sobie sprawy, że potencjalnie był kimś więcej niż namolnym pijakiem. Wtedy opowiadałyśmy sobie, jakie to było wstrętne, kiedy Nebels obściskiwał nas i nazywał „swoimi dziewczynami”. „Jak ci się podoba nowa weranda, którą zbudowałem dla twojego ojca, Andreo?”, pytał z przymilnym uśmiechem albo: „Dobrze naprawiłem wasz garaż, prawda, Joan?”. Teraz, z perspektywy, rozumiem, że nas nie molestował, lecz był po prostu zapijaczonym lumpem, który miał cholerny tupet, ale nawet wtedy nie miałam wątpliwości, że naprawdę podoba mu się twoja siostra. Pamiętam, jak powiedziałam żartem rodzicom, że Andrea zamierza zaprosić Willa Nebelsa na zabawę noworoczną. Nigdy nie przyszło im do głowy, że za tym żartem coś się kryje.