Выбрать главу

Niemniej zauważyłam, że twarz matki spochmurniała, kiedy usłyszała wiadomość. Zniknął z niej wyraz oczekiwania i zaczęły się stare żale; jej pierworodna córka ściąga same kłopoty; złe nasienie, zawsze tak jest, jak się nie słucha matki. Rzuca taka szkołę i bez pytania o zdanie wychodzi za mąż, ilekroć nachodzi ją ochota. Dlatego nic jej się w życiu nie układa.

– Mała Szóstko – zwróciła się do mnie. – Ty także mnie nie słuchasz pomimo swego młodego wieku.

– A kiedy choć raz ci się sprzeciwiłam? Poza tym nie jestem już dzieckiem. Mogę głosować, a nawet zostać wybrana. – Nie uchwyciła aluzji do urodzin. W rzeczywistości moja uwaga jeszcze bardziej wyprowadziła ją z równowagi.

– Ach, więc wydaje ci się, że wiesz wszystko o głosowaniu? -prychnęła. – Z radością oddałabym moje prawo wyborcze komuś, kto tylko by je chciał. Całe te wybory sprowadzają się do zakreślenia jednej kratki. Zawsze nam powtarzają: Chcecie demokracji? Przecież nawet nie potraficie czytać!

Miałam ochotę krzyknąć: Mamo, dziś są moje urodziny! Jak mogłaś o nich zapomnieć?

Czułam instynktownie, że moje urodziny nie były zwyczajną datą pośród wielu innych dat, lecz szczególnym koralikiem w modlitewnej bransolecie, od którego zacznie się odliczanie. Dotknięcie tego koralika wyzwoli wiele tematów tabu. Ogarnięta paniką, rozpaczliwie pragnęłam przytulić się mocno do matki. Nić wiążąca mnie z moim losem była jak lont bomby z opóźnionym zapłonem, który przepalały niebieskie iskierki. Czułam, że nadszedł czas, żeby uczynić następny krok, obojętnie czy byłam gotowa, czy nie. Dzisiaj, dokładnie w tej minucie, wiedziałam, że nadeszła chwila, aby wyjaśnić z matką pewne sprawy.

Oparłam się o drzwi; zaskrzypiały pod moim ciężarem. Zamknęłam je czym prędzej, usiłując opanować rosnący niepokój. Aż wreszcie zebrałam się na odwagę.

– Nie uroniłabyś ani jednej łzy, gdyby ktoś pociął mi twarz czy oblał ją kwasem, a nawet mnie zgwałcił i zamordował.

– A to co ma znaczyć?

– Chodzi za mną jakiś mężczyzna.

Zerwała się z miejsca i dotknęła mego spoconego czoła.

– Jesteś pewna?

Wpatrywała się we mnie ze wzburzeniem. Odwróciłam wzrok.

– Możesz mi nie wierzyć, jak nie chcesz.

– Zbyt dobrze cię znam. Zrobisz wszystko, bym się nad tobą trzęsła. – Przyglądała mi się jeszcze przez chwilę, a potem odepchnęła mnie na bok i wybiegła z pokoju.

Wróciła zasapana po jakichś dziesięciu minutach.

– Wiedziałam, że kłamiesz – stwierdziła. – Nikogo nie ma. -Zrobiła pauzę, by zaczerpnąć powietrza, po czym zaczęła mnie wypytywać: – Jak on wygląda? Od kiedy za tobą chodzi? Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?

Przestraszyłam się, widząc, jak bardzo się przejęła.

– Od dawna… nieraz…

Powiedziałam, że nie wydawał się bardzo młody, ale nie był też zgrzybiałym starcem. W średnim wieku, i dlatego zapewne bardziej niebezpieczny od młokosa czy starca.

– Nigdy mu się nie przyjrzałam. Gdyby tak było, nie musiałabym ci o nim mówić. – Ta ostatnia uwaga miała ją zdenerwować.

Matka zgasiła światło.

– Wyjdź stąd. Idź na górę.

Wypadłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Postałam przez chwilę w sieni, dusząc się z żalu i gniewu, zanim ruszyłam na poddasze.

2

Złapałam za książkę, ale nie mogłam przeczytać ani jednego słowa; zanadto rozpraszały mnie spekulacje, o czym może myśleć matka, siedząc na dole po ciemku. Więc włączyłam magnetofon, taniego, starego grata, który wyglądał jak tara do prania. Czwarta Siostra razem z Dehuą przez wiele miesięcy odkładali na niego każdy grosz, a teraz wszyscy chodziliśmy na palcach wokół stołu, żeby przypadkiem nie uszkodzić tego rodzinnego skarbu.

Ile razy możesz być w życiu pijana?

Kiedy jest czas na zabawę, jeśli nie teraz?

No dalej, wysącz szklanicę do dna, a potem zobaczymy.

Piękne kwiaty zakwitają jeden raz,

Druga szansa rzadko się zdarza.

Gdy dziś odejdziesz, kiedy powrócisz znów?

Ten popularny szlagier sprzed pół wieku, który nuciło całe miasto, zanim jakieś trzydzieści lat temu został zakazany jako „niemoralny”, w ostatnim czasie przedarł się przez kordon rewolucyjnych pieśni. Zawsze ulegałam jego czarowi, jednak dzisiejszego popołudnia, zamiast poprawić mi nastrój, pogłębił jeszcze mój niepokój. Po raz czwarty w życiu szczerze martwiłam się o matkę. Więc wyłączyłam muzykę i zeszłam na dół.

Matki nie było. Dziwne, dokąd mogła pójść?

Na podwórku ojciec, kucając, formował brykiety; wilgotny węglowy pył oblepiał mu dłonie. Zawsze stanowczo odmawiał przyjęcia pomocy, jeśli sam o nią nie poprosił. Natomiast matka postępowała dokładnie na odwrót; zamiast poprosić o pomoc, czekała na ochotników, by sprawdzić, które z dzieci pragnie zdobyć jej względy.

Matki nie było w siedlisku ani też w jego pobliżu. Ponieważ jej nie znalazłam, wróciłam do domu i stanęłam na progu z nieobecnym wyrazem twarzy.

– Mała Szóstko! – zawołał ktoś za moimi plecami. Odwróciłam się. Duża Siostra stała oparta o drzwi do naszego pokoju.

Tamta stara kobieta miała rację. Duża Siostra wróciła do Czung-ring.

– Mała Szóstko, czyżbyś ogłuchła?! Moje roztargnienie ją zniecierpliwiło.

3

– W domu nie ma żywej duszy. Jak to możliwe? – dziwiła się Duża Siostra, kiedy się umyła. Wyjęła z szuflady w biurku grzebień z powyłamywanymi zębami i ręczne lusterko Czwartej Siostry. Zdmuchnęła z niego kurz i uczesała włosy, przesadnie skręcone świeżą trwałą.

Niewiele się zmieniła w ciągu tych ostatnich sześciu miesięcy. Twarz jej się nieco wypełniła, figura zaokrągliła, a bystre oczy patrzyły jeszcze czujniej.

– Ojciec jest w domu, nie? Ja jestem. Więc co masz na myśli, mówiąc, że nie ma tu żywej duszy?

– Nie można zadać prostego pytania? – Uśmiechnęła się. – Jesteś dla mnie zbyt wykształcona.

Już zdążyłam zapomnieć o liście, którego matka nie chciała mi przeczytać. Moje myśli były zajęte czym innym.

– Nic mi nie wychodzi tak, jak bym chciała – oznajmiła Duża Siostra i czułam, że to wstęp do długiego monologu o kolejnym rozwodzie.

– Wiedziałam, że przyjechałaś – przerwałam jej, chcąc skierować rozmowę na inne tory. – Po co te tajemnice?

Roześmiała się i stwierdziła, że nie miała zamiaru wracać prosto do domu, chcąc sprawdzić, jak bardzo zirytuje tym matkę. Więc pierwsze kroki skierowała do koleżanki, z którą była na wsi.

– No właśnie! – zawołała, jakby dopiero teraz matka przyszła jej na myśl. – A co tam u niej słychać? Gdzie ona jest?

Sama chciałam to wiedzieć. Powiedziałam, że matka była w domu w południe, ale kiedy zeszłam na dół, gdzieś zniknęła.

– A zresztą, co za różnica – stwierdziła gorzko Duża Siostra. -Zapewne jest po drugiej stronie rzeki z wizytą u Drugiej Siostry. Jest jej ulubienicą, my się nie liczymy.

Rzeczywiście, Drugiej Siostrze najbardziej się poszczęściło. Dzięki temu, że zdała egzamin do studium przygotowującego nauczycieli szkół podstawowych, udało jej się uniknąć wyjazdu w góry albo na wieś w 1969 roku, nie podzieliła więc trudnego losu zesłanej młodzieży. Potem, kiedy miała podjąć pracę, zamiast wylądować na jakiejś zabitej deskami wsi, złapała miejsce w szkole w śródmieściu – tylko dlatego, że wykorzystała patową sytuację między dwoma walczącymi o tę posadę ustosunkowanymi nauczycielami, z których żaden nie chciał ustąpić. Z dnia na dzień siostra stała się mieszkanką śródmieścia. Następnie urodziła jednego syna, potem drugiego, no i naturalnie miała męża, który o nią dbał.

– Umieram z głodu, po prostu umieram z głodu! – oznajmiła Duża Siostra, wyraźnie zła. Zaczęła szperać w kredensie i oczywiście natychmiast natrafiła na bułeczki. Trzymała po jednej w dłoni. – Pycha! Są naprawdę świetne! – stwierdziła, rwąc zębami duże kęsy.

Minutę później obie bułeczki zniknęły, a siostra wycierała ręce w chusteczkę.

– Mała siostrzyczko, dlaczego jesteś blada jak śmierć? – zapytała, zmieniając ton. – Wyglądasz okropnie!

– Jak można dobrze wyglądać w takim słabym świetle?

Była moją siostrą i choć nie widziałyśmy się przez dłuższy czas, wyczuła, że coś mnie gnębi.