Выбрать главу

– Kogo? – spytałam.

– Och, znasz ich – odparł, uśmiechając się przebiegle. – Tych z City Road…

Przed oczyma błysnął mi obraz dziewczyny w siatkowym podkoszulku i chłopaka bez przednich zębów.

– Tych, z którymi mnie poznałeś…?

– Zgadza się.

– Richard!

– Co?

Patrzyłam na niego okrągłymi oczyma. Nie mogłam uwierzyć. Ten facet był zupełnie pozbawiony wewnętrznego alarmu.

– Czy widziałeś kiedyś ich oczy?

– Dlaczego?

Jasne. Richard nigdy nikomu nie patrzy w oczy.

Nie wiedziałam, co biorą te dzieciaki, ale coś brały na pewno. I nie mogłam uznać, że to dobry pomysł – zostawiać ich w jednym pokoju z Gemmą.

ROZDZIAŁ 10

Gemma

To typowe dla Vonny – powiedzieć mi o tym tuż przed imprezą. Naprawdę na nią czekałam. Wyciągnęłam mój strój i ufarbowałam włosy. Tak bardzo chciałam dobrze wypaść. A tu nagle ta ława przysięgłych. To było straszne. Przeciągnęła Richarda na swoją stronę. Już to samo było wystarczająco złe. Ale najgorsze, że nawet Smółka zaczął się z nią zgadzać.

– Nie chcę, żebyś odeszła. Wiesz, że nie chcę, żebyś odeszła – powtarzał.

– No to o co ci chodzi? – syknęłam. On jednak tylko się skurczył.

– Ale oni mają rację… – wymamrotał.

Od tamtej chwili zdecydowanie odsunęłam się od Smółki. No bo jaki sens miała cała ta gadanina o miłości, jeśli sprzymierzył się z nimi, żeby odesłać mnie do domu?

Wielkie dzięki, Smółko.

A ja zrobiłam to wszystko dla niego. Wszystko. Nigdy bym nie uciekła, gdyby nie on. Mogłabym o tym myśleć, ale nie zrobiłabym tego. Teraz natomiast, kiedy już to zrobiłam, on mi mówi, że powinnam wrócić do domu. Wspaniale.

Po tym wszystkim stałam się wobec niego chłodna. Człowiek potrzebuje kogoś, na kim może polegać. W każdym razie nie chciałam być z nim dłużej. Skoro próbował grać Pana Wielce odpowiedzialnego, to niechże sobie szuka kogoś innego do przytulania w nocy.

To był piątek. W sobotę miała się odbyć impreza. Byłam zdecydowana dobrze się bawić. Być może to miały być ostatnie chwile mojej wolności. Spędziliśmy cały dzień na szykowaniu jedzenia, sprzątaniu pokojów i instalowaniu głośników. Jerry zamknął się na górze ze sprzętem Richarda i montował taśmę z muzyką. Vonny, Smółka i ja przygotowywaliśmy sałatki, a Richard kręcił się przy kuchni piekąc chleb – chleb z oliwą, chleb serowy, wszystkie rodzaje chleba. Najadłam się do oporu. Ale w końcu miałam dosyć, więc kiedy Richard wyszedł na godzinę czy dwie do swojego warsztatu, udałam się na górę do Jerry’ego. Vonny i Smółka zostali na dole, bawiąc się w Dom.

Chyba za dużo wypaliłam z Jerrym. Tak mnie podniecało całe to oczekiwanie, a kiedy w końcu się zaczęło… Sama nie wiem. Po prostu nie miałam nastroju. Jeśli chodzi o moje sprawy, to najbardziej bruździła cioteczka Vonny. Po prostu nie mogłam znieść traktowania mnie jak dzieciaka. I tego, że nikt mnie nie lubi.

Tamta trójka poszła sobie do pubu, ale ja i Smółka naturalnie nie mieliśmy pieniędzy, więc zostaliśmy i patrzyliśmy się na siebie. A raczej to ja na niego patrzyłam, bo on był cały pokorny i próbował wydać się miły.

Ale nie wystarczająco miły, aby pomóc mi pozostać w tym domu.

Spróbowaliśmy wina, które kupili tamci, i zjedliśmy co nieco. Richard przed wyjściem dał nam trochę ciasteczek własnego wypieku – ciasteczek z haszem. Oczekiwałam, że zobaczę migotanie świateł albo coś podobnego, ale nic się nie działo, więc zjadłam więcej. I ciągle nic. Pomyślałam, że zjadłam za mało. Czekałam jeszcze na reakcję, kiedy wrócili.

Richard mówił, że przyjdą jacyś ludzie w naszym wieku, ale jak dotąd było tylko kilkoro ich przyjaciół. Stali sobie w grupkach i rozmawiali – boja wiem? – o wykorzystaniu sałatki ryżowej jako paliwa do samochodów i o podobnych sprawach. Rozumiesz? Żyjesz sobie przez tyle lat jako mały Sammy, czy jak ci tam, kończysz szkołę, zaczynasz żyć na własny rachunek i co? Przeobrażasz się w dużego Sammy’ego…

Gdyby zapuścili trochę dłuższe włosy i włożyli garnitury, mogłoby to być przyjęcie w domu moich rodziców. Tutaj mówią o prawach zwierząt i anarchizmie, a tam o kiermaszu parafialnym i o miejscowym klubie torysów. To jedyna różnica. Mieli fajne ciuchy i fryzury, ale… cóż, ujmijmy to w ten sposób: ich rodzice zrobili z nimi kawał dobrej roboty. To wszystko.

Zaczęłam się rozkręcać, kiedy przyszło więcej osób. Wzięłam parę machów. Smółka stale się wiercił, chodząc tam i z powrotem. W pewnym momencie odwrócił się – właśnie stałam przy salaterce i objadałam się sałatką – no więc, odwrócił się cały podniecony i powiedział, że ułożyli plan otwarcia następnego domu.

– Po co? Przecież już mamy dom – odparłam.

– Nie, nie rozumiesz. Chodzi o to, żeby zająć tyle nieruchomości, ile się da…

Okazało się, że jeden z przyjaciół Richarda znalazł jakiś duży, stary dom. Po prostu doskonały. Oczywiście Richard bardzo się do tego zapalił, jak zawsze, a Smółka ochoczo się przyłączył, też jak zawsze. Naprawdę zamierzali pójść i otworzyć tamten dom jeszcze tej nocy.

– Ależ mamy przyjęcie! – powiedziałam. Bo po co przez cały dzień przygotowywać sałatki i ciasteczka z haszem, a potem gdzieś wychodzić? Po co to piwo i wino? To była moja ostatnia balanga na tym świecie, a oni tak po prostu chcą ją zepsuć, otwierając jakiś dom!

Smółka wydawał się zagubiony. Uśmiechał się, a ja nagle zauważyłam, że coś się z nim dzieje. Jego twarz rozciągała się, zęby wyglądały tak, jakby miały zamiar uciec z jego ust, a oczy obracały się na wszystkie strony.

– Wyglądasz naprawdę niesamowicie. Dobrze się czujesz? Dobrze się czujesz? – zapytałam, ale on się zmył, żeby organizować komitet lokatorski czy coś w tym rodzaju.

Zaczęłam wpychać w siebie więcej sałatki. „To absurd. Dom jest tutaj, a oni uciekają z własnego przyjęcia!” – mówiłam do siebie.

I nagle Smółka zaczął kręcić się koło mnie, powtarzając:

– Coś nie tak? Co ci jest, Gemma?

– Och, zamknij się wreszcie. Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju? – odpowiadałam.

Mocno przesadziłam paląc skręty i lejąc w siebie alkohol tylko dlatego, że nie potrafiłam wymyślić nic innego. Wydawało się, że nigdy nie przestanę. Później doszli inni ludzie, zabawa się rozkręciła i poczułam się odrobinę lepiej. Ktoś przygotował poncz. Nie wiem, co tam wlali i… stooop! Wszystko zaczęło wirować coraz szybciej i szybciej i… no tak, wiedziałam, że naprawdę się rozchoruję, jeśli to dłużej potrwa.

Dom znienacka się zapełnił. Nagle nie było gdzie się ruszyć. Wszyscy krzyczeli, hałasowali i tańczyli. Czułam się tak dziwnie. Zatańczyłam, ale moja głowa obracała się wokół osi, nabierając prędkości. Wypaliłam jeszcze ze dwa skręty i… i… Poszłam na górę i posiedziałam trochę w kiblu. Potem ktoś chciał wejść, więc przeszłam do sypialni i położyłam się na łóżku na kilka minut, dopóki moja głowa nie stanęła w miejscu.

To było potworne – jakby ktoś wsadził mi do żołądka mikser elektryczny, który kręcił się coraz szybciej i szybciej, i szybciej, i szybciej…

Leżałam nie wiadomo jak długo, czekając, aż to się zatrzyma. Kiedy poczułam, że mogę znów usiąść, muzyka na dole ciągle dudniła, ale nie miałam pojęcia, która jest godzina. Ciągle czułam się okropnie… no właśnie, okropnie okropnie. Nie byłam pijana czy skacowana, ale w moim żołądku cały czas tkwił monstrualny bąbel. W każdej chwili mógł podejść mi do gardła i wyskoczyć… Pop!