Выбрать главу

– Czy jest jakiś mocny kandydat poza Hillierem?

– Mogłabym wymienić siedmiu, w tym dwie kobiety. Pozostałych nie znam.

– Kto odpadł?

– Naprawdę trudno mi powiedzieć. Z całym rozmysłem nie sprawdzałam stu tysięcy osób, które przeszły do ostatniego etapu. Nie wiem również, kto odpadł, w sytuacji gdy ze stu tysięcy wybrano dziewięć. Gdybym wiedziała, Operacja Poszukiwanie nie powiodłaby się.

Skinął głową i odwrócił się gwałtownie ku oknu.

– Dziękuję, doktor Carriol. Proszę mnie informować o realizacji projektu – powiedział do wielkiej szklanej ściany, izolującej go od zimnego, przykrego świata zewnętrznego.

Nie wróciła od razu do domu. Sekcja Czwarta sprawiała wrażenie opustoszałej, ale kiedy weszła do biura, John Wayne spojrzał na nią znad biurka. Kochany John! Jeśli chcesz, żeby twój syn stał się opoką dla otaczających go ludzi, nazwij go John. Dr Carriol wierzyła w magię imion na podstawie własnego doświadczenia. Wszystkie znane jej Parny były seksownymi kociakami, Johnowie wspaniałymi opiekunami, a Mary realistkami.

W małym sejfie, wbudowanym w dolną część biurka leżały już wszystkie akta. Wyjęła je i rozrzuciła na biurku, zastanawiając się ze zmarszczonymi brwiami, ile kopii powinna zachować, a ile zniszczyć.

John Wayne wszedł do pokoju w chwili, gdy trzymała akta Joshui Christiana.

– Usiądź, John. No i co o tym wszystkim myślisz?

Główną rozrywką całej Sekcji Czwartej było szpiegowanie, co łączy szefową z jej dziwacznym sekretarzem, oraz sprośne i niewiarygodne spekulacje na ich temat. Ale kiedy w Sekcji Czwartej nie było nikogo, John Wayne zmieniał się, stawał się mniej bezpłciowy, choć wcale nie bardziej męski. Oprócz Judith właśnie on miał najwyższe notowania w całym Departamencie. A oboje ceniono o wiele wyżej niż Harolda Magnusa.

– Chyba poszło bardzo dobrze – powiedział. – Kilka niespodzianek, jedna naprawdę duża. Chce pani notatki?

– Już przepisałeś?

– Zrobiłem tylko wstępne szkice.

– Dziękuję. Pamiętam tyle, że w tej chwili mi to wystarczy.

Mam mnóstwo do przemyślenia – westchnęła, przycisnęła palce do powiek, a potem niespodziewanie opuściła ręce i spojrzała przenikliwie na Johna Wayne’a. Była to jedna z jej ulubionych sztuczek. Na nim nie wywierała żadnego wrażenia, zresztą nie o to chodziło. Czysty nawyk, to wszystko.

– Stary Moshe Chasen zakasował tych dwoje, prawda? Warto go było uprowadzić z ZESP.

– Wspaniały człowiek – zgodził się John. – Oczywiście skieruje go pani do pracy nad przesiedleniami.

– Oczywiście.

– A sama zweryfikuje jego kandydatów.

– Nie dopuszczę do nich nikogo! – Niespodziewanie ziewnęła.

Zakryła usta dłonią. Oczy jej zwilgotniały. – O Boże, padam! Zrobisz mi kawy? Nie chcę tego wynosić z biura, więc muszę tu zostać.

– Zamówić kolację?

– To za duży kłopot. Może została jakaś kanapka, to mi wystarczy.

– Kto pierwszy w kolejności? – Nawet gdy byli sami, nigdy nie zwracał się do niej po imieniu, a ona o to nie prosiła. Zachowywali status quo.

Otworzyła szeroko oczy i zmarszczyła wyraźnie zarysowane brwi.

– A któż by? Senator David Sams Hillier VII. Mamy go tutaj, w Waszyngtonie. – Zadrżała na nową myśl. – Brr! Wyobraź sobie, w sprawie pozostałych muszę jechać do Connecticut i Michigan.

W zimie!

John Wayne uśmiechnął się krzywo; miał ładne zęby, ale teraz ich nie odsłonił.

– Nowa Alaska.

– No, niezupełnie – wzruszyła ramionami. – Jeszcze nie.

Pracowała aż do wschodu słońca. Poznała zawartość każdej teczki, łączyła twarze i nazwiska z najbardziej błahymi zdarzeniami oraz ewentualnymi słabościami i mocnymi stronami kandydatów. Dwóch zdyskredytowała pewna, że gdy nadejdzie wielka chwila, nie będzie warto wspominać o nich Tiborowi Reece.

Rzecz jasna, dr Joshua Christian nie należał do nich. Przeczytawszy gruby plik notatek i artykułów zainteresowała się nim. Był autorem kilku bardzo efektownych cytatów, a nazwę, którą nadał postępującej depresji i uczuciu beznadziejności, od trzydziestu lat rozprzestrzeniających się w kraju, uznała za bardzo trafną. Nerwica tysiąclecia.

Ale trudno będzie go wybadać. Już teraz znała jego negatywne cechy: był raczej ignorowany, niż akceptowany i szanowany przez kolegów, nie zawsze postępował konsekwentnie, działać na niewielką skalę, co zadowalało go, a ponadto niewykluczone, że cierpiał na kompleks Edypa. Dr Carriol nie miała dobrego zdania o trzydziestoletnich mężczyznach mieszkających z matką. Według wszelkich danych, nigdy nie związał się z kobietą ani mężczyzną. Tak jak reszta świata, uważała dobrowolny celibat za mniej zrozumiały niż jakiekolwiek upodobania seksualne, łącznie z perwersją. Sama była raczej oziębła. Dr Joshua Christian raczej siłą woli trzymał na wodzy popęd seksualny. Nie miał bowiem oczu zimnego lub nieczułego mężczyzny…

Byłoby bez sensu ni stąd, ni zowąd pojawić się w jego klinice.

Przestudiowawszy akta uznała, że przyjąłby ją nieufnie. Nie mogła olśnić go słowem „Waszyngton”, gdyż wyrażał się o stolicy i panującej biurokracji może nie wrogo, ale z dystansem. Nie zdoła też wyłudzić zaproszenia, wykorzystując kontakty na wydziale psychologii w Chubb. Nie, musi zbliżyć się do niego tak naturalnie, by absolutnie nic nie podejrzewał.

Czas wracać do domu. Trzeba przejść korytarzem między głównymi wejściami i kolejnymi samobójcami po drodze do tego przeklętego autobusu. To nie potrwa wiecznie, uspokoiła się. Pewnego dnia znajdzie się wśród nielicznych wybrańców w kraju, którym przysługuje samochód na dojazdy do pracy. Zwykłym obywatelom samochody przyznawano tylko na czas wakacji, najwyżej przez cztery miesiące w roku. Było to trafne i dalekowzroczne posunięcie – wakacje to radosne wydarzenie, witane z utęsknieniem i z żalem żegnane. Żaden rząd w historii Stanów Zjednoczonych nie był tak przewidujący i wyczulony, jak obecny. I żaden nie był aż tak bezradny; dlatego Operacja Poszukiwanie stała się koniecznością.

Mieszkała w pięknym Georgetown. Ponieważ w tych rejonach kraju zimy nie były zbyt mroźne, poświęciła kilka stopni ciepła i nie zasłoniła płytami izolacyjnymi okien swojego niewielkiego domku z czerwonej cegły. Wolała przez cały rok widzieć śliczną, obsadzoną drzewami uliczkę i urocze domki po drugiej stronie.

Wszystkie oszczędności i nieruchomości zastawiła przed dwoma laty, kupując ten dom, i do tej pory miała kłopoty finansowe. Boże, spraw, żeby ryzyko, które podjęła, przyniosło korzyść jej i temu krajowi! Jeśli Harold Magnus przejmie kontrolę, ona dostanie tylko niewielką nagrodę. Na szczęście (celowo zresztą) tak poprowadziła Operację Poszukiwanie, że Harold Magnus mógł uznać ją za zbyt skomplikowaną, by sobie przywłaszczyć.

W życiu nie związała się z żadnym mężczyzną, z wyjątkiem przelotnych romansów, które wynikały nie z prawdziwego pożądania, a raczej z kalkulacji. Akt seksualny nie miał dla niej znaczenia, dlatego za każdym razem, kiedy sytuacja tego wymagała, zgadzała się, nie przywiązując wagi ani do samego aktu, ani do partnera. W Waszyngtonie łatwo było znaleźć kochanka, męża – trudniej. Z drugiej strony, nie rozglądała się za mężem. Wymagałby za dużo czasu i energii, której potrzebowała do pracy. A kochanek był jedynie drobną niedogodnością. Sprawę dzieci rozwiązała, skończywszy dwadzieścia pięć lat. Wówczas poddała się sterylizacji. Czasy nie sprzyjały wiązaniu nadziei z domem, ona i tak należała do kobiet szczerze oddanych pracy i nie wyobrażała sobie żadnego związku z mężczyzną, rywalizującym o pierwszeństwo.

Zmarzła. Przebrała się w obcisły kombinezon z bawełny, włożyła grube wełniane skarpetki i szydełkowe papucie. Podgrzewając gulasz i duszone pomidory, rozcierała ręce nad gazowym płomieniem. Mięso było z puszki, pomidory zaś świeże. Jedzenie ją rozgrzeje. A potem, mimo iż słońce od kilku godzin świeciło już wysoko na niebie, poszła spać.