Выбрать главу

– Mamo, masz szczęście. Dziś odkryłem naprawdę istotny powód, dla którego powinienem napisać tę książkę. Pewien człowiek poprosił mnie po pomoc. Ale ja nie potrafiłem mu jej udzielić przynajmniej jako psycholog – ponieważ to, na co się uskarżał, nie ma nazwy. Jego jedyne dziecko umarło tydzień temu! Oczywiście dostali z Komisji do Spraw Drugiego Dziecka zezwolenie na urodzenie następnego, ale jego żona poddała się sterylizacji. Tego faktu w żaden sposób nie zmienią. On jeszcze mógł szukać pomocy, ale jego tona już nie.

Po fatalnej sklejce montażowej, doktor pojawił się przed obiektywem innej kamery.

– No więc masz szczęście, mamo! Urodziłaś czworo dzieci.

Wiem, wiem, straconego dziecka nie można zastąpić innym, ale zrównoważyć stratę mogą jedynie inne dzieci. Ten mężczyzna stanął wobec klasycznego koszmaru rodzin z jedynakiem, który umarł. Łzy płynęły mu po twarzy i błagał mnie o pomoc – nie tyle dla siebie, co dla żony. Jakby sądził, że mógłbym mu pomóc. Nikt nie mógł mu pomóc. Powiedziałem mu, że musi znaleźć Boga. Po to, by zrozumieć. Oświadczył, że nie wierzy w Boga, bo żaden Bóg nie pozwoliłby umrzeć dziecku. A zwłaszcza jego dziecku. Do tego właśnie się to sprowadza, mamo. Bóg to coś osobistego, wiąże się z nami.

Na chwilę na ekranie pojawiła się piękna twarz kobiety w średnim wieku i pełne łez oczy (Jego matka” – sotto voce dr Carriol), po czym kamera wróciła do dr. Christiana.

– Pytałem go, czy kiedykolwiek wierzył, a on wyjaśnił, że jego rodzina już od trzech pokoleń odrzuciła religię, gdy zaczęły się zbrojenia nuklearne. Ale trochę czytał o religii. Wymieniał nazwy niezliczonych wojen, stoczonych w imieniu Boga, opowiedział nawet o wojnach Allaha i Jehowy! Rzucił mi w twarz mit o wybranym narodzie, wyliczył różne religie, wciąż nauczające, że tylko ich wyznawcy dostąpią zbawienia. Od czego? – zapytał? Powiedział, że nienawidzi Boga – interesująca sprzeczność, prawda? Potem dodał, że nie jestem pierwszą osobą, do której zwrócił się o pomoc. Najpierw poszedł do pastora (żona wierzyła), przed którym nigdy nie ukrywał pogardy wobec Boga. A pastor z wyraźną satysfakcją oznajmił mu, że śmierć dziecka jest karą za jego grzechy! Jak człowiek, którego wzywa na pomoc ktoś cierpiący, mógł powiedzieć coś takiego? Stary, żądny zemsty Bóg nadal żyje i mieszka w nas. Zadałem sobie pytanie: jak daleko zabrnęliśmy? Taką odpowiedź można było usprawiedliwić trzy tysiące lat temu ludzką ignorancją! Wydawałoby się, że przez te trzy tysiąclecia człowiek lepiej zrozumiał Boga, niż wskazywałoby na to zachowanie tego tak zwanego chrześcijańskiego pastora, prawda? Tak nędzna, małostkowa, żałosna żądza zemsty? Istoty doskonalszej od nas o tyle, o ile my jesteśmy doskonalsi od żyjących na drzewach przodków. Ogarnia mnie rozpacz!

Nie z powodu Boga, lecz człowieka!

Rozgniewana, wykrzywiona twarz zniknęła nagle z ekranu, na którym na moment zapadła ciemność. Potem pojawiła się piękna twarz mężczyzny (sotto voce dr Carrioclass="underline" „Jego brat James”).

– Doszedłeś do czegoś? – zapytał James.

– Po trosze tak. Ale mogę mu ofiarować wyłącznie pocieszenie, tak ulotne! Jutro odwiedzę jego żonę, ale nie mogę pozostać z nią przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zresztą żadne z nich nie oczekuje tego ode mnie. Chcą tylko, żeby ktoś silny, serdeczny i współczujący był z nimi przez te pierwsze, najbardziej mroczne dni.

I w tym przypadku moja książka bardziej im pomoże niż ja, ponieważ ona ich nie opuści. Sięgną po nią w środku nocy, gdy ból stanie się nie do zniesienia, a samotność – przerażająca. Nie twierdzę, że w książce znajdą odpowiedzi na wszystkie pytania, ale przynajmniej skorzystają z niej ludzie, którzy muszą przeżyć takie dni. Ta książka jest niemal jak chleb i ryby – może nakarmić tłumy.

Dr Carriol zatrzymała taśmę i wręczyła prezydentowi kopię dzieła dr. Christiana. Drugą podała Haroldowi Magnusowi.

– Atticus Press opublikuje to jesienią. Planują kampanię reklamową w radiu, telewizji, prasie, wykłady i spotkania w różnych miastach. Zbyt wcześnie na recenzję manuskryptu, to tylko szkic.

Może to nie całkiem w porządku wobec autora, ale warto już teraz przeczytać.

Harold Magnus pochylił się naprzód, z niedowierzaniem i wściekłością, gdyż spodziewał się pomocy z jej strony. Czyż nie powiedział wyraźnie, o kogo mu chodzi?

– Czy twierdzi pani, że ten… doktor Joshua Christian jest pani kandydatem do wykonania zadania?

– Ależ tak – odrzekła spokojnie i z uśmiechem.

– Zabawne! Przecież nikt go nie zna!

– Tak samo było z Jezusem Chrystusem i Mahometem – stwierdziła z namysłem. – Chrześcijańska i muzułmańska lawina ruszyła dopiero po kilkunastu latach. A obecnie mamy więcej możliwości, by rozsławić nieznanych ludzi, niż kiedykolwiek w historii świata. Jeśli zwycięzca Operacji Poszukiwanie jest jeszcze nie znany, uczynimy go sławnym dosłownie w jedną noc i pan o tym dobrze wie.

Prezydent znieruchomiał, przymknąwszy wielkie czarne oczy.

– Doktor Carriol, pięć lat temu zleciłem pani pracownikom znalezienie mężczyzny lub kobiety, bez różnicy, jeśli okazaliby się właściwą osobą – jedyną, zdolną uleczyć chory naród. Osobą, trzymającą rękę na pulsie zwykłego człowieka, zdolną rozpalić jego wyobraźnię tak, jak nie zrobiłby tego ktoś związany z religią. A teraz wybiera pani religię?

– Tak, panie prezydencie.

– Co się tu dzieje, do diabła? – warknął Harold Magnus. Nikt nie wspominał o religii!

Dr Carriol odwróciła się do niego.

– O, proszę pana! Z pewnością już pan zrozumiał, że jedynym lekarstwem na choroby tego kraju jest nie moralne, lecz duchowe wsparcie! Człowiek, którego szukamy, musi mieć wyjątkową zdolność wpływania na innych. Potrzebujemy amerykańskiego sposobu na współczesne życie, obmyślonego dla obywateli USA przez człowieka, który jest jednym z nich! Człowieka, który rozumie i przyciąga właśnie ich, nie Irlandczyków, Niemców, Żydów czy jakąkolwiek grupę etniczną, nieważne, od jak dawna przebywającą w Ameryce! Gdybyśmy kiedyś spokojnie siedzieli na tyłkach, nie zajmowalibyśmy się teraz najbardziej kosztowną akcją poszukiwawczą, jaką kiedykolwiek przedsięwzięto!

Tibor Reece obserwował ją, pamiętając o głównym problemie dnia, zafascynowany prawdziwymi obliczami Judith Carriol i Harolda Magnusa. Można przebywać z innym człowiekiem, sądzić, że dobrze się go poznało, ale nie ma jak zażarta kłótnia. Wówczas odsłania się prawdziwe oblicze. Ta kobietka była jak terier, a Harold Magnus potrafił tylko szczekać.

– Spójrzcie – rozkazała, przerywając spór w interesującym momencie. Nacisnęła guzik w pilocie i na ekranie pojawiła się niewyraźna, szara twarz dr. Christiana, tym razem siedzącego przy biurku.

Był spięty, z wyrazem cierpienia w oczach.

– Nie wiem, dlaczego czuję się dzisiaj tak podle, Lucy. Zdaję sobie sprawę, że w ogóle nie powinienem o tym mówić, ale zawsze uważałem, że mam do zrobienia coś więcej, niż doglądać moich biednych pacjentów. Walczę z tym, naprawdę! Ale wiem, że mam misję do spełnienia, Lucy! Daleko stąd, wśród milionów, których nie znam.

Chcę wziąć ich w ramiona i okazać miłość! Pokazać im, że komuś na nich zależy! Komukolwiek – choćby mnie.

Dr Carriol wyłączyła wideo.

– Ten człowiek – powiedział Harold Magnus, wskazując palcem ekran – to rewolucjonista albo szaleniec!

– Nie, panie sekretarzu – sprzeciwiła się. – Zupełnie nie pasuje do typu rewolucjonisty. W głębi serca jest wyjątkowo prawomyślny, a jego etos jest bardziej konstruktywny niż destruktywny. On nie nienawidzi, lecz kocha! Nie podpala, lecz krwawi! To nie szaleniec.

Rozumuje logicznie i konsekwentnie, mocno stoi nogami na ziemi.