– To już sofistyka.
Roześmiał się.
– Myszka przebadała mnie wszystkimi testami. Mam dysgrafię, jeśli to jakieś pocieszenie.
– Jesteś też niezwykle chytry – odparowała Lucy Greco.
Elliott MacKenzie przeczytał brudnopis książki, zanim przesłał ten jedyny egzemplarz dr Judith Carriol. Obiecał jej, że nie zatrzyma ani jednej kartki. Ale nie podobało mu się, że nie pozwolono zrobić kopii.
Lucy miała jedną w Holloman, dla niego nieosiągalną. A co będzie, jeśli ta cenna książka zginie? Albo w Departamencie Środowiska zadecydują, że zawiera wywrotowe myśli, i nie zezwolą na publikację? Judith Carriol dopilnowała, by mieli prawa autorskie dr. Christiana.
Lucy Greco kontaktowała się z wydawcą. Była pełna entuzjazmu, którego wcześniej nigdy nie zdradzała. Naprawdę, zachowywała się jak młoda zakonnica w religijnej ekstazie. Najwyraźniej uważała się za wybrane naczynie, pełne słów Joshuy Christiana i z najwyższą rozkoszą przenosiła je na papier.
Elliott MacKenzie ostrożnie ją zapytał, czy dr Christian potrafiłby wyrazić swoje myśli przed kamerami.
– Zwali wszystkich z nóg – odpowiedziała Lucy. – Dopóki ma przed sobą twarze ludzi, w które może patrzeć, jest fantastyczny.
Dr Carriol zadzwoniła do niego w dwa tygodnie po otrzymaniu rękopisu.
– Ruszamy, Elliott – powiedziała. – Mam pozwolenie. Im szybciej, tym lepiej. Kiedy Lucy skończy ostateczną wersję?
– Twierdzi, że za miesiąc. Problem w tym, że on ciągle dostarcza mnóstwo nowego materiału, którego ona nie ma serca wyrzucić.
A przecież książka tego rodzaju powinna mieć co najwyżej dwieście pięćdziesiąt sześć stron. Oczywiście możemy wydrukować drugą część w przyszłym roku, ale to oznacza zwłokę, jako że musielibyśmy przejrzeć cały materiał i zdecydować, co zamieścić w pierwszym tomie, a co w następnym.
– Ile mamy czasu?
– Pod koniec września książka powinna znaleźć się w sklepach.
– Może być koniec października, pod warunkiem, że natychmiast się sprzeda.
– Bez problemu – zapewnił szczerze.
– Milion egzemplarzy w twardej oprawie i około pięciu w miękkiej?
To było zbyt wiele, nawet dla Elliotta MacKenzie.
– Hej, hej, hej, czekaj no! Książkę tak nowatorską możemy wydać jako broszurę dopiero za rok, Judith.
– Obydwie musisz wydrukować razem.
– Przykro mi, nie.
– Przykro mi, ale tak, Elliot… Nie stracisz.
– Drogie dziecko, tylko rozkaz prezydenta zmusi mnie do zmiany zdania, a i wtedy będę walczyć!
– Najpóźniej do jutra otrzymasz rozkaz, jeśli tak stawiasz sprawę. Tylko nie marudź, Elliott, proszę. Nie masz szans.
Przycisnął dłonie do oczu. To niewiarygodne. Nie bluffowała.
Czym, do diabła, była książka Joshuy Christiana?
– Daj spokój, mówisz o bestsellerze w historii wydawnictw. Jak mógłbyś stracić? Nie bądź pazerny. Dałam ci tę książkę i równie dobrze mogę ci ją odebrać. Nie podpisałeś kontraktu z Joshuą Christianem, tylko Środowisko – najwyraźniej bawiła się, a jednocześnie mówiła absolutnie poważnie.
Poddał się.
– No dobrze, niech cię!
– Grzeczny chłopczyk. Teraz propaguj książkę, ale na razie nie rozdawaj kopii. Jeśli potrzebujesz dodatkowej ochrony, dostarczę ci ją gratis. Ostrzegam, Elliott. Żadnego czarnego rynku kopii, odbitek ani handlowania manuskryptem. Zagroź swoim ludziom śmiercią, wszystko mi jedno. Dopóki nie zezwolę na opublikowanie, książka ma pozostać tajemnicą.
– Dobrze.
– Świetnie. Chcę, żebyś sprzedał na aukcji prawa do wydań broszurowych i powiadom o tym uprzednio prasę.
Odetchnął głęboko.
– Zawrzemy umowę, Judith. Zagwarantuję kampanię reklamową, godną twoich najdzikszych pomysłów. Ale zrezygnuj z aukcji.
Cholera, jestem wydawcą! A instynkt podpowiada mi, że książka będzie nieprzemijającym bestsellerem. Dlatego warto zatrzymać prawa do wydań broszurowych.
– Upieram się przy aukcji.
– Słuchaj, Judith. Myślałem, że nie chcesz, by dowiedziano się o udziale Środowiska w tej sprawie? Gdy spełnię twoją prośbę, inni wydawcy poczują, że coś tu nie gra. Podobnie dziennikarze nowojorskich gazet. Znają mnie z bystrości, a twoja prośba jest bezsensowna.
W słuchawce na chwilę zapadła cisza.
– No dobrze, wygrałeś. Zatrzymaj prawa autorskie dla Atticusa pod warunkiem, że od razu wydasz książkę w twardej oprawie i jako broszurę.
– Zgoda.
– A teraz jak najszybciej sporządźcie w wydziale reklamy plan kampanii propagandowej. Oczekuję reklamy w telewizji, radiu, gazetach w całym kraju. A właśnie, co sądzisz o tytule? Może twoi specjaliści powinni go zmienić?
– Nie. Podoba mi się boski pierwiastek, ten posmak tajemnicy.
Ciekawe, że świat wciąż wzdycha za Bogiem, a nie przyznaje się do tego.
– Pan Reece chciałby wiedzieć, czy tytuł wymyśliła Lucy, czy Joshua?
– Nie. Znaleźli go w „Księdze cytatów”. To słowa Elisabeth Barret Browning: „Zwróć się ku pracy… bo przekleństwo boże większym jest darem niż ludzkie miłosierdzie”. To wszystko tłumaczy, jak sądzę – zamilkł na chwilę. – Powiedziałaś: pan Reece? Tibor Reece, czyli: prezydent?
– Właśnie. Pan Reece bardzo żywo interesuje się doktorem Christianem i jego książką, ale to informacja jedynie do twojej wiadomości.
Elliott był zszokowany i zaskoczony.
– Czy on to przeczytał?
– Tak. Książka wywarła na nim duże wrażenie.
– Co tu właściwie się dzieje, Judith?
– Dla odmiany trochę altruizmu, Elliott. Wierz mi lub nie, rząd tego kraju troszczy się o obywateli. A pan Reece, Magnus i ja przeczuwamy, że doktor Joshua Christian lepiej wpłynie na morale narodu niż ktokolwiek w pięćdziesięciu ostatnich latach – zmieniła ton. Czytałeś książkę. Zgadzasz się?
– Z całego serca.
Kiedy wrócił do domu, opowiedział o wszystkim żonie. Tak ufał jej dyskrecji, że ani chwili nie wahał się, czy ją wtajemniczyć. Sally nigdy nie plotkowała i nie lubiła słuchać plotek. Zawsze dzieliła jego zainteresowania i świat, z którymi łączyły ją jedynie więzy małżeńskie. Ich jedyny syn uczył się spokojnie w Darmouth, równie zakochany w książkach, jak rodzice. Po ojcu miał żyłkę do interesów, co gwarantowało, że Atticus pozostanie w rodzinie. Od kiedy prapradziadek Elliotta ufundował to wydawnictwo, zawsze u steru znajdował się jakiś MacKenzie. A firma coraz bardziej liczyła się w Ameryce i umożliwiała właścicielom życie na wiele wyższym poziomie niż kiedyś w górach Szkocji.
Teraz zagroził wszystkiemu model rodziny z jednym dzieckiem.
Och, mieć więcej dzieci! Gdyby Alastairowi cokolwiek się stało nie! Nawet nie chciał o tym myśleć. Z drugiej strony w tylu rodzinach wielodzietnych nie było odpowiedniego spadkobiercy… Wszystko zależy od genów.
– Muszę natychmiast przeczytać książkę! – krzyknęła Sally.
– Nie mam kopii – wyznał.
– Dobry Boże! To bardzo dziwne, Elliott. Czy ty aby rozumiesz, co się tu dzieje? Przecież sprawą interesuje się prezydent Stanów Zjednoczonych.
– Wiem jedynie, że zarobimy na tym – odpowiedział. – Zapewniam cię, że Atticus wyda najważniejszą książkę w historii druku.
– Łącznie z Biblią?
Po chwili roześmiał się, wzruszył ramionami i zaryzykował śmiałe pytanie.
– Kto wie?
Wszystko szło świetnie, Judith Carriol pogratulowała sobie, wysiadając z małego helikoptera, którym przyleciała z Waszyngtonu do Holloman w niespełna godzinę. Maszyna wściekle pruła puste niebo, jakby ścigały ją Furie. O, to było życie! Jedyny rządowy samochód w Holloman czekał na nią na polu startowym starego lotniska, wśród wysokich chwastów i stert zwietrzałego gruzu, z umundurowanym człowiekiem, który miał jej towarzyszyć. Kiedy Operacja Mesjasz zakończy się, znów wróci dojazdy autobusami i chodzenia na piechotę. Na razie rozkoszowała się luksusem, przeznaczonym jedynie dla wybranych dostojników. A w wolnych chwilach powtarzała sobie, że nie może przyzwyczaić się do zbytku, by nie odczuć boleśnie powrotu do normalnego życia. Weź przykład z Joshuy Christiana. Ciesz się, ale kiedy wszystko się skończy, nie patrz za siebie, lecz ku przyszłości.