Выбрать главу

Dziwne. Nie widziała go od dwóch miesięcy, ale nie weszła tylnymi drzwiami do numeru 1045, gdzie o tej porze przyjmował pacjentów. Zadzwoniła do numeru 1047.

Mama uściskała ją serdecznie, jakby powitała córkę.

– Och, Judith! Tyle czasu! – Wydawało się, że w głębi jej oczu widać prawdziwą miłość. – Samochód! Widzę, że stałaś się kimś.

Wieszałam pranie na podwórku. Czy to nie cudowne, że nie trzeba suszyć bielizny w piwnicy?

Ból. Och, nie, nie chcę czuć bólu! Nie wolno mi czuć bólu!

Cokolwiek was spotka, nikt nie ponosi za to odpowiedzialności.

Mamo, mamo, jak sobie poradzisz, kiedy spełnią się wszystkie twoje marzenia i ambicje? Jak wielką duszę kryjesz? Dlaczego witasz mnie, jakbym była jego przyszłą żoną i to taką, którą sama wybrałaś? On zaś nie będzie miał czasu ani sił na żonę, a ja na męża.

.- Nie wiedziałam, czy mu nie przeszkodzę, więc przyszłam tutaj.

Mama robiła kawę.

– Joshua czuje się dobrze, Judith. Wyśmienicie. Ale z ulgą pozbędzie się Lucy. Pisanie książki tak go absorbowało. Ciągle zajmował się kliniką, w tym cały kłopot. Ta Lucy Greco była bardzo dobra.

Naprawdę. Miła. Bardzo dobra. Ale on ciebie potrzebował. Ciągle miałam nadzieję, że przyjedziesz! Nie powinien być teraz sam.

– Mamo, to śmieszne! Spotkałyśmy się tylko raz, nic o mnie nie wiesz! To absurdalne, że traktujesz mnie jak jego ukochaną! Nie jestem narzeczoną Joshuy! Nie kocha mnie, ani ja jego. Proszę, nie myśl o naszym małżeństwie, bo to niemożliwe.

– Głuptas – powiedziała mama przyjaźnie. Postawiła filiżanki na stole (najlepszy serwis Lenoxa) i sprawdziła, co z kawą. – Uspokój się. Nie złość się tak. Wypijemy kawę, a potem zaczekasz na niego w salonie. Zadzwonię, żeby przyszedł, jak tylko będzie wolny.

W równym stopniu interesujące, co irytujące. Coraz mniej matek było na świecie, a ta należała do najmłodszych, przed pięćdziesiątką.

Rzadki już przypadek matriarchatu w domach pełnych dzieci.

Między zielenią widniały tajemniczo okna, schludne, prostokątne szklane płaszczyzny bez framug, przez które wpadało słońce.

Rośliny wyglądały radośnie w powodzi kwiatów, błyszczące i najeżone, aksamitne i splątane, i jedwabiście gęste. Różowe i kremowe, żółte i niebieskie, liliowe i brzoskwiniowe. Bardzo mało białych.

Jakie to mądre, że w białym pokoju nie zasadzili białych kwiatów.

Była to kraina czarów, która pewnie przejmowała ich zachwytem, kiedy tylko przypomnieli sobie, by naprawdę ją zobaczyć. Tylko jak często to się zdarzało?

To piękni ludzie. Tylko tacy mogą stworzyć cudowne otoczenie, zamiast pogrążyć się w smutku.

Kiedy matka zadzwoniła z wiadomością, że dr Judith Carriol czeka w salonie, dr Christian poczuł lekkie zaskoczenie. Tak wiele zdarzyło się od czasu ich spotkania, że prawie zapomniał, iż wszystko zaczęło się od niej. Ach tak – Judith Carriol. Judith Carriol? Niewyraźne wspomnienie purpury i fioletu, kogoś wesołego w rozmowie, dozgonnego przyjaciela i odwiecznego wroga…

Zdążył zasiać ziarno, wyhodować je, zebrać żniwo i przesiać na rozległym polu myśli. A teraz patrzył na ściernisko i łamał sobie głowę, co ma znowu zasiać. Rozpierały go możliwości, niedostępne znanym mu mężczyznom i kobietom. Ośmielał się marzyć, że może jednak pisane jest mu coś więcej niż klinika w Holloman.

Dlaczego ma być mi smutno? – zapytał siebie, skręcając z korytarza łączącego oba domy nie w stronę tylnych schodów i kuchni mamy, lecz ku frontowym schodom, prowadzącym do salonu. Między nami nic nie było. Zupełnie nic, poza intelektualną stymulacją i porozumieniem. Po prostu wiedziałem, że ma dla mnie wyjątkowe znaczenie i bałem się jej, to prawda. Ale nie zaszło nic więcej. Bezowocne igraszki w ramionach kochanka, choćby najbardziej drogiego – to solipsystyczna alternatywa, którą odrzucaliśmy dawno temu. Ona nie wnika w moje obecne życie, ciągnie za sobą przeszłość niczym ślubny welon. Więc dlaczego tak boję się spojrzeć jej w twarz? Dlaczego chcę o niej zapomnieć?

Po czym rozwiały się wszystkie wątpliwości. Tak ucieszyła się na jego widok – tak, tak! – nie chciała zawładnąć jego duszą, witała go jedynie jako drogiego przyjaciela.

– Mam tylko godzinę czasu – powiedziała. – Chciałam cię zobaczyć, dowiedzieć się, co sądzisz o książce – przypadkiem przeczytałam ją i uważam, że jest wspaniała. Co masz zamiar robić, gdy już wydamy książkę, czy myślałeś o tym?

Spojrzał na nią zaskoczony.

– Wydacie książkę? Jakie mam plany?

– Po kolei. Książka. Czy ty jesteś zadowolony.

– O tak, oczywiście. I wdzięczny, że skierowałaś mnie do Atticusa, Judith. Kobieta, którą mi przydzielili była… była… – wzruszył bezradnie ramionami – właściwie nie umiem tego wyjaśnić. Ale przy pracy stała się częścią mnie, której mi zawsze brakowało. Napisaliśmy dokładnie taką książkę, jakiej pragnąłem – roześmiał się z lekkim smutkiem. – A opierałem się. Prawda? Trudno szperać w tak odległej przeszłości. Tak wiele wydarzyło się. – Zmarszczył brwi i poruszył się na krześle. – Trzeba pracować, by osiągnąć efekt, ale w jakiś sposób ta książka jest podarunkiem z zewnątrz. Jakbym podświadomie wyraził życzenie, które spełniono od ręki.

Jaki to skomplikowany człowiek. Czasem niebezpiecznie spostrzegawczy, a kiedy indziej prosty i niewinny, wręcz naiwny. Zadziwiające; gdy światło w nim gasło, przypominał roztargnionego i rozczochranego profesora, z tych, którym przyszywa się do marynarki karteczkę z nazwiskiem, adresem i numerem telefonu na wypadek, gdyby powędrowali w nieznane i zaginęli. Ale światło rozjaśniało jego wnętrze, jawił się niczym półbóg, nieugięty i elektryzujący. Joshua, najdroższy, pomyślała, ty nie wiesz, a ja modlę się, żebyś nigdy nie dowiedział się, ale zamierzam zapalić wszystkie reflektory twojej wyjątkowej duszy.

– Czy poinformowano cię już, czego oczekują od ciebie po wydaniu książki? – spytała.

Znowu spojrzał na nią z zakłopotaniem.

– Lucy coś mówiła, ale cóż mogą ode mnie chcieć? Mój udział w tym przedsięwzięciu już się skończył.

– O, z pewnością liczą na wiele więcej, niż napisanie książki powiedziała szorstko. – To bestseller, więc staniesz się kimś bardzo ważnym. Poproszą cię, żebyś uczestniczył w podróży reklamowej, wystąpił w telewizji, radiu, brał udział w bankietach i wykładach, takie tam rzeczy. Chyba będziesz też musiał udzielić masę wywiadów dla prasy.

Chyba spodobało mu się to.

– Wspaniale! Chociaż książka mówi za mnie – a nie masz pojęcia, z jaką radością to stwierdzam! – wolę sam mówić o moich pomysłach.

– Fantastycznie, Joshua. Bo tak się składa, że zgadzam się z tobą – najlepiej przekazujesz swoje myśli w bezpośrednim kontakcie z odbiorcą. Więc chciałabym, żebyś uznał podróż reklamową za idealną okazję, by dotrzeć do wielu ludzi, nie tylko do garstki pacjentów w klinice – zamilkła wymownie.

Po czym oznajmiła.

– Zawsze traktowałam tę książkę za pretekst do zaprezentowania cię mass mediom.

– Naprawdę? Myślałem, że interesuje cię tylko książka.

– Nie. To dodatek do człowieka.

– No tak, Lucy z pewnością wspominała o tej podróży, tylko nic nie pamiętam. Przepraszam cię, Judith. Jestem bardzo zmęczony.