– Podejrzewam pańską córkę o autyzm. Jeśli tak, nie będzie panu lżej, przynajmniej nie od razu. Diagnoza nie przełamie też niechęci pańskiej żony do dziecka. Ale mamy tu do czynienia z potencjałem umysłowym, co oznacza, że nie jest to zwykłe opóźnienie w rozwoju.
Długotrwałe leczenie autyzmu i psychozy jest obecnie bardzo skuteczne. Ale ja chcę ją tylko dokładnie przebadać. Może się mylę, może jednak jest opóźniona w rozwoju. Testy wykażą to z całą pewnością.
– Poślę ją do pańskiej kliniki, gdy tylko pan zechce.
Dr Christian z zapałem potrząsnął głową.
– Nie, sir! Raczej przyślę za parę dni moją bratową Marthę, jeśli pan pozwoli. W ten sposób przeprowadzimy dyskretne badania, by nikt nie wiedział o moim udziale w tej sprawie. Nie chcę zbijać majątku na chorobie dziecka prezydenta. Kiedy testy wykażą, że wskazane jest intensywne leczenie, podam panu nazwiska kilku bardzo kompetentnych specjalistów.
– Nie chce pan jej leczyć?
– Nie mogę, sir. Jestem psychologiem, co w roku pańskim dwutysięcznym trzydziestym drugim rzeczywiście oznacza coś bardzo bliskiego psychiatrii, ale ja specjalizuję się w nerwicach, czego nie podejrzewam u pańskiej córki.
Prezydent odprowadził dr. Joshuę Christiana do samochodu i uścisnął mu ciepło dłoń.
– Dziękuję za przybycie.
– Przykro mi, że bardziej nie pomogłem.
– Ogromnie mi pan pomógł. I nie mówię o córce. Towarzystwo uprzejmego i wrażliwego człowieka, zupełnie bezinteresownego, trafia się tak rzadko, że uczyni ten wieczór niezapomnianym. I życzę panu, żeby książka odniosła sukces. Sądzę, że jest wspaniała, naprawdę.
Prezydent stał na ganku i patrzył, dopóki czerwone tylne światła samochodu nie znikły za zakrętem. No! A więc to był ten surogat Mesjasza, wyprodukowany przez dr Carriol, by uleczyć zagubiony lud trzeciego tysiąclecia. Nie wywołał w nim dzikiego entuzjazmu, nie promieniował też tak okrzyczaną charyzmą. Ale coś było w nim.
Ciepło, dobroć, troska o innych ludzi. Prawdziwy człowiek. Z niezwykłym charakterem, na Boga. Spróbował sobie wyobrazić, jak wyglądała konfrontacja jego żony z kimś tak niezdolnym do kompromisu i uśmiechnął się. Ale rozbawienie przeszło mu bardzo szybko.
Co zrobić z Julią? Do wyborów zostały dwa miesiące, a zatem nie może działać teraz. O, bywali w Białym Domu rozwiedzeni prezydenci, a nawet pod koniec wieku zdarzył się taki, który rozwiódł się w czasie prezydentury i wybrano go ponownie. Rzecz jasna, stary Gus Rome nie popełnił w małżeństwie żadnych błędów. Sześćdziesiąt lat małżeńskiego szczęścia. Uśmiech pojawił się i zniknął z twarzy Tibora Reece. Stary lis! Podobno w wieku dwudziestu lat bez końca uganiał się za wszystkimi żonami w Waszyngtonie. Wybrał żonę senatora Black, Olive, bo była piękna, mądra, genialna w sprawach organizacyjnych i w życiu publicznym, a potem po prostu ukradł ją senatorowi. I udało się, chociaż ona była starsza od niego o trzynaście lat. To najwspanialsza Pierwsza Dama w całej historii tego kraju. Ale w zaciszu domowym – rety, co za piekielnica! Oczywiście nikt nigdy nie słyszał, żeby Gus narzekał. Lew w życiu publicznym prywatnie z przyjemnością zmieniał się w mysz. Gus, zrób to, Gus, nie rób tamtego – a kiedy umarła, był tak zagubiony, że opuścił Waszyngton zaraz po pogrzebie, wrócił do domu w stanie Iowa i umarł w niespełna dwa miesiące później.
No, ale Julia to nie Olive Rome. Chyba zbyt długo był kawalerem. Liczył już tylko na jedną kadencję. Chciał wrócić do pięknego domu, na zdradliwym urwisku Big Sur, domu, który widywał zbyt rzadko i w którym mieszkałby spokojnie z córką, izolując ją od szalejącego tłumu. Chodzić czasem na ryby. Spacerować alejkami usłanymi liśćmi, igliwiem i mchem. Wyobrażać sobie nimfy, kryjące się za skałami i wszelkiego rodzaju driady w koronach drzew. Palić cygara, aż płuca zadymią się nie gorzej niż autostrada. I nigdy już nie patrzeć na Julię.
– Cholera, cholera, cholera! – syczała dr Carriol, wpadłszy do zagraconego gabinetu dr. Moshe Chasena.
Wstrząs to zbyt słabe słowo; dr Chasen przeżył szok. Przez wszystkie lata ich znajomości nigdy nie widział szefowej ogarniętej tak prawdziwie królewską furią. Jej oczy stwardniały jak wypolerowane przez wodę kamienie, miotały bazyliszkowate błyski, a całe ciało trzęsło się wyraźnie.
Od razu pomyślał o dr. Christianie i świeżo przemianowanej Operacji Mesjasz. Nic innego nie mogło tak wstrząsnąć tą kobietą!
– Co się stało?
– Ten cholerny głupiec! – Była wściekła, że nie znalazła mocniejszego słowa. – Wiesz, co mi zrobił?
– Nie – odpowiedział dr Chasen, automatycznie przyjmując, że mowa o Haroldzie Magnusie.
– Przyjął zaproszenie do Tibora Reece i spotkał się z tą głupią flądrą, jego żoną! Bez porozumienia ze mną! Jak śmiał?
– Judith, ale kto?
– Za kogo on się uważa? Pcha się do Białego Domu, nie pytając mnie o zgodę! Powiem ci, co zrobił! Spieprzył wszystko!
Teraz zrozumiał.
– Nasz Czyngis-chan? Joshua?
– Oczywiście! Kto inny popełniłby takie szaleństwo?
– Boże! – Dr Chasen znowu wykonał błędną kalkulację i ujrzał dr. Christiana jako upadłą ofiarę niezaprzeczalnych wdzięków Pierwszej Damy. Cały Waszyngton wiedział o jej swawolach, ale nie zawracano sobie nimi głowy. Każdy urzędnik państwowy ma swoją piętę achillesową.
– Na miłość boską, Judith, powiedz, co się stało! Czyżby T. R.
przyłapał naszego Joshuę ze spuszczonymi spodniami w alkowie Pierwszej Damy?
Dr Carriol odzyskiwała równowagę, więc posłała swojemu powiernikowi spojrzenie pełne miażdżącej pogardy.
– Och, Moshe! Jakiś ty czasami głupi! Nie to! T. R. poprosił go, żeby przyjechał do Waszyngtonu i znalazł lekarstwo dla Rozkosznej Rozpustnicy Reece. A on pojechał i nie zawiadomił mnie! Więc oczywiście to sknocił. Zjawił się tam bez przygotowania, nie wiedząc, w jakie piekło wchodzi. I z pewnością nie było tam żadnego nakładania rąk, zapewniam cię! R. R. R, zamiast paść mu w ramiona, zmieniła front. Może dlatego, że jest tak podobny do T. R.? Ja wiem tylko, że teraz R. R. R. absolutnie nie podziela wspaniałej opinii prezydenta na temat Joshuy i zamierza go dopaść, żeby nie wiem co!
– O, faktycznie, cholera – ale jego umysł pracował już prawidłowo, więc zapytał: – Skąd się dowiedziałaś?
– Parę tygodni temu umówiłam się na randkę z Gary Manneringiem, bo wiedziałam, że to jeden z najbardziej zaufanych paziów Julii.
Po cóż innego spotykałabym się z taką szmatą! Macho w każdym calu, a IQ ma o sześć punktów wyższy od rośliny. Za to rodowód bez zarzutu, śpi na pieniądzach.
Dr Chasen słuchał zafascynowany. Nigdy przedtem nie zauważył u Judith tej kobiecej cechy charakteru. Czuł zakłopotanie, nie wiedząc właściwie dlaczego. Jej nastrój niebezpiecznie ocierał się o to, co nazywał buduarem.
– Dlaczego Gary Mannering, a nie adiutant prezydenta albo jakiś podoficer? Chyba interesuje cię prezydent, a nie Julia.
– Adiutant lub podoficer zaczęliby coś podejrzewać, gdybym wypytywała ich o prezydenta. A Joshua nie należy do tych, o których dyskutuje się podczas pracy. Raczej prezydent wspomni o nim mimochodem przy obiedzie. A więc, by dowiedzieć się, co prezydent myśli o doktorze Christianie, musiałam poznać jednego z chłopców jego żony. To proste, Moshe.
– Mój Boże, Judith, aleś ty przebiegła! Opowiedz mi o wszystkim.
– Pięć minut temu telefonował Gary Mannering i poinformował mnie o wizycie Joshuy i reakcji Julii. A ja musiałam gdzieś wyjść, żeby wyładować się, bo cały budynek wyleciałby w powietrze.
W korytarzu Magnusa jest zbyt wiele osób.
– Może raport jest zbyt jednostronny?